Nie ma jak u mamy – Magdalena Witkiewcz
#Współpraca recenzencka #Wydawnictwo Flow
Po przeczytaniu książki „Szczęście pachnące wanilią” praktycznie od razu sięgnęłam po „Nie ma jak u mamy”. A u mnie oznacza to jedno - powieść bardzo mi się podobała!
Kolejny tom i kolejne problemy bohaterów. Tym razem Milaczek musi na nowo ułożyć sobie w głowie swoje podejście do pewnych tematów. Tego samego chciałby Bachor dla pewnego gagatka. A do tego mamy kilka nowych bohaterek, których przypadkowe spotkanie naprowadza na właściwe tory.
Ponieważ recenzja poprzedniego tomu pojawiła się dosłownie wczoraj, dziś skupię się na różnicach. „Nie ma jak u mamy” to czwarty tom serii „Dobre myśli”. Zanim jednak przejdziemy do tego, co wyróżnia ten tom, krótkie przypomnienie cech wspólnych. „Nie ma jak u mamy” ponownie wyróżnia lekka narracja: bardzo przystępna, wręcz potoczna, pełna zabawnych, nieoklepanych zwrotów. Jest tu też ciepły klimat, który sprawia, że czytelnikowi jakoś lepiej robi się na sercu. Z pewnością są to tytuły, które osłodzą nawet pochmurny, deszczowy dzień.
A co jest inaczej? Przede wszystkim… książka dzieje się 10 lat później! Naprawdę! Gdy o tym przeczytałam, początkowo nie mogłam uwierzyć. Tyle chwil… w których nie towarzyszyliśmy bohaterkom. Aj! Wielka szkoda.
W „Nie ma jak u mamy” jest więcej Milaczka. O ile wcześniej pojawiał się i znikał (że momentami aż zapomniałam o tej historii), to tutaj towarzyszy nam cały czas. I bardzo dobrze, bo jej opowieść jest bardzo ciekawa. Zniknęły za to inne bohaterki. Nie poznamy dalszych losów Ady i innych mamuś. Ich miejsce zajmują kolejne kobiety z małymi dziećmi. O ile nie mam nic do zarzucenia nowym opowieściom – bo te są naprawdę interesujące, to szkoda mi wcześniejszych postaci, które zdążyłam polubić.
To z kolei prowadzi do kolejnego wniosku – „Szczęście pachnące wanilią” skupiało się na wczesnym macierzyństwie. Tutaj też mamy sporo młodych mam, ale pojawia się też więcej innych tematów. Jakby nie patrzeć, Bachor to już młoda kobieta! A co za tym idzie, mierzy się z zupełnie innymi wątpliwościami niż jeszcze 10 lat wcześniej.
Macierzyństwo wciąż jest bardzo ważne, ale… od drugiej strony. Podczas gdy wcześniej bohaterki skupiały się na wychowywaniu dzieci, teraz w dużej mierze poruszany jest wątek kontaktu z ich matkami. To bardzo ciekawy pomysł. Bo z jednej strony autorka porusza się w obrębie tych samych zagadnień (które stanowią o unikatowym charakterze tej serii), ale prezentuje je zupełnie inaczej.
„Nie ma jak u mamy” to czwarty i na razie ostatni tom serii. Mam jednak nadzieję, że wraz ze wznowieniem cyklu autorka zdecyduje się kontynuować opowieść. Bo takich historii nigdy dość!
Dominika Róg-Górecka


Lubię takie ciepłe i lekkie historie. Skoro poprzedni tom tak się spodobał, to tę część też chętnie przeczytam.
OdpowiedzUsuńDziesięć lat to naprawdę długo. Jestem ciekawa, jak autorka poradziła sobie z takim przeskokiem w życiu bohaterów.
OdpowiedzUsuńLubię takie ciepłe i lekkie historie. Ten przeskok o 10 lat bardzo mnie zaciekawił, chętnie poznałabym dalsze losy bohaterów.
OdpowiedzUsuńLubię takie ciepłe i lekkie książki. Ten przeskok o 10 lat brzmi ciekawie, jestem ciekawa, jak zmieniły się losy bohaterów.
OdpowiedzUsuńPrzyjemnie jest czasem sięgnąć po coś lekkiego, bez ciężkiej tematyki i nadmiaru dramatów. :)
OdpowiedzUsuńLubię książki, które mają ciepły i lekki klimat, dlatego ten tytuł od razu zwrócił moją uwagę. Ciekawi mnie też, jak wypadł przeskok o całe dziesięć lat.
OdpowiedzUsuńBrzmi jak książka z bardzo ciekawym i nietypowym klimatem. Lubię historie, które łączą emocje, tajemnicę i interesujących bohaterów, więc zapisuję sobie ten tytuł.
OdpowiedzUsuńPo takiej recenzji mam ochotę poznać tę historię bliżej.
OdpowiedzUsuń