Featured
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiady. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 września 2017

Wywiad z Konstancją Nowicką


W ten bardzo jesienny i deszczowy dzień zapraszam Was na ciepłą rozmowę z Konstancją Nowicką. Autorską książki Trup na trzepaku.

Skąd pomysł na napisanie książki?

Pomysł po głowie krążył od zawsze, zawsze lubiłam czytać i pisać tylko... nie było oddechu w życiu na tyle, żeby do pisania oczyścić głowę i nadać myślom słowa. Nastał oddech – druga ciąża, drugi macierzyński – najcudowniejszy czas w życiu. Można się dziwić – wiem że czasami urlop macierzyński nie ma nic wspólnego z “urlopem” – powinien się raczej nazywać “ciężkie dwudziestoczterogodzinne prace fizyczne i umysłowe - płacy brak”. Jednak u mnie tym razem było inaczej. Moje przejęcie i przerażenie macierzyńskimi sprawami było mniejsze i samo to dawało dużo spokoju i luzu. Poza tym jestem lekarzem, gorzej – jestem lekarzem w Polsce – jesteśmy przez lata dostrojeni do pracy w niedoczasie, rozdwajania się i bycia w kilku miejscach na raz i nagle – czas mi się pojawił – oj nie byłabym sobą gdybym go nie wykorzystała! Tak właśnie z drugim dzieckiem narodziła się pierwsza moja książka.

Dlaczego właśnie ten gatunek: lekki kryminał w połączeniu z powieścią obyczajową o pięknej przyjaźni?

Gatunek wybrałam, bo taki lubię najbardziej, jest mi najbliższy. Poza tym pisałam dla siebie – dla przyjemności pisania, nie myśląc nawet czy skończę pisać, a co dopiero czy książkę wydam. W sumie tak się rozpisałam, bo sama byłam ciekawa zakończenia zagadki.

Jak spędza Pani wolny czas? (Pomijam oczywiście pisanie książek:)


Mam chyba za dużo hobby, ale jeśli zostawić mi odrobię wolnego czasu na pewno wymyśle jakieś następne. Uwielbiam pływać i jeździć konno – pasja i misja pomagania tym zwierzętom towarzyszyła mi od zawsze. Poza tym podróżuję na ile finanse pozwolą. Poznawanie, zwiedzanie nowych miejsc ładuje moje akumulatory, rodzinnie – ponieważ mam męża, dwoje dzieci, psa i kota – uwielbiamy rajdy terenowe (z tego miejsca pozdrawiam wszystkich na czterech łapach, na pewno opowiem o was w następnej książce). Poza tym jeżdżę na nartach, biegam, no i namiętnie leniuchuję z książką na plaży, o ile znajdę na to pięć minut oczywiście i plażę, bo książkę mam ze sobą zawsze i wszędzie.

W Pani powieści bardzo zafascynowała mnie onomastyka. Proszę powiedzieć dlaczego tak naprawdę tylko Antonina i przez chwilę Bizon oraz inspektor Boski- Męski występują pod swoimi prawdziwymi imionami, a reszta bohaterów zarówno pierwszo- jak i drugoplanowych nosi bardzo ciekawe pseudonimy?

Nie wiem. Tak przyszło mi do głowy po wyobrażeniu sobie postaci, pasowało i zostało. To chyba też rodzaj odsapki od zbyt dokładnego nazywania rzeczy, w moim zawodzie pewien rodzaj słownictwa i olbrzymia dokładność jest koniecznością, chciałam zrobić coś zupełnie innego. Onomastyka to też taki nawyk ze studiów – bywało ciężko, bywało dużo materiałów, było pierwsze zetknięcie z ciężko chorymi osobami, dziećmi, byli cudowni nauczyciele byli też hmmm mniej cudowni, nadawanie ludziom i rzeczom własnych synonimów pomagało, tworzyło tarczę, wypełniało brak elementu kreacji. Stąd też wśród wielu innych cystofiks – nie polecam sprawdzania czymże jest naprawdę.

Muszę się przyznać, że ogromnie zachwyciła mnie Bazylia. Jej doświadczenia są mi zupełnie obce, nie jestem matką, ale to co ta kobieta wyczynia, jak świetnie radzi sobie z trójką dzieci, jaką jest mistrzynią logistyki wpędziło mnie w osłupienie i niekłamany zachwyt. Czy Bazylia to Pani alter-ego? Czy jej doświadczenia zna Pani z autopsji?

Oj doświadczenia zdecydowanie z autopsji, a jako że dzieci rosną wór moich doświadczeń również się powiększa, często o zupełnie mi do tej pory nie znane uczucia, sytuacje i pomysły, a dziecięca wyobraźnia nie zna granic. I to nie jest slogan ani po prostu mdłe stwierdzenie, to jest groźba. Tak na prawdę w każdej z moich postaci jest odrobina mnie – moje alter- ego, odrobina życia, odrobina znajomych, przyjaciół i szczypta imaginacji , tak je pięknie zmiksowałam, a one potem mnie zaskoczyły i zaczęły sobie same żyć własnym życiem w tej książce, niejednokrotnie mnie zaskakując.

Równie mocno zachwycił mnie obraz małżeństwa Bazylii. To małżeństwo wręcz idealne i super zorganizowane. Czy nie kusiło Pani, żeby tego męża tak trochę zepsuć? Dorobić mu na boku jakąś kochankę albo wyposażyć w jakąś inną wadę?


Hmm niezły pomysł, może zepsuję go nieco w kolejnej książce? Choć ten mąż to też trochę z autopsji i proszę mi wierzyć, że jego zdecydowaną wadą jest posiadanie miliona zawsze bezwzględnie potrzebnych sprzętów elektronicznych niezrozumiałej konstrukcji, o której bez przerwy opowiada oraz niepewnym czasie i miejscu ich ataku – za to cel jest zwykle jasny i zwala żonę z nóg. 

Serdecznie dziękuję za rozmowę :)


czwartek, 10 sierpnia 2017

„W życiu nie wszystko kończy się dobrze”, czyli wywiad z Magdaleną Majcher


Autorka, która nie boi się trudnych tematów i, jak sama podkreśla, nie pisze bajek dla dzieci. Uwielbia wystawiać swoich bohaterów na próbę, a jej powieści to książki, które sama z chęcią by przeczytała. Do tej pory spod jej pióra wyszły Jeden wieczór w Paradise, Stan nie! błogosławiony i Matka mojej córki. Zapraszamy na rozmowę z Magdaleną Majcher przeprowadzoną w ramach portalu Redakcja Essentia.

4
W swoich książkach porusza Pani trudne tematy. Czy nie boi się Pani, że czytelnikom może się to nie spodobać, gdyż wolą lżejsze wątki?

Moja droga do pisania i wydawania była długa i wyboista. Pierwsza napisana przeze mnie powieść nie została wydana. To była historia rozpadu małżeństwa po śmierci ich kilkutygodniowej córeczki. Dostałam sporo odpowiedzi w stylu: „To się nie sprzeda, ma pani dobry styl, proszę spróbować z czymś lżejszym”. No i spróbowałam, ale Jeden wieczór w Paradise to nie do końca było TO, co chciałam pisać. Dopiero pisząc Stan nie! błogosławiony i Matkę mojej córki, czułam się w pełni usatysfakcjonowana. Nie umiem i nie lubię lekko, cóż począć? Nie zrezygnuję z trudnych tematów, mogę jedynie podać je w lekki sposób, aby czytelnik nie czuł się przytłoczony. Dostaję mnóstw sygnałów, że mi się to udaje, że mimo iż podejmuję w powieściach trudne tematy, te książki czytają się same.

Fabuła zarówno Matki mojej córki, jak i Stanu nie! błogosławionego skupia się głównie na temacie macierzyństwa. Dlaczego zdecydowała się Pani właśnie na taką tematykę? Czy z jakichś względów te relacje są Pani najbliższe?

Miłość macierzyńska jest według mnie najpiękniejszym, ale i wymagającym najwięcej wyrzeczeń rodzajem miłości. To temat rzeka. Sama lubię czytać książki o takiej tematyce, ostatnio zachwyciła mnie powieść Trzy i pół sekundy Amandy Prowse. Kieruję się prostą zasadą: piszę to, co sama chciałabym przeczytać. Czy wątki związane z macierzyństwem są mi bliskie? Na pewno. Mam dwóch synów, w pewnym stopniu mogę identyfikować się z moimi bohaterkami.

Skąd czerpie Pani inspiracje? Odpowiedź na to pytanie szczególnie interesuje mnie w kontekście Pani ostatniej książki. Główny wątek Matki mojej córki to naprawdę niełatwy temat.

To nie jest tak, że konkretna osoba, dzieło czy miejsce mnie inspirują. Pomysły przychodzą znienacka. Myję zęby, jestem z dziećmi na placu zabaw, spacerze, gotuję obiad, a tu nagle… bam! Jest zamysł i już wiem, że to jest historia warta opisania. Czasem zainspiruje mnie zasłyszana historia, dramat, który toczy się gdzieś w sąsiedztwie, ale nigdy nie jest tak, że opisuję życie innych ludzi. Nie piszę o znanych mi osobach, wszystkie moje postacie są fikcyjne, tak jak i opisywane przeze mnie wydarzenia.

Bohaterkami Pani książek targają bardzo silne emocje, każe im Pani mierzyć się z trudnymi doświadczeniami. To, że uczucia udzielają się czytelnikowi, sama wiem najlepiej, a co się dzieje z pisarzem? Czy również tak przeżywa to, o czym pisze?

Bywało tak, że płakałam, pisząc ostatnie sceny, ale to nie tak, że mierzę się z doświadczeniami moich postaci. Obserwuję je całkiem z boku, ale czasem rodzą się we mnie wspomnienia, przypominam sobie podobne sytuacje z mojego życia. Wtedy zdarzy mi się wzruszyć. Na co dzień jednak przypatruję się chłodno moim bohaterom. Uwielbiam wystawić ich na próbę, sprawdzać w ekstremalnych sytuacjach, ale nie czuję się po tym skonana. Ja to nie oni, oni to nie ja, chociaż, proszę mi wierzyć, to są ludzie z krwi i kości, a nie tylko papierowe postacie, czego najlepszym dowodem jest to, że często dochodzą do głosu i całkowicie mieszają mi w fabule…


A wracając do tych traumatycznych przeżyć… Czy nie kusiło Pani, żeby nagle wszystko odkręcić? Zaskoczyć wszystkich bardzo szczęśliwym zakończeniem?

Mnie nie kusi. W życiu nie wszystko kończy się dobrze, a ja tworzę realistyczne fabuły, a nie bajki dla dorosłych. Ale wiem, że czytelniczki chciałyby szczęśliwego zakończenia, więc może w końcu im je dam? Oczywiście nie stuprocentowo szczęśliwe, bo nie byłabym sobą, ale może chociaż w osiemdziesięciu procentach?

Czy myślała Pani o tym, żeby spróbować swoich sił w zupełnie innym gatunku? Na przykład… erotycznym kryminale? To teraz bardzo modne.

Mam w planach flirt międzygatunkowy, chociaż na stałe pozostanę wierna obyczajom. Erotyczny kryminał? O ile ta druga część nie brzmi najgorzej, o tyle erotyki w ogóle mnie nie kręcą.

Czy ma Pani w planach spotkania autorskie? Czy w najbliższym czasie Pani wierni czytelnicy będą mogli spotkać Panią osobiście?

Oczywiście! Proszę obserwować moją stronę internetową i fanpage’a. Uwielbiam spotkania z czytelnikami. Już 20 lipca spotkam się z nimi w Ustroniu Morskim. 3 sierpnia w Bielsku-Białej, 27 września – w Czeladzi, 12 października – w Sosnowcu, a 19 października – w Kędzierzynie-Koźlu. Szykuje się więcej spotkań, ale ich daty będę mogła podać po potwierdzeniu.

Czy mogłaby Pani zdradzić coś na temat swojej kolejnej książki? Są już plany? A może nawet cała powieść? I przede wszystkim… kiedy. I dlaczego tak długo musimy czekać?

Kolejna książka jest już ukończona, a do księgarni trafi jesienią, więc myślę, że nie każę moim czytelnikom długo czekać. Już pracuję nad kolejnymi projektami. Nie umiem nie pisać.

Serdecznie dziękuję za rozmowę!

Ja również dziękuję!

Redakcja Essentia
Recenzje książek Magdaleny Majcher znajdziecie tutaj :)

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates