Featured

czwartek, 18 października 2018

Drugi Legion – przedpremierowo


Ulubione książki mają to do siebie, że wraca się do nich na przekór piętrzących się na półce stosikach "nieprzeczytane" lub "pilne" czy słowom "i znowu to czytasz" wypowiadanym w kierunku czytającego. Jeśli dana pozycja ma swoją – tym lepiej – ponieważ nie trzeba na zbyt długo rozstawać się z ulubieńcami. Oczywiście można odczuwać delikatny niepokój, że kolejne tomy będą gorsze od poprzednich, ale jaki to czytelnik, który nie wierzy i nie ufa autorowi?


Tytuł: Drugi Legion
Autor: Richard Schwartz
Cykl: Tajemnica Askiru (tom 2)

Wydawnictwo: Initium

Pokonanie nekromanty Balthasara było wstępem do przygód – nierzadko będących zagrożeniem życia, których uczestnikami stali się Havald, Leandra, Zokora, Varosch, Seglinde (będąca naczyniem Serafine) oraz Janos. Chcąc dostać się do legendarnego Akiru i tam wybłagać pomoc w walce z despotycznym Thalakiem, bohaterowie zostają zmuszeni do przemierzania podziemnych, lodowych tuneli, walki z osobliwymi potworami oraz ryzykowaniu własnego istnienia podczas podróży przez magiczny portal. Niestety zamiast w Askirze, wędrowcy "lądują" w piaszczystym i niegościnnym Besarajnie, który powita ich nie tylko nowymi niebezpieczeństwami przynoszącymi ze sobą rozdzielenie oraz uświadomieniem, że w ślad za nimi podążają macki wroga, ale również niespodziewaną misją mogącą przysporzyć im tyle samo sojuszników, co wrogów.  

Zaufanie, jakim obdarzyłam Richarda Schwartza zwróciło mi się z nawiązką, ponieważ Drugi Legion okazał się fantastyczną pozycją, którą raczej pochłonęłam niż przeczytałam i teraz cierpię na czytelniczego kaca. Dlaczego? Przede wszystkim odbiorcy książki mogą zobaczyć, jak bardzo plastyczny jest umysł autora oraz jego wyobraźnia. W Pierwszym Rogu akcja toczyła się w zajazdu pod Głowomłotem i jego piwnicach – mimo tak małego obszaru Schwartz doskonale uchwycił czarowność i grozę tego miejsca. W Drugim Legionie jego miejsce zajmuje Gasalabad – stolica Besarajnu mogąca śmiało kojarzyć się z disney'owskim Agrabah (akurat mojej wyobraźni skojarzenie to jak najbardziej pasuje), gdzie mieszają się ze sobą klasy bogatych panów i biednej ludności. To właśnie tutaj kwitnie handel niewolników, a złodziejskie szajki mają niemałe utargi. Krokami wędrowców kieruje nie tylko chęć odnalezienia zaginionych towarzyszy, ale po trochu również przeznaczenie, ponieważ to ono stawia na ich drodze Armina, który okaże się nie tylko wiernym sługą, ale również niezwykle przydatnym członkiem małej drużyny Havalda. Dzięki niekonwencjonalnym pomysłom, mistrzowskiej umiejętności przemawiania i niezwykłemu urokowi osobistemu di Basra nie raz osiągnie więcej niż zdziałałoby ostrze miecza.

Jednak Drugi Legion to nie tylko krainy rodem z baśni czy istoty nie z tego świata. Przede wszystkim jest to powieść o wierze, niezachwianej nadziei, odwadze graniczącej niekiedy z głupotą, poczuciu obowiązku – świętszego niż cokolwiek innego na świecie, przyjaźni mocniejszej niż głaz i miłości, której nic nie jest w stanie zniszczyć. Niezwykłą przyjemnością było oglądać zmiany zachodzące w niektórych bohaterach – przede wszystkim w mrocznej elfce Zokorze, która w końcu zaczęła rozumieć, że obustronna zagłada serwowana sobie przez ludzi i elfów ani jednej stronie, ani drugiej nie przyniesie niczego dobrego i dostrzegać wachlarz możliwości jakie otwiera wzajemne zaufanie.

Niestety zakończenie książki nie tylko nie przynosi odpowiedzi na dręczące czytelników pytania, ale również wymusza cierpliwe oczekiwanie na trzeci tom Tajemnicy Akiru.

Monika Mikłaszewska 

środa, 17 października 2018

Córka złodzieja – Jeff Wheeler


Czy zdarzyło się wam, że dopiero drugi tom zdobył wasze serce? Pierwszy nie był niczym szczególny, za to jego kontynuacja okazała się więcej, niż dobra? Bo mnie spotkało właśnie coś takiego. Niech dzieje się magia!

Tytuł: Córka złodzieja
Autor: Jeff Wheeler
Wydawnictwo: Jaguar

Córka złodzieja” to drugi tom cyklu Królewskie Źródła. Od akcji opisanej w pierwszej części minęło 9 lat. Owen nie jest już nieśmiałym, przestraszonym chłopcem, ale młodzieńcem piastującym ważną rolę na dworze króla. Szkolony w zarówno w wojennym rzemiośle, jak i polityce, nabrał pewności siebie. Zaczął też inaczej patrzeć na swoją przyjaciółkę od dziecięcych zabaw. Jednak król ma wobec dwójki młodych zupełnie inne plany. W pierwszej kolejności chce pokonać pretendenta do swojego tronu. I zrobi to za wszelką cenę, nawet jeśli miałby przy okazji złamać niejedno serce.

Wow! Co to była za książka! Do tej pory jestem pod jej wrażeniem. I wciąż nie mogę uwierzyć, że tak przeciętny pierwszy tom ma taką genialną kontynuacją. Bo umówmy się, „Trucicielka królowej” była po prostu... ok. Główny bohater miał niewiele lat i nie tylko mało co rozumiał z otaczającej go intrygi, ale też w niewielu istotnych scenach uczestniczył. Tym razem jest inaczej. Wszystko dzieje się albo z jego udziałem, albo za jego sprawą. Wpływa na przebieg fabuły i przejmuje dowodzenie. Czasem nawet bardzo dosłownie. Nie zabrało zaskakujących wydarzeń i niespodziewanych sytuacji.

"Historia Ceredigionu i mity o Źródle sięgają niemal tysiąca lat wstecz. Niektórzy historycy twierdzą, że mity o źródle są jeszcze starsze i pochodzą ni mniej, ni więcej a z czasów stworzenia świata. Opowiadają o lądzie, który zrodził się wśród ognia i popiołów ze wzburzonego morza zwanego Wielkimi Głębinami".

Cała akcja uległa więc zintensyfikowaniu, tak samo, jak pozostałe aspekty powieści. Polityka zrobiła się jeszcze bardziej napięta i niebezpieczna. W tym zakresie wszystko co chwilę się zmienia i nie ma czegoś takiego jak sprawdzeni sojusznicy. Każdy może zdradzić i narazić bohaterów.

Wiele zyskały również same postacie. Wydoroślał nie tylko Owen, ale też jego przyjaciółka. O ile wcześniej gadatliwa dziewczynka strasznie mnie irytowała, o tyle teraz stała się moją ulubioną bohaterką. Jej impulsywność została uzupełniona o inteligencję, wiedzę i urok. Zaskoczyć może też przemiana króla, który ujawni przed czytelnikiem swoje kolejne oblicze.

W serii na pierwszy plan wypłynęły też kwestie... miłosne. Tak, nastał odpowiedni czas na pierwsze flirty, uśmiechy i zaloty. Jednak na drodze zakochanym staje polityka. To rozwiązanie bardzo fajnie sprawdza się w praktyce. Nic nie jest ani proste, ani naiwne i dzięki temu wątek zyskuje na pikanterii.

Warto jeszcze wspomnieć, że autor pisząc książkę inspirował się wojną dwóch róż, czyli wydarzeniem ze schyłku średniowiecza. Owszem, opowieść dzieje się w zmyślonym uniwersum, jednak realia świata zostały zachowane i bardzo ciekawie przedstawione. Momentami miałam wrażenie, że czytam powieść... historyczną. Wszystkie dworskie konwenanse, zasady prowadzenia polityki, podległość wobec władczy, czy nawet kwestia relacji między młodymi ludźmi zostały powtórzone i bardzo fajnie wprowadzone do fabuły.


Tak, „Córkę złodzieja” czytałam z zapartym tchem! Naprawdę bardzo dobra książka, która przypadnie do gustu każdemu ceniącemu fantastykę napisaną z dużym rozmachem. Po prostu nie mogę się doczekać tomu trzeciego!


sobota, 13 października 2018

Trucicielka królowej – Jeff Wheeler


Małe dzieci z nadzwyczajnymi mocami od zawsze stanowiły silne fundamenty... literatury fantasy. I jest to motyw równie popularny, co mało nowatorski. Czy korzystając z tego sprawdzonego pomysłu, można jeszcze napisać oryginalną książkę?

Tytuł: Trucicielka królowej
Autor: Jeff Wheeler
Wydawnictwo: Jaguar

Życie Owena wywraca się do góry nogami. Jego ojciec okazał nieposłuszeństwo wobec króla. Władca każe go okrutnie. Dodatkowo żąda, by syn niepokornego poddanego zamieszkał z nim na zamku. Czemu? Ma być gwarancją lokalności na przyszłość. Wybór trafia na Owena, małego, nieśmiałego i odrobinę wycofanego chłopca. Czy ośmiolatek ma szansę pośród dworskich intryg? Jeśli za sojusznika ma się tajemniczą trucicielkę królowej i zalążki mocy... wszystko może się zdarzyć.

Muszę przyznać, po książce spodziewała się zupełnie czegoś innego. Przede wszystkim byłam pewna, że „Trucicielka królowej” to powieść young adult, owszem, w świecie fantasy, ale jednak dla młodzieży i... o młodzieży. Gdy przeczytałam, że główny bohaterem jest 8-latek, po prostu nie wiedziałam co o tym myśleć. Co zyskujemy, a co tracimy, poznając opowieść z perspektywy dziecka?

Przede wszystkim Owen nie do końca rozumie to, co się wokół niego dzieje. Jego dziecinność bardzo zawęża jego perspektywę, a początkowa akcja szybko ogranicza się do kilku lokalizacji. Z drugiej jednak strony pozwala nam to z zaciekawieniem obserwować to, co dzieje się na drugim planie. Wiele można wyciągnąć z rozmów między dorosłymi, nawet jeśli Owen nie do końca rozumie ich treść.

Ciekawym elementem jest też dziennik szpiega. Krótkie zapiski rozpoczynają każdy rozdział i pokazuje nam odrobinę szerszą perspektywę. Oczywiście, gdy przymniemy oczy na to, że... szpieg pisze dziennik. Niby zaszyfrowany, ale mimo wszystko wydaje mi się to mało przekonujące. Wydaje mi się, że lepiej by to wyglądało, gdyby pisma te były raportami, a nie zbiorem luźnych przemyśleń, które nie mają żadnej praktycznej funkcji, a mogą jedynie pogrążyć tajnego agenta.

"Odwaga to nie brak lęku, Owenie. Odwaga to parcie naprzód, nawet kiedy się boisz". 

Na uznanie zasługuje za to kreacja bohaterów. Pomijając Owena i jego lekko irytującą koleżankę, reszta naprawdę jest... wielowymiarowa. Przede wszystkim król, który początkowo „kreślony” jest jako ten zły, wraz z rozwojem akcji powoli zmienia swoje oblicze. Intrygująca jest też tytułowa trucicielka królowej. Ale kim jest... to już musicie przekonać się sami.


Ciekawy jest również wykreowany świat, jednak tutaj muszę was ostrzec. Nie jest to powieść tak bardzo magiczna, jak można by się było tego spodziewać. Wspomniane wcześniej niezwykłe moce to kluczowy element opowieści, który jednak nie pojawia się często. W całej książce można wyraźnie wyczuć, że jest to pierwszy tom dłuższej serii. Po prostu akcja rozwija się powoli, a bieg wydarzeń rzadko zaskakuje czytelnika. Niemniej zakończenie powieści jest naprawdę obiecujące. Z zaciekawieniem śledziłam ostatnie strony i nie mam bladego pojęcia, w jaki sposób potoczy się dalsza fabuła. No i nasz bohater staje się coraz starszy! A to daje wiele nowych możliwości!
  

poniedziałek, 8 października 2018

Skrzywdzona – Natasha Preston



Pamiętasz swoje pierwsze cztery lata życia? Jakieś przebłyski wspomnień, emocji, cokolwiek? Nie? Cóż, dla niektórych jest to poważny problem.

Tytuł: Skrzywdzona
Wydawnictwo: Feeria Young

Scarlett wiedzie spokojne życie nastolatki, spotyka się z przyjaciółmi, wzdycha do chłopaków. A szczególnie do jednego. Noah jest nowy, a już zdążył wpaść w oko większości dziewczyn. Jednak on zwraca uwagę przede wszystkim na Scarlett. Za jego sprawą dziewczyna zaczyna zadawać coraz więcej pytań o swoją przeszłość. Nie pamięta nic ze swoich pierwszy czterech lat. Zdaniem jej rodziców to trauma wywołana pożarem, który wtedy miał miejsce. Scarlett jednak zaczyna dostrzegać coraz więcej nieścisłości. Co tak naprawdę się wydarzyło i kim jest… Noah?

„Skrzywdzona” zaczyna się, klasycznie… jak przystało na powieść young adult. Młoda dziewczyna zakochuje się po uszy w nowym uczniu. Czytelnik obserwuje niespieszny i romantyczny rozwój tej znajomości. Jednak regularnie otrzymuje sygnały, że przeszłość Scarlett wiąże się z tajemnicą. Im więcej tych wzmianek, tym powieść staje się ciekawsza.

Klasycznie też narracja prowadzona jest dwutorowo z dwóch perspektyw, naprzemiennie towarzyszymy Scarlett i Noahowi. I jest to zabieg bardzo typowy, ale też udany i wręcz niezbędny dla głównego wątku fabularnego.

Najważniejsza zagadka jest ciekawa, jednak dość szybko można się domyślić jej rozwiązania. Głównie za sprawą Noaha, który dostarcza nam wiele wskazówek, a kilkanaście stron później przechodzi do sedna.  I zaraz potem czeka nas pełne napięcia oczekiwanie, kiedy cała prawda dojdzie do Scarlett. Tak, pod tym względem rozwój akcji jest dość oklepany, jednak bardzo przyjemny w odbiorze.

Społeczność, z którą związany jest Noah, to naprawdę ciekawy wątek. Nawet najciekawszy. Gdy już w książce przejdziemy początkowy etap wzajemnych fascynacji, wkracza akcja. I wtedy zaczyna się dziać. Jeśli mam być szczera obawiałam się, że powieść może okazać się częścią trylogii, a akcja urwie się w kulminacyjnym momencie. Tak się jednak nie stało i całe szczęście czytelnika czeka sporo zwrotów wydarzeń.

Bez wątpienia nie można też narzekać na klimat i atmosferę. Wiele scen mrozi krew w żyłach, a motyw napędzający akcje buduje uczucie napięcia. Jednak do jednej rzeczy mogę się przyczepić. Miałam wrażenie, że moment przemiany Noaha był zbyt gwałtowny, zbyt wyreżyserowany. Nie do końca mogłam w to uwierzyć.

„Skrzywdzona” to ciekawa, młodzieżowa powieść, która obok standardowego romansu dostarcza też ciekawą, momentami przerażającą opowieść. Zdecydowanie polecam miłośnikom gatunku.




Toń – Marta Ksiel


Daj się porwać tej historii. Odpłyń w jej głębię i podążaj razem z wartkim nurtem fabuły. Czeka cię toń, nieobliczalna i porywająca... dosłownie.

niedziela, 30 września 2018

Płatki wspomnień – Augusta Docher


Znajdzie jakiś temat tabu, a Augusta Docher zrobi z niego... bestseller. Jesteście ciekawi, co tym razem wzięła na tapet autorka, dla której żaden problem nie jest zbyt kontrowersyjny (a przynajmniej ja mam takie wrażenie)? Zapraszam na recenzję „Płatków wspomnień”, książki, o której można powiedzieć wszystko, ale na pewno nie to, że jest nudna!

Tytuł: Płatki wspomnień
Autorka: Augusta Docher
Wydawnictwo: SQN

Liu to młoda Chinka, która do wszystkiego podchodzi ze spokojem i akceptacją. Brzmi to nieźle prawda? Oczywiście do momentu, gdy nie przekroczy się pewnych granica. A ona ma je daleko za sobą. Szybko okazuje się, że ludzie, którym ufa, krzywdzą ją bez najmniejszych wyrzutów sumienia. Czy Liu znajdzie swoją bezpieczną przystań? Czy miłość pokona wszelkie przeszkody i uprzedzenia?

Od razu muszę uprzedzić. To jest książka dla dorosłych. Jeśli twoja nastoletnia córka bardzo, ale to bardzo prosi, nie daj się jej zwieść. To jest właśnie ten moment, żeby podkreślić swój rodzicielski autorytet stanowczym „nie”. Czemu? Cóż, kojarzysz erotyki, którym zarzucano, że pomimo obietnic BDSM nie dzieje się nic, poza kilkoma klapsami? Tym razem zdecydowanie nie można podnieść tego argumentu. W ogóle, jeśli do tej pory nie intrygowały cię różne seksualne wariacje dla zaawansowanych, to... powodzenia. Nie wszystkie odkrycia będą estetyczne. I nie sprawdzaj ich w Internecie, serio :D Uff... chyba trochę postraszyłam. Tak, niektóre opisy są odważne, wręcz wulgarne, ale nie przesadzajmy, w książce, która ma ponad 600 stron, dla dorosłego czytelnika stanowią jedynie dodatek podkreślający powagę sytuacji.

A sytuacja Liu bynajmniej nie należy do łatwych. I chociaż jej zachowanie nie raz budziło mój sprzeciw, to nie sposób zaprzeczyć, że takie sytuacje mają miejsce. Ile razy wmawia się nam, że powinnyśmy być grzeczne i posłuszne? Córeczka, która zawsze słucha tatusia, uczennica, która nigdy nie podważa słów nauczyciela, pracownica, która nie reaguje na „żarciki” szefa. Historia opisuje to może w sposób przesadzony, ale jednak wyraźnie akcentujący rangę problemu.

I to nie jednego! Problemów, komplikacji, czy zwykłego pecha nasza bohaterka ma pod dostatkiem. Czeka ją ciężka przeprawa, a czytelnika niesamowicie emocjonująca książka. Akcja powieści biegnie wartko i dynamicznie. Pojawia się też sporo niespodziewanych zwrotów akcji. Właśnie dlatego bardzo trudno oderwać się od czytania. Książka naprawdę wciąga!

Warto również zwrócić uwagę na narrację, która urozmaicana jest różnymi formami. Czasem pojawiają się wspomnienia z przeszłości, innym razem dziwne zapiski. Oraz oczywiście zmiana narracji między bohaterami.

Jeśli zaś chodzi o gatunek literacki, to jest to w pierwszej kolejności romans-erotyk, a w drugiej... chyba wszystkiego po trochu. Właśnie dlatego książka nieustająco dostarcza wrażeń i emocji na najwyższym poziomie. Jest miejsce i na śmiech, i na łzy, a nawet na przerażenie. „Płatki wspomnień” to zdecydowanie powieść dla dorosłych, ale równie zdecydowanie jest to tytuł godny uwagi.


W żywe oczy – JP Delaney

 

To było tylko zadanie, zlecenie, które miało jej przynieść pieniądze na czynsz. Nie była sobą, odtwarzała tylko kolejną rolę. Jak w teatrze. Proste, prawda? Do czasu. W pewnym momencie zaciera się granica między prawdą a fikcją i nic nie jest już oczywiste. Kto kłamie? Kto gra? Ta zabawa staje się śmiertelnie niebezpieczna.

Tytuł: W żywe oczy
Autor: JP Delaney
Wydawnictwo: Otwarte

Claire studiuje aktorstwo, jednak w jej życiu nic nie jest proste. Żeby zarobić na czynsz, podejmuje się nietypowej pracy dla agencji detektywistycznej. Jej zadaniem jej przetestowanie wierności mężów. Nic trudnego. Rozmawia, flirtuje, jeśli zaproszą ją „na górę”, sprawa jest oczywista. Jednak, gdy w niewyjaśnionych okolicznościach ginie jej zleceniodawczyni, a w grę wchodzi namiętność, wszystko staje na głowie.

Fabuła powieści silnie związane jest z wątkiem artystycznym. Nasza bohaterka jest aktorką, a ten fakt nie tylko ciekawie uzupełnia historię, ale też w pewien sposób determinuje postrzeganie przez nią świata. I właśnie dlatego jej postać jest tak interesująca.

Co więcej, przekłada się to wprost na pierwszoosobową narrację. Autor sprytnie wykorzystuje fakt, że poznajemy historię oczami Clarie, nie raz wykorzystując tę koncepcję, by zakpić z czytelnika. Tak, kilka razy bohaterka zwraca się do nas bezpośrednio, co jest uzasadnione w opowieści (i bynajmniej nie chorobą psychiczną).

Warto zaznaczyć, że tempo powieści narasta powoli. Pomimo naprawdę mocnego początku, akcja szybko spowalnia i serwuje nam historię pasującą bardziej do literatury obyczajowej, niż thrillera. I tutaj akcentuje się całkiem szeroko opisane tło okołofabularne. Jest to zabieg zdecydowanie na plus. Za jego sprawą jeszcze bardziej wczuwamy się sytuacje Clarie, gdy wraz z nią borykamy się z problemami studentów aktorstwa. Co więcej, pierwszy zwrot akcji ma też zdecydowanie mocniejszy wydźwięk, ponieważ wcześniejsze tempo buduje kontrast.

Całości dodatkowego smaku nadaje klimat kłamstw, manipulacji oraz... mrocznej powieści. Z każdą strono atmosfera się zagęszcza, a granica między prawdą a fikcją zaciera. „W żywe oczy” zdecydowanie przypadnie do gustu każdemu miłośnikowi thrillerów psychologicznych.



piątek, 28 września 2018

Szczęście za horyzontem – Krystyna Mirek


Po książki Krystyny Mirek sięgam bez zastanowienia. A trzeba przyznać, ma ich na swoim koncie całkiem sporo. Jednak po przeczytaniu kilku ostatnich pozycji miałam wrażenie, że autorka uparcie trzyma się jednego tematu. Porzucona kobieta, z reguły z dzieckiem, zaczyna wszystko od nowa. Czy „Szczęście za horyzontem” przełamało ten trend?

Tytuł: Szczęście za horyzontem
Wydawnictwo: Edipresse Książki

W jednej chwili życie Justyny zamieniło się w parodię szczęścia. Popełniła błąd, okropny i nieodwracalny. Błąd, który zmienił w niej wszystko, również sposób patrzenia na wiele spraw. Teraz drogi apartament, dobra praca, luksusowe wycieczki okazują się tylko zasłoną dla życia pozbawionego sensu. Czemu każdego dnia udaje zadowolenie? Tymczasem Jacek ma odwrotną sytuację. Ledwie wiąże koniec z końcem i cały czas ma pod górkę. Pozornie nic ich nie łączy, na pierwszy rzut oka pochodzą z zupełnie innych światów. Ale czy aby na pewno?

Miłośnicy stylu Krystyny Mirek i tym razem znajdą w niej to, co charakteryzuje styl autorki. Przede wszystkim zgrabne łączenie życiowych dramatów z ciepłą atmosferą. Autorka po raz kolejny prezentuje nam opowieść o trudnej drodze do szczęścia, miłości, samorealizacji. I robi to z wyjątkowym wyczuciem, bo nie tworzy smętnej, dołującej opowieści, a mimo to skłania do myślenia i wzbudza niejedno wzruszenie.

Tak, ponownie możecie się spodziewać mnóstwa emocji i uczuć Będą one nie tylko towarzyszyć bohaterom, ale też czytelnikom. A skoro już o postaciach mowa, to zostały one wykreowane naprawdę przyjemnie, ale też szczerze. Mają swoje wady, nie są ideałami, a sytuacje, które ich spotykają, mogłyby się wydarzyć każdemu z nas.

Sam pomysł na nawiązanie fabuły uważam za bardzo ciekawy. Wątek główny jest interesujący od samego początku, aż do końca. A w międzyczasie przeplata go wiele mniejszych i większych zwrotów akcji.

Jednak najfajniejsze w tym jest to, że autorka odwołuje się do wielu aktualnych, społecznych problemów. Porusza takie kwestie jak macierzyństwo, czy walka o utrzymanie rodziny. Nie znajdziecie tu jednak żadnej oceny. Wnioski musi wyciągnąć czytelnik sam, a następnie przełożyć na własne życie. Bo ile razy widzimy sąsiada, któremu się gorzej wiedzie, i nie szczędzimy mu...krytyki? Albo czy przypadkiem nie uciekamy przed poszukiwaniem własnej drogi w szybkie i drogie przyjemności? Mnie jednak najbardziej urzekła myśl, że instynkt macierzyński to nie coś, z czym kobieta się rodzi, nie jest wcale oczywisty, a moment, w którym się odezwie, może być bardzo różny.

Tak, „Szczęście za horyzontem” to powieść godna polecenia. Po raz Krystyna Mirek porusza ważne tematy i robi to w charakterystyczny dla siebie, ciepły i dający nadzieję, sposób. Jeśli czujesz, że brak ci pozytywnej energii, koniecznie sięgnij po tę powieść!




Książkowe zapowiedzi – październik cz. 1


Mówi się, że "gdy październik ciepło trzyma, zwykle mroźna bywa zima". Nie, nie jesteśmy meteorologami i nie mamy pojęcia jakie niespodzianki szykuje nam pogoda, ale (nie obyłoby się bez niego) wiemy jakie niespodzianki szykują dla czytelników wydawnictwa. Oczywiście uchylamy rąbek tajemnic mając nadzieję, że pozycje te nie będą tylko i wyłącznie lekarstwem na jesienne, zimne wieczory. 

Niewinna pomyłka – Joanna Hacz



Dzisiaj zabiorę Was w szaloną podróż po polskich szosach. Zapraszam Was dosłownie na polską drogę, gdzie spotkamy Ludwika, który będzie świadkiem niecodziennej sytuacji. W pewnym momencie spostrzeże on biegnącą poboczem dziewczynę z dzieckiem na ręku, uciekającą przed mężczyzną z nożem. Zaczyna się nieźle, prawda?

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates