Featured

piątek, 10 lipca 2020

Tusz – Alice Broadway


Wizja bezpiecznego społeczeństwa od zawsze nas nęci. I chociaż pomysłów na jego realizacje by mnóstwo, chyba żaden nie sprawdził się w praktyce. Wszystkie „idealne” systemy okazywały się ostatecznie utopią. Czy tym razem będzie inaczej? Czy wizja społeczności według tej książki to odpowiedź na nasze odwieczne pytania?


Tytuł: Tusz
Cykl: Księgi skór (tom 1)
Autor: Alice Broadway
Wydawnictwo: Czwarta Strona

W tym świecie nie ma dokumentów, dowodów osobistych czy paszportów. Tutaj każdy swoją historię nosi na sobie… dosłownie! Wszystko to za sprawą regularnie dodawanych tatuaży, które upamiętniają najważniejsze momenty w życiu. Odgrywają ważną rolę również po śmierci, bo to ich treść zdecyduje o tym, czy dana osoba zostanie zapamiętana. Gdy umiera ojciec Leory, dziewczyna jest przekonana, że cały proces to tylko kwestia formalna. Szybko jednak okazuje się, że… nie wie wszystkiego. Kim tak naprawdę był jej tata? I czy intencje rządzących naprawdę są tak czyste… jak mówią?

Uwielbiam książki, które mnie zaskakują, a tak było tym razem. Główny motyw, czyli zbudowanie społeczeństwa wokół koncepcji obowiązkowych tatuaży był nie tylko oryginalny, ale też świetnie wprowadzony. Wpływa na dosłownie każdy aspekt funkcjonowania w tej wspólnocie, odwracając wiele znanych nam zwyczajów o 180 stopni. Ale czy aby na pewno? W pewnym momencie stwierdziłam, że jest to nie tylko ciekawa opowieść, ale też świetna metafora. Cześć przyjętych rozwiązań tylko początkowo wydają się absurdalne, po jakimś czasie dobitnie obrazują pewne psychologiczne mechanizmy, którymi kierują się większe społeczeństwa.

Oczywiście, całość rozgrywa się w sporym uproszczeniu. Ciężko do końca powiedzieć, w jakich czasach rozgrywa się opowieść. Mam wrażenie, że przyjęto tu bezpieczny i prosty moment, czyli nie ma technologii, ale nie skupiamy się nad tym za bardzo. Również otoczenie geopolityczne nie zostało jakoś szczególnie omówione, na tyle, że odnosiłam wrażenie, jakby akcja rozgrywała się w dużym mieście, a poza nim była tylko garstka pomniejszych skupisk. Liczę jednak, że wyjaśni się sto w drugim tomie.

Powyższe nie zmienia jednak faktu, że książkę czytało mi się rewelacyjnie! Polubiłam bohaterki, które były wykreowane na przesympatyczne i grzeczne dziewczyny. Tym bardziej zauważalna staje się przemiana Leory, która z czasem odkrywa w sobie coraz więcej buntowniczości.

Zauroczyła mnie też historia, która była zupełnie odmienna od tego, co wcześniej czytałam. Ciekawa, nietypowa, momentami może trochę nawiną, ale jednak intrygująca i na swój sposób niepokojąca. Tym razem przepiękna okłada, bo strona graficzna powieści prezentuje się cudownie, mnie nie zwiodła! „Tusz” to świetna książka, po której przeczytaniu od razu sięgnęłam po tom drugi. Polecam każdemu miłośnikowi lekkiej fantastyki. 



czwartek, 9 lipca 2020

Galeria – Beata Woźniak, Daniel Koziarski


Zabiorę Was dzisiaj na wycieczkę do galerii handlowej. W przypadku tej podróży nie ma znaczenia, w jakim mieście znajduje się ta galeria. Mogą to być Złote Tarasy w Warszawie, Manufaktura w Łodzi, a nawet jakieś małe osiedlowe centrum handlowe.


Tytuł: Galeria
Autor: Beata Wożniak, Daniel Koziarski
Wydawnictwo: Novae Res

Historie, których będziecie świadkami mogły zdarzyć się wszędzie. Igor z Magdą mogli wpaść na siebie w Złotych Tarasach, Paweł lub Marek mogą pracować w Łodzi, Ola z Januszem mogła umawiać się w małej osiedlowej galerii. Tak naprawdę decyzja gdzie umieścimy akcję tych opowiadań, należy tylko i wyłącznie do nas, czytelników, jedno jednak jest pewne, te utwory zrobią na Was niesamowite wrażenie i długo jeszcze będziecie o nich myśleć.

Każde opowiadanie podzielone jest na dwie części. Historię bohaterów poznajemy z dwóch perspektyw. Jest to bardzo ciekawe rozwiązanie i naprawdę daje do myślenia. Tu nic Moi Drodzy nie jest czarno- białe i każdy z bohaterów ma prawo głosu.

Bardzo spodobało mi się też to, że każde opowiadanie ma otwarte zakończenie, które pozostawia czytelnika z mnóstwem pytań. Zastanawiamy się, co by było gdyby i tworzymy swoje własne alternatywne zakończenia

Największe wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie o tytułach Córka i Fatum (tak, każde opowiadanie posiada dwa tytuły i jak już wspomniałam, opowiedziane jest z dwóch perspektyw) i długo nie mogłam się po jego przeczytaniu otrząsnąć. Oczywiście nie zdradzę Wam dlaczego, ale jestem przekonana, że będziecie wstrząśnięci równie mocno jak ja.

W tym miejscu chciałabym Was uprzedzić- nie spodziewajcie się po Galerii lektury łatwej i przyjemnej i w sam raz na wakacyjne dni. Podczas jej czytania nawet przez moment nie poczujecie sielskiej, letniej atmosfery i letniego rozprzężenia. Te opowiadania są bardzo prawdziwe, życiowe i ani trochę nieupiększone. Przedstawiają życie takim, jakie jest, ze wszystkimi jego blaskami i cieniami ( ze wskazaniem na cienie) i dlatego tak mocno wbijają w fotel, ale naprawdę warto tę książkę przeczytać.

Wielkie brawa dla autorów za wybór miejsca akcji. Muszę się przyznać, że często lubię się wybrać do swojej łódzkiej Galerii, ale nigdy nie wpadłam na to, że to miejsce do prawdziwa pożywka dla literatów, a pasjonujące historie same się proszą o ty, by je opisać. Beata Woźniak i Daniel Koziarski wykonali to zadanie w 100%.

Serdecznie zapraszam Was do przechadzki po tej Galerii, gwarantuję Wam, że po powrocie zupełnie inaczej spojrzycie na swoje lokalne centra handlowe i ludzi po nich spacerujących. Miłej lektury!

Dorota Skrzypczak

wtorek, 7 lipca 2020

Krew za krew – Victoria Selman


Krew za krew" czyli literacki debiut Victorii Selman, zainteresował mnie intrygującym, wartkim opisem akcji oraz wzmianką o połączeniu Milczenia owiec i Mindhuntera. Po przeczytaniu pierwszych kilkunastu stron powieść okazała się tak wciągająca, że nie byłam w stanie przestać jej czytać. Zdecydowanie jest to ten typ książki, od której nie można się oderwać.

 

Tytuł: Krew za krew

Cykl: Ziba MacKenzie (tom 1)

Autor: Victoria Selman

Wydawnictwo: Czarna Owca

 

Akcja rozpoczyna się w zatłoczonym pociągu w Londyńskich godzinach szczytu, w którym Ziba MacKenzie podróżując, obserwuje ludzi. Bardzo uważnie relacjonuje najdrobniejsze szczegóły pasażerów i każdego z nich ocenia. Można stwierdzić, że robi to nieświadomie, gdyż zajmowała się profilowaniem przestępców. Kiedy dochodzi do katastrofy i pociąg się rozbija, główna bohaterka wykorzystuje swoją wiedzę i doświadczenie w trudnych sytuacjach z czasów, kiedy pracowała w siłach specjalnych. Ziba nie ponosząc cięższych obrażeń, wkracza do akcji i pomaga poszkodowanym w trudnej sytuacji. Kiedy jedna z kobiet, którą wcześniej obserwowała, tuż przed śmiercią wypowiada słowa: ,,On to zrobił. Musisz komuś o tym powiedzieć.", McKenzie nie może przestać o nich myśleć. Niedługo po całym zdarzeniu Ziba zostaje wezwana przez policję i jako specjalista w zakresie profilowania kryminalnego jest powołana do współpracy w sprawie schwytania seryjnego mordercy, zwanego Kastratorem. Minęło ćwierć wieku od znalezienia kolejnej ofiary zamordowanej i okaleczonej w straszny sposób, czy jest to zbieg okoliczności? Kim jest londyński seryjny morderca i dlaczego tak długo czekał z dokonaniem kolejnego zabójstwa? Czy słowa kobiety z pociągu mogą być powiązane z powrotem kastratora? MacKanzie spróbuje rozwikłać te sprawy, jednak czy znajdzie wystarczająco mocne powiązanie?

Główna bohaterka daje nam się poznać jako silna i intrygująca kobieta, która ma talent w rozumieniu ludzkich zachowań. Jednak pod zewnętrzną skorupą ma też wrażliwą stronę i ciężką przeszłość, której towarzyszy ciągły żal z powodu śmierci męża. Pomimo upływu czasu nieustannie wraca wspomnieniami do chwil spędzonych z mężem i zachowań, jakie mógłby prezentować. Zabójca dostrzega w Zibie ten smutek i widzi w niej osobę zranioną, która go zrozumie, jeśli tylko on da jej się bliżej poznać. Niewątpliwe kastrator uważa, że jego poczynania są słuszne i zgodne z wolą Boga, który go wybrał, aby zwalczyć demony.

Autorka ,,Krew za krew" wspaniale opisuje, jak Ziba MacKanzie dostrzega przeróżne zachowania ludzi i znaki, które pomagają jej w rozpoznaniu sprawcy. Książka jest napisana w taki sposób, aby czytelnik mógł podążać razem z główną bohaterką za wszystkimi wskazówkami i je rozpoznawać, ale także wyjaśnia, co myśli seryjny morderca i jak wygląda historia z jego perspektywy. Victoria Selman niesamowicie zaznajomiła się z tematyką profilowania, świadczy o tym przywoływanie postępowania innych seryjnych morderców z Wielkiej Brtyanii i nie tylko. W książce pojawia się dużo sloganów wykorzystywanyc w amerykańskich siłach specjalnych, które przybliżają czytelnika do pracy profilera.

Moim zdaniem autorka całkowicie ujmuje oraz oczarowuje czytelnika fantastycznym wglądem w umysły każdej postaci, którą obserwujemy w całej książce. Jeśli uwielbiasz książki z tematyką polowania na seryjnego mordercy, to jest to książka, którą musisz przeczytać. Z pewnością sięgnę po kolejną książkę autorki Victorii Selman oraz będę śledziła dalsze losy profilerki kryminalnej Ziby MacKanzie.

 

 Beata Wolniewicz-Róg

 



poniedziałek, 6 lipca 2020

Hotel Bristol. Na rogu historii i codzienności – Faustyna Toeplitz-Cieślak, Izabela Żukowska

Nasz poczciwy wehikuł czasu ma już dość zbierania kurzu i sierści mojego kota i dlatego postanowił o sobie przypomnieć i zaproponował, że chętnie zabierze nas w jakąś podróż w czasie. Z chęcią z tej okazji skorzystałam i dlatego zabieram Was dziś w niezwykłą podróż- zaczniemy ją w listopadzie roku 1901, a skończymy w 2015.


Tytuł: Hotel Bristol. Na rogu historii i codzienności
Autor: Faustyna Toeplitz- Cieślak, Izabela Żukowska
Wydawnictwo: Arkady

Zabiorę Was do warszawskiego hotelu Bristol. W jego gościnne progi wkroczymy dokładnie 19 listopada 1901 roku wraz z jego pierwszym gościem: panią Emilią Finot z Paryża. Krok po kroku odwiedzać będziemy jego wnętrza i najbliższą okolicę. Poznamy również dokładną historię budowy tego przybytku i jego losy podczas historycznych zawirowań, jakie trafiły się na przestrzeni lat.



Hotel Bristol. Na rogu historii i codzienności to solidna i bardzo dokładna monografia tytułowego hotelu.  Jego historię poznajemy od momentu zakiełkowania w głowach Ignacego Jana Paderewskiego, Stanisława Roszkowskiego i Edmunda Zaremby pomysłu o zakupie posesji Tarnowskich przy Krakowskim Przedmieściu i wybudowania na jej miejscu  rotundy, która byłaby przystosowana do wystawiania panoram. Jaka była historia rotundy i dlaczego suma sumarum na jej miejscu powstał hotel, dowiecie się już  z niniejszej książki. Poznacie historię Bristolu, aż do dnia dzisiejszego. Przeczytacie, kto na przestrzeni lat, odwiedzał hotel, co działo się w nim podczas trudnych i tragicznych lat II wojny światowej i jak zmieniał się wraz ze zmianami społecznymi i gospodarczymi współczesnej Polski.

Książka ta to nie tylko historia hotelu. Wiele miejsc autorki poświęcają tu również jego twórcom i gościom. Przeczytamy w niej wiele ciekawych informacji na temat wybitnego artysty, polityka i głównego inwestora Bristolu Ignacego Paderewskiego. Znajdziemy również wiele wiadomości na temat Heleny Modrzejewskiej i innych wybitnych osobistości tamtych czasów. Ujrzymy Warszawę oczami jej współczesnych mieszkańców i z szeroko otwartymi oczami chłonąć będziemy atmosferę tamtych dni.

Podejrzewam, że książek wydawnictwa Arkady nikomu specjalnie polecać nie trzeba. Każdy bibliofil wie, że są one zawsze wydawane z wielką starannością, pięknie ilustrowane i bez zarzutu opracowane merytorycznie. I tak właśnie jest również w tym przypadku. Piękny papier, duża wyraźna czcionka i wiele starych zdjęć, ilustracji, fragmentów tekstów i archiwalnych ogłoszeń z  gazet z tamtych lat. Do tego krótkie kalendarium historyczne zawierające spis najważniejszych wydarzeń które miały miejsce przed budową hotelu, solidna garść przypisów i porządna bibliografia. Nic dodać, nic ująć.

Serdecznie zapraszam Was w tę historyczną podróż. Autorki wykonały naprawdę solidną pracę i we wciągający sposób opisały historię Bristolu. Momentami, aż żal mnie brał, że nie mogłam żyć w czasach jego świetności i maszerować z wdziękiem po tych pięknych wnętrzach. Mam nadzieję, że poczujecie dokładnie to samo i wrócicie z tej podróży pełni wrażeń i bogatsi o nowe historyczne doświadczenia,:) Miłej lektury i do następnego!
Dorota Skrzypczak

czwartek, 2 lipca 2020

Niedaleko pada trup od denata – Iwona Banach


Kiedyś, za starych dobrych czasów, gdy jeszcze bawiłam się w aktorstwo, usłyszałam tezę, że dużo łatwiej doprowadzić ludzi do łez, niż do śmiechu. To samo tyczy się książek. Trudniej jest napisać książkę, która obok wciągającej fabuły, zachwyci też poczuciem humoru. Bo przecież każdy ma inny gust, bawią go odmienne rzeczy itp. itd. Jednak mnie nieodmiennie rozśmiesza twórczość Iwony Banach. Oczywiście w pozytywnym sensie.


Tytuł: Niedaleko pada trup od denata
AutorIwona Banach
Wydawnictwo: Dragon
Książka pod naszym patronatem medialnym


Znacie ten moment, gdy „jeszcze tylko jeden rozdział” zakrzywia czasoprzestrzeń i nagle z wczesnego popołudnia robi się późny wieczór, a obiadu (nie mówiąc o kolacji) ani widu, ani słychu? Tak się składa, że pewien mało sfeminizowany mąż bardzo nie lubi podobnych sytuacji. Wpada więc na pomysł jak rozwiązać problem z „dostępnością” swojej żony. Nie jest on szczególnie wyszukany, ot napada autora popularnych romansów podczas jego spotkania autorskiego. Ale to dopiero początek kryminalnych incydentów w miasteczku, które do tej pory nie widziało takich atrakcji. Zaraz dochodzi do tego… morderstwo. Magda rozpoczyna swoje prywatne śledztwo, a to, że przy okazji zupełnie oficjalną wersje postępowania prowadzi pewien przystojny policjant, jedynie nadaje całości rumieńców.

Jak już wspomniałam na wstępie, ubawiłam się przy tej książce setnie. Absolutnie kocham poczucie humoru, którym autorka częstuje nas na każdej stronie. Gagi słowne, czy sytuacyjne, zabawne postacie i śmieszne zbiegi okoliczności. Uwielbiam takie natężenie dowcipów.

Nie można też narzekać na kreację bohaterów, bo co jeden, to większy gagatek. Podczas czytana tej powieści czeka was cała plejada osobowości, z których każdy jest parodią samego siebie. Zarysowane „mocną kreską” przywary nadają całości specyficznego dla autorki stylu. Wyrazistość postaci jest dla mnie ogromnym plusem jej powieści, bo naprawdę dobrze zapadają w pamięć nie tylko ich zwariowane poczynania, ale nawet charakterystyczne tekściki.

Ale… przejdźmy do najważniejszego… jak się ma zbrodnia? Otóż moi drodzy, całkiem nieźle. Do samego końca nie byłam nawet blisko wyjaśnienia. Powieść zasypuje nas mnogością wątków i samozwańczych detektywów, którzy co prawda bawią nas przednio, ale nieszczególnie pomagają rozwikłać sprawę. Finalne rozwiązanie okazało się genialne w swojej prostocie.

Jeśli obawiacie się, czy fabuła zamyka się w jednym tomie, to jak najbardziej możecie odetchnąć z ulgą. Po całej serii fantastycznych, zakręconych i szalonych zwrotów akcji, dochodzimy do ciekawego zakończenia. Najlepsze jednak jest to, że to… nie koniec. Autorka ponoć już pracuje nad kontynuacją. Ja nie mogę się doczekać, przeczytajcie tę książkę, to zrozumiecie, o czym mówię 😊

środa, 1 lipca 2020

Dziewczyna, która wybrała swój los – Kasie West


 

Czy zastanawialiście się, co by było „gdyby”? Pewnie nie raz. Na tym polega sztuka wyborów. Nic ich nie cofnie, a my nie mamy możliwości sprawdzenia wcześniej, czy nasza decyzja będzie słuszna. Ale co by było, gdybyśmy mogli?


Tytuł: Dziewczyna, która wybrała swój los

Cykl: Pivot Point (tom 1)

Autor: Kasie West

 

Addison ma wyjątkową moc, potrafi sprawdzać konsekwencje swoich decyzji. Nic więc dziwnego, że kiedy jej rodzice postanawiają się rozwieść, to po pytaniu „z którym z nas wolałabyś zamieszkać” pada jeszcze „oczywiście dajemy ci czas, żebyś mogła to sprawdzić”. To ważna decyzja, dziewczyna nie zamierza podejmować jej pochopnie. Uruchamia więc swoją moc i… nawet nie zdaje sobie sprawę, co ją czeka. Te dwie wersje przyszłości różnią się nie tylko tym, gdzie będzie mieszkać. Reperkusje jej wyborów będą naprawdę daleko idące…

 

Mam słabość do książek Kasie West, wyspecjalizowała się w tworzeniu słodkich opowieści o młodzieńczej miłości. Przed długi czas czytało mi się ją bardzo dobrze, ale z czasem ten schemat zaczął mnie nudzić. Tym bardziej zdziwiła mnie „Dziewczyna, która wybrała swój los” książka napisana podobnie do poprzedni, ale też zupełnie inaczej.

 

Czemu podobnie? Ponieważ znajdziecie tutaj sporo nastoletnich tematów: pierwsza miłość, przyjaźń, relacje z rodzicami. Jednak dodatkowo wszystko utrzymane jest w lekko fantastycznym klimacie. Autorka nie ogranicza się wyłącznie do przyznania mocy głównej bohaterce, obdarza nimi całą społeczność i tworzy wokół niej specjalne struktury. Nie tworzy to nam może powieści SP, bo te wątki, chociaż ważne, nie są przesadnie rozbudowanie, ale autorka nigdy wcześniej nie poruszała tych tematów.

 

Zaskakująca jest również sama narracja. Chociaż dalej jest lekka i przystępna, to sama konstrukcja ma ciekawą formę. Mianowicie obie wersji przyszłości poznajemy naprzemiennie, co jednocześnie może lekko utrudniać odbiór, z drugiej zaś świetnie prezentuje to, jak obie rzeczywistości się zazębiają. Idąc krok dalej można nawet pokusić się o stwierdzenie, że poznanie tej historii z tylko jednej perspektywy ostatecznie nie dałoby nam wyglądu w wiele jej aspektów.

 

Mniej więcej do połowy książki główny akcent historii opowieści został na relacje między bohaterami. Te wątki są ciekawe, jednak ich dynamika jest umiarkowana. Powoli jednak zarysowuje się główna intryga i wtedy całość zyskuje na tempie. Przez ostatnie 100 stron po prostu nie mogłam się oderwać, a samo zakończenie oceniam jako bardzo satysfakcjonujące.

 

Zakochałam się w nowej wersie Kasie West i natychmiast po zakończeniu pierwszego tomu sięgnęłam po drugi. I wiecie co? Tam też mnie zaskoczyła, ale o tym w kolejnej recenzji 😊

 


wtorek, 30 czerwca 2020

Stand by me – Agata Czykierda-Grabowska


Czasami pozory potrafią nieźle namieszać. Ale co innego, dać się zwieść wrażenie, które ktoś na nas wywiera, a co innego… wyrolować samego siebie. W końcu, tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono. Bohaterzy tej opowieści przekonają się o tym na własnej skórze. Tylko czy przez swój upór nie stracą szansy na szczęście?

 

Tytuł: Stand by me

Cykl: Pierwszy raz (tom 2)

Autor: Agata Czykierda-Grabowska

Wydawnictwo: Novae Res

 

Paweł zmienia dziewczyny jak rękawiczki, a każde jego spotkanie to przygoda na jedną noc. Ma sławę lowelasa, ale nie przejmuje się tym. Sara nie chce się stać jego kolejną zdobyczą. Chociaż chłopak niesamowicie ją pociąga, wie, że nie może liczyć na nic poważnego. Czy aby na pewno? Kto tu kogo wodzi za nos?

 

„Stand by me” to książka idealna na wakacje, lekka, ciepła, romantyczna i urocza. Jeśli chcesz poprawić sobie humor, potrzebujesz więcej romantycznych uniesień, niż oferuje szara codzienność, ten tytuł sprawdzi się wyśmienicie! Co konkretnie oferuje?

 

W zasadzie dokładnie to, czego się można po nim spodziewać. Historia oparta jest o klasyczny motywie „hate-love” lub po polsku „kto się czubi, ten się lubi”. Bohaterzy kłócą się i godzą, sprzeczają, dogryzają sobie i dokuczają, ale jest w tym mnóstwo ukrytych uczuć, z których nie zawsze zdają sobie sprawę. Sama opowieść przebiega w dość przewidywalny sposób, dlatego, jeśli macie już na swoim koncie kilka powieści w tym stylu, raczej nie będziecie zaskoczeni rozwojem akcji.

 

Można by się spodziewać, że w związku z tym ta książka nie przypadła mi do gustu. Nic bardziej mylnego! Od początku do samego końca jej czytanie było niesamowicie przyjemne! Polubiłam głównych bohaterów, a ich relacja, która rozwijała się gwałtownie i skokowo, ubarwiła mi niejeden wieczór. Z jednej strony w tej historii nie ma niczego zaskakującego, z drugiej świetnie kreuje romantyczny klimat i jest genialną odskocznią od codzienności.

 

Muszę przyznać, że „Stand by me” mnie oczarowało. Zdecydowanie polecam każdej miłośniczce lekkich romansów, w tej powieści znajdziecie mnóstwo czułych gestów i skrywanych uczuć.


poniedziałek, 29 czerwca 2020

Na lodzie – Małgorzata Falkowska



Każdy z nas ma swoją pasję, jednak tylko dla niektórych jest ona też sposobem na życie. Czy tak jest łatwiej? Czy praca, którą się kocha, gwarantuje sukces? „Na lodzie” to wyjątkowa historia o tym, ile wyrzeczeń kosztuje realizacja marzeń i jak łatwo wszystko stracić.

 

Tytuł: Na lodzie

Autor: Małgorzata Falkowska

Wydawnictwo: Inanna

 

Za kilka dni spełnią się wszystkie marzenia Leny. Występ na olimpiadzie to największe osiągnięcie każdego sportowca. Lena jest łyżwiarką figurową i od lat nie robi nic innego, tylko ćwiczy. Jeden niefortunny wypadek, chwila nieuwagi jej partnera i dziewczyna traci swoją życiową szansę. Wpada w depresję, nie panuje nad złością i rozżaleniem. Trafia na terapie i tam poznaje Krzyśka, mężczyznę, który rozumie jej sytuacje jak mało kto. Ale Lena jeszcze o tym nie wie… najpierw zaprezentuje się od najgorszej strony. Czy Krzysiek będzie w stanie jej pomóc? A może to ona uratuje jego?

 

„Na lodzie” ma w sobie „to coś”! Już od pierwszych stron dałam się porwać historii, która zaczyna się w ciekawy i oryginalny sposób. Polubiłam Lenę, zaintrygowało mnie jej podejście do sportu, pracy i treningów. Po prostu bardzo szybko dałam się wciągnąć w opisany świat, w pełni przeżywając wszystkie wzloty i upadki.

 

Zwłaszcza tych drugich w historii jest naprawdę sporo. Autorka daje swoim bohaterom niezły wycisk, jednocześnie fundując czytelnikowi ogrom trudnych emocji. Będzie smutno, wzruszająco, traumatycznie, ale też pięknie i romantycznie.

 

Bardzo ciekawie poprowadzono też wątek miłosny, który nie jest ani prosty, ani oklepany. Relacja między bohaterami rozwija się powoli, ale nie brak w tym napięcia, czy wrażeń. W to wszystko wpleciono jeszcze motyw depresji, jednak z umiarem. Trudne myśli przekazywane są dosadnie, ale nie przytaczają narracji.

 

„Na lodzie” czyta się błyskawicznie i z ogromną przyjemnością! Dosłownie nie mogłam się od niej oderwać. Najwięcej sprzecznych emocji wzbudziło we mnie zakończenie! Trzeba przyznać, autorka wie, jak wzbudzić w czytelniku emocje. Sprawdźcie sami!


piątek, 26 czerwca 2020

Debeściara – Ewa Pirce


Każdy z nas zna kogoś, komu wiatr zawsze wieje prosto w oczy, a na środku pustyni prawdopodobnie spadłaby mu na głowę cegła. A co jeśli do sporego pecha dodać jeszcze niesamowite nieogarnięcie? Tak, to nie jest poważna książka, ale czy wszystko musi być… na serio?

 

Tytuł: Debeściara

Autor: Ewa Pirce

Wydawnictwo: Wieża Czarnoksiężnika

Książka pod naszym patronatem!

 

czwartek, 25 czerwca 2020

Wyrwa – Wojciech Chmielarz



Życie jest ulotne, ale tak rzadko o tym myślimy. Z dnia na dzień można wszystko stracić, a mimo to zupełnie nie doceniamy swojej codzienności. Skupiamy się na nowych celach do osiągnięcia i ignorujemy ludzi, którzy są nam bliscy. Bohater tej książki będzie musiał skonfrontować się z wieloma smutnymi refleksjami i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy tak naprawdę znał swoją żonę.
 

Tytuł: Wyrwa

Autor: Wojciech Chmielarz

Wydawnictwo: Marginesy Marginesy

 

Jak powiedzieć swoim dzieciom, że ich mama nie żyje? Kiedy to zrobić? Teraz? A może później i ofiarować im jeszcze kilka chwil beztroski? Jednak rozpacz wynikająca ze śmierci żony nie jest jedynym, co czeka bohatera. Okazuje się, że jego ślubna skrywała przed nim wiele tajemnic i… problemów. Próba ich wyjaśnienia jedynie namiesza w jego życiu, ale wie jedno… musi dowiedzieć się prawdy!

 

„Wyrwa” to powieść niezwykle przejmująca, zmuszająca do refleksji i wywołująca silne emocje. Już od samego początku czułam, jakby autor złapał mnie za serce i ścisnął. Opowieść, którą snuje jest bardzo smutna, ale też niesamowicie prawdziwa. Myśli, którymi dzieli się z nami główny bohater to sama prawda, może warto podkreślić, trudna prawda, którą na co dzień staramy się odsunąć jak dalej od siebie. Nikt z nas nie myśli, co by było, gdyby małżonek/żona po prostu nagle umarł. Nie są to wnioski podnoszące na duchu, ale mimo wszystko warto czasem się na nich skupić, by nie zapomnieć, co w życiu naprawdę się liczy.

 

Po morzu emocji i trudnych refleksji przechodzimy do intrygi. Chociaż nie dzieje się to od razu, to część skupiona na przeżyciach wewnętrznych, w ogóle się nie dłuży. Mimo wszystko, gdy pojawia się drugie dno całej sytuacji, powieść dodatkowo zyskuje na intensywności. Ciekawie zarysowana historia i wyraziści bohaterowie sprawiają, że „Wyrwę” czyta się naprawdę dobrze.

 

Dobrze, chociaż bardzo ostro, zarysowano również całe tło. Zarówno realia pracy w korporacji, jak i ciemne strony życia w małym mieści, zostały oddane bardzo wyraziście. Dosłownie wszystko, co się dzieje, budzi w czytelniku silne emocje. Zarówno wydarzenia związane z wątkiem głównym, jak i tym pobocznym, burzą krew w żyłach, na tyle, że momentami chciałabym „wejść” do książki i dać niejednemu po mordzie :D

 

Pewnym minusem jest natomiast samo zakończenie, po całej intrydze wydaje się odrobinę… skrótowe. Spodziewałam się czegoś innego, trochę większego przytupu.

 

Mimo wszystko książka zrobiła na mnie duże wrażenie, ale bardziej ze względu na opis życia wewnętrznego, relacje z emocji, które targały bohaterem i refleksje, które dają do myślenia. Intryga też była ciekawa, ale mimo wszystko autor tak bardzo mocno zaakcentował kilka istotnych życiowo kwestii, że to one najbardziej mnie poruszyły. Nie jest to więc typowy thriller psychologiczny, czy kryminał, z takim nastawieniem byłabym rozczarowana. Jednak traktując tę powieść bez żadnych oczekiwań, z pewnością lektura tej książki będzie niemałym przeżyciem.


Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates