Featured

środa, 1 kwietnia 2020

Zenith – Sasha Alsberg, Lindsay Cummings


Kocham SF! Niestety jest to miłość, którą bardzo zaniedbuję. Dużo częściej ten gatunek towarzyszy mi w grach i filmach niż w książkach. Dlatego postanowiłam to zmienić. Okładka „Zenith” zadziałała na mnie jak magnes. No po prostu musiałam mieć ją w swoich łapach. Czy po przeczytaniu ostatniej strony była zadowolona z decyzji?


TytułZenith
Cykl: Androma (tom 1)
Autor: Sasha Alsberg, Lindsay Cummings
Wydawnictwo: We need YA


Andromę Racellę ceni się nie za jej urok, ale mordercze umiejętności. Nie bez powodu nazywana jest Krwawą Baronową. Jednak załoga statku zna również jej drugie oblicz. Dla nich jest po prostu Andi. I wszyscy oni zostają wplątani w pewną misję, od której zależy przyszłość galaktyki. Jeśli coś pójdzie nie tak… rozpęta się wojna.

Sami przyznajcie, czyż opis fabuły nie brzmi zachęcająco? Gdybyście jeszcze nie byli przekonani, pozwólcie, że zacytuję Sarah J. Maas:
„Porywająca galaktyczna przygoda! Żywiołowi bohaterowie, trzymająca w napięciu akcja i rozległy wszechświat sprawiły, że uzależniłam się już od pierwszych stron!”.
Czemu więc ta powieść ma tak niskie oceny? Spróbuję znaleźć na to odpowiedź.

Przede wszystkim nietypowy wątek główny: piraci i kosmos. Nie każdy czuje się z tymi motywami dobrze. Powiem jeszcze mocniej, trzeba go naprawdę lubić, żeby w pełni docenić pomysł na powieść. Jeśli jednak należycie do tej kategorii, to już od pierwszych stron poczujecie swojski klimat. Szybka, dynamiczna przygoda, awanturnicze wyprawy i zmieniająca się co chwilę akcja. Aż chciałoby się krzyknąć „Ahoj!”, z tą różnicą, że ten statek nie wymaga rozłożenia żagli 😊 Chociaż historia rozwija się powoli, to naprawdę warto dać jej szansę.

Androma to ciekawie, chociaż niejednolicie wykreowana postać. Z jednej strony jest silna i zdecydowana, z drugiej zdąża jej się narzekać na wszystko. Może nie tak wyobrażałam sobie kapitana piatów, jednak po jakimś czasie polubiłyśmy się. Podobało mi się jej sarkastyczne poczucie humoru i pewien dystans, który tworzyła w relacjach z innymi. Również pozostałe postacie zostały stworzone z pomysłem i przede wszystkim „jajem”.

Zenith” naprawdę fajnie wykorzystuje potencjał kosmicznego wątku głównego. Walki, intrygi, zagmatwane sytuacje i zaskakujące zakończenie. Bo finał, moi drodzy, odbył się z konkretnym przytupem. Takie SF to ja lubię!

Za książkę dziękuję portalowi CzytamPierwszy.pl.


wtorek, 31 marca 2020

Czarny amulet – Adam Faber




Od kiedy przeczytałam „Krainę luster”, minęło już trochę czasu. Do kontynuacji zasiadłam więc z niemałymi oczekiwaniami, ale też sporymi dziurami w pamięci. Pierwszy tom dosłownie mnie oczarował. Jak było z drugim? Czy po raz kolejny dałam się porwać magicznej krainie?


Tytuł: Czarny amulet
Cykl: Kroniki Jaaru (tom 2)
Autor: Adam Faber
Wydawnictwo: Czwarta Strona



Kate nie jest już zwykłą nastolatką, to początkująca czarownica pełna zapału do nauki. Pierwszy raz jedzie też na wakacje w iście fantastycznym klimacie, tak, poznaje inne nastolatki obdarzone mocą. Ale to nie wszystko. Jakby w ramach gratisu zyskuje… prześladowcę. Ale nie, żaden tam stalker, przynajmniej nie w rzeczywistości. Ten KTOŚ nawiedza jej sny. Kto to jest? Lista potencjalnych prześladowców jest naprawdę długa…

Muszę się przyznać bez bicia. Początkowo zupełnie nie szło mi czytanie. Napaliłam się na tę książkę, jak przysłowiowy szczerbaty na suchary, a potem zupełnie nie mogłam się wciągnąć. Prawdopodobnie wynikało to z mojej sklerozy. Kilku ważnych rzeczy nie mogłam sobie przypomnieć i początkowo opowieść zupełnie mi się nie kleiła. Dlatego, jeśli zamierzacie czytać tę serię, nie róbcie sobie zbyt długich przerw między poszczególnymi częściami. I oczywiście zacznijcie od pierwszego tomu!

Jednak już po kilku pierwszych rozdziałach akcja intensywnie przyspiesza. Głównie za sprawą magii, która w tej części zaczyna nabierać kluczowego znaczenia. Dziewczyna uczy się czarować, poznaje pierwsze zaklęcia oraz zgłębia tajniki jazdy na miotle. Takimi atrakcjami nie pogardziłby żaden miłośnik fantastyki. Skoro jednak nie możemy skosztować ich w naszej szarej codzienności… te fragmenty czyta się ze szczególnym upodobaniem.

Uważni czytelnicy znajdą też odpowiedzi na kilka pytań, które pojawiło się w pierwszym tomie. Jeśli więc po jego lekturze czuliście niedosyt, nareszcie poznacie wyjaśnienia kilku sekretów. Trzeba bowiem przyznać, że wykreowany świat jest naprawdę złożony.

Nie można też narzekać na tempo historii. Przygoda ani na chwilę nie zwalnia, pełna jest zwrotów akcji i zaskakujących wydarzeń. Tutaj nie ma miejsca na nudę. Z racji tego, że powieść adresowana jest raczej do młodszego odbiorcy, nie uraczycie tu zbyt wielu przemyśleń, ale prawdziwą kwintesencję magii i przygód.

Podobała mi się również kreacja bohaterów. Kronika Jaaru bogata jest w różne stworzenia, mniej lub bardziej cudaczne, zawsze jednak ciekawe. Każda z postaci ma coś ciekawego do zaoferowania, chociaż ich charaktery są dość jednoznacznie dookreślone.

Przy „Czarnym amulecie” bawiłam się wyśmienicie. Jeśli i wy cenicie sobie klimaty fantasy, to serdecznie polecam tę książkę. Nieważne, w jakim wieku jesteście, ta opowieść was oczaruje.



Kastor – Agnieszka Lingas-Łoniewska

Już jakiś czas temu popularne stały się romanse ze sportem w tle. Czytelniczki chętnie poznają tajniki walki o zwycięstwo, a im brutalniejsza dyscyplina, tym intensywniejsze emocji. Jednak z jeszcze większym zainteresowaniem śledzą … życie uczuciowe zawodników. Lubicie takie motywy? Jeśli tak, to koniecznie sięgnijcie po tę książkę.


TytułKastor 
Cykl: Bezlitosna siła (tom 1)
Wydawnictwo: Burda


Ona jest delikatna, zraniona, z jednej strony silna, z drugiej łatwa do zranienia. Przez przypadek On staje na jej drodze i już od pierwszego spojrzenia czuje, że coś go do niej ciągnie. Jednak jego świat to przemoc, mrok i walka z własnymi demonami. Czasem dosłownie. I to ich łączy, trudna przeszłość i sporo cierpienia. Czy uda im się odnaleźć spokój? I czy zrobią to… razem?

Muszę przyznać, że początku książka trochę mnie zawiodła. Wszystko szło szlakiem utartego schematu. Wiecie, on z kasą, ona z przeszłością, on lubi się bić, ona się tego boi, typowe prawda? Wrażenia, że „to już kiedyś było” nie straciłam do samego końca, ale… zupełnie mi to nie przeszkadzało!

Książkę czytało mi się… rewelacyjnie! Jakoś po 50 stronach dosłownie przepadłam! Lekka, przesycona emocjami narracja sprawiała, że historia dosłownie „sama się czytała”. Nie wiedzieć kiedy nagle byłam w połowie, a zaraz potem przy zakończeniu.

Emocji jest w „Kastorze” co nie miara! Już od pierwszych stron można się zanurzyć w niezwykle intensywnej opowieści. Tu nic nie jest letnie ani na pół gwizdka. Uczucia, przeszłość, trauma, wszystko zmierza do kumulacji i nieuchronnego wybuchu. A wtedy to dopiero zaczyna się dziać! Chociaż zwroty akcji nie były dla mnie zaskoczeniem, to naprawdę fajnie mieszały w fabule i skłamałabym, gdybym powiedziała, że oczekiwałam innego obrotu spraw.

Wspominałam wcześniej, że może sam motyw główny nie jest szczególnie oryginalny. Jednak jeśli chodzi o wątki poboczne, to tutaj naprawdę nie ma co narzekać. Drugoplanowe postacie również skrywają swoje sekrety, o których wspominają mimochodem, rozpalają naszą ciekawość. Dobrze, że to właśnie im poświęcone są kolejne części!

Na końcu zaś największy smaczek, czyli miłość. Jak jest z tym najważniejszym uczuciem. Cóż… typowo, ale niezwykle intensywnie. „Kastor” to naprawdę poruszająca historia miłosna, pełna wzlotów i upadków, łez oraz namiętności. Jeśli więc kochacie romanse, jest to dla was pozycja obowiązkowa!

burda

banner_czytampierwszy_1

poniedziałek, 30 marca 2020

Miłość aż po rozwód – Kinga Gąska

Miłość nie jest łatwą sprawą. Nie każdy związek kończy się happy endem, nawet… jeśli dochodzi do ślubu. Co może pójść nie tak? Cóż… całkiem wiele rzeczy.


TytułMiłość aż po rozwód
Autor: Kinga Gąska
Wydawnictwo: Filia



Trzy kobiety, trzy historie, trzy zranione serca. Każda z nich inna, każda kochająca na swój sposób. W ich życiu pojawił się pewien mężczyzna, dla jednej był mężem, dla drugiej synem, a dla trzeciej bratem. Ambitna bizneswoman, stateczna bibliotekarka i podążająca za trendami instamama. Zupełnie inne, a jednak coś je połączyło.

Tak, jak sugeruje opis książki, mamy więc opowieść o losach trzech kobiet. Ale wbrew temu, czego można się spodziewać, są to raczej luźno powiązane historie. Również wspomniany mężczyzna w 2/3 książki nie odgrywa większej roli. Pojawia się, jest punktem wspólnym i w zasadzie tyle.

To, co piszę, nie brzmi zbyt atrakcyjnie. Ale to mylne wrażenie, które mimo wszystko towarzyszyło mi podczas pierwszych stron. Początkowo „Miłość aż po rozwód” nie wyróżniało się niczym szczególnym. Ot kolejna opowieść o silnej i niezależnej kobiecie, której nie interesowała miłość, ale los pchnął ją w męskie ramiona. Jednak pomimo tak negatywnej, pierwszej oceny, czytałam dalej. Lekka narracja, bezpośredniość fabuły oraz liczne, raz słodkie, raz gorzkie przemyślenia, trzymały mnie przy książce. Powoli zaczynałam odrywać ciekawą i na swój sposób przejmującą opowieść. Nie ckliwe romansidło o tym, że miłość wszystko zwycięży, ale trudną relację o nieodpowiednich związkach.

Chociaż trudno oprzeć się wrażeniu, że punktem wyjścia do kreacji bohaterek są stereotypy, to trzeba przyznać, że autorka zgrabnie rozwija przyjęte przez siebie schematy. Ta książka bardziej gra na emocjach, niż stara się zaoferować coś nowego. Jej fabuła nie jest szczególnie oryginalna, ale za to wciąga przyjemną narracją i bezpośrednim zobrazowaniem uczuć. Wszystko toczy się dookoła miłości, która zazwyczaj pojawia się w życiu naszych bohaterek nieproszona i chociaż przemija, to na zmienia życia i charaktery kobiet.



Moje pierwsze wrażenie było błędne. Ostatecznie powieść bardzo przyjemnie wypełniła mi czas i urzekła refleksyjnym, ale nie melodramatycznym klimatem. Ciekawa propozycja dla miłośniczek literatury dla kobiet.

Książkę przekazała księgarnia Gandalf.





niedziela, 29 marca 2020

Wielki następca – Anna Fifield



Gdybym mogła wybrać kraj, w którym chce się urodzić… cóż… Polska nie byłaby moim pierwszym wyborem. Ale nie sposób też ukrywać, że mogliśmy trafić o wiele gorzej. Po lekturze „Wielkiego następcy” mogę stwierdzić, że tam to dopiero mają ciężko, chociaż niektóre metody, nasi łaskawie panujący, stosują również na nas. Niepokojące, prawda?

Tytuł: Wielki następca
Autor: Anna Fifield
Wydawnictwo: SQN


Zarówno o Korei Północnej, jak i o samym Kimie, wiedziałam niewiele. Tyle co słyszałam w telewizyjnych wiadomościach (z czasów, gdy jeszcze je oglądałam, a było to tak dawno, że nie pamiętają tego najstarsi górale). Właśnie dlatego publikacja skupiona wokół sylwetki Kim Dzong Una była dla mnie ogromną kopalnią wiedzy. Czego się z niej dowiecie? Przede wszystkim poznacie losy dyktatora od najwcześniejszych lat (plus trochę z historii jego przodków). Poznacie zarówno oficjalne, jak mnie jawne informacje. Autorka odkryje przed wami jego bardziej prywatne oblicze, głównie z czasów gdy nie sprawował on jeszcze władzy. Poza tym w reportażu otrzymujemy też całkiem sporo informacji na temat trudnego życia w Korei Północnej, w skrótowym przekroju z ostatnich kilkudziesięciu lat. Dowiecie się, co się zmieniło, a co zostało po staremu. Na końcu jednak, wszystkie te skomplikowane działania polityczne ukażą wam mroczną stronę władzy, ale też jej zakulisowe mechaniki. Brzmi ciekawie? I tak jest w rzeczywistości.


Po literaturę faktu sięgam raczej w drodze wyjątku.
Trochę obawiam się, czy opisywana w niej historia mnie nie zanudzi. Autorka „Wielkiego następcy” opowiada o Korei Północnej w niesamowicie angażujący sposób. Czytelnik już od początku czuje się zaintrygowany, na początku lekko rozbawiony, a mniej więcej od połowy… przerażony. Współczesna historia opisana na łamach tego reportażu momentami dosłownie mrozi krew w żyłach. Morderstwo brata, które przeszło bez większych reperkusji? Zabicie obywatela innego kraju i wystawienie mu za to… rachunku? To się dosłownie nie mieści w głowie, że mówimy o czasach współczesnych.

Z pełnym zdecydowaniem mogę powiedzieć, że ten reportaż czyta się równie dobrze, jak powieść. Przy czym „zwroty akcji” bywają bardziej zaskakujące, niż w niejednym filmie akcji. I naprawdę nie trzeba się interesować ani polityką, ani Koreą by dać się porwać tej historii.


„Wielki następca” to nie tylko dobrze napisany reportaż, to przede wszystkim wartościowa lektura. Za jej sprawą lepiej poznajemy otaczający nas świat, nawet jeśli jest to jego bardziej odległy fragment. Autorka w niesamowicie wciągający sposób opisuje rzeczywistość, która nigdy nie powinna zaistnieć. Świetnie łączy fakty, ale też wyciąga z nich wnioski. Na uznanie zasługuje też ogrom pracy, którą włożyła w jej napisanie. Mamy też próbę odpowiedzi na pytania „czemu ten ustrój jeszcze nie upadł” czy „w jaki sposób młody Kim w ogóle utrzymał władzę”. Zdecydowanie polecam tę książkę… każdemu!

logov5

sqn

czwartek, 26 marca 2020

Tajemnica dorożki – Fergus Hume


W tym niełatwym czasie, kiedy większość z nas z przymusu i zdrowego rozsądku siedzi w domu i z niepokojem, ale i nie wątpię nadzieją, czeka, co niedaleka przyszłość nam przyniesie, nasz niezawodny wehikuł czasu zabierze nas hen daleko od różnych plag życia współczesnego do Australii roku 18...


Tytuł: Tajemnica dorożki
Autor: Fergus Hume
Wydawnictwo: MG

Wehikuł wysadzi nas w samym centrum Melbourne, gdzie staniemy się świadkami tajemniczego morderstwa dokonanego w dorożce. Będziemy uczestniczyć w procesie domniemanego sprawcy, poznamy głęboko skrywane tajemnice rodu Frettlby i wraz z pewnym detektywem odkryjemy prawdziwego mordercę.

Geneza tej powieści jest bardzo ciekawa. Jej pierwsze wydanie ukazało się w 1886 roku. Fergus Hume był mało znanym dramaturgiem, marzącym, jak wielu przed nim i po nim, o wielkiej sławie. Niestety, żaden z dyrektorów melbournowskich teatrów nie był zainteresowany jego twórczością. Postanowił więc napisać książkę, a ponieważ miał również problemy ze znalezieniem potencjalnego wydawcy, wydał ją własnym sumptem i już w pierwszym tygodniu sprzedał ponad 5000 egzemplarzy. Powieść ta ukazała się również w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, gdzie, co niebywałe, zrzuciła z podium rankingów sprzedaży Studium w szkarłacie Arthura Conan Doyle'a. Na naszym rynku księgarskim ukazała się po raz pierwszy.

Dzisiejszego czytelnika, przyzwyczajonego do współczesnych kryminałów, szybkiej akcji i potocznego słownictwa, może na początku trochę uwierać narracja tej opowieści. W pierwszym momencie mamy wrażenie, że czytamy suchą, pozbawioną wszelkich emocji relację z wydarzeń, które miały miejsce na australijskiej ulicy. Autor wręcz cytuje artykuły z gazet i kartotekę policyjną i na początku mnie to, nie powiem, irytowało. Trwało to jednak tylko chwilę, bo po kilku kartkach dotarło do mnie, co przypomina mi ta narracja. Nie jest to bynajmniej cecha charakterystyczna pisarstwa tylko i wyłącznie pana Hume. Tak w tamtych czasach pisali najwięksi, wspomniany już wyżej Arthur Conan Doyle i mistrz Edgar Allan Poe. Po kilku następnych kartkach przestałam się już czepiać i zaczęłam rozkoszować lekturą tej niezwykłej książki.

Nie mamy tu  do czynienia z typowym kryminałem. Jest to również powieść historyczna, dokładnie opisująca życie codzienne w tamtych czasach. Codzienność Melbourne, aż kipi z jej kart. Opis sobotniego poranka na najmodniejszej promenadzie w Melbourne to prawdziwy majstersztyk. Wizyta w biedniejszej dzielnicy tej metropolii również dostarczy Wam niesamowitych wrażeń.

W powieści tej roi się również od wielu kulturalnych i historycznych dygresji, które wzbogacają zarówno książkę jak i czytelnika. Mamy tu wiele nawiązań do kultury greckiej i rzymskiej i mnóstwo odwołań do klasycznych dzieł literackich i ważnych wydarzeń historycznych. To naprawdę wielki plus tej książki. 

Intryga kryminalna również skonstruowana jest w bardzo ciekawy sposób. Wszystko wskazuje na to, że już na samym początku sprawca mordu trafia do więzienia. Czytelnik z zapartym tchem przewraca kartkę, żeby dowiedzieć się, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. I kiedy już po kilku zmylonych tropach wydawałoby się, że wszystkie karty zostały odkryte i odbiorca myśli, że to już koniec, autor znowu puszcza do niego oczko i całą intrygę gmatwa jeszcze bardziej. Chyba już Was nie dziwi pierwsze miejsce na podium najlepiej sprzedających się książek w Australii, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych w tamtych czasach?

Powieść tę zaludnia wiele interesujących i ciekawych postaci, ale dla mnie wśród nich prym wiedzie pani Sampson, gospodyni Briana Fitzgeralda. Jak tylko pojawiała się na "scenie" z mojej twarzy nie schodził uśmiech. Mam nadzieję, że kiedy ją poznacie, podzielicie moje zdanie.

Formalnością będzie pochwalenie okładki tej książki. Wszystkie pozycje wydawnictwa MG wyglądają pięknie i nienagannie, ale okładka Tajemnicy dorożki wręcz mnie urzekła. Idealnie wpisuje się w czas epoki, w której została wydana i zachęca czytelnika do zapoznania się z tą historią.

Ja również gorąco Was do tego zachęcam. Przeżyjecie fascynującą przygodę w ciekawych czasach, poznacie interesujących ludzi i choć na chwilę zapomnicie o mało ciekawym dzisiaj świecie, który nas w tej chwili otacza. Gorąco zapraszam do tej podróży. Miłej lektury!

A już niedługo wrócimy do współczesnej Polski i udamy się do podwarszawskiej wioski, gdzie wraz  z Natalią Korolczuk i jej przyjaciółką Karoliną przeżyjemy niesamowite i momentami mrożące krew w żyłach chwile. Do następnego!

Dorota Skrzypczak


https://1.bp.blogspot.com/-AFXR9T97X3w/XT4V0nPlMmI/AAAAAAAAKDU/OUnYxiJj0FghZar9gV9TdHS6DbfN3kOxgCLcBGAs/s1600/mg.jpg




piątek, 20 marca 2020

Przysługa – Beata Dmowska



Zgodnie z obietnicą, zostajemy dziś we współczesnej Polsce, gdzie zawrzemy znajomość z niejaką Natalią Korolczuk. Razem z nią odbierzemy z lotniska jej przybyłą z Norwegii przyjaciółkę Karolinę i udamy się do małej, położonej nieopodal Warszawy wioski Dąbrowa. Dziewczyny są przekonane, że czeka na nie błogie lenistwo, opalanie na tarasie, zimny szampan i świeże truskawki.


Tytuł: Przysługa
Autor: Beata Dmowska
Wydawnictwo: Harper Collins

Nawet nie wiedzą, jak bardzo się mylą. Sielskie wakacje już za chwilę przerwą dramatyczne wydarzenia. Marta, córka Natalii, zaginie bez śladu. Dziewczyny zrobią wszystko, by ją odnaleźć całą i zdrową. Czy i m się to uda i skąd w ogródku naszej bohaterki zakopany szkielet nieznanej nikomu kobiety? O tym, będziecie już musieli przekonać się sami. 

Natalię Korolczuk, niektórzy z Was mogli już mieć przyjemność poznać. Przysługa, o której tu mowa to kontynuacja Spadku, który ukazał się w księgarniach w listopadzie 2018 roku. Przyznam Wam się, że nie miałam wcześniej przyjemności czytać tej książki, ale uwaga!, jej nieznajomość nie przeszkadza w lekturze Przysługi. Powieść pisana jest w pierwszej osobie, to Natalia opowiada nam całą historię i od czasu do czasu wraca do wydarzeń, które miały miejsce w pierwszej części i dzięki temu nie czujemy się w ogóle pogubieni w akcji.



Ciężko tę książkę zaklasyfikować do jednego, konkretnego gatunku literackiego. Obecność trupa i zaginięcie Marty wskazywałoby jednoznacznie na kryminał. Jednak, jak na ten gatunek, za mało tu akcji i dramatycznych wydarzeń. Jak dla mnie jest  to powieść obyczajowa z ciekawym wątkiem sensacyjnym. Do tego obyczajowa powieść z misją i mocno rozwiniętym, moim ulubionym tłem "około-fabularnym".

Dlaczego misyjna, spytacie? Uważam, że niewątpliwie, będzie ona bardzo pomocna dla ludzi ( choć oczywiście, nie życzę nikomu, by znalazł się w takiej sytuacji), którym zaginęły bliskie osoby. Wiele pisze się tutaj o Fundacji Itaka i procedurach wdrażanych po zgłoszeniu o zaginięciu, także wydaje mi się, że wszyscy znajdziemy tu wiele wskazówek, co robić w takich sytuacjach.

Jeżeli chodzi o tak hołubione przeze mnie "tło okołofabularne", dowiedziałam się z tej książki wiele ciekawych historycznych informacji na temat tak zwanej biżuterii patriotycznej i zaginionych podczas drugiej wojny światowej dzieł sztuki. Komisarz Janusz Godlewski to prawdziwy pasjonat i jego wykłady na te tematy czyta się z prawdziwą przyjemnością.

Autorka porusza tu również bardzo ważną  kwestię sytuacji Ukraińców w naszym kraju. Jestem przekonana, że opis pieczarkarni, w której pracuje Lena, to nie fikcja literacka i podczas czytania wspomnianych scen nóż otwierał mi się w kieszeni. Na szczęście z własnego doświadczenia wiem, że nie wszystkim obcokrajowcom zza wschodniej granicy jest w naszym kraju tak źle, tym bardziej trzeba jak najwięcej zwracać uwagę na tych, którzy nie mieli tyle szczęścia, przyjeżdżając do Polski.

Przysługa to również powieść o prawdziwej przyjaźni. Sytuacja, w której znalazły się Natalia i Karolina kilkakrotnie wystawi ją na próbę, ale jak wiadomo, prawdziwej przyjaźni nic nie zniszczy i między innym o tym właśnie przypomina nam autorka.

Reasumując: do rąk dostałam świetną obyczajową powieść z wciągającą akcją sensacyjną i bardzo interesującym rysem historycznym, przy której miło spędziłam czas przymusowej "kwarantanny" i Was również do tej lektury i podróży literackiej gorąco zachęcam. Miłego czytania!

Nasz wehikuł schowany w kącie już mi szepcze do ucha, że w następną podróż zabiera nas do Królestwa Polskiego i Francji z czasów pierwszej wojny światowej, bo czeka tam już na nas pewna kuzynka Marie. Do następnego!

Dorota Skrzypczak

https://2.bp.blogspot.com/-YoF39Tr2q34/W6gT_DYOVsI/AAAAAAAAIas/wtrxFymHVyA3NPJmS06qLUNaSrKhFn7mQCPcBGAYYCw/s1600/logo_harper_collins.png


środa, 18 marca 2020

Wróżka Prawdomówka – Matt Haig


Czytam dosłownie wszystko. Na moje nieszczęście chyba nie ma gatunku, który by mnie nie interesował. Dziś padło na… bajki dla dzieci. Zaintrygował mnie tytuł, piękna okładka i historia „Wróżki Prawdomówki”. Bo mówienie prawdy nie może być chyba aż takie złe?


TytułWróżka Prawdomówka
AutorMattHaig
WydawnictwoZysk i S-ka



Tak, jak sugeruje imię wróżki, nasza bohaterka nie potrafi kłamać. Na domiar złego, prawdę mówi prosto w twarz, bez żadnych ogródek. I to niestety… boli. Dlatego z czasem każdy stara się uniknąć jej towarzystwa. Wróżka staje się bardzo samotna i doskonale wie, że winić za to może tylko siebie. Czy na przekór wszystkiemu uda jej się znaleźć przyjaciół? Czy na zawsze pozostanie sama jak palec?

Książka zwraca uwagę już samym wydaniem. Jej format jest niestandardowy, a okładka wręcz przepiękna. Mieni się na złoto i srebrno, ma urocze kolory i grafikę. Ta sama kreska, co na okładce, czeka nas również w środku książki. Ilustracje w niej zamieszczone są śliczne, bajkowe i bardzo dobrze obrazują treść. Co jakiś czas pewne fragmenty tekstu są ilustrowane niczym motto, ładnie się to prezentuje i zwiększa przyjemność czytania.

Na okładce zamieszczono też bardzo ciekawą deklarację „100% bez bujania” i coś w tym jest. Przygody wróżki Pradomówki nie są słodką historyjką. Dziewczyna mówi prawdę tak dosadną, że nie raz włos się jeży na głowie. Nie ma tu owijania w bawełnę, trudne i smutne sytuacje opisywane są bezpośrednio.

Dość długo miałam wrażenie, że opowieść nie będzie miała głębszego morału. Jeśli spodziewacie się górnolotnych „prawda wyzwala” albo „mów prawdę, ale ładnymi słowami” to nic z tych rzeczy. Ostatecznie książeczka uderza w jeszcze mocniejszy przekaz, który zarówno wyciśnie łzy, jak i sprowadzi uśmiech na twarz malucha.

Od strony narracji historia napisana została w całości rymowanym wierszem. Fajnie się to czyta, jest przystępne w odbiorze, a niektóre rymowanki rozbawiają do łez. Reasumując, jest to naprawdę fajna książeczka, która sprawi przyjemność nie tylko maluchom, ale też dorosłemu czytelnikowi. Lekka, zabawna, momentami dosadna i z wartościowym przekazem. Mnie zauroczyła, a wy jak sądzicie, przypadłaby wam do gustu?



Biała krypta – Mariette Lindstein

Są sekty, które niszczą Cię od środka, zupełnie nieświadomie wrzynają się w Twoją podświadomość i sterują nią podczas, gdy Ty nie masz o tym najmniejszego pojęcia. Wystąpił jednak pewien bodziec, który odmienił wszystko…


Tytuł: Biała krypta
Autor: Mariette Lindstein
Wydawnictwo: Bukowy Las


Mariette Lindstein urodziła się i dorastała w Halmstad (Szwecja). W swoich latach młodzieńczych dołączyła do kontrowersyjnego ruchu scjentologicznego i należała do niego przez 25 lat. Po przeniesieniu do Los Angeles udało jej się uciec. Od tego momentu pisze książki i prowadzi liczne wykłady, podczas których popularyzuje swoją wiedzę o sektach. Jest autorką cyklu książek pt. Sekta ViaTerra. 

Biała krypta to kolejna książka dotykająca problemu sekt. Poprzednich trzech nie czytałam, ale zaintrygowała mnie przeszłość autorki. Głównymi wątkami książki są zaginięcie dziewczyny, sekta i romans. Z tym ostatnim mam wiele mieszanych uczuć. Główna bohaterka Alex to siostra bliźniaczka Dani. Dani w niewyjaśnionych okolicznościach ginie, a policja po kilku miesiącach bezskutecznych poszukiwań zawiesza swoje czynności. Alex doświadczona życiem zaczyna podejrzewać, że Dani padła ofiarą sekty, a próbując rozwikłać jej zaginięcie na swojej drodze spotyka dwóch zupełnie odmiennych mężczyzn… Jednak czy mają oni dobre intencje?

Thriller czyta się bardzo przyjemnie, a fabuła jest dość wartka. Alex przedstawia historię w pierwszej osobie, więc możemy wczuć się w jej uczucia, natomiast historia Dani to trzecioosobowa narracja dająca nam swoisty dystans. Byłam pełna podziwu dla Dani, że mimo bardzo ciężkiej sytuacji wciąż odnajdywała w sobie duże pokłady sił do dalszej walki o swoje życie. Przemoc fizyczna i psychiczna, której doświadczyła nie zniszczyła jej na tyle mocno i wciąż miała nadzieję na wolność. Z kolei jej siostra nie poddała się i sama zaczęła dochodzić do prawdy. Obie bohaterki to bardzo silne osoby. 
Czytelnicy lubiący wątki kryminalne, tematykę sekt, a także romanse odnajdą tu coś dla siebie. Mi niestety nie spodobał się wątek romansu głównej bohaterki, który jest mocno przerysowany. Trochę przypominało mi to Grey’a, co od razu spisało tę część na straty. 

Aura tajemniczości i grozy w książce na pewno potrafi przykuć uwagę czytelnika. Sama natomiast mam po lekturze mieszane uczucia czy ją polecać czy nie. Myślę, że każdy musi sam ocenić jej wartość.

Niezaprzeczalnie sama historia sekt jest warta uwagi i myślę, że warto byłoby poczytać o tym w literaturze, aby mieć świadomość spustoszenia jakie one sieją w człowieku. Podziwiam autorkę, że mimo niebezpieczeństwa jakie niesie ze sobą promocja książek wciąż decyduje się przekazywać swoje uczucia i wiedzę światu. To tylko świadczy o tym, że mimo swoich niemiłych doświadczeń potrafi podnieść się z nich z podniesionym czołem!

Patrycja Sobierajska

wtorek, 17 marca 2020

Tu i teraz – konkurs!


Grzecznie siedzicie w domu? W takim razie mam dla Was kolejny konkurs. Bardzo ciekawa książka do wygrania! Zachęcam do udziału :)

Co trzeba zrobić, by spróbować swoich sił? Wystarczy dokończyć zdanie:

Tu i teraz najważniejsze jest...



Zasady:

1. Każdy uczestnik może podać jedną odpowiedź.
2. Na odpowiedzi czekamy do końca 29.03.2020 r.
3. Nagrodą w konkursie jest jedna książka "Tu i teraz" Wydawnictwo NieZwykłe Ewa Pirce - strona autorska.
4. Wygrywa najciekawsza odpowiedź.
5. Uczestnik wyraża zgodę na przekazanie jego danych adresowych wydawnictwu celem wysyłki nagrody.
6. Wyniki zostaną podane w ciągu 2 tygodni od zakończenia konkursu.
7. Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Niezwykłe.
8. Odpowiedzi można udzielać również na FP Recenzji na widelcu.

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates