Featured

niedziela, 16 czerwca 2019

Jeszcze będziemy szczęśliwi – Enrico Galiano



Ta inna, wiecznie smutna, pewnie brak jej piątej klepki. W każdej klasie jest ktoś taki, ktoś, kto pozwala innym czuć się lepszym, normalnym. Ktoś, kto pod całą masą etykietek skrywa piękne wnętrze. Czy odważysz się spojrzeć na świat jego oczami? 

Tytuł: Jeszcze będziemy szczęśliwi
Autor: Enrico Galiano
Wydawnictwo: SQN

Gioia jest inna niż jej rówieśnicy, widać to gołym okiem. To wystarczy, by stać się samotnicą, odtrącaną przez otoczenie i potwornie smutną. Jednak pewnego dnia w zamkniętym barze spotyka chłopaka, co tu mówić... równie dziwnego. Wtedy jej życie staje do góry nogami. Nie, wcale nie zaczyna być prostsze, wręcz odwrotnie. Gioia będzie musiała zadać sobie wiele pytań, a odpowiedzi nie będą ani proste, ani przyjemne. 

Ta książka jest po prostu... intrygująca! Muszę przyznać, że to jedno z ciekawszych doświadczeń tego roku. Niepokojąca, inspirująca, ulotna, utkana z prawdziwych emocji i uczuć. W pierwszej kolejności zwróciła moją uwagę okładką, ma w sobie coś takiego, że nie można obok niej przejść obojętnie. A gdy zajrzy się do środka... wtedy się przepada. I nie chodzi mi tylko o ładną stronę wizualną (chociaż pasujące tematycznie ozdobniki na początku każdego rozdziały fajnie urozmaicają lekturę), ale przede wszystkim o narrację. 

"Gioia Spada jest osobą, która gdy znajdzie ciekawą książkę , nie pochłania jej na raz, a zaczyna czytać ją wolniej w obawie, że za szybko się skończy".

Główna bohaterka jest młodą, wrażliwą dziewczyną, poznającą świat przez swoją wyjątkową percepcję. Jej sposób myślenia determinuje narrację, nadając jej artystycznego wydźwięku. Miałam wrażenie, że Gioia jest niezwykle uważnym obserwatorem, dokładnie i szczerze opisującym to, co czuje i przeżywa. W swojej prostocie jest to niezwykle piękne i wciągające. 


Poza przeżyciami wewnętrznymi bohaterki w powieści jest też intrygująca fabuła, subtelnie balansująca między prawdą a wyobraźnią. Momentami naprawdę ciężko odróżnić jedno od drugiego, zarówno czytelni, jak i Gioia nie raz i nie dwa gubią się i odnajdują. Ta aura tajemniczości napędza intrygę i każe stawiać sobie nie raz bardzo fundamentalne pytania. 


"Prawdziwi szaleńcy, moja droga, to ci, którzy widzą tylko to, co mają przed oczami".

W końcu „Jeszcze będziemy szczęśliwi” to piękna opowieść o dorastaniu, o wyróżnianiu się z grupy, o odnajdywaniu własnej tożsamości i szukaniu prawd rangi egzystencjalnej. Zwłaszcza ten ostatni aspekt został bardzo sprytnie wprowadzony do fabuły za pomocą niecodziennych lekcji. Te tematy są omawiany zarówno prosto, jak i dosadnie. Dają do myślenia i niezależnie od wieku czytelnika, wiele mogą nauczyć. 

"Ktoś, kto zadaje pytania, na które nie znamy odpowiedzi, zmusza nas do ich odnajdywania, chyba że jesteśmy już martwi i pochowani. Możliwość wyruszenia w poszukiwaniu czegoś jest darem, bez względu na to, czy szukamy kobiety, czy ziemi, czy odpowiedzi na pytanie!".



Wisienką na torcie jest zamieszczony na końcu słownik słów z różnych języków, które... nie mają swojego dokładnego tłumaczenia. To jest kolejna rzecz, która mnie w tej powieści zaintrygowała i uzmysłowiła, jak wiele jest rzeczy, której nomenklaturę stworzyły tylko niektóre narody. Jest w tym magia! 

Jeszcze będziemy szczęśliwi” polecam z całego serca, książki takie jak te to uniwersalne perełki, które naprawdę warto mieć w swoim zbiorze.



czwartek, 13 czerwca 2019

Rozmowa z górą – Rafał Fronia



Kocham spacery, podróże, widoki i góry. Uczucie błogiego zmęczenia, gdy osiągnie się cel wyprawy. I przestrzeń, odległy horyzont, czyste niebo i czyste myśli. Góry to zupełnie inny świat, ale od pewnego poziomu to też ogromne zagrożenie. Czy warto dla nich ryzykować życie?

Tytuł: Rozmowa z górą
Autor: Rafał Fronia
Wydawnictwo: SQN
Anatomia góry” bardzo mi się podobała, byłą pełna pasji, miłości do gór, ale też rozważań i refleksji. Nie raz mroziło mi krew w żyłach, gdy autor opowiadał, jak cudem uszedł z życiem i wspominał tych, którzy nie mieli takiego szczęścia. Jednym zdaniem, dałam się potrwać jego opowieści. Właśnie dlatego, gdy dowiedziałam się, że na rynek wychodzi kolejna jego książka, chętnie po nią sięgnęła. O czym Rafał Fronia opowiada tym razem?




W zasadzie... dokładnie to samo co wcześniej. Ponownie wyruszamy z nim w długą i niebezpieczną podróż w stronę niejednego szczytu. I chyba to jest mój największy zarzut wobec tej pozycji. Merytorycznie niczym nie różni się ona od poprzedniej książki, a jeżeli już, to niestety na niekorzyść. „Rozmowa z górą” została napisana bardzo chaotycznie, brak jakiegoś spójnego planu, to opowieść, która zahacza o różne tematy, często zmienia wątki i nie zachowuje chronologii. Nie można stwierdzić, że jest to relacja z jakiejś konkretnej wyprawy, to raczej zbiór przemyśleń, które towarzyszyły autorowi podczas wielu sytuacji.


"A to czego nie rozumiemy odpycha nas i napawa lękiem, a czasem pociąga, zawsze intryguje i nigdy nie pozostawia obojętnymi".
Zachowany został więc bardzo osobisty i refleksyjny sposób narracji. Rafał Fronia dzieli się z nami swoimi przemyśleniami o życiu, podróży, czasie i przestrzeni. Razem z nim nie raz zastanowimy się, co jest dla nas ważne, ale też będziemy śledzić codzienność zupełnie innej kultury. Bo wyprawy w najwyższe szczyty to nie tylko droga pod górę, ale też czas spędzony w miejscu wypadowym, gdzie wspinaczka dopiero się zaczyna.


Standardowo już książka została wzbogacona o liczne fotografie i zdjęcia z wypraw. Dzięki nim możemy poczuć klimat, lepiej zrozumieć opisywane sytuacje, a nawet poczuć, jakbyśmy byli na miejscu.


"Gdy odnosi się sukces, żyje się lepiej. Uśmiech zaraża, spokój rozlewa się na innych. Masz aurę. Jedna dobra myśl przyciąga kolejną. Życie staje się pasmem sukcesów, wygranych, czasem bez walki, z kolei walkowerem odchodzi to, co złe, smutne, bolesne. Gdy odnosi się sukces, żyje się lepiej. Pamiętaj. To samo nie przyjdzie, trzeba po to iść".

W „Rozmowie z górą” zabrakło mi jakiegoś wątku, której nadawałby całej opowieści kierunku, utrzymywał moją uwagę. Bez tego książka jest po prostu zbiorem historyjek, przez co nie zawsze miałam ochotę po nią sięgać. Pod tym względem „Anatomia góry” była zdecydowanie lepiej rozplanowana. Jeśli jednak jesteś miłośnikiem podróży, spacerów i zdobywania szczytów, ten tytuł może przypaść Ci do gustu.



Stranger thinks. Mroczne umysły


O serialu „Stranger thinks” słyszałam wiele dobrego. Jednak zanim zacznę go oglądać, chciałam najpierw zapoznać się z prequelem. Kolejność chronologiczna właśnie to sugeruje. Czy była to doba decyzja? Cóż... niekoniecznie.


Autor: Gwenda Bond
Wydawnictwo: Poradnia K.
Bestseller


Jak powszechnie wiadomo, wszystko, co złe, podejrzane i szemrane musi pochodzić od amerykańskiego rządu. Z pewnością jakiś amerykański instytut badawczy już to potwierdził. Tym razem chodzi o niepokojące eksperymenty na ludziach. W czasach, gdy pierwszy człowiek wylądował na księżycu, bohaterzy naszej powieści zgłaszają się ochotników do badań psychologicznych. Szybko okazuje się, że terapie, którym ich poddają, są co najmniej wątpliwe. Postanawiają dowiedzieć się, o co tak naprawdę chodzi w eksperymencie. Nawet nie zdają sobie sprawy, że poznanie niektórych sekretów może ściągnąć na ich głowy znaczne niebezpieczeństwo.

"Kluczem do osiągnięcia czegoś wielkiego jest robić swoje".


Sam pomysł na wątek główny jest świetny. Podejrzane eksperymenty, szaleni naukowcy, kontrowersyjne badania... Tematy znane i lubiane. Aż czuć ciarki na plecach! Jednak... nie długo. Po szybkim zarysowaniu głównego problemy akcja błyskawicznie siada. Brak nagłych zwrotów akcji, dynamicznych wydarzeń, czy klimatu mrożącego krew w żyłach. Wszystko rozgrywa się zdecydowanie za wolno, by czytelnik z zapartym tchem śledził rozwój akcji. Niestety historia momentami niemiłosiernie się wlecze.


Również bohaterzy zostali wykreowani raczej schematycznie. Chociaż chłopczyca ze wsi, wiecznie w kombinezonie mechanika (w końcu naprawia samochody) może budzić sympatie, to ciężko powiedzieć, by jej postać była oryginalna. Ciekawa tak, ale nie pomysłowa. Tak samo główny wróg jest zbudowany ze schematów i powtarzalnych wzorców.

Dużym plusem jest za to przedstawienie klimatu lat 60. Poznajemy sporo szczegółów i z łatwością odczuwamy atmosferę tamtych czasów. Z tego względu liczne opisy szarej codzienności czasami niosły dodatkową wartość.

Po przeczytaniu „Stranger thinks. Mrocznych umysłów” wiem, że jest to książka głównie dla miłośników serialu. Jej rolą było dopowiedzenie paru detali i wyjaśnienie kilku wątpliwości, które nasunęły się widzom. Jednak bez tego, analizując ten tytuł zupełnie niezależnie, ciężko znaleźć w nim coś ciekawego. Tym razem więc kolejność powinna być odwrotna, najpierw film, potem książka.

Będziesz moja – Natasha Preston

Thrillery młodzieżowe to gatunek, który z jednej stronie zachwyca świeżością i niedoświadczeniem bohaterów, z drugiej może być wyjątkowo naiwny i oklepany. „Uwięzione” Natashy Preston dosłownie mnie zachwyciły. Jednak od tego czasu żadna inna książka autorki nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Czy udało się to powieści „Będziesz moja”?

 
Tytuł: Będziesz moja
Autor: Natasha Preston
Wydawnictwo: Feeria Young

Lylah razem z piątką swoich znajomych spędza beztroski czas na studiach. Dopiero co otrząsnęła się z rodzinnej tragedii, dlatego stara się zrobić wszystko, by nie myśleć o przeszłości. I nie widzi na to lepszego sposobu niż imprezy i spędzanie czasu ze znajomymi. Powoli zbliżają się walentynki, dlatego tajemnicza przesyłka o treści „Twoje serce będzie moje” nie budzi niczyich obawa. A potem ginie jeden z przyjaciół Lylah i nic nie jest takie samo jak wcześniej. Tymczasem podejrzane wiadomości wciąż przychodzą. Czy dziewczyna powinna zacząć się bać?

Tym razem autorka wykorzystała znany przez siebie motyw. Temat grupka przyjaciół i tajemniczego mordercy, którym może być każdy, pojawiało się przecież już w „Uwikłanej”. Jednak ten tytuł pozostawiał jednak sporo do życzenia. Jak spisała się „Będziesz moja”? Czy poczułam gęsią skórkę?

Tym razem muszę powiedzieć, że tak. Autorce udało się zbudować atmosferę zagrożenia i wzajemnych podejrzeć. Do samego końca nie byłam pewna, kto jest zabójcą. Co więcej, przez większość historii obstawiałam innego bohatera. Nie do końca z mojej winy, analizując wszystkie wskazówki i przesłanki, nie dało się ustalić tego jednoznacznie. Co nie zmienia faktu, że podczas finalnej sceny byłam zaskoczona i zaliczam to na plus. Motywacja sprawcy była uzasadniona, a wszystko trzymało się przysłowiowej kupy. Jednym zdaniem, jest to coś, co nie zawsze można powiedzieć o książkach Natashy Preston.

Nieznaczny postęp uczyniły też organy ścigania. Tym razem zaczęli coś robić, jednak nadal było to mocno nieudolne i bardzo nieefektywne. Ich bezsilność jest wręcz fascynująca. Pomijając kwestię, że bohaterowie też nieszczególnie dbają o swoje bezpieczeństwo, działania policji są nieudolne i tylko pozornie mają sens. To chyba największy problem w pisarstwie Preston. Rozumiem, że z mordercą mają się mierzyć bohaterowie, jednak dobrze by było, gdyby wynikało to z fabuły. Bo sytuacja, w której to nastolatki rozwiązują tajemnice, z którą nie dają sobie rady stróże prawa, jest zwyczajnie w świecie grubymi nićmi szyta.

Będziesz moja” zostało napisane lekkim, przystępnym "językiem", wręcz kontrastującym z atmosferą zagrożenia i niebezpieczeństwami czyhającymi na bohaterów. Czytało mi są ją dobrze i szybko, chociaż miałam pewne zastrzeżenia co do pracy policji i zachowania głównej bohaterki, całość zrobiła na mnie dobre wrażenie. Idealnie nie jest, ale źle również nie. W porównaniu z kilkoma wcześniejszymi tytułami powieść jest lepsza, a motywacja tego złego" posiada logiczne uzasadnieniem. I mam nadzieję, że tak będzie dalej!
 
 

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Miliarder – Sławek Michorzewski

Dzisiaj zabiorę Was w podróż iście wybuchową. Jestem przekonana, że tak samo jak ja, jeszcze długo po powrocie nie będziecie się mogli otrząsnąć. Ja tak dla Was piszę i cała drżę na wspomnienie tego co się tam wyprawiało.


Tytuł: Miliarder
Autor: Sławek Michorzewski
Wydawnictwo: Oficyna 4eM

No, ale może do rzeczy. Udamy się teraz do Bydgoszczy, gdzie czeka na nas Maciej Kupczyk vel Kupa, stażysta w dziale księgowości bydgoskiego Veltronexu. Nasz bohater nie jest zadowolony ze swego życia, oj nie jest. Cierpi na chroniczny brak gotówki, współpracownicy nie darzą go sympatią, z wzajemnością zresztą. Jakby tego było mało, Maciej jest totalnym pechowcem. Każdy jego krok i inicjatywa powodują totalny armagedon. Tego nie da się opisać, to trzeba przeczytać. Zmęczony takim obrotem spraw nasz bohater, pewnego, pięknego dnia wpada na iście szatański plan, którego realizacja niewątpliwie odmieni jego życie na lepsze. I wtedy się zacznie. Zdradzę Wam tylko, że bardzo szybko ze spokojnej Bydgoszczy trafimy do Sztokholmu i Paryża, w sam środek szpiegowskiej afery, na scenę wkroczy jeszcze wielu nietuzinkowych bohaterów, a Wy z niedowierzaniem przecierać będziecie oczy, obserwując to dzieje się wokół Was.

We mnie autor wzbudził dość gorące emocje od samiuśkiej pierwszej strony. Już Wam tłumaczę dlaczego. Jeżeli czytacie moje recenzje dość regularnie, to pewnie zauważyliście, że od jakiegoś czasu stałam się lokalną patriotką i zwracam uwagę na to, co pisarze mają do powiedzenia o mojej rodzinnej Łodzi, która jak chyba wiecie, nie cieszy się w mediach dość dobrą opinią. Dlatego chyba zrozumiecie, że trochę we mnie zawrzało, kiedy już na pierwszej kartce omawianej powieści, przeczytałam, że Macieja Kupczyka, Łódź ni mniej, ni więcej brzydziła. I tyle, żadnego wytłumaczenia z jakiego to powodu. Przełknęłam jednak tę gorzką pigułkę, bo przecież nie miałam czytać o moim rodzinnym mieście, tylko zgoła co innego i postanowiłam dać autorowi szansę. Nie zawiodłam się, dalej było już tylko lepiej. Może dlatego, że pan Michorzewski nic więcej nie pisał o Łodzi?:)) Inna sprawa, że naszego kraju i narodu pisarz też nie oszczędza.

Muszę Wam się przyznać, że dawno nie czytałam takiej „odjechanej” powieści. Siedziałam w fotelu i ze spokojem śledziłam losy Kupczyka, aż nagle znalazłam się w środku wydarzeń na pierwszy rzut oka zupełnie ze sobą niepowiązanych. Z niecierpliwością zaczęłam przerzucać kartki, choć oczywiście nadal uważnie czytałam, bo nie za bardzo chciałam wierzyć, że te wszystkie wątki mają szanse spotkać się w jednym miejscu. Autor mnie nie zawiódł. Okazało się, że wszystkie drogi prowadzą do Veltronexu. Po, co dlaczego, jak? O tym na razie cicho sza. Sprawdzicie to sami.

Trup ściele się tu gęsto, nawet bardzo gęsto. Nie macie się jednak czego obawiać. Na kartach tej książki wcale nie jest strasznie. Jak ktoś bardzo chce kogoś zabić, to zdarza się, że mu się to nie uda, jak nie ma tego zamiaru, to wręcz przeciwnie, u jego stóp momentalnie leżą zwłoki. Żałuję teraz, że nie policzyłam ile istnień autor ma na sumieniu, ale podejrzewam, że coś około setki. I zapewniam Was, że mimo takiego okrucieństwa, jest tu wesoło, a nie strasznie. Bo taka liczba nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności i dziwnych przypadków nie jest chyba możliwa.

Trzeba posiadać naprawdę niesamowity kunszt pisarski, żeby napisać tak szaloną, pełną satyry i groteski powieść. Nie pogubić się w liczbie bohaterów, niesamowitych zdarzeń i nieoczekiwanych zwrotów akcji, a do tego tak bardzo wciągnąć czytelnika w tę swoją literacką grę  i zapewnić mu mnóstwo dobrej zabawy i niewiele mniej powodów do refleksji nad współczesnym światem. Wielkie brawa dla autora!


Nie będę Wam tu już nic więcej zdradzać, bo o niezwykłości tej powieści musicie przekonać się sami. Gwarantuję Wam świetnie spędzony czas moc szalonych wydarzeń i mnóstwo niezapomnianych wrażeń. Przygotujcie się na prawdziwą jazdę bez trzymanki. Miłej lektury!



Dorota Skrzypczak


niedziela, 9 czerwca 2019

Dogonić miłość – Anna Sakowicz


Dzisiaj odwiedzimy w Poznaniu nasze stare znajome, siostry Żółtaszek: Agatę i Polę. Pamiętacie, jak w dniu urodzin Agata założyła się z Polą, że już niedługo schudnie, znajdzie męża i zostanie matką? Nadszedł czas, żeby sprawdzić, jak idzie realizacja planu, tym bardziej, że ostatnio zostawiliśmy ją w dość ważnym dla niej momencie.


Tytuł: Dogonić miłość
Cykl: Plan Agaty
Autor: Anna Sakowicz
Wydawnictwo: Edipresse

Może jeszcze nie wszyscy znacie Agatę, dlatego nie zdradzę Wam, jaki był to moment, ale w tej części również będzie działo się wiele. Kandydat na męża znajdzie się nawet niejeden, praca na etacie wyciśnie z Agaty trochę soków, w jej życiu pojawi się urocza, szczekająca Stefka, a nasza bohaterka będzie musiała podjąć kilka niełatwych decyzji, które odmienią jej los na zawsze. Pola również zmierzyć się będzie musiała z niejednym trzęsieniem ziemi i ona też zacznie nowe życie, ale o to sprawdźcie już sami. 

Po przeczytaniu pierwszej części chwaliłam autorkę za umieszczenie bardzo ciekawego, mojego ulubionego tła okołofabularnego. Tutaj już mi go trochę brakowało, ale w życiu dziewcząt dzieje się tak wiele, że chyba naprawdę, nie ma tu już miejsca na żadne tajemnicze historie z przeszłości i długie opisy topograficzne i historyczne okolic. Jest tylko życie, prawdziwe życie, ale za to jakie życie!

Czepiam się tu nie wiadomo czego, a chyba już dawno żadna pisarka „babskich czytadeł” (przepraszam za ten kolokwializm, ale ja go bardzo lubię i nie widzę w nim niczego pejoratywnego) nie wycisnęła ze mnie tylu łez, łez wzruszenia oczywiście. Dziewczyny po wielu perypetiach dochodzą do pięknych prawd życiowych, a ich prostota chwyta za serce. Pamiętajcie, by kiedy będziecie czytać scenę na cmentarzu, gdzie Pola spotka swą niedoszłą teściową, zaopatrzyć się w paczkę chusteczek, bo bez nich na pewno się nie obędzie. Słowa Agaty podsumowujące najważniejszy moment jej życia również rzucają na kolana. Ja wzruszyłam się niemiłosiernie, a po przeczytaniu tylu książek nie jest to wcale takie proste.

Tak samo jak w części poprzedniej autorka mocno podkreśla sytuację ludzi niepełnosprawnych i lekko podpowiada jak można im pomóc. Bardzo dobrze, że znowu możemy o tym czytać, bo pisania na ten temat nigdy dość.

Galeria mężczyzn jaką ujrzymy na kartach tej książki nie napawa optymizmem, oj nie napawa! Oczywiście istnieją chlubne wyjątki, jak Sławek, czy nawet Emil, lecz reszta, no cóż... Na szczęście zawsze można jednak dogonić miłość, także może nie jest aż tak źle.

Napisałam: nawet Emil, bo ten bohater od początku budzi we mnie różne uczucia i trochę odbiega od mojego ideału mężczyzny, ale muszę się Wam przyznać, że ciut skradł moje serce. Czym? Oczywiście decyzją o otworzeniu antykwariatu, na taki ruch, ja pracownik takiego właśnie przybytku obojętna pozostać nie mogłam:):)

Jeżeli jeszcze nie znacie sióstr Żółtaszek, szybko biegnijcie nadrabiać zaległości, bo naprawdę warto. Mam nadzieję, że ci, którzy już mieli sposobność obcować z uroczymi dziewczynami niecierpliwie przebierają nogami, aby jak najszybciej dostać się do Poznania. Nie zwlekajcie ani chwili. Miłej lektury!

Dorota Skrzypczak
indeks

Widzę cię – Lisa Jewell


Wydawnictwo Edipresse potrafi zaskoczyć przesyłką do recenzji. Wraz z najnowszą książką Lisy Jewell Widzę Cię otrzymałam trzy intrygujące fotografie iście w stylu detektywistycznym, bowiem przedstawiały śledzoną przez kogoś dziewczynę. Z racji, że nie miałam nigdy okazji czytać książek tej autorki do tej lektury podeszłam z dużym entuzjazmem


Tytuł: Widzę Cię 
Autor: Lisa Jewell 
Wydawnictwo: Edipresse 

Podążając za swoim entuzjazmem jak zwykle zasięgnęłam nieco informacji o autorce i historii książki. Nowa propozycja Lisy Jewell Widzę Cię to książka brytyjskiej autorki światowego bestsellera Kiedy Ciebie nie ma. Jeśli nie kojarzycie tej autorki, to wiedzcie, że moment rozpoczęcia jej kariery można uznać troszkę za przypadkowy. Jewell zajmowała się sprzedażą mody podczas, gdy znajomy poprosił o napisanie trzech rozdziałów powieści, które to potem wykorzystała w bestsellerowej książce „Impreza u Ralpha”. W zamian za napisanie rozdziałów otrzymała zaproszenie do ulubionej restauracji. Od czasów debiutu napisała kilkanaście powieści, a 25 lipca 2019 roku ukaże się kolejna. 

Chyba każdy z nas lubi tajemnice. Może nie takie życiowe, ale książkowe na pewno budzą duże emocje. Tajemnice zawsze wywołują w człowieku chęć ich rozwikłania. Szukamy odpowiedzi we wskazówkach, które niekiedy okazują się błędne… 

Widzę Cię to książka o mieszkańcach osiedla Melville. Akcja skupia się na kilku rodzinach, a mianowicie: Tom, Nikola oraz Freddie Fitzwilliam, Jack i Rebeca Mullen, Joey Mullen i Alfie Butter, Frances i Jenna Tripp oraz Bess Ridley z matką. Muszę przyznać, że ilość bohaterów w książce nie przytłacza czytelnika, ponieważ ich losy są skrzętnie przeplecione tak, by tworzyć spójną całość. Nie we wszystkich książkach powiązania bohaterów są tak dobrze skonstruowane. Jedną z głównych bohaterek jest Joey Mullen, która po latach wraca do rodzinnego miasteczka zza granicy. Nie wraca jednak sama, a z mężem, z którym zamieszkuje u brata Jack’a i jego żony. Joey przypadkowo spotyka mężczyznę z osiedla, a mianowicie Toma Fitzwilliam’a, a to zmienia wszystko… 

Okładkowy opis daje nam do zrozumienia, że będziemy mieć do czynienia z obserwacją, a nawet mroczną, śmiertelną obsesją. Śmiertelną, bo jest morderstwo, nie wiadomo jednak czyje i kto zabił. Po lekturze stwierdzam, że nie ma tutaj takiej dosłownej w tego słowa znaczeniu obserwacji, mroczną atmosferę też trudno odnaleźć. Co do śmiertelnej obsesji to po części mogę się zgodzić. Jednak nie wszystko w tej książce jest przedstawione czarno na białym. 

Przez cały czas lektury nie mogłam domyśleć się kto jest główną osobą we wszystko zamieszaną. Moim zdaniem jest to dość dobrze skonstruowana intryga. Książka trzyma w niepewności, bo rozwiązanie zagadki dopiero czeka nas pod koniec. Każdą stronę przewracałam więc w nadziei, że w końcu dowiem się o co chodzi. Mimo, że nie spodziewałam się tego co czekało mnie na końcu powieści, to nie spowodowało u mnie wielkiego zaskoczenia na jakie czekałam. Jak wspominałam wcześniej nie wszystko jest ujęte w tekście, część musimy sobie dopowiedzieć sami. 

Troszkę mam mieszane uczucia, bo z jednej strony jest to całkiem przyjemna lektura, którą szybko przeczytałam. Szybkie tempo zapewnia chęć rozwikłania zagadki. Przeplatanie opowieści protokołami z przesłuchań mieszkańców powoduje wzrost napięcia. Jednak z drugiej strony spodziewałam się mocniejszych wrażeń chociażby opisu zbrodni. Co dostałam? O wiele bardziej rozbudowaną strefę psychologiczną, w której to czas jest istotną zagadką. Czy chcielibyście ją poznać? Ogólnie książkę oceniam na 6,5/10, więc jak najbardziej się z nią zapoznajcie i opowiedzcie o swoich wrażeniach! 

Patrycja Sobierajska


piątek, 7 czerwca 2019

Pamiętnik inteligenta – Jerzy Rakowiecki


Dzisiaj postanowiłam Was zabrać w pewną niesamowicie sentymentalną podróż do XX wieku. Zaczniemy naszą wycieczkę w czasach przed wybuchem drugiej wojny światowej, znajdziemy się w samym środku powstania warszawskiego, a zatrzymamy się w latach 50-60 ubiegłego stulecia w ówczesnym teatralnym środowisku.

 

Tytuł: Pamiętnik inteligenta. Historie wesołe, a ogromnie przez to smutne
Autor: Jerzy Rakowiecki
Wydawnictwo: Edipresse

Ściślej rzecz ujmując w podróż tę zabierze nas aktor i reżyser, Jerzy Rakowiecki, za sprawą swoich wspominków z tamtego właśnie okresu. Książka ta składa się z czterech części. Część pierwsza nosi tytuł Moje szpargały i zawiera zbiór ciepłych wspomnień o przodkach autora i niezwykle urokliwym dworze w Skorkach. Część druga to przejmująco sugestywny Zapis z powstania warszawskiego. Dwie ostatnie części to anegdoty i opowieści o wielkich tuzach teatru polskiego, które autor napotkał na swej drodze zawodowej.

Utwór ten rozpoczyna wstęp syna autora, w którym na początku przeczytamy takie oto zdania: To fascynująca historia, niezwykle i barwnie opisana panorama losów polskiego inteligenta w XX wieku- napisał mi jeden ze znajomych wydawców- i w zasadzie idealnie mieszcząca się w naszej misji. Ale niestety, nazwisko jest za mało rozpoznawalne i nie zarobilibyśmy na niej. A nas na to nie stać. Coś w tym jest, bo mnie nazwisko też nic nie mówiło, ale ponieważ bardzo lubię czytać biografie i pamiętniki, nie wahałam się nawet przez moment, by zamówić sobie książkę do recenzji. Tym bardziej wydawnictwu Edipresse należą się wielkie ukłony i podziękowania za ten tak "mało opłacalny" gest. Byłoby niepowetowaną stratą, gdyby zapiski autora nie ujrzały światła dziennego, a wielu czytelników ominęłaby niewątpliwa gratka obcowania z tak wspaniałymi tekstami.

Tytuł Pamiętnik inteligenta jest dla mnie ciut mylący. To nie jest chronologiczny zapis wspomnień autora. Pan Jerzy przelewa na kartki to co siedzi mu w sercu na dnie. W jednym miejscu na przykład wspomina swoich dziadków, by w zdaniu obok powrócić do czasów drugiej wojny światowej. Mam wrażenie, że ten lekki chaos nadaje tym wspomnieniom jeszcze więcej uroku. Z każdego zdania wyziera wielkie uczucie i nostalgia za minionymi czasami. Czyta się to wspaniale.

Książka ta to wielka gratka dla miłośników prawdziwego, literackiego języka. Styl, rytm narracja to wszystko tak wspaniale ze sobą współgra i jak nasz niezawodny wehikuł czasu przenosi nas w młodzieńcze lata autora. I mimo, że czasy nie były łatwe, nie będziemy wcale chcieli szybko wracać.

Wielkie brawa dla wydawnictwa za sposób wydania tej książki. Twarda, czarna, ascetyczna okładka, w środku papier wysokiego gatunku i  mnóstwo oryginalnych fotografii, będących wspaniałym dopełnieniem oddanego w nasze ręce tekstu.

Gorąco zachęcam Was do przeczytania tego pamiętnika. Od razu Wam to mówię, nie odpoczniecie sobie przy nim iście wakacyjnie, oj nie. Będziecie jednak obcować z  naszym pięknym, ojczystym językiem i z nutką nostalgii pochylicie się nad czasami, które już minęły. Wierzcie mi, każdemu z nas taka odskocznia od czasu do czasu się przyda.

Ja po powrocie z tej podróży, muszę Wam się przyznać, że bardzo polubiłam autora. I tylko jednego bardzo żałuję. Żałuję mianowicie, że autor nie polubił mojej rodzinnej Łodzi, o czym nie omieszkał wspomnieć kilkakrotnie. No cóż, trudno, ja i tak go lubię:) i Was również gorąco zachęcam ruszajcie w moje ślady. Pana Jerzego naprawdę warto poznać. Miłej lektury!

Dorota Skrzypczak
indeks

czwartek, 6 czerwca 2019

Catering, czyli spotkania przy książkach mogą być jeszcze lepsze!


Słyszałam kiedyś, że szkolenia nie pamięta się po ich temacie, ale po... cateringu. Coś w tym jest. Zasada przez żołądek do serca działa i ma się naprawdę nieźle. Czemu by więc nie zastosować jej również do spotkań o literaturze?


Nie od dziś wiadomo, że książka, lampka wina i coś pysznego to połączenie wręcz idealne. Organizując spotkanie autorskie, czy klub dyskusyjny warto pomyśleć o zamówieniu cateringu zewnętrznego. Co mamy do wyboru? Całkiem sporo!

Wszelkiego rodzaju desery – wybór słodkości jest nieograniczony. Babeczki, czy ciasteczka świetnie umilą spotkanie, zwłaszcza, gdy tematem przewodnim będzie słodki romans...

Na spotkaniach pełnych warsztatów, zwłaszcza z podziałem na grupy, duże lepiej sprawdzi się przerwa kawowa. Wtedy niezależnie od wybranego bloku tematycznego uczestnicy mogą się spotkać o jednej porze i odpocząć przy kawie.

Przy dłuższych spotkaniach warto rozważyć przerwy lunchowe. Coś na ciepło to zawsze dobre uzupełnienie wielogodzinnych spotkań. Takie rozwiązanie praktykowane jest bardzo często podczas różnego rodzaju spotkań bloggerów. Sama byłam na takim i bardzo sobie ceniłam możliwość posilenia się podczas konferencji.

Jeśli jednak sama impreza nie trwa za długo można zwyczajnie sięgnąć po sprawdzone przekąski lub kanapki bankietowe. Uczestnicy mogą złapać małe co nie co, szybko i bez wypadania z rytmu spotkania.

Catering to nie tylko fajne uzupełnienie wielkich konferencji, ale też miły dodatek do małych, kameralnych spotkań. Organizując takie spotkanie warto wybrać dobrego dostawcę, bo jedzenia... po prostu się nie zapomina.

Złota klatka – Camilla Läckberg


Camilli Läckberg chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Przez jakiś czas jej nazwisko nie schodziło z nagłówków portali książkowych. Była kluczową autorką promującą skandynawskie kryminały i thrillery. Niedawno wróciła z nową serią, czy znowu podbije literacki rynek?

Tytuł: Złota klatka
Cykl: Faye (tom 1)
Seria: Thriller psychologiczny
Autor: Camilla Läckberg
Wydawnictwo: Czarna owca

Faye ma wszystko, pieniądze, piękny dom, idealnego męża, ale to wszystko pozory. Tak naprawdę jej codzienność to próby zadowolenia wymagające Jacka. Cały czas zadaje sobie pytanie, czy nie poświęca dla niego za dużo? Któregoś dnia Jack i ich córka nie wracają z rejsu łódką. Policja odnajduje w mieszkaniu ślady krwi... Czy doszło do zbrodni? Czy Jack byłby w stanie zabić własną córkę? W życiu Faye nic nie będzie już takie jak kiedyś...

Jak wypadł powrót Camilii Läckberg, wcześniej okrzykniętej królową thrillerów? Cóż... mam mieszane uczucia. Przede wszystkim ciężko powiedzieć, by „Złota klatka” mieściła się w ramach gatunku. Niestety powieść nie buduje napięcia i ze świecą w ręku szukać atmosfery grozy. Tym razem większy nacisk położono na aspekty obyczajowe i... wątki erotyczne. Jeśli miałabym utrzymywać, że jest to thriller, to głównie psychologiczny.

Trochę zawieść się można również na kreacji bohaterów. Postaci zostały dosłownie zbudowane ze stereotypów. Praktycznie powtarza się wszystko, czego można się spodziewać po bogatym, znudzonym małżeństwie. Od psychologicznej strony zostali dopracowani w najdrobniejszych szczegółach. Każda decyzja czy zachowanie są spójne, jednak nie ma w nich nic zaskakującego. Zabrakło mi pewnej niejednoznaczności.

Interesujący jest za to pomysł na narracje, czyli przeplatanie się dwóch okresów czasowych. Na zmianę poznajemy przeszłość i bieg wydarzeń w teraźniejszości. Ten zabieg skutecznie utrzymywał moją uwagę, ponieważ uwielbiam poznawać prawdę stopniowo i niechronologicznie.

W książce pojawia się też motyw przemocy domowej, zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Uważam, że poruszanie w książkach problemów społecznych zawsze jest plusem, nie tylko nadaje całości dodatkowej dynamiki, ale też zwraca uwagę na istotne kwestie. Jest to może dość popularny temat, ale kolejna powieść zawsze stanowi nowy głos w dyskusji.

Podobało mi się również to, że powieść nie pozwala nam do końca wierzyć w przedstawiany bieg wydarzeń. Książka podzielona została na poszczególne etapy, stanowiące realizację planów głównej bohaterki i do końca nie wiadomo, co jest rzeczywiste, a co zdeterminowane przez jej punkt widzenia.

Złotą klatkę” czytało mi się przyjemnie i szybko. Być może spodziewałam się czegoś więcej, jednak z zainteresowaniem śledziłam rozwój wydarzeń i chętnie dowiem się... co będzie dalej.

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates