Featured

niedziela, 27 września 2020

Skarpetkowy zawrót głowy!


Skarpetki to tylko… skarpetki? Nic bardziej błędnego! Przynajmniej nie dla mnie i nie dla Many Mornings! Ta firma faktycznie uprzyjemniła mi niejeden poranek, a wszystko to za sprawą kolorowych skarpetek. I to do tego nie do pary!



Wzory i kolory

Pamiętam jeszcze czasy, gdy założenie skarpetek nie do kompletu było powodem do wstydu i szybkiego powrotu do domu. Cóż… cieszę się, że moda dogoniła mój gust. Po co decydować się na jedną grafikę skoro można mieć dwie! Many Mornings oferuje nam taką paletę wzorów, że nawet to będzie mało! Ale zacznijmy może od wypowiedzi producentów:


„Many Mornings redefiniuje rolę skarpetki w życiu codziennym. Powstaliśmy po to, by dodawać odrobinę uśmiechu każdego poranka. Kochamy nasze skarpetki i chcemy się nimi z Tobą dzielić. Jesteśmy wierni włókienniczym tradycjom regionu łódzkiego. Produkujemy nasze skarpetki w Aleksandrowie Łódzkim, dbając o każdy detal i najwyższą jakość. Nasze skarpetki opowiadają różne historie i pozwolą Ci się wyróżnić z tłumu. Kolorowe skarpetki nie do pary, takie właśnie są Many Mornings”.


Ciężko się nie zgodzić. Gdy wejdziecie na stronę Many Mornings, zobaczycie całe mnóstwo kolorowych wzorów, dostępnych zarówno w formacie stopek, jak i długich modeli. To jest ich największy atut, bo skarpetki są dosłownie bajeczne! Nieważne co jest twoją pasją, z pewnością znajdziesz odpowiedni motyw. Warto też wspomnieć, że same grafiki są niebanalne i pomysłowe. Ale to nie wszystko, katalog dostępnych modeli cały czas się zmienia. Jeśli potrafisz docenić w życiu małe przyjemności, ten kolorowy akcent już od samego rana poprawi ci dzień. Przynajmniej ja tak mam.


Co więcej, pomimo tego, że skarpetki są nie do pary... tak naprawdę pasują do siebie idealnie. Łączy je nie tylko wzór, współgrają też kolorystycznie.



Siła idei

To, co zdobyło moje serce to fakt, że skarpetki są nie tylko piękne, ale porządnie wykonane. Tak prezentuje się ich skład:

  • Bawełna czesana - 80%
  • Poliamid - 17%
  • Elastan - 3%

Przekłada się on na komfort noszenia, nie tylko z wizualnych powodów. Dodatkowo są to pierwsze skarpetki, które nie skurczyły mi się po praniu. Nie raz zdarzyło mi się wyjąć z pralki coś, co wyglądało jak model dziecięcy (pomimo to, że ja nie mam dzieci!). Skarpetki Many Mornings zachowują swój kształt i rozmiar.




Dodatkowo 5% dochodów ze sprzedaży przeznaczanych jest na działalność charytatywną.


Co wybrałam?

Sama zdecydowałam się na trzy wzory, które najlepiej oddają moje pasje. Przede wszystkim są to książki! Absolutnie zakochałam się w tym modelu! Ma praktyczną gamę kolorystyczną i naprawdę ciekawą grafikę.



Ponieważ od zawsze (no dobra, od wielu lat) kocham kawę, również i ten motyw jest moim ulubionym. Skarpetki świetnie łączą kolory, ale też dobrze oddają przedstawiane kształty. Są na nich filiżanki, kawiarki, ziarenka kawy i czajniczki. Nie pierwszy raz staram się znaleźć takie wzory na skarpetkach, lecz pierwszy raz obrazki na nich zawarte są tak czytelne.




Na końcu postawiłam na… święta. Tak, Bożego Narodzenia. Wiem, dość wcześnie zaczynam w tym roku, ale zima to pora, podczas której skarpetki jeszcze bardziej zyskują na znaczeniu. Mniej spacerów, wyjść, czy aktywności na zewnątrz. Owijam się kocem i… dobieram pasujące skarpetki. A że ten czas jest dla mnie bardzo mocno związany z piernikami, które uwielbiam, to jestem pewna, że idealnie wkomponują się w mój nastrój. Ten wzór ma w sobie wiele magii!




Jeśli więc lubicie niebanalne wzory, ale też cenicie sobie jakość, to spokojnie mogę wam zarekomendować Many Mornings. Co sądzicie o kolorowych skarpetkach? Lubicie nosić je nie do pary?






Dominika Róg-Górecka

sobota, 26 września 2020

Zły czas – K.N. Haner



Myślała, że najgorsze ma już za sobą. Że teraz przynajmniej może się przed nim bronić. Cóż… była w błędzie. Wciąż żyje w strachu i nie jest pewna każdego kolejnego dnia. Jednak tym razem zamierza walczyć. Nie da sobą manipulować! Czy aby na pewno?


Tytuł: Zły czas
Cykl: Niebezpieczni mężczyźni (tom 2) 
Autrka: Katarzyna Nowakowska "K.N. Haner"
Wydawnictwo: Editio

Blair wie, że tylko na pozór wyrwała się z koszmaru. Wróciła do swojego życia, do rzeczywistości, którą zna i która zawsze była dla niej… piekłem. Musi szybko stanąć na nogi i zacząć walczyć. Albo będzie dyktować warunki, albo się im podporządkowywać. Królowa Koki staje na ringu i dobrze wie, że nikt nie zamierza grać czysto. Zwłaszcza mężczyźni, których kocha.


Jednym z ogromnych zalet powieści K.N.Haner jest to, że gdy fabuła mówi nam, że oto mamy przed sobą „bad boy’a” to on faktycznie jest zły. Do szpiku kości. Nie udaje, nie jest „nagle przemieniony”. Jeśli już się bawimy w tego typu historii, to bądźmy szczerzy z czytelnikami i nie fundujmy mu ściemy na resorach. Jest mafia, jest przemoc, zło i ogóle no regrets baby. Jeśli lubicie takie klimaty, z pewnością w „Złym miejscu” dostaniecie ich kwintesencję.


Świetnie, że wreszcie kobieta przestaje być uwięziona w cieniu władczych mężczyzn. Dobra, może nie do końca, ale tym razem jest chyba najbardziej świadoma tego, co robi, podejmuje też najwięcej decyzji i najmocniej walczy o swoje. Oczywiście wszystko mącą uczucia, ale i tak podobała mi się kreacja Blair, a zwłaszcza przemiana, jaką przeszła.


Skoro już wspomniałam o uczuciach, to w tej historii są naprawdę porąbane i pokręcone. Miłość miesza się z nienawiścią, nic nie jest oczywiste, poza tym, że wszystko dzieje się szybko, mocno i intensywnie. Spodziewacie się dużo seksu? To was zaskoczę. W „Złym miejscu” jest go zdecydowanie mniej, nie dominuje on fabuły, ale nadaje całości pikanterii. Oczywiście nie są to subtelne opisy, ale też niewulgarne. Dla dorosłego czytelnika owszem, ale bez szaleństw.


Podobała mi się też intryga rozgrywająca się w tle. Wielkie pieniądze, narkotyki, szemrane towarzystwo i niepewność, komu można ufać. Kto jest przyjacielem, a kto wrogiem? Zwłaszcza ostatni zwrot akcji świetnie podkręcił atmosferę! W fabule naprawdę dużo się dzieje, a wszystko to w atmosferze zagrożenia i podejrzeń. Oj nie będzie chwili wytchnienia!


„Zły czas” to książka, która z pewnością przypadnie do gustu miłośniczkom mafijnych romansów. Intensywne emocje i mroczny świat przestępców. Nie sposób… się od niego oderwać (wyrwać?).




Dominika Róg-Górecka

środa, 23 września 2020

3600 gramów szczęścia – Ewelina Giersimiuk-Merta


Zabiorę Was dzisiaj na wycieczkę na Podhale, konkretnie do Nowego Targu. Odwiedzimy tam Ewelinę Gierasimiuk-Mertę i jej przeuroczego syna Miłosza.


Tytuł: 3600 gramów szczęścia

Autor: Ewelina Gierasimiuk-Merta

Wydawnictwo: Novae Res


Tak to nie pomyłka współtowarzyszką i gospodynią naszej podróży będzie dzisiaj sama autorka. 3600 gramów szczęścia to jej pamiętnik i pełna miłości opowieść o macierzyństwie. Będziemy jej towarzyszyć od momentu poczęcia syna (a nawet trochę wcześniej, wesprzemy ją w ciężkich chwilach), zaprowadzimy razem z nią Miłosza po raz pierwszy do przedszkola i będziemy świadkami rozkwitu pięknej macierzyńskiej miłości.


Przyznaję się bez bicia, że spodziewałam się zupełnie innej książki. Kiedy przeczytałam jej opis w propozycjach do recenzji, byłam przekonana, że będę miała do czynienia z obyczajową komedią o byciu matką w dzisiejszych niełatwych czasach. Nic bardziej mylnego. Ta książka to przepiękna opowieść o współczesnym macierzyństwie wywołująca w czytelniku niesamowicie skrajne emocje. Elementy komediowe owszem znajdą się, ale to nie jest taka zwykła lekka opowiastka. To "kawał" naprawdę dobrej literatury, której jak najbardziej autentyczną bohaterką jest niesamowicie sympatyczna, silna i pełna miłości kobieta.


I tak naprawdę ta książka to nie jest książka dla mnie. Dlaczego? Już Wam tłumaczę. Czytając ją, nie mogłam się w żaden sposób identyfikować z jej autorką. Nie jestem matką, nigdy nie byłam w ciąży, nie przeżyłam jej utraty. I choć tak naprawdę nie miałam pojęcia, o czym czytam, to czytałam tę książkę z zapartym tchem i myślałam o wszystkich moich koleżankach po przeróżnych "macierzyńskich" przejściach i troszkę Wam wszystkim pozazdrościłam i nie żałuję, a nawet bardzo się cieszę, że moje oczekiwania wobec tej lektury minęły się z rzeczywistością.


Autorka opisuje tu swoje życie. Tematem przewodnim jest macierzyństwo, ale tak naprawdę pisze o wszystkim. O życiu zawodowym, o przyjaciołach, o wierze, rodzinie i o... seksie. Pisze o nim w przepiękny czasami delikatny, czasami mniej sposób, ale nigdy wulgarnie. Pani Ewelino chylę przed Panią czoła za niesamowitą zabawę słowną z wyrażeniem "last minute". Spadłam z krzesła, kiedy to przeczytałam:) I choć do tej pory nie miałam z tym żadnego problemu, chyba powoli zaczynam żałować, że mnie jako singielce zostały tylko wycieczki "last minute".


I choć wyżej napisałam, że nie identyfikowałam się z autorką, to jednak znalazło się kilka rzeczy, które nas łączą. Przede wszystkim miłość do książek i ich ogrom w mieszkaniu. Mnie również zaczynają już nudzić pytania typu " ty naprawdę przeczytałaś te wszystkie książki, po co ci ich aż tyle?" A jak nie przeczytałam to co? 


Z Panią Eweliną łączy nas jeszcze jedna miłość. Miłość do kotów mianowicie. Autorka jest właścicielką pięknego i charakternego rudego kocura, choć do domu miała trafić czarna kocurka. U mnie było trochę podobnie. Całe życie marzyłam o rudym kocie, jednak moja Lokatka to przepiękna biało - czarno - ruda trikolorka. Swoją drogą bardzo mnie zafascynowało i urzekło pierwotne imię kota pani Eweliny- Pelotka. Czyż nie jest ciekawe?


Mam wrażenie, że o tej książce mogłabym pisać bez końca. Analizować każde zdanie, zastanawiać się co jeszcze łączy mnie z autorką, a co dzieli, zachwycać się jej poczynaniami, dyskutować z nią w duchu itd, itp. Pani Ewelina i jej książka są niezwykłe, bo nie wiem, czy zauważyliście, ale zmusiły mnie do bardzo osobistej recenzji. Dawno już mi się to nie zdarzyło, także już więcej rozpisywać się nie będę, tylko z wielką przyjemnością zapraszam Was do tej podróży na malownicze Podhale. Myślę, że ten bardzo osobisty pamiętnik zachwyci Was tak bardzo jak mnie. Miłej lektury i do następnego!

Dorota Skrzypczak


wtorek, 22 września 2020

Sfora – Przemysław Piotrowski


Pamiętacie jeszcze komisarza Igora Brudnego, warszawskiego policjanta, który został wplątany w zielonogórskie śledztwo, które bardzo mocno związane było z jego przeszłością? Zabieram Was dzisiaj znowu do Zielonej Góry i do Igora, będziemy rozwiązywać kolejną makabryczną zagadkę kryminalną.


Tytuł: Sfora

Cykl: Igor Brudny (tom 2)

Autor: Przemysław Piotrowski

Wydawnictwo: Czarna Owca


W Zielonej Górze nie ma spokoju. Jeszcze nie ucichły echa sprawy Rzeźnika z Nietkowa, kiedy po mieście zaczynają krążyć plotki o wilkołaku czyhającym w okolicznych lasach. Do tego jeszcze w jednym nich znaleziona zostaje odgryziona ręka i zwłoki zakonnicy Teresy. Do akcji znowu wkroczy grupa naszych ulubionych policjantów z Romualdem Czarneckim, Igorem Brudnym i Julią Zawadzką na czele. Przygotujcie się na podróż pełną niesamowitych emocji, taką, do jakiej Przemysław Piotrowski zdążył już nas przyzwyczaić. Naprawdę będzie się działo. 


Niedawno pisałam Wam o modzie na serie kryminałów, w których na przestrzeni wszystkich tomów rozwiązujemy jedną zagadkę. Jest to pewnego rodzaju novum, bo do tej pory na rynku księgarskim królowały kryminały, w których zaprzyjaźnieni z nami funkcjonariusze zajmowali się w każdym tomie inną sprawą, niemającą nic wspólnego z tą, z którą musieli się zmierzyć w poprzedniej części.


Przemysław Piotrowski w pewnym sensie połączył te dwa rodzaje kryminału. Na pierwszy rzut oka grasujący wilkołak nie ma nic wspólnego z Rzeźnikiem z Nietkowa, ofiar też nic z nim nie łączy. Intuicja Igora Brudnego podpowiada mu jednak, że to nie koniec bałaganu w klasztorze hieronimek i te dwie sprawy muszą się w jakiś sposób łączyć. Nie zdradzę Wam nic więcej, ale taka konstrukcja powieści mi się podobała. Kryła w sobie tajemnicę, którą chciałam jak najszybciej rozwiązać, a jednocześnie kusiła nową fascynującą przygodą.



Sforę czytało mi się tak samo dobrze jak i Piętno. Znowu zachwyciły mnie dokładne topograficzne opisy Zielonej Góry i okolic i nie odstraszyła mnie nawet nieprzyjemna, zimowa aura. Książkę czyta się szybko i z zapartym tchem. Niespodziewane zwroty akcji wbijają w fotel, a zakończenie obiecuje jeszcze przynajmniej jedno spotkanie z zielonogórskimi policjantami.


Nie wątpię, że już za nimi tęsknicie, bo to grupa świetnie wykreowanych bohaterów. Igor Brudny to majstersztyk policyjnego bohatera, Romuald Czarnecki w niczym mu nie ustępuje, a Julia Zawadzka tylko wspaniale uzupełnia to nietuzinkowe trio. Sfora jednak to nie tylko ta trójka. Jest tu jeszcze wiele protagonistów, o których pamiętać będziecie jeszcze długo, a na ich tle wyróżnia się prokurator Arleta Winnicka. Spotkanie z nią na pewno wywrze na Was niezłe wrażenie.


Serdecznie zapraszam Was w podróż śladami wilkołaka z Zielonej Góry. Przeżyjecie na pewno niesamowitą przygodę i z niecierpliwością będziecie czekać na kolejny tom przygód Igora Brudnego i spółki. Miłej lektury i do następnego!

Dorota Skrzypczak 

sobota, 19 września 2020

Topiel – Jakub Ćwiek


„Moja i twoja nadzieja” to piosenka, którego swojego czasu nie schodziła z ust Polaków. Była nie tylko chwytającym za serce tekstem, ale przede wszystkim swoistym hymnem powodzi, która w 1997 roku spustoszyła wiele polskich miast i wsi. Tym razem do tych emocji i wydarzeń wracamy z książką Jakuba Ćwieka o tytule „Topiel”.

 

Tytuł: Topiel

Autor: Jakub Ćwiek

Wydawnictwo: Marginesy

 

Dla jednych powódź, dla innych wakacje życia. Przynajmniej na to ostatnie liczy czwórka nastolatków, którzy może i woleliby gdzieś wyjechać, ale przecież nie ma za co. Nic dziwnego, że gdy coś się zaczyna dziać, w nich buzuje krew. Jednak jak do tego wszystkiego ma się trup, którego dwa tygodnie później znajduje policja? Co spowodowało tę niepotrzebną śmierć?

 

Jakub Ćwiek po raz kolejny mnie zaskoczył i to bardzo pozytywnie. Autor żadnego tematu się nie boi, tym razem sięgnął po mało popularny motyw i wykorzystał go do stworzenia bardzo ciekawej powieści obyczajowej z wątkiem kryminalnym. Od razu uprzedzam, nie czytałam wcześniej noty wydawcy, nie nastawiałam się na zapowiadany kryminał, ani thriller. Gdyby tak było, czułabym się rozczarowana. O „Topieli” można powiedzieć dużo, ale akurat nie to.

 

Czym więc jest? Przede wszystkim to opowieść o chłopięcej, ostrej, lekko szorstkiej przyjaźni dorastających dzieciaków. Każdy z nich jest w innej sytuacji i na swój sposób wchodzi w dorosłość. Ich relacje nie są łatwe, a gdy pojawia się dziewczyna, młodzieżowa rywalizacja wchodzi na nowy poziom. Przede wszystkim duży ukłon za to, że autor napisał coś zupełnie innego, niż do tej pory. Niewielu pisarzy tak zgrabnie przeskakuje między gatunkami. Co więcej, bohaterzy tej historii to również „coś nowego”, bo autor do tej pory opowiadał głównie o dorosłych. Ta nowa perspektywa, zaprezentowanie zupełnie innego spojrzenia na świat, bardzo przypadła mi do gustu.

 

Ważnym tematem tej historii jest również wspomniana wcześniej powódź. Tym razem jednak nie oczekujcie rzewnych tekstów, czy wyciskaczy łez. Owszem, w tle dzieje się tragedia, ale to jednak wciąż scena dla dorastania naszych bohaterów. Bo chłopcy odbierają tę sytuację trochę inaczej, dla nich to szansa, żeby się wykazać, a przynajmniej nie stracić w oczach innych. Oczekując bardziej typowego przesłania, musimy spojrzeć w głąb książki, wczytać się w drugoplanowe rozmowy, czy działania dorosłych.

 

„Topiel” to tytuł dopracowany, nietypowy, ukazujący powódź z innej pretekstowy i skupiający się na dorastaniu. Przypadnie do gustu osobom ceniącym obyczajówki, wyraziste postaci, czy wątek szorstkiej, męskiej przyjaźni.



Numer akredytacji: 08/05/2020

Dominika Róg-Górecka

Gra w morderstwo – Rachel Abbott


Uwielbiam książki, które od samego początku zarzucają na mnie sieć intryg i domysłów. „Gra w morderstwo” to właśnie taka powieść! Jednak pod płaszczykiem zagadek i niebezpieczeństw, nie brak ważkich kwestii międzyludzkich. Gotowi na niebanalną grę?


Tytuł: Gra w morderstwo

Cykl: Stephanie King (tom 2)

Autor: Rachel Abbott

Wydawnictwo: Filia


To miał być piękny i wytworny ślub. W końcu młodym nie brak ani pieniędzy, ani oszałamiającej scenerii. Początkowo nic nie zapowiada tragedii. Nawet snująca się niczym duch Alex nie budzi większej konsternacji. Aż do momentu, gdy… ginie. Rok później wszyscy zaproszeni goście spotykają się w tym samym miejscu. Tylko po co? Żeby uczcić ślub, który się nie odbył? Powspominać Alex? Nikt nie spodziewa się, że gospodarz zaproponuje im grę w… morderstwo. Mają wcielić się w przydzielone im role, a to dopiero sam początek kontrowersji. Do czego zmierza Lucas? Co ma na swoich gości, że potrafi ich zmusić do tej maskarady?


Dałam się złapać już od pierwszych stron. Wszystko to za sprawą intrygującego prologu, który jednocześnie wiele sygnalizuje, ale też nic nie zdradza. Następnie zgrabnie i szybko cofamy się do początków całej fabuły. Gdy nie wcześniejszy fragment, można by było dać się zwieść obyczajowej warstwie opowieści. Początkowo odgrywa ona główne skrzypce. Nie obawiajcie się jednak nudy! Wśród zaproszonych gości aż iskrzy od ukrytych motywów, niesnasek i podejrzeń. Również małżeństwo głównej bohaterki dalekie jest od ideału. Całe to tło świetnie oddaje charaktery bohaterów, ale też intensyfikuje późniejszy wątek.


Część druga (stanowią jakby kolejny rozdział, bo znajduje się fizycznie w tej samej książce) jest zdecydowanie obszerniejsza od poprzedniej. Rozgrywa się dokładnie rok później od wcześniejszej tragedii i skupia na kwestii tajemniczej śmierci siostry pana młodego. To wszystko jednak na własną rękę, bez udziału policji. Lucas jest pewny, że jego goście coś ukrywają. Tylko kto? A może wszyscy? Ten wątek nie przebiega jednak tak, jak sobie tego Lucas życzył. Spodziewałam się, że tytułowa gra będzie miała większą rolę. Chociaż pomysł był świetny, stanowi on bardziej wydarzenie, które rusza całą akcję do przodu. Szybko przestaje mieć znaczenie, a gracze nie przekładają się do samej „zabawy”. Miesza to nie tylko w samej intrydze, ale też fabule. Dużo się dzieje, ale też sporo w tym chaosu.


W książce najbardziej urzekła mnie gęsta atmosfera wzajemnych podejrzeń. Dosłownie nie mogłam się oderwać. Trochę za szybko domyśliłam się wyjaśnienia i nie do końca rozumiałam, że bohaterka, która dysponowała podobnymi informacjami, wciąż „błądziła we mgle”. Mimo to wciąż czytałam z ogromnym zainteresowaniem, ze zniecierpliwienie wyczekując odpowiedzi, którą w zasadzie znałam.


Warto też podkreślić lekką, emocjonalną narrację. Zarówno wątek kryminalny, jak i motyw dziwnych relacji międzyludzkich, są ze sobą tak ściśle powiązane, że nie sposób ich od siebie oddzielić. Dzięki temu wszystko ma drugie dno albo przynajmniej mocniejszy wydźwięk.


Jeśli więc szukacie książki, od której nie będziecie mogli się oderwać, koniecznie sięgnijcie po „Grę w morderstwo”!



Numer akredytacji: 08/05/2020

Dominika Róg-Górecka

środa, 9 września 2020

Zagubiony ptak – Jowita Kosiba

 

Zabieram Was dzisiaj do urokliwych Wileszczyc, które skrywają niejedną niesamowitą tajemnicę. Tajemnice te odkrywać będziemy wraz z Klaudią, utalentowaną pracownicą galerii sztuki.


Tytuł: Zagubiony ptak

Autor: Jowita Kosiba

Wydawnictwo: MG


W Wileszczycach właśnie Klaudia odnajdzie stary dwór, który prześladuje ją w snach. Zaciekawiona i przerażona tą niecodzienną sytuacją postanowi zgłębić bliżej jego historię. Ta decyzja zmieni diametralnie jej życie i odkryje głęboko skrywane tajemnice rodziny Klaudii. Przygotujcie się na podróż pełną wrażeń. Będzie mrocznie, momentami groźnie, ale nawet przez moment nie pożałujecie tej wycieczki.


W atmosferę tej książki wprowadza nas już sama okładka. Jest mroczna, tajemnicza i trochę straszna. Od początku wiemy, że nie będziemy mieli do czynienia z ciepłą, romantyczną "obyczajówką". Tak naprawdę, kiedy wyjęłam ją z koperty, nie do końca wiedziałam czego się po niej spodziewać. Zastanawiałam się, czy znowu będę musiała rozwiązać jakąś zagadkę kryminalną, czy nie daj, Boże trafię w sam środek jakiego krwistego horroru, za którym to gatunkiem nie przepadam i nie czytuję w ogóle. Nie, Moi Drodzy, Zagubiony ptak, to ani nie kryminał, ani nie horror. I tak naprawdę do tej pory mam problem ze sklasyfikowaniem gatunkowym tej powieści. Jest to przede wszystkim ciekawa opowieść o uczuciach, o rodzinnych tajemnicach, jak i historia pewnej zakazanej miłości. Momentami treść tej książki kojarzyła mi się ze starym, dobrym romansem gotyckim. Brzmi ciekawie, nieprawdaż?


Wielkim plusem Zagubionego ptaka, są jego bohaterowie. Klaudia to inteligentna, niezmiernie utalentowana młoda dziewczyna, którą polubiłam "od pierwszego przeczytania". Jej determinacja w odkryciu historii tajemniczego dworu budzi entuzjazm. i sprawia, że czytelnik kibicuje jej całym sercem.


Na tle innych bohaterów wyróżnia się postać Izabeli Orlińskiej, przez Klaudię nazywanej w myślach "Łęcką", właścicielki galerii, w której Klaudia pracuje. Postać Izabeli przedstawiona jest bardzo wyraziście i obrazowo, przez co wywołuje w czytelniku wiele emocji, od rozbawienia i uśmiechu pobłażania poczynając, a na współczuciu kończąc.


Ciekawa jest również relacja Klaudii z matką. Nie raz i nie dwa ta kobieta wyprowadzi Was z równowagi. Lecz kiedy poznacie jej historię, zupełnie inaczej spojrzycie na jej poczynania, lecz pewnych słów i postaw wybaczyć się chyba nie da.


Jeszcze jednym bohaterem tej książki jest przyroda. Wileszczyce położone są w bardzo malowniczym miejscu naszego kraju, akcja powieści rozgrywa się podczas kilku pór roku i autorka przepięknie opisuje jej okoliczności. Sama chciałam wędrować po łąkach i lasach okalających dwór. Aura również ma tu wiele do opowiedzenia. Opisy letnich burz, zimowych mroków i letnich poranków i popołudni są niezwykle realne i ujmujące.


Serdecznie zapraszam Was do tej pełnej tajemnic i przygód podróży. Przeżyjecie wielce emocjonujący czas z Klaudią i jej towarzyszami, na pewno tak samo jak ja pokochacie pewną małą Polę, a zakończenie na pewno bardzo Was zaskoczy. Szczęśliwej podróży i miłej lektury. Do następnego!


Dorota Skrzypczak 

wtorek, 8 września 2020

Red, White & Royal Blue – Casey McQuiston


Romans na wysokich szczeblach władzy? Nie, tym razem nie będzie nic oczywistego. Zakazane uczucie, młodzieńca miłość, a w tle wielka polityka. Dobrze, może będzie trochę nawinie, ale nie zabranie też komplikacji i problemów. W końcu, czy Pierwszy Syna Ameryki mógłby się ot tak spotykać z księciem Walii? Szykujcie się na wielki skandal!


Tytuł: Red, White & Royal Blue

Autor: Casey McQuiston

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka


To, co początkowo może wyglądać na niechęć i wzajemną wrogość, szybko przeradza się w przyjaźń. A od tego już tylko krok do zauroczenia. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie sami zainteresowani. Matka Alexa to prezydentka USA, której przyszła kadencja wisi na włosku. Z kolei Henryk to ni mniej, ni więcej, książek Walii, a rodzina królewska do szczególnie postępowych nie należy. Cóż… nie będzie łatwo!


Fabuła tej opowieści zakrawa trochę na rodzaj fanfika. Z jednej strony brzmi dziwnie, z drugiej ciekawie i intrygująco. Zdecydowałam się zaryzykować i… nie byłam rozczarowana! Ale po kolei. Sama książka została napisana lekkim i bardzo przystępnym style. Czyta się ją bardzo szybko i ze sporym zainteresowaniem. Od pierwszej strony wpadamy w świat lekko rozpieszczonych dzieciaków z rodziny prezydenckiej, powoli odrywając ich charaktery, ale też problemy i ciemne strony bycia rozpoznawalnym. Nie jest to tytuł jakoś strasznie akcentujący te aspekty, jednak te kwestie pojawiają się, wywierają duży wpływ na wątek główny, którym jest… miłość.


Tym razem uczucie rozkwita między dwoma chłopakami, dlatego, jeśli nie lubicie wątków LGTB w literaturze, to możecie nie być zachwyceni. Jeśli jednak tak jak ja „ani wam to ziębi, ani grzeje” to spokojnie możecie po nią sięgać. Powieść pokazuje naprawdę ciekawe oblicze miłości, ale też zupełnie inny wymiar pyskówek. Tym razem lekko agresywne dowcipy niebezpiecznie balansują na granicy tego, co „na poważne”, a co stanowi więcej niż dopuszczalną uszczypliwość. Ten szorstki humor jednocześnie nadaje pazura samej historii i sprawia, że jest zupełnie inna, niż wszystkie romanse.


Podobała mi się kreacja bohaterów, zbudowanie ich charakterów na zasadzie przeciwieństw. Całość świetnie uzupełniała wielka polityka i wiekowe tradycje rodziny królewskiej. Oczywiście, mnóstwo w tym uproszczeń, uogólnień i naiwności. Traktowałam te wątki jako ciekawe dodatki aniżeli poważną analizę tematu.


Warto też zaznaczyć, że jest to tytuł raczej dla dojrzałego czytelnika. Pomimo słodkiej okładki, opisy erotyczne są dość odważne. Nie wulgarne, ale światła bynajmniej nie gasną w kulminacyjnym momencie. Nie mamy tutaj jakiś wielu szczegółów, wręcz odwrotnie, sporo opisów to zgrabne metafory, jednak bez większych domysłów wiadomo, o co chodzi.


Książka jest nietypowa, nienachalnie romantyczna i na swój sposób urocza. Najbardziej jednak spodobała mi się jej oryginalność i wyjście poza schemat typowego romansu. Jeśli nie boicie się takich tematów i szukacie czegoś nowego, to koniecznie sięgnijcie po ten tytuł.




Dominika Róg-Górecka

Numer akredytacji: 08/05/2020

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Prawda – Melanie Raabe



Każdy dąży do poznania prawdy, taka jest właśnie natura człowieka. Prawda może być zarówno niszcząca, jak i budująca. Jednak co zrobilibyście, gdyby bliska Wam osoba zaginęła i nie było z nią kontaktu przez dobrych kilka albo kilkanaście lat? Po tym wszystkim okazuje się, że ten ktoś żyje i wraca... Czy jednak napewno jest tym, za kogo się podaje? Właśnie tej prawdy szuka bohaterka "Prawdy" autorstwa Melanie Raabe.


Tytuł: Prawda

Autorka: Melanie Raabe

Wydawnictwo: Czarna Owca


Sarah ma trzydzieści siedem lat, mieszka w dużej willi w Hamburgu, ze swoim ośmioletnim synem Leo. Główną bohaterkę poznajemy jako młodą, atrakcyjną i wysportowaną kobietę, która świetnie radzi sobie w życiu. Philipp Peterson – jej mąż, zaginął siedem lat temu w Kolumbii, gdzie jechał służbowo do Bogoty, na spotkanie ze swoim partnerem handlowym. Własnie tam ślad po nim zaginął. Ponieważ wcześniej odziedziczył dużą firmę odzieżową po swoim zmarłym ojcu, można sądzić, że został porwany dla pieniędzy. Niestety nie było żadnych telefonów, ani wiadomości z żądaniem okupu. Sarah natomiast dzieli swoje życie między pracą pedagoga a wychowywaniem synka. Kiedy staje na nogi i zaczyna normalnie funkcjonować, nagle dowiaduje się, że jej mąż odnalazł się i wraca do Hamburga. Oczywiście jest w strasznym szoku i ciężko jest jej sobie wyobrazić, jak będzie wyglądało życie po powrocie męża, gdy tyle wysiłku włożyła w to, aby ona i Leo mogli normalnie żyć. Czekając, na lotnisku na Philippa okazuje się, że to nie jest jej jedyny problem, gdyż mężczyzna, który wysiada z samolotu, nie jest jej mężem! Sarah próbuje przekonać osoby, które czekały razem z nią na przybycie zaginionego, że to nie on. Niestety na próżno, gdyż nikt jej nie wierzy. Co od niej chce ten mężczyzna? Gdzie jest jej prawdziwy mąż i czemu ten obcy człowiek podaje się za niego? Sarah musi za wszelką cenę poznać prawdę. Natomiast obcy mężczyzna świetnie udaje Philippa i grozi jej, że jeśli go zdemaskuje, to zrobi krzywdę całej rodzinie.

Początek książki nie porywa czytelnika. Poznajemy dobrze sytuowaną kobietę, której zaginął mąż. Choć nadal pamięta o wszystkim, co się wydarzyło, to poradziła sobie z tym i żyje dalej. Moment, kiedy odbiera z lotniska mężczyznę, podającego się za jej męża był kluczowym. Autorka Melanie Raabe przedstawia historię widzianą oczami głównej bohaterki, jak i jaj męża przed wylotem na spotkanie biznesowe, ale także z perspektywy obcego mężczyzny. Dzięki temu możemy bardzo dobrze poznać Sarah, a także uczucia i zamiary nieznajomego. Na początku jest on tajemniczy i zagadkowy, jednak z czasem dowiadujemy się coraz więcej. Rozwój głównej bohaterki powodował, że chociaż kibicowałam jej i współczułam, to jej zachowanie nie budziło mojej sympatii.


Autorka zastosowała ciekawy styl narracji, krótkie i proste zdania, które umiejętnie budują klimat. Dzięki temu powieść bardzo lekko się czyta, a sama historia wciąga i ekscytuje. Chwilami miałam wrażenie, że jest niezrozumiała i chaotyczna, jednak zagłębiając się coraz bardziej, dostrzegałam ciekawość zagmatwania historii.


Książka pt. "Prawda" była dla mnie bardzo intrygująca i z każdą następną stroną chciałam, tak jak bohaterka, poznać prawdę. Autorka pokazuje, jak łatwo można zmanipulować drugą osobę, jednak mimo wszystko prawda zawsze wyjdzie na jaw. Nie znajdziecie tutaj krwawych scen, ale mogę śmiało przyznać, że to lekki, dobry i nowoczesny thriller z niesamowitą fabułą, którą warto poznać.


Beata Wolniewicz-Róg


niedziela, 30 sierpnia 2020

Reset – Krzystof Domaradzki



No cóż, Moi Drodzy po raz kolejny czekam na Was w Łodzi. Nadszedł czas na trzecie i ostatnie już spotkanie z Tomaszem Kawęckim i resztą łódzkich policjantów. To trudne śledztwo w sprawie zabójstwa kilku łodzianek nie dobiegło jeszcze końca i nasza obecność w moim rodzinnym mieście jest bardzo pożądana.


Tytuł: Reset

CyklKomisarz Tomek Kawęcki (tom 3)

Autor: Krzysztof Domaradzki

Wydawnictwo: Czarna Owca


Morderca wciąż chodzi na wolności, Tomek Kawęcki dzielnie wspiera swoich kolegów, dramatyczne wydarzenia postępują jedno za drugim, a spirala podejrzeń coraz mocniej zacieśnia się wokół pewnych bardzo nieciekawych typów. Gwarantuję Wam, że w tej mojej Łodzi nie będziecie się nudzić, oj nie będziecie.


Nie wiem, czy już Wam o tym kiedyś pisałam, ale jestem fanką wszelkich kryminalnych cykli. Przyzwyczaiłam się do takich, w których w każdym tomie rozwiązujemy inną zagadkę, ale zauważyłam, że ostatnio ten trend się zmienia i modne zrobiły się serie, w których podczas czytania kilku tomów wraz z bohaterami ścigamy jednego sprawcę. Tak było w recenzowanej przeze mnie niedawno serii o Kubie Szpikulcu, tak jest i tym razem. Przez trzy naprawdę grubaśne tomy ścigaliśmy mordercę Martyny Bułeckiej i kilku innych kobiet. Przy okazji obserwowaliśmy perypetie zawodowe Tomasza Kawęckiego i rodzinne Witolda Ptaka.


Według mnie taka konstrukcja cyklu świadczy o niebywałym kunszcie literackim autora. Trzeba naprawdę niezwykłego talentu, by w trzech opasłych tomach poprowadzić śledztwo i losy bohaterów w  taki sposób, aby przyciągnąć i utrzymać czytelnika przez lekturę wszystkich trzech tomów. Tak jest właśnie w tym przypadku. Intryga wciąga od początkowych stron pierwszego tomu i trzyma w niebywałym napięciu do samego końca. A zakończenie? No cóż, Moi Drodzy, zakończenie wbija w fotel i odwraca wszystko do góry nogami. Warto czekać na nie przez wszystkie części, tyle Wam tylko powiem.


Może jestem monotematyczna, ale znowu muszę wspomnieć co nieco o obrazie Łodzi przedstawionym w tym cyklu. W recenzji pierwszego tomu pisałam, że autor przedstawia w tej książce Łódź taką, jaką ona jest naprawdę: jej piękno i jej brzydotę. Po przeczytaniu muszę jednak stwierdzić, trochę ze smutkiem, że Krzysztof Domaradzki skłania się bardziej ku tej brzydszej i biedniejszej części Łodzi. Nie mogę jednak piętnować za to autora, bo ta brzydka i biedna Łódź nadal jest prawdziwa. Te wszystkie brudne i zaniedbane miejsca opisane przez autora naprawdę istnieją i naprawdę tak wyglądają, nie mogę temu zaprzeczyć.Aby zobaczyć prawdziwe piękno Łodz,i musicie wybrać się tu sami.


Zatem Kochani zapraszam i do literackiej podróży do mojego miasta, aby w końcu złapać mordercę Martyny, a potem mam nadzieję już osobiście, bo tak jak warto przeczytać ten cykl, by przeżyć niesamowite emocje, tak samo warto odwiedzić Łódź. Zapraszam, życzę miłej lektury i do następnego.


Dorota Skrzypczak

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates