Featured

poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Szczęście all inclusive – Krystyna Mirek


Już mamy koniec sierpnia? Jak, a dokładnie... kiedy to się stało? Przecież ledwie kilka dni temu zaczęły się wakacje. Nie wiem, jak wy, ale ja jeszcze nie zamierzam myśleć o wrześniu. W moim sercu wciąż letnio i beztrosko. Właśnie dlatego z przyjemnością sięgnęłam po „Szczęście all inclusive” Krystyny Mirek.

Wydawnictwo: Filia

Beata niczym magnez przyciąga chłopaków potrzebujących wsparcia, kochanych, ale wymagających nieustannego wsparcia i... opłacana rachunków. Powoli ma tego po dziurki w nosie. Zwolnienie z pracy staje się dla niej motywacją do radykalnych zmian. Jedzie do Grecji, by tak w roli pokojówki odbić się od dna. W tym sezonie w pięciogwiazdkowym hotelu spotka się kilka zagubionych duszyczek. Jakub z apodyktyczną szefową, tfu... narzeczoną, szukający uwagi Franek i małżeństwo, któremu jakoś ostatnio nie było po drodze. Czy w Grecji zadzieje się magia?

Szczęście all inclusive” to typowe, letnie czytadło. Mam wrażenie, że w ramach wakacyjnej serii autorka więcej uwagi poświęciła kreowaniu atmosfery i słów pociechy, niż problemów i komplikacji. Fabuła jest przyjemna, ale też całkowicie przewidywalna. Akcja została zbudowana wokół wątków miłosnych. Naprzemiennie opisywane są losy kilku par i rozwój tych znajomości jest w zasadzie oczywisty już od pierwszych strona. Owszem, pojawia się po drodze kilka komplikacji, ale nie zwodzi to szczególnie czytelnika. Jest to romans, który czyta się bardziej dla klimatu i dobrego samopoczucia, niż zwrotów akcji.

To, co autorce się bez wątpienia udało to oddanie klimatu Grecji. Czytając ją dosłownie czuć na twarzy wiatr od morza! Gaj oliwny, plaże, wieczorne spacery... aż chce się rzucić wszystko i lecieć do Grecji.

Z opisywanych historii najbardziej przypadła mi do gustu sytuacja Oliwi, może nie dlatego, że była jakoś szczególnie oryginalna, ale bardzo mi bliska. Marzenie o karierze to kolejne wyzwanie współczesności. Nie wszystko jest jednak takie, jak to opisują kolorowe gazety. Z kolei największym rozczarowaniem okazał się wątek Franka, o ile przez większość czasu był ciekawy, a narracja przezabawna, to sam finał zbyt prosty. Nie przemówiła do mnie ta cudowna przemiana.

Szczęście all inclusive” w wydaniu Filii to wznowienie wcześniej wydanej książki. I to widać. Od tego czasu pisarstwo autorki zdecydowanie zyskało na głębi, jej nowsze książki budzą we mnie więcej emocji. Nie mnie wakacyjna seria idealnie komponuje się z letnim czasem, świetnie sprawdzi się na wakacjach czy nawet podczas spaceru po parku. Dlatego korzystajcie, ile możecie i ze szczęścia i z lata!

piątek, 23 sierpnia 2019

10 niesamowitych przygód Neli


Jakby nie patrzeć... nie jestem dzieckiem (niestety), a mimo to... uwielbiam przygody Neli. Chociaż poznałam jej cykl dopiero niedawno, co jakiś czas z przyjemnością sięgam po kolejne tomy. A tym razem mam nie lada gratkę, bo wznowienie części opisującej aż dziesięć podróży. A więc ruszamy w drogę!


Tytuł: 10 niesamowitych przygód Neli  
Seria:
Podróże Neli   
Autor: Nela   
Wydawnictwo: Burda Media Polska   

Zgodnie z tytułem, książka została podzielona na dziesięć rozdziałów, a każdy z nich opisuje inny etap wyprawy. Tak, kraje czasem się powtarzają, jednak każda z części skupia się wokół określonego tematu, z reguły są to zwierzęta, np. w pierwszym rozdziale dowiadujemy się wiele ciekawostek o słoniach. Części, które czytałam wcześniej, były w całości relacją z jednej wyprawy, dlatego ten tom był wyjątkowo ciekawy. Może faktycznie zabrakło trochę szczegółów, ale myślę, że ta forma szczególnie przypadnie do gustu dzieciom. Krótkie opowieści nadają się zarówno na historie na dobranoc, jak i świetnie sprawdzą się jako lekcje czytania.

Naprawdę żałuję, że za moich czasów nie było takich tytułów. Czemu? Bo lektura Neli świetnie pobudza wyobraźnię, jednocześnie uczy i bawi. Przede wszystkim bezpośrednia narracja znacznie ułatwia odbiór treści. Mała autorka zwraca się wprost do czytelnika, przez co zwiększa jego ciekawość i zainteresowanie lekturą. Język jest prosty i bardzo przystępny, a poruszane tematy to praktycznie same ciekawostki. Z tego względu czytanie tej książki jest przyjemnością również dla rodziców. Kiedyś obawiałam się, że treści mogą być trywialne. Nic bardziej mylnego, nawet dorosły pozna sporo nowych informacji.

Kolejnym aspektem jest nie tylko ciekawe zaprezentowanie przygód, ale też ich zilustrowanie. Wydanie pęka wszerz od zdjęć, ilustracji i map. W ciekawy sposób zaznajamia małego czytelnika z geografią oraz przyrodą. Obok klasycznych obrazków są też naprawdę ciekawe i zapadające w pamięć sposoby przekazywania treści. Ile waży mały słonik? Przeliczmy to w liczbie... Neli J Dodatkowo czytanie można połączyć z korzystaniem aplikacji, wtedy wystarczy zeskanować kod i zobaczyć filmiki prezentujące opowiadane tematy.

Ja cały czas o tych dzieciach i maluchach, a wcześniej pisałam, że sama się zaczytuję. Czy dorosły odbiorca znajdzie tam coś dla siebie? Jak najbardziej! Uwielbiam książki podróżnicze, a te są zupełnie inne, pełne ciekawostek, zabawne i pomysłowe. Napisane lekko, pięknie zilustrowane i... tematem zupełnie nie ustępują tym „dorosłym” pozycjom (akurat tak się złożyło, że materiał jednego z rozdziałów pokrył się z programem na Discovery).

Dlatego z całego serca polecam przygody Neli, a jeśli nigdy wcześniej nie myliście kontaktu z jej książkami, ta część jest idealna na start. Przypadnie do gustu każdemu ciekawemu świata czytelnikowi, niezależnie od wieku!







czwartek, 22 sierpnia 2019

Zjazd absolwentów – Guillaume Musso


Są takie historie, o których nie chcielibyśmy pamiętać. Błędny przeszłości, które za wszelką cenę staramy się zignorować. Czy jest to możliwe? Pewnie tak. Ale czasem wystarczy przypadek, by po latach ponieść zasłużoną karę. Jesteś pewien, że nic nie ciąży Ci na sumieniu?



Tytuł: Zjazd absolwentów
Autor: Guillaume Musso
Wydawnictwo: Albatros 

Vinka była olśniewająca, piękna, młoda, beztroska, niemal każdy ulegał jej urokowi. Liczyło się dla niej tylko tu i teraz, do momentu gdy... znikła bez śladu. Plotka głosi, że uciekła z nauczycielem, z którym miała romans. Ale Thomas i Maxime wiedzą, że to nie może być prawda. Właśnie dlatego zaproszenie na zjazd absolwentów nie traktują jako zapowiedzi dobrej zabawy, ale groźba. Tym bardziej że od jakiegoś czasu otrzymują anonimowe wiadomości. Ich przekaz nie pozostawia złudzeń, ktoś chce im wymierzyć... sprawiedliwość.

Od dawna słyszałam wiele dobrego o książkach Guillaume Musso, ale nie miałam jeszcze przyjemności poznać jego powieści. „Zjazd absolwentów” był więc moim pierwszym podejściem do tematu, czy udanym? Jak najbardziej!

Po pierwsze, pomysł na fabułę jest naprawdę intrygujący. Łączy nostalgię i wspominki „starych dobrych czasów” z niejednoznaczną zagadką kryminalną. Lubię czytać powieści, w których historia nie raz zupełnie zmienia swój bieg. Jednak przyzwyczaiłam się, że są to zabiegi „grubymi nić szyte”, byle by tylko zaskoczyć czytelnia, a wcześniej zmylić jego uwagę licznymi zagadkami logicznymi. Tym razem jest inaczej, aż chciałoby się powiedzieć „nowa, lepsza jakość”. Liczne zwroty akcji wynikają z rozwoju akcji i zaskakują nas nie mniej niż głównego bohatera. Z każdą stroną poznajemy kolejną perspektywę i odkrywamy opowieść, w której nic nie jest takie, jak się wydaje na początku. Wszystko jest względne, niejasne i... niesamowicie wciągające.

Fotografie Dalangery – eleganckie, pomysłowe – umiejętnie wykorzystywały światło, przypominały klasyczne płótna i przenosiły widza tam, gdzie piękno jest przyjemne, zmysłowe i beztroskie”.

„Zjazd absolwentów” to również opowieść o poplątanym życiu jej bohaterów. I nie ma w tym ani krzty przesady. Przeszłość odbiła nich wyraźne piętno, ale każdy poszedł w swoją stronę. Nie ma tutaj przesadnego nobilitowania okresu studiów, nawet spore błędny były i... minęły. Poznając bohaterów, odkrywamy ludzi z krwi i kości, skomplikowany, poranionych, ani dobrych, ani złych, za to przepełnionych emocjami.

Powieść czytało mi się naprawdę dobrze, od początku do samego końca nie traciłam zainteresowania przebiegiem historii. Nie tylko chciałam odkryć zagadkę, ale też po prostu towarzyszyć głównemu bohaterowi w poznawaniu prawdy. Akcja nie pędziła na łeb na szyję, ale była dynamiczna i co jakiś czas zdradzała nam kolejne elementy układanki. Wszystko to sprawiło, że z zapartym tchem doczytałam powieść do końca i... stałam się fanką autora.


środa, 21 sierpnia 2019

Lato wśród wydm – Agnieszka Krawczyk



Lato, plaża, morska bryza... Już słyszę w uszach szum fal, już czuję ciepło promieni słonecznych na twarzy. I chociaż wcale nie mam urlopu, a spod przymkniętych powiek mogę dostrzec zarys biurka, to wcale tu nie jestem. Podczas czytania powieści „Lato wśród wydm” przeniosłam się duchem nad polskie wybrzeże.


Tytuł: Lato wśród wydm
Cykl: Przylądek wichrów
(tom 1)
Autor: Agnieszka Krawczyk
Wydawnictwo: Filia

Matylda miała inne plany na te wakacje, jej celem był porządny wypoczynek i nic nierobienie gdzieś na ciepłych wyspach. Pech chce, że... nie ma za co tam wyjechać. Kluczowy klient od wielu miesięcy „zapomina” zrobić przelewu. Wtedy jej koleżanka składa nietypową propozycję. Od dłuższego czasu nie może sprzedać domku nad morze, jeśli Matylda podejmie się jego upiększenia, będzie tam mogła spędzić wakacje. Kobieta nie jest zachwycona, ale nie ma innego wyjścia, a bardzo pragnie wyrwać się z miasta. Na miejscu okazuje się, że dom wymaga sporo prac... Ale nie tylko one będą jej spędzać sen z powiek. W tym sezonie nad morzem pojawi się kilka osób na życiowym zakręcie. Czym zaowocują przypadkowe spotkanie?

Książka od samego początku urzekła mnie klimatem, dosłownie czułam się, jakbym była na miejscu! A co kilka stron miałam ochotę rzucić wszystko i jechać nad morze. Autorka wyjątkowo plastycznie opisuje lokalne uroku, krajobrazy, ale też legendy i miejscowe podania. Razem z bohaterkami będziemy nie tylko spacerować po plaży, ale też trochę pojeździmy po okolicy, a nawet zanurkujemy pod wodę w stronę zatopionego statku. Nie zabraknie więc wrażeń i to bardzo letnim klimacie.

Osią fabuły są jednak życiowe wybory bohaterów oraz ich konsekwencje. Przyjdzie nam zaangażować się w niejedną historię miłosną, odkryć znaczenie przyjaźni czy nawiedzonego zaufania. Naprawdę wiele ciekawych wątków stworzy interesującą sieć wzajemnych powiązań. Nie podobał mi się tylko jeden, ale jednak główny motyw miłosny. Prowadzony był dość... niemrawo, niewiele się w nim działo, a jeśli już, to wszystko było typowe i przewidywalne. Bardziej wciągnęły mnie inne relacje i to one nadały całości charakteru.

Zauroczył mnie również wątek remontu, z dużym zainteresowaniem śledziłam kolejne prace i wyobrażałam, jak zmieniają one wygląd domku. Pojawiło się też sporo smaczków związanych z nietypową pracą głównej bohaterki oraz... badaniami dna morskiego. Tło opowieści jest naprawdę rozbudowane i przede wszystkim ciekawe.

Jeśli zaś chodzi o poziom emocji, to są one, jak i pogoda... letnie. Mimo wszystko jest to mocno wakacyjna opowieść, lekka, poruszająca kilka ważnych tematów, ale jednak w sposób delikatny, bez epatowaniu jakimiś bardzo silnymi uczuciami. To tytuł idealny na plażę lub do relaksu, by w domowym zaciszu przenieść się myślami na północ Polski. Nie można też mówić o jakiś szczególnych zwrotach akcji. Początkowo nie wczuwałam się w rozwój akcji, jednak po jakimś czasie w całości przepadłam w nadmorskim klimacie. Jednak zwolennicy pozycji zapierających dech w piersi mogą nie czuć się usatysfakcjonowani, czy to dynamiką, czy natężeniem emocji.

Lato wśród wydm” to pierwszy tom nowej serii „Przylądek wichrów”, opowieści lekkiej, wakacyjnej i ciepłej. Przy okazji kolejnych tomów z przyjemnością wrócę w te strony, bo wciąż jest wiele do wyjaśnienia.



wtorek, 20 sierpnia 2019

Jak przechytrzyć nieboszczyka – Agnieszka Jeż, Paulina Płatkowska

Ponieważ mamy sam środek wakacji, to ja dziś również postanowiłam zabrać Was na prawdziwe kanikuły. Udamy się nad polskie morze do Juraty. Dokładnie rzecz ujmując, zabiorą nas tam dwie przyjaciółki, Elwira i Lucyna.


Tytuł: Jak przechytrzyć nieboszczyka
Autor: Agnieszka Jeż, Paulina Płatkowska
Wydawnictwo: Edipresse

Dziewczyny, pomne ostatnich nieudanych wakacji w Grecji, postanowiły zaszaleć i już pół roku wcześniej zarezerwowały sobie prywatny domek nad Bałtykiem. W czerwcu z uśmiechem na ustach i wielkimi nadziejami wyruszają na wymarzone wakacje. No i jak myślicie, jakie one będą? Oj, tak, tak wymarzone i niezapomniane i oczywiście zmienią całe ich życie. A co do tego ma nieboszczyk, jak go przechytrzyć i czy to możliwe, żeby trup posiadał sobowtóra? Przekonajcie się o tym sami, a na pewno wraz z bohaterkami przeżyjecie jedyny w swoim rodzaju urlop.

Nie byłabym sobą, gdybym na początek trochę się nie poprzyczepiała. Pewne wydarzenia w tej książce oparte są na bardzo uproszczonych schematach. Czytelnik domyśla się jakie błędy popełniają kobiety i w tyle głowy ma myśl, że nie jest to możliwe i nikt w prawdziwym życiu by tak nie postąpił. Może i tak, ale szybko dotarło do mnie, że akurat ja jestem ostatnią osobą, która ma prawo czepiać się uproszczeń w obyczajowych powieściach. Już Wam tłumaczę dlaczego. Swego czasu popełniłam pracę magisterską na temat "babskiej"powieści właśnie i tam z wielkim zapałem udowadniałam, że między innymi wyżej wspomniane uproszczenia, są wielkim atutem tej literatury, ponieważ pomagają czytelniczkom przenieść się w lepszy i ciekawszy świat i dobrze przy tym bawić. Dlatego szybko odepchnęłam od siebie te "czepialskie" myśli i zatopiłam się na nowo w letnich perypetiach naszych dziewcząt.

Autorki stworzyły wspaniałe postaci kobiece, zupełnie od siebie różne. Elwira zgrabna, dbająca o figurę i nie lubiąc tycia pani psycholog i Luśka, kochajaca jeść, niezwracająca uwagi na swe panoszące się gdzieniegdzie oponki pracownica działu marketingu jednej z warszawskich korporacji. Lucynę polubiłam od pierwszego zdania, bo nie da się ukryć, że to prawie "toczka w toczkę" ja. Z Elwirą już tak łatwo nie było. Nie poczułam do niej sympatii, chociażby z tego prostego powodu, że wszystkich grubasów (liczonych już od rozmiaru M) bez zbędnego wnikania, dlaczego są grubi, wrzucała do jednego worka z etykietą "towarzysko napiętnowani". Długo nie potrafiłam jej tego zapomnieć, oj długo. Z biegiem akcji okazuje się jednak, że Elwirka wcale taka idealna nie jest, na jej nieskazitelnym wizerunku pojawiają się skazy, a przez to stała się bardziej ludzka i zaczęła powoli budzić moją sympatię.

Ta książka to wspaniałe , wakacyjne, poprawiające humor czytadło. Autorki jednak, za co należą im się wyrazy uznania, zwracają w niej uwagę na jedną ważną rzecz, która w dzisiejszych czasach nie jest obca chyba nikomu z nas. Wszyscy mieliśmy w życiu nie raz moment, kiedy mruczeliśmy sobie pod nosem (bo tylko na tyle starczyło nam odwagi i sił): "a gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady?" Pisarki poruszają w tej książce temat zmęczenia dniem codziennym i wypalenia zawodowego. Muszę przyznać, że poruszają go bardzo umiejętnie, bo syndrom wypalenia zawodowego nie jest mi obcy ( tak, uwierzcie mi, nawet "pracując w książkach" też można go doświadczyć), bo po tej lekturze poczułam się podniesiona na duchu i jet mi już lepiej. Jak widać, nawet w książce lekkiej, łatwej i przyjemnej, w sam raz na urlop można przemycić tematy poważniejsze i sprawić, że "powakacyjne" życie będzie przyjemniejsze.

Mam nadzieję, że Was również, tak jak mnie zaskoczy zakończenie. Spodziewałam się zupełnie czego innego, autorki dosłownie wbiły mnie w fotel, oczywiście w sensie pozytywnym, naprawdę nie wpadłabym na takie rozwiązanie perypetii naszych bohaterów.

Serdecznie zapraszam do przeczytania tej iście wakacyjnej książki. Odpoczniecie, ubawicie się i coś mi się wydaje, że nabierzecie ochoty na wycieczkę na Hel. Miłej lektury!

A już niedługo zabiorę Was w kolejną podróż. Tym razem cofniemy się lekko w czasie i będzie trochę poważniej, ale równie ciekawie.
Dorota Skrzypczak

https://2.bp.blogspot.com/-5IIvFZszYEY/XDPGhGJqh3I/AAAAAAAAI4c/bJaEZrM_3XkEToCsEcsJOBGi0H1uyahpQCPcBGAYYCw/s1600/indeks.jpg

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

SeeIT – Jagna Rolska


Przyszłość w „literackich” oczach rzadko jawi się jako coś dobrego. A nawet jeśli, to z pewnością musi być jakiś spisek. Nieuchronna zagład, ot, co nas czeka! Czy ktoś ma jakieś wątpliwości? Czy ktoś w ogóle będzie walczył o wolność? 


Tytuł: SeeIT
Autor: Jagna Rolska
Wydawnictwo: Dolnośląskie

Ziemie czeka nieuchronna zagłada, liczne katastrofy naturalne to dopiero początek. W niedalekiej przyszłości z niebieskiej planety nie pozostanie kamień na kamieniu. Całe szczęście rząd przygotował plan ewakuacji. Minus jest taki, że transport arką nie jest tani, ale warto przemęczyć się parę lat, by ocalić życie? Prawda? Jednak nie wszyscy się z nimi zgadzają, rewolucjoniści, bo tak się mówi o ludziach odrzucających dobrodziejstwo rządu, planują przyjrzeć się wszystkiemu bardziej sceptycznie. Szybko okazuje się, że coś jest na rzeczy, jednak stawianie oporu nie będzie wcale proste... 

Uwielbiam klimat apokalipsy, inwigilacji i zaawansowanej technologi (jednym słowem wizję najbliższej przyszłości), a autorce wyjątkowo plastycznie udało się przekazać ten obraz. Z zainteresowaniem odkrywałam kolejne elementy nowego świata i jeszcze bardziej rozwinięte metody manipulacji. A już prawdziwą wisienką na torcie była wszędobylskie reklamy, naprawdę świetny pomysł! Takich smaczków jest w powieści naprawdę sporo, nie tylko zaintrygują każdego miłośnika SF, ale też nadają historii klimatu. 

Sama wizja spisku to stary dobry numer. Jednym zdaniem temat znany i lubiany. Umówmy się, to, że rząd robi swoich obywateli w balona to żadna fantastyka, to szara rzeczywistość. Ten temat jest już mocno wyeksploatowany przez SF, ale mimo to dobrze się o nim czyta. Tak jest i tym razem, motywacja „tych złych” również nie zaskakuje, nie budzi też większego zdziwienia. Taki mamy klimat, motyw nieźle sprawdza się w ramach swojego gatunku, chociaż nie jest szczególnie oryginalny. 

To, co w powieści jest wyjątkowe, to kreacja niezwykle uzdolnionego dziecka, dla którego technologia jest równie prosta, co pięcioelementowe klocki. Uwielbiałam narrację prowadzoną z jej perspektywy, po prostu magia! I to dosłownie, bo jej działania bliższe są czarom, niż programowaniu. Ten temat wciąż intensywnie się rozwijał i ostatecznie nie znalazł swojego pełnego wyjaśnienia. Domyślam się, że więcej dowiemy się w kontynuacji, której już teraz bardzo wyczekuję. 

Jednak nie tylko z tego jednego powodu. Chociaż sam motyw główny nie jest oryginalny, to jednak rozwój wydarzeń jak najbardziej. Podobało mi się to, jak wiele starań musieli poczynić bohaterowie, ile strat ponieść, by dojść do zaskakującego finału. Opisana historia była ciekawa i wielowątkowa. Nie zabrakło też miejsca na zaprezentowanie postaci, również tych negatywnych. Nie... nie zmienimy o nich zdania, ale lepiej poznamy ten szalony, mroczny świat. 

Muszę się przyznać, przed sięgnięciem po tę książkę zerknęłam na ocenę w Internecie i... spodziewałam się kiepskiego tytułu. Całe szczęście, byłam w błędzie. Historia jest ciekawa, prosta, ale pełna akcji, świat typowy, lecz interesujący, a już zupełnie moje serce skradło niezwykłe dziecko. Miłośnicy SF powinni po nią sięgnąć, jako po lekką, rozrywkową powieść, a cała reszta... ku przestrodze.


czwartek, 15 sierpnia 2019

Książkowe zapowiedzi – sierpień cz. 2


Zdecydowanie uwielbiam sierpień, to dla mnie magiczny czas wakacji, ciepłej pogody (no dobra, ostatnio szału nie ma, ale mam nadzieję, że się poprawi) i moich urodzin. To też chwila oddechu wśród książkowych nowości, bo chociaż kilka fajnych tytułów ma swoją premierę, to nie ma „natłoku”. Mimo wszystko, warto jednak zajrzeć na stronę księgarni i pooglądać nowości. Jakie? Zobaczcie sami!


Tytuł: Rubinowy książę
Autor: Beata Worobiec
Wydawnictwo: WasPos
Data premiery: 19.08.2019

W chwili, gdy mgielny wilk porwał duszę Mili, życie Sephory wywróciło się do góry nogami. Jak na potomka bogini przystało, postanowiła wyruszyć siostrze na ratunek. Do pomocy miała owianą legendami dziewczynę z tatuażem na szyi (której wszyscy życzą śmierci), przestraszonego dowódcę straży (z alergią, przez którą ciągle pociągał nosem) i przeklętego parobka (który podejrzanie wiele wie na temat cmentarzy). Niestety już na początku wyprawy zadzierają z najgroźniejszym kambionem w całym imperium. Tylko pomoc Rubinowego Księcia może uratować ich przed gniewem Yotama Szorstkopalcego i wyciągnąć duszę Mili z Otchłani. Zwłaszcza, że za rogiem czai się rewolucja, a lud z całych sił pragnie obalić imperatora. Czy w świecie pozbawionym słońca może zalśnić iskierka nadziei? Jedno jest pewne – to nie jest miejsce dla bohaterów.

Tytuł: Złote myśli kobiety. Wiersze zebrane
Autor: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Wydawnictwo: Prószyński
Data premiery: 20.08.2019


Najpełniejszy zbiór poezji Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej w jednym tomie.

O sobie pisała: "Po prostu trudno być mną. Tyle kantów". Maria Pawlikowska-Jasnorzewska posiadała niezwykły dar opisywania nastrojów, uczuć i stanów ducha. Potrafiła lekko i ulotnie - z wrażliwością na rzeczy z pozoru nieistotne - przekazać to, co trudne do uchwycenia, niewyrażalne. Ale dopiero najpełniejsze wydanie wierszy, zbierające także odnajdywane przez ostatnie lata teksty, pokazuje kanty, paradoksy i półcienie jej poetyckiego dorobku.
Jako poetka ceniona była przez wszystkich - od skamandrytów, przez Juliana Przybosia aż po Czesława Miłosza. Mijają kolejne dekady, a jej dar zachwytu i intensywności odczuwania fascynuje kolejne pokolenia.

"Była istotą z gorącej krwi, cienkich kości i kobiecego, kruchego ciała, które tylko pragnęło kochać. A jednak była przy tym i nimfa grecką, i najadą, i sylfidą, i piękną czarownicą, którą wciąż spotykały niezwykłe przygody. "
Magdalena Samozwaniec

"Pewne jest, że taki stan euforii, miłosnego uniesienia był jej stanem naturalnym. Potrzebowała tego, aby istnieć. I nie chodziło tylko o to, aby ktoś ją kochał. Ona sama potrzebowała kochać. [... ] Gdy kochała, pisała wspaniałe wiersze. Nawet wtedy, gdy ukochany ją zawodził, też pisała o miłości, tyle że o miłości rozczarowanej. Gdy brakowało kochania, usychała jak kwiat".

Tytuł: Nie mam więcej pytań
Autor: Gillian McAlliister
Wydawnictwo: Prószyński
Data premiery: 20.08.2019

Policja oskarżyła ją o zbrodnię.
Ona przekonuje, że jest niewinna.
Jest twoją siostrą.
Kochałaś ją.
Ufałaś jej.
Mówią jednak, że zabiła twoje dziecko.
Komu uwierzysz?

Oryginalny, piekielnie pomysłowy thriller, który po przeczytaniu na zawsze zostaje w pamięci. Nie będziecie w stanie ani na chwilę przestać śledzić procesu sądowego, który zdecyduje o losie dwóch sióstr. 

Tytuł: Ta, która musi umrzeć
Autor: David Lagercrantz
Wydawnictwo: Czarna owca
Data premiery: 22.08.2019

W centrum Sztokholmu znaleziony zostaje martwy mężczyzna. Z pozoru wygląda to na tragiczną śmierć bezdomnego, jednak pomimo cech charakterystycznych jego tożsamości nie udaje się ustalić. Lekarka sądowa, Fredrika Nyman, kierując się swoimi podejrzeniami, kontaktuje się z Mikaelem Blomkvistem.

Dziennikarz niechętnie zabiera się do sprawy. Świadkowie potwierdzają co prawda, że mężczyzna kilkukrotnie bełkotał coś pod adresem Johannesa Forsella, szwedzkiego ministra obrony – ale czy faktycznie coś mogło ich łączyć?

Mikael bezskutecznie próbuje skontaktować się z Lisbeth Salander, która po pogrzebie Holgera Palmgrena wyjechała z kraju. Blomkvist nie wie, że Lisbeth trafiła do Moskwy, by raz na zawsze wyrównać rachunki ze swoją siostrą Camillą. Salander podjęła decyzję – będzie myśliwą, nie ofiarą.

Ta, która musi umrzeć to ostatni tom bestsellerowej serii Millennium, która rozeszła się na całym świecie w ponad 100 milionach egzemplarzy. David Lagercrantz z rozmachem łączy ze sobą polityczne skandale, rozgrywki międzynarodowych potęg i nowoczesne technologie.

Tytuł: Toxyczne dziewczyny
Autor: Rory Power
Wydawnictwo: NieZwykłe
Data premiery: 27.08.2019

Feministyczna wersja "Władcy Much" opowiadająca o trzech najlepszych przyjaciółkach, które mieszkają w szkole z internatem dla dziewcząt, mieszczącej się na wyspie objętej kwarantanną. Po tym, jak jedna z nich nagle znika bez śladu, reszta dziewczyn musi przebyć trudną drogę, by odkryć prawdę o swoim więzieniu. Ten najnowszy debiut to porywająca powieść, niepodobna do niczego, co już znasz.
Minęło osiemnaście miesięcy, odkąd na szkołę dla dziewcząt Raxter nałożono kwarantannę, od kiedy Tox pogrążył wyspę i wywrócił życie Hetty do góry nogami.
Zaczęło się powoli. Z początku zaczęli umierać nauczyciele. Potem Tox przeniósł się na uczennice, wykręcając i zmieniając ich ciała. Teraz, odcięte od reszty świata i pozostawione same sobie na wyspie, dziewczyny nie wychodzą poza ogrodzenie szkoły. Tox zmienił lasy w dzikie i niebezpieczne, a dziewczyny czekają na lekarstwo, które obiecano im dostarczyć. Tox przenika do wszystkiego.
Kiedy Byatt znika, Hetty robi wszystko, by ją odnaleźć, nawet jeśli oznacza to złamanie kwarantanny i walkę z potwornościami czającymi się za ogrodzeniem. Gdy się tego podejmuje, odkrywa, że w historii Raxter kryje się znacznie więcej, niż mogłaby kiedykolwiek przypuszczać.

Te tytuły najbardziej mnie zaintrygowały. Niewiele, prawda? Ale wciąż mam mnóstwo tytułów z poprzednich miesięcy, które tylko czekają na moją uwagę :) A jak to wygląda u was? Jesteście na bieżąco z nowościami? A może też kultywujecie kupkę wstydu? 

środa, 14 sierpnia 2019

Dopóki starczy mi sił – Karolina Klimkiewicz



Uciekasz, wciąż uciekasz, byle przed siebie, byle uciec przed zagrożeniem... Dobrze wiesz, że wystarczy jeden fałszywy krok, jedna zła decyzja, by wszystko stracić. Wiesz też, że ten moment po prostu musi kiedyś nadejść. Jednak uciekasz... dopóki starczy ci sił.


Tytuł: Dopóki starczy mi sił
Autor: Karolina Klimkiewicz
Wydawnictwo: Novae Res

Zola nie jest tym, za kogo się podaje, ani nawet tym, kim była kilka miesięcy temu. Razem z ciotką prowadzi bardzo skomplikowane życie, a ich jedyna szansa, to stała ucieczka. Kolejne miasto, następna szkoła, wszystko takie samo, jak wcześniej, a jednak... zupełnie inne. Zola poznaje bowiem wyjątkowego chłopaka, czy właśnie tak zaczyna się... koniec?

Książka zaczyna się naprawdę „mocno”, jeszcze nie wiadomo, o co chodzi, a już się jest zaintrygowanym. Natłok informacji i niewyjaśnionych sekretów sprawia, że czytelnik z dużym zainteresowaniem śledzi rozwój wydarzeń. I tu się trochę rozczarowałam, bo jednak spodziewałam się większego nacisku na wątek kryminalny. Sądziłam, że jesteśmy świadkiem jednej z wielu przeprowadzek, a w praktyce... tempo spowolniło. Większy nacisk położono na stronę obyczajową i wewnętrzną przemianę głównej bohaterki.

„Dopóki starczy mi sił” to powieść z gatunku young adult i właśnie na problemach sercowych młodych ludzi skoncentrowana jest cala opowieść. Osoby, które lubą takie klimaty, będą zadowolonego, bo autorka bardzo plastycznie oddaje emocje, uczucia, dorastanie i towarzyszący temu natłok sprzecznych myśli.

Również główny wątek miłosny poprowadzony jest poprawnie. Może nie jest to historia nowatorska, ale jednak bardzo przyjemnie się o niej czyta. Kiełkujące uczucie ma w sobie sporo świeżości i delikatności.

Podobała mi się też kreacja bohaterów, zwłaszcza Zola przypadła mi do gustu. W jej zachowaniu i charakterze uzewnętrznia się cała trudna sytuacja. Jest psychicznie rozbita, a przez to niejednoznaczna. Jej historia wciąga i budzi sprzeczne emocje.

Jednak zdecydowanie najlepsze jest zakończenie, to prawdziwa kulminacja teraźniejszości i przeszłości. Nie jest ani proste, ani oczywiste. Mam nadzieję, że książka będzie miała swoją kontynuację, jednak czy po rozwiązaniu głównego wątki autorce uda się mnie ponownie zaintrygować? Mam nadzieję!


wtorek, 13 sierpnia 2019

Zbrodnia po irlandzku – Aleksandra Rumin


Zabiorę Was dzisiaj na prawdziwą autokarową wycieczkę. Zapnijcie porządnie pasy i mocno trzymajcie foteli, bo będzie prawdziwa jazda bez trzymanki. Wybierzemy się na wyprawę o wdzięcznie brzmiącej nazwie „Szmaragdowa przygoda” i przez dziesięć dni zwiedzać będziemy Irlandię. Aha, zapomniałam, weźcie ze sobą parasole i płaszcze przeciwdeszczowe, bo aura nas nie rozpieści.

 

Tytuł: Zbrodnia po irlandzku
Autor: Aleksandra Rumin
Wydawnictwo: Initium

Towarzyszyć i wspierać będziemy tam sympatycznego przewodnika, Tomka Waciaka, któremu łatwo nie będzie. Pod opieką ma grupę, delikatnie mówiąc trudnych i bardzo specyficznych turystów, warunki w Irlandii sprzyjające nie będą, a do tego wszystkiego przydarzy nam się też kilka trupów. Już mu współczujecie, prawda? Oj, macie czego, macie, dlatego jak najszybciej wybierzcie się w tę podróż dodać mu otuchy.

Na początku muszę się Wam przyznać, że po przeczytaniu tej książki, mam trochę mieszane uczucia. Spodziewałam się rasowej komedii kryminalnej, a dostałam ciekawą, dowcipną satyrę na nas Polaków. Ja wiem, że zamierzeniem autorki, była groteskowość, wiem również, że cechą charakterystyczną groteski jest wyolbrzymienie, ale i tak przeraziło mnie ciut, w jaki sposób pani Aleksandra przedstawiła naszych rodaków. Wszystko, co złe za granicą to Polak. Dewastacja, kradzież, demolka, rozróba, kombinacje, tak to wszystko my. Trochę było mi tego za dużo. Na szczęście przyjdzie taki moment, kiedy inne nacje też porządnie narozrabiają i Polacy nie będą mieli z tym nic wspólnego.

Ta wycieczka jest tak ekstremalna i obfituje w tak niesamowite przygody, że gdybym już od kilku lat nie jeździła na takie imprezy z pewnym zaprzyjaźnionym, łódzkim biurem podróży, bałabym się dzisiaj wsiąść do autokaru:):) Nie obawiam się jednak niczego i w tym roku również wyjadę, lecz wybaczcie, raczej nie do Irlandii:):)

Trochę ponarzekałam, to teraz będę autorkę chwalić. Spytacie, za co? Jak to za co, oczywiście za moje ulubione „tło okołofabularne”. Dowiedziałam się z tej książki ciekawych informacji o tym deszczowym kraju, plan wycieczki sporządzony jest iście profesjonalnie i czyta się to bardzo dobrze. Jeżeli ktoś wybiera się niebawem do Irlandii, nie musi się już zastanawiać, co tam zwiedzi.
Wielkie brawa należą się pisarce za stworzenie wspaniałej galerii barwnych postaci. Baronowa Raszpla i jej towarzysze to naprawdę nietuzinkowi bohaterowie i wbrew pozorom mogłabym ich spotkać na tegorocznej wycieczce, lecz żeby dowiedzieć się, dlaczego będziecie musieli przeczytać tę powieść do końca. I na pewno tego nie pożałujecie, bo zakończenie powala na łopatki. Czegoś takiego się nie spodziewałam, zbierałam szczękę z podłogi:) i chylę czoła przed autorką.

Pamiętacie, jak niedawno pisałam Wam o onomastyce i jak bardzo zwracam uwagę na imiona uczestników moich literackich podróży? Tutaj również pani Rumin dała upust swojej niebywałej fantazji. Zarówno przy nadawaniu imion dzieciom, jak i zwierzętom. Koniecznie musicie poznać dwie wszystkożerne rybki z wyraźnymi skłonnościami kanibalistycznymi. Ciekawa jestem co powiecie na ich imiona. Z kolei imion dzieci Alana nie potrafię nawet dobrze napisać, a co dopiero powiedzieć:)

Muszę jeszcze wspomnieć o innym moim literackim bziku: o jedzeniu. Niech nie zwiedzie Was opis na okładce, tu nie tylko jada się rybę z frytkami i frytki z rybą. Czasami będziecie porządnie objedzeni, a momentami będziecie musieli obejść się smakiem, bo prawdziwe frykasy sprzątną Wam sprzed nosa inni turyści.

Serdecznie zapraszam do tej ekstremalnej podróży. Ubawicie się pierwszorzędnie, trochę powzdychacie na naszych rodaków i pooglądacie piękne krajobrazy. No, chyba że przeszkodzą Wam w tym mgły:) Wrócicie jednak pełni wrażeń i mam nadzieję, że stęsknieni za naszą kolejną literacką peregrynacją. Już na dniach zabiorę Was na Hel i tam również nie obejdzie się bez trupa. Miłej lektury!

Dorota Skrzypczak.



niedziela, 11 sierpnia 2019

Znikający stopień – Maureen Johnson


Niektóre zagadki po prostu nie da się wyrzucić z głowy. Rozkładamy je na czynniki pierwsze, rozważamy tysiące możliwości i po prostu musimy znać odpowiedź. Ale czy aby na pewno? Jaka jest cena prawdy?


Tytuł: Znikający stopień
Cykl: Truly Devious (tom 2)
Autor: Maureen Johnson
Wydawnictwo: Poradnia K

W 1936 roku doszło do tajemniczego zaginięcia, jedynym tropem w sprawie był tajemniczy list od Nieodgadnionego. Stevie pragnie wyjaśnić zagadkę, jednak zamiast odwiedzi znajduje... ciało kolegi z roku. Ale to już było... W tomie drugim, czyli właśnie „Znikającym stopniu” Stevie wraca na uczelnie, nic jednak nie jest proste. Na skutek umowy ze znienawidzonym Edwardem ma pilnować jego syna przed... niewygodnymi dla ojca głupstwami. A zagadka wciąż jest niewyjaśniona, przeszłość bez przerwy depcze im po piętach.

„Ekscytacja i lęk są spokrewnione, czasami zatem można je pomylić. Łączy je wiele objawów, rozszerzenie źrenic przyspieszony puls, pobudzenie. O ile jednak ekscytacja unosi, poprawia nastrój, o tyle lęk ściąga w dół, przygniata, sprawia, że traci się grunt pod nogami”.

Znikający stopień” to bezpośrednia kontynuacja „Nieodgadnionego”, dlatego jeśli nie znacie fabuły pierwszej części to... czym prędzej do księgarni. Naprawdę nie żartuję! Przede wszystkim tom drugi zdradza wiele z wcześniejszej akcji, co siłą rzeczy zmniejsza przyjemność czytania „Nieodgadnionego” później. Jeśli jednak bardzo chcecie już i teraz zacząć czytać to... da radę. Na początku będziecie czuć się trochę skołowaniu mnogością postaci i ich rolą w historii, ale szybko zorientujecie się w opowieści.

Książka, tak jak i poprzedni tom, wyróżnia się specyficznym klimatem. Połączenie mroku z zagadkami daje elektryzujący efekt mnóstwa emocji i wrażeń. Razem z bohaterką przechodzimy przez wszystkie etapy, wciąż czując na karku zagrożenie.

„Gdy w życiu się knoci, trzeba chwalić się za wszystko”.

Na uznanie zasługuje również lekka narracja. Cały cykle stanowi bowiem historię napisaną w gatunku młodzieżowym, ale spokojnie, powieść przypadnie do gustu nawet osobom, które mówiąc swoim wieku nie mogą użyć końcówki „naście”. Narracja jest bezpośrednia, angażująca i emocjonalna, co dodatkowo nadaje całości dynamiki.

Głównym tematem jest wątek kryminalny i to właśnie on najbardziej przyciągnął moją uwagę. Zagadki były ciekawe, intrygujące i pomysłowe. Z dużym zaangażowaniem śledziłam rozwój wydarzeń. Może niektóre rozwiązania były lekko naciągane, ale w żaden sposób nie wpływa to negatywnie na odbiór całości.

Wszystko to prowadzi do ciekawego i dodatkowo rozpalającego wyobraźnie czytelnika zakończenia. Gwarantuję, że po przeczytaniu całości nie będziecie mogli przestać marzyć o trzecim tomie. Ale czemu? Tego już musicie przekonać się sami!



Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates