Featured

środa, 4 grudnia 2019

Ta która musi umrzeć – David Lagercrantz



Porównywanie twórczości dwóch autorów często mija się z celem. Tym bardziej, jeśli chodzi wyłącznie o stwierdzenie, czy jeden pisze tak samo, jak drugi. Odpowiedź nasuwa się sama… oczywiście, że nie. Ale czy jest to jego wina? Niekoniecznie. Przy okazji wydanie kolejnej części „Milenium” rozpoczęły się dyskusje, kto pisze lepiej. Gdyby jednak podejść do tematu zupełnie bezstronnie? Zapraszam.


Cykl: Millennium (tom 6)
Autor: David Lagercrantz
Wydawnictwo: Czarna Owca


W centrum Sztokholmu odnaleziony zostaje martwy mężczyzna, którego tożsamości nie sposób ustalić. Według świadków przed śmiercią bełkotał coś pod adresem szwedzkiego ministra obrony. Lekarka sądowa, Fredrika Nyman, kontaktuje się z Mikaelem Blomkvistem.

Ten niechętnie podejmuje sprawę, mam jednak problem z nawiązaniem kontaktu z Lisbeth Salander…

Ta, która mus umrzeć” to finalny tom „Milenium” i jednocześnie chyba najbardziej skrajnie oceniana część. Warto jednak zaznaczyć, że cały cykl ustawił poprzeczkę naprawdę wysoko. Książka, tak samo, jak wcześniej, jest dynamiczna i wciągająca. Sporo się dzieje, akcja nie spowalnia, a zwroty akcji są zaskakujące. Pojawia się też dużo wątków, które zaskakująco sprawnie się przepadają.

Niezmiennie sprawdza się duet głównych bohaterów. W pewien sposób każde z nich „gra do swojej bramki”, co pozytywnie wpływa na odbiór wątku kryminalnego. Jeśli polubicie ich z poprzednich części i tym razem nie jest źle.

Co w takim razie nie wypadło najlepiej? Cóż… niestety zakończenie. Finał całości, zamiast wbić w fotel i wstrząsnąć ziemią okazał się dość… wymęczony. Trochę za dużo było w tym wszystkim brutalność, a samo rozwiązanie okazało się bez większego polotu.

Nie zmienia to jednak faktu, że książkę czyta się szybko i ze sporą przyjemnością. Lekka narracja, ciekawa opowieść i wartka przygoda. Nie jest to może epokowe dzieło, ani nawet jakaś wybitna powieść, ale całkiem dobry, chociaż chaotyczny, kryminał.






Wyrok – Remigiusz Mróz

Ponoć nie ma problemów, są tylko wyzwania, ale w praktyce… cóż… życie pokazuje, że nie zawsze z uśmiechem wita się kolejne komplikacje. Bohaterzy Remigiusza Mroza są z nimi zaznajomieni jak mało kto. Czy i tym razem uda się im wyjść z kolejnych tarapatów obronną ręką?


Tytuł: Wyrok
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta strona

Udało się! Oryński w końcu zdał egzamin adwokacki. Teraz kariera stoi przed nim otworem. Kluczowa będzie dla niego pierwsza sprawa, którą ma poprowadzić. Że nie będzie łatwo, tego można się było spodziewać. Problem, tfu… wyzwanie, polega na tym, że wygrana dosłownie graniczy z cudem. Nawet Chyłka jest pewna, że nie ma szans. Czemu więc Langerowi tak bardzo zależy, by Oryński zajął się obroną?

Uwielbiam Chyłkę i chociaż nigdy nie sądziłam, że z niegasnącym zainteresowaniem będę wyczekiwać kolejnych tomów długiego cyklu… tak właśnie jest. Dokładnie 10 raz spotykamy się w Warszawie z dwóją oryginalnych prawników. Dla jednych jest to plus, dla innych wada, ale Chyłka nie traci nic na swojej chyłkowatości. Dalej jest zadziorna, temperamentna i sarkastyczna. Tak samo Oryński wciąż błyszczy urokiem, jeśli więc lubicie bohaterów, i tym razem zostali oni wykreowani w ten sam sposób.

Powieść nie jest najcieńsza, ale nadal czyta się ją ze sporym zainteresowaniem. Autor nie raz stara się zaskoczyć czytelnika zwrotami akcji. Chociaż niektóre pomysły są odrobinę przesadzone, napędzają opowieść i nie raz podnosząc nam ciśnienie.

Minusem jest zbyt szybkie rozwiązanie sprawy. W zasadzie wszystko jest już jasne w połowie książki, co niestety odrobinę mnie rozczarowało. Liczyłam na coś więcej, bo kryminalny wątek, jak na kryminał, zadziwiająco szybko się kończy. Ten tom to jednak w dużej mierze kwestie obyczajowe. Relacje Oryński-Chyłka nie są proste i budzą wiele sprzecznych emocji. W ten sposób autor powoli przenosi ciężar opowieści z zagadek do wyjaśnienia, na uczucia do przepracowania. Nie każdemu się to spodoba, niezadowoleni będą zwłaszcza czytelnicy liczący na wątki kryminalne, jednak osoby niestroniące od obyczajówek znajdą w tym tomie sporo nowych emocji.

To już… nie, wcale nie! Tom 10 już zapowiada kontynuację, a ja po raz kolejny mam obawy, czy Remigiusz Mróz nie przegapi dobrego momentu na koniec. Cykl powoli wyczerpuje swój klimat i obawiam się, że jeśli pisarz nie wymyśli coś świeżego, fajna seria stanie się kolejnym książkowym tasiemcem o zmarnowanym potencjale.

A wy co myślicie o najnowszej Chyłce? Cieszy was, czy przeraża myśl o kontynuacji?



piątek, 29 listopada 2019

Jakimowicz. Życie jak film



Od jakiegoś czasu coraz chętniej sięgam po biografie. O ile wcześniej unikałam ich jak ognia, teraz odnajduje sporo przyjemności w poznaniu prawdziwych, a nie fikcyjnych losów. Tym razem sięgnęłam po autobiografię polskiego aktora, czy warto było? 


Tytuł: Jakimowicz. Życie jak film
Autor: Jarosław Jakimowicz
Wydawnictwo: Oficyna 4em

Już z okładki wiemy, że książkę rekomenduje Katarzyna Bonda. Jak twierdzi „Niektórzy marzą o przygodowym życiu albo piszą o tym książki, kręcą filmy... Jarek Jakimowicz tak żyje”. Nasz bohater zasłynął rolą Cichego w filmie „Młode wilki” oraz tym, że nie nigdy nie boi się być niepoprawny. 

„Całe moje życie mógłbym przeżyć jeszcze raz. Wiedząc wtedy wszystko to, co wiem teraz, nie zrezygnowałbym z emocji, przygód. To wszystko, co przyniósł los, brałem z radością, nie trwoniąc ani chwili, ani kawałka. Niezależnie od tego, czy więcej było blasków czy cieni, za wszystko jestem wdzięczny”. 

Od strony technicznej książka jest naprawdę bardzo porządnie wydana. Twarda oprawa, a w środku gruby papier i mnóstwo zdjęć. Fajnie prezentują się też wstawki graficzne imitujące taśmę reżyserską. Jest się czemu przygląda i co kartkować. 

Już od początku widać, że nie będzie to grzeczna autobiografia. Autor mówi ze szczerością i brawurą o swoim życiu, które nie do końca zawsze pokrywało się z literą prawa. W jego wspomnieniach widać pragnienie przygód i pęd za życiem, które to nie raz wprowadziły go w problemy, w tym nawet pobyt w więzieniu. 

Dowiadujemy się sporo o dzieciństwie i młodości Pana Jakimowicza. Potem przechodzimy do kariery filmowej i Big Brothera. Miłośnicy tego reality show z pewnością będą zainteresowani tymi rewelacjami, a mi w zasadzie jedynie potwierdziły przypuszczenia, że jednak wszystko jest ustawione. 

„Tak jak już wspominałem, byłem, jestem i będę dobrym człowiekiem. Nie chcę z niczego się rozliczać. Życie trwa i jest nadal kolorowe”. 

Co do oceny książki, cóż... nie jest ona jednoznaczna. Z pewnością autor ma barwne życie, jednak ciężko jest też chwalić jego wszystkie wyskoki, z których zdaje się dumny. Wiele uwagi poświęcił półświatkowi, trochę przyćmiewając tym bardziej wzniosłe tematy. 

Chociaż te historie nie są grzeczne, z pewnością są ciekawe. Myślę, że tak samo jak on jest uważany za osobę kontrowersyjną, tak samo i jego książka nie każdemu się spodoba.

banner_czytampierwszy_1

Klub fanek W.M. Oliwia – Majka Milejko



Wszystko, co dzieje się pierwszy raz jest tak intensywne, tak fascynująco nieznane. Młodość rządzi się swoimi prawami. Kocha się wtedy jakoś tak inaczej, całym serce, bez zastanowienia. Zauroczenia piosenkarzami, czy aktorami to chleb powszedni. Ah ta młodość!


Tytuł: Klub fanek W.M. Oliwia 
Seria: Klub fanek W.M. (tom 1)
Autor: Majka Milejko
Wydawnictwo: Mazowieckie

Trzy różne nastolatki i jeden idol. Oliwia jest sympatyczną i spokojną kujonicą. Alicja gubi się w cieniu własnej siostry i ma zaniżone poczucie własnej wartości. Z kolei Milka to szalona zakupoholiczka, która skrywa w sobie bardzo zdolną projektantkę. Łączy je kilka rzeczy, chcą młode, interesują ich chłopcy i kochają aktora pewnego popularnego serialu. Wszystko nabiera tempa od zainstalowania pewnej aplikacji randkowej...

To opowieść o nastolatkach, dla nastolatek. Klimatem książka podobna jest do „Wędrujących jeansów”. Uwielbiam powieści młodzieżowe, bardzo często po nie sięgam, chociaż teoretycznie to już nie mój przedział wiekowy. Tym razem warto zaznaczyć, że jest to tytuł adresowany do młodego odbiorcy, i mam tutaj na myśli wczesne naście lat. Czemu?

"Jestem przekonana, że to była bardzo ważna scena,jak zresztą zawsze. (...) Zadam Ci tylko jedno pytanie: lekcje odrobione?".

Przede wszystkim prosty, bardzo młodzieżowy język. Chociaż bohaterki nie sypią slangiem, jak z rękawa, to jednak da się wyczuć współczesne podejście do wielu spraw. Ich styl wypowiedzi jest typowy dla nastolatek i momentami maiłam wrażenie, że młodszych, niż to wynika z fabuły. Chociaż dziewczyny teoretycznie mają po 17 lat, kilka razy zachowują się dość trywialnie.

Sam wątek główny jest naprawdę słodki, delikatny i romantyczny. Nie znajdziecie tutaj żadnych wulgarnych scen, czy erotycznych fantazji, które mimo wszystko często pojawiają się w powieściach z bohaterkami w tym wieku. Dlatego po książkę może sięgnąć nawet dwunastoletnia dziewczynka.

"– To wyzysk.
– To małżeństwo – poprawiła go mama i dopiła za niego kawę".

Sam bieg wydarzeń jest może przewidywalny, ale bardzo przyjemny. O ile początek to opisy typowych problemów nastolatek, to sama końcówka jest naprawdę intensywna i wciągająca. Aż chciałoby się sięgnąć od razu po następny tom. Jestem naprawdę ciekawa, jak potoczy się fabuła w kontynuacji, zwłaszcza że następne części będą pisane z perspektywy kolejnych bohaterek.

Klub fanek W.M. Oliwia” to ciepła, romantyczna i bardzo młodzieżowa książka. Świetny tytuł dla dorastających dziewczynek.


banner_czytampierwszy_1

czwartek, 28 listopada 2019

Pod powierzchnią – Anna Dembrowska


Tajemnice, straty, poszukiwania… Jeśli macie ochotę na poznanie historii zaginięcia dwóch chłopców zajrzyjcie do książki Anny Dembowskiej. Czy obie sprawy są ze sobą powiązane? Odpowiedź odkryjecie pod powierzchnią… 


Tytuł: Pod powierzchnią 
Autor: Anna Dembrowska 
Wydawnictwo: Edipresse 

Po raz pierwszy sięgnęłam po tę książkę po obejrzeniu serialu, który bardzo mnie zainteresował. Pod powierzchnią to produkcja, której pierwszy sezon został wyemitowany w 2018 roku przez stację TVN. W obsadzie aktorskiej znalazła się m.in. Magdalena Boczarska, Bartłomiej Topa i Łukasz Simlat. Ta opowieść o znajomych i traumatycznych wydarzeniach, które łączą ich na zawsze bardzo przypadła mi do gustu, a śledząc ich losy nawet nie spostrzegłam się kiedy skończyło się wszystkie 7 zaplanowanych odcinków serii. Książkę Anny Dembrowskiej, która ukazała się nakładem wydawnictwa Edipresse odkryłam dość przypadkowo. Muszę stwierdzić, że sięgnięcie do niej skutecznie zajęło mój czas w oczekiwaniu na kolejny sezon serialu! 

Historia przedstawiona w książce, a jednocześnie inspirowana serialem wywołała u mnie pozytywne emocje. Co prawda czytanie książki po obejrzeniu serialu nie jest już takie świeże i zaskakujące, ale w książce są elementy, których nie odnajdziemy w serialu. Niestety nie da się tak do końca oddzielić wydarzeń z serialu i książki, więc mimowolnie zaczynałam łączyć fakty i doszukiwać się podobieństw. Akcja powieści toczy się w Płocku, a główną bohaterką jest komisarz Byczewska, która zmaga się z poszukiwaniami porwanego Kacpra. Śledztwo nie jest łatwe, a dodatkowo porwany zostaje kolejny chłopiec – Maks. W mieście wybucha nie mała panika, a komisarz musi zmierzyć się z presją społeczeństwa. Media zaczynają łączyć obie sprawy, choć policja nie ma jednoznacznych dowodów na ich powiązanie. 

Rodzina Gajewskich, której Maks oddalił się w niewyjaśniony sposób podczas przebywania pod opieką niani oraz rodzina Jaworskich, których Kacper zaginął na festynie to tylko książkowe przykłady rodzin, którym przyszło się zmagać z zaginięciem dziecka. To trudne sytuacje, w których każda godzina ma ogromne znaczenie dla finału akcji poszukiwawczej przez policję. Porwanie stanowi dość częsty motyw w literaturze czy filmie. Warto zwrócić uwagę na to, by szczególnie małe dzieci podczas imprez masowych zabezpieczyć w dane osobowe czy numer telefonu, który może być kluczowy w razie ich zaginięcia. 

Sam pomysł na książkę mogę uznać za ciekawy. Ponadto czytało mi się ją bardzo przyjemnie, 

jednak po ostatnich jej stronach stwierdziłam, że czegoś mi brakowało. Zdecydowanie końcówka niezbyt przypadła mi do gustu, przez co nieco się zawiodłam. Oczekiwałam troszkę innego zakończenia, ale domyślam się dlaczego autorka postanowiła zwieńczyć końcówkę w taki, a nie inny sposób. Podsumowując uważam, że po książkę warto sięgnąć, niezależnie czy serial już widzieliście czy też macie to dopiero w planach. 

Jeden z moich ulubionych cytatów z książki przedstawiam poniżej. Jest to tylko część, więc zachęcam do przeczytania jego całości w książce. Jest w nim dużo pokładów lekkości, a wyobraźnia zaczyna puszczać korzenie. Takie opisy powodują swobodne zatapianie się w czytanej lekturze – do czego serdecznie Was zachęcam! 

"Pod powierzchnią wszystko jest zaprzeczeniem, gdy nie masz skrzeli, życie się kończy, a zaginiony staje się trofeum morskich potworów (…). Pod powierzchnią człowiek przekształca się, dzieli migruje, wraca do macierzy, bo przecież sam składa się w większości z wody i woda w nim płynie dalej, nawet gdy już nie oddycha". 


Patrycja Sobierajska

wtorek, 26 listopada 2019

Zawsze i na zawsze – Jenny Han


Niektóre książki są tak dobre, że doprowadzają mnie do czytelniczego paradoksu. Z jednej strony chcę czytać więcej i szybciej, bo wciąż zastanawiam się „co dalej”, a z drugiej próbuję tę przyjemność jak najbardziej przedłużyć w czasie. Właśnie te emocje towarzyszyły mi podczas czytania „Zawsze i na zawsze”, czyli finalnego tomu serii „O chłopcach”.



Tytuł: Zawsze i na zawsze
Seria: O chłopcach (tom 3)
Autor: Jenny Han
Wydawnictwo: Young

Wydawałoby się, że życie Lary Jean właśnie wyszło na prostą. Układa się jej z Peterem, kończy szkołę i czeka na odpowiedź z wymarzonej uczelni. Jednak nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło się zepsuć. Po kolei ujawniają się kolejne problemy i dziewczyna powoli traci grunt pod nogami. Czy w gąszczy komplikacji nie straci z oczu... miłości?

Klimat


Muszę przyznać, uwielbiam całą serię i ten finałowy tom jedynie mnie w tym przekonaniu utwierdził. Książka ma cudowny, nienachalny i słodki klimat. Wszystkie siostry Song są na swój sposób wyjątkowe, każda z nich ma w sobie „to coś”, a główna bohatera to jedna z fajniejszych literackich postaci. Jest wrażliwa, romantyczna, opiekuńcza i po prostu dobra. Nikogo nie udaje, nie gra na pokaz, akceptuje siebie i innych. Opowieść o niej jest harmonijna, a czytając ją, czułam się jak na spotkaniu z przyjaciółką. Autorce udało się wykreować naprawdę cudowną atmosferę.

"Rodziny się kurczą lub powiększają. Jedyne, co można tak naprawdę zrobić, to cieszyć się tym, cieszyć się sobą nawzajem tak długo, jak się siebie ma".

All You need is love


Związek Lary z Peterem nie jest burzliwy w sztampowy sposób, ale pełen prawdziwych emocji. Bohaterzy w ciągu całej serii naprawdę bardzo się zmienili, wydorośleli, a ich uczucie stało się dojrzalsze. Nie zmienia to jednak faktu, że kapryśny los wystawia ich miłość na próbę. Nie ma w tym nic kiczowatego, żadnych przerysowanych scen. Mimo to, czytając książę odczuwałam naprawdę silne emocje, a już końcówkę śledziłam z zapartym tchem.


Historia


Opisana fabuła jest naprawdę wciągająca. Przeplatają się w niej różne wątki, obok miłości głównych bohaterów i życiowych wyborów młodych ludzie, nie brakuje rozczulających tematów rodzinnych. Podobało mi się to, że autorka nie zapomniała o kwestiach poruszonych we wcześniejszych tomach i że nie zdecydowała się na łatwe rozwiązania. Niektóre problemy, jak chociażby nowa miłość taty sióstr Song, wymagają przepracowania. Będziemy świadkami niejednego konfliktu i nieporozumienia.

- Należy do ciebie, skarbie. - Mruga do mnie. - Dam ci radę, Laro Jean. Nigdy nie mów "nie", kiedy tak naprawdę chcesz powiedzieć "tak".

Cudowny finał


„Zawsze i na zawsze” wspaniale zamyka całą serię „O chłopcach”. Idealnie podsumowuje wszystkie wątki i pozostawia czytelnika z myślami „co będzie dalej?”. Teoretycznie... nic. W końcu to finał. Jednak w podziękowaniach autorka opowiada, że nie sądziła, że wróci do tej serii. Mam nadzieję, że tak będzie i tym razem, bo opowieść nie kończy się klasycznym „żyli długo i szczęśliwie”, ale w naprawdę ciekawym momencie. Liczę, że zmieni zdanie i zafunduje nam kontynuację!




banner_czytampierwszy_1

niedziela, 24 listopada 2019

Zbiór miłości niechanych – Edyta Folwarska


Od razu muszę zaznaczyć, nie jestem emerytką! Jednak kiedy słyszę o miłosnych podbojach koleżanek, czuję się jakbym pochodziła z innej epoki. Po „Zbiór miłości niechanych” sięgnęłam bez żadnych oczekiwań, za to ze sporą ciekawością. Czy dowiedziałam się czegoś nowego o świecie randek?


Tytuł: Zbiór miłości niechanych
Autor: Edyta Folwarska
Wydawnictwo: Burda

Oliwia nie szukała miłości, po prostu się jej trafiła, a potem... złamała serce. Był ślub, miało być życie jak z bajki, a skończyło się gorzkim rozczarowaniem. Oliwia, chcąc nie chcąc, wraca na rynek singli i z czasem zaczyna rozglądać się za nowymi opcjami. Możliwości jest sporo, ale łatwo nie będzie. Czy uda jej się znaleźć „tego jedynego”?

„Zbiór miłości niechcianych” to książka zaskakująca na wielu polach. Przede wszystkim jest ona niewielkich rozmiarów, ma dokładnie 224 strony zadrukowanych sporą czcionką. Poszczególne części stanowią historie kolejnych związków. Konsekwencją tego wszystkiego jest zarówno spora dawka emocji, jak i pewna umowna skrótowość.

"Przyjdzie czas i na ciebie. Pamiętaj, nic na siłę".

Poszczególne związki rozgrywają się dosłownie błyskawicznie. Również nieudane małżeństwo zrelacjonowane zostało szybko. Wszystko dzieje się w zawrotnym tempie, a nasza bohaterka przeżywa niezwykle silne uczucia. Mówiąc o skrótowości, nie mam tutaj na myśli pomijania najważniejszych faktów, bo w tych uczestniczymy „z pierwszego rzędu”, ale o rezygnacji z całej otoczki. Ta książka nie jest dokładnym stadium o poszukiwaniu miłości, nie jest klasycznym romansem, ale bardziej emocjonalną jazdą bez trzymanki.



Liczne nawiązania do „Seksu w wielkim mieście” nie są przypadkowe. Autorka nie próbuje naśladować innej książki, ale jej bohaterka... czuje się czasami jak słynna Carrie. Szuka miłości, ale zamiast na księcia z bajki trafia na niewłaściwych mężczyzn. A czasem właściwych, tylko kiepsko sobie radzi. Poszczególne części powieści trochę przypominały mi felietony. Każdy związek poruszał inny problem, i tak jak w przypadku tekstów prasowych, tak i tego nie należy traktować zupełnie dosłownie. Sporo sytuacji jest wyolbrzymionych i dzięki temu jeszcze dobitniej podkreśla się poruszane problemy.

Kolejną konsekwencją przyjętej konwencji jest niesamowite natężenie emocji. W tej opowieści łzy i szczęście przeplatają się co chwilę, nic nie jest pewne, a uczuciowe życie bohaterki to nieostająca loteria. Gdy dodać do tego lekką narrację i wciągającą fabułę otrzymujemy powieść, od której naprawdę ciężko się oderwać. Zaskoczyło mnie również zaskoczenie, co w przypadku obyczajówek nie często się zdarza.

"Przytulił ją mocno. Pod wpływem jego dotyku całe zakłopotanie minęło. Wtuliła głowę w jego ramię".

Na minus można potraktować nieżyciowość całej historii. Niektóre zwroty akcji nie trzymają się kupy, a gdy przejdzie się do analizy szczegółów... całość w ogóle traci sens. Tak jak wspominałam, dużo w tym wszystkim przerysowania i przesady.



„Zbiór miłości niechcianych” to całkiem udany debiut, autorka wypracowała swój styl, który przypadł mi do gustu. Nie jest to może literatura najwyższych lotów, czy analiza złożonych problemów społecznych, ale ciekawe i wciągające czytadło, idealne na jeden, góra dwa wieczory.

burda

banner_czytampierwszy_1


piątek, 22 listopada 2019

Właśnie tak – Anna Szafrańska


Życie nie zawsze układa się po naszej myśli. Czasem pech towarzyszy nam dosłownie każdego dnia i co chwilę z rozbawieniem pokazuje język. Cóż, pozostaje tylko wierzyć, że w końcu nastaną lepsze czasy. Przecież muszą... prawda?


Tytuł: Właśnie tak
Autor: Anna Szafrańska
Wydawnictwo: NR

Życie zawodowe Stefani to pasmo sukcesów. Ukończyła studia dziennikarskie z najlepszymi notami, pracuje w branży i wszystko idzie tak, jak powinno. Jedna praca to nie wszystko. Kiedy przychodzi zaproszenie na ślub kuzynki boleśnie sobie o tym przypomina. Co więcej, panem młodym jest jej... były chłopak, a cała wyprawa wiąże się z powrotem do rodzinnego domu, którego unika od lat. Z tej sytuacji chyba nie ma dobrego wyjścia? Na miejscu okazuje się, że los szykuje dla mnie nie lada niespodziankę.

Ostatnio czytuje sporo powieści z kategorii literatura kobieca i zazwyczaj narzekam: że nuda, że mało emocji, że schematy. Przez chwilę myślałam nawet, że to przesyt tematem. Jednak powieść Anny Szafrańskiej zadała kłam tym przypuszczeniom. Dobre powieści nadal robią na mnie wrażenie. Czym ta różni się od innych?


„Właśnie tak” ma wszystkie kluczowe elementy bardzo dobrze wyważone. Jest dynamiczna akcja i sporo zaskakujących wydarzeń. Czytelnik się nie nudzi, a nawet jeśli przewiduje to, jak potoczą się losy bohaterki, to z całych sił jej kibicuje.

Po drugie, historia autentycznie wzbudziła we mnie silne emocje. Sama nie wiem dlaczego, bo przecież opowieść nie jest szczególnie oryginalna, ale faktycznie wczuwałam się w jej bieg. Być może za sprawą klimatu. Bohaterzy wykreowani przez autorkę, ich powiedziona i działania od razu jednają sobie serce czytelnika. Czasami miałam ochotę ich wszystkich przytulić.

Książka jest świetnym dowodem na to, że romans nie musi być oklepany ani „drewniany”. O podobnych tematach można pisać nieustająco w sposób „świeży i lekki”. Dobra narracja, nawet bez zbędnych udziwnień, porusza aż do samego końca, raz bawi, raz zasmuca, ale nigdy nie nudzi.

Cieszę się, że trafiłam na ten tytuł, bo „odczarował mi” cały gatunek. Serdecznie polecam go wszystkim czytelniczkom, w tym również tym myślącym o pisarskim debiucie. „Właśnie tak” to powieść przyjemna, lekka, a jednocześnie ciekawa i poruszająca. Właśnie tak powinno się pisać!

wtorek, 19 listopada 2019

Następnym razem – Karolina Winiarska

Wiele razy wspominałam, że mój gust literacki jest „na opak”. Znajduję wiele przyjemności w krytykowanych książkach i strasznie rozczarowuję się tymi z mnóstwem pozytywnych recenzji. Tym razem optymizm towarzyszący premierze książki „Następnym razem” bardzo podniósł poprzeczkę, a w przypadku debiutów... to naprawdę ryzykowne. Czy książka sprostała moim oczekiwaniom?


Tytuł: Następnym razem 
Autor: Karolina Winiarska
Wydawnictwo: Szósty zmysł

Olga i Michał spotkali się na wakacyjnym wyjeździe. Romantyczne chwile w gorących Włoszech rozpaliły w nich wyjątkowo silne uczucie. Po powrocie do domu zaczęli żyć własnym życiem, jednak wspomnienia pierwszej miłości nie da się ot tak zapomnieć. Będą próbować zagłuszać serce, kierować się rozsądkiem, ale myśl o tamtych chwilach będzie wracać w najmniej oczekiwanym momencie. Czy pokonają przeciwności losu? Czy prawdziwe uczucie zwycięży?

Jeśli opis fabuły wydaje się wam lekko sztampowy i naciągany, to niestety zmuszona jestem potwierdzić, tak będzie. Książka opiera się na prostym (i średnio uzasadnionym) motywie miłości od pierwszego wejrzenia, która nie tyle determinuje, ile utrudnia wszystkie późniejsze związki. Powieści z kategorii „romans” bardzo często korzystają ze „znanych i lubianych” motywów, jednak tym razem odbyło się to bez większego polotu. Wszystkie zwroty akcji, cały bieg wydarzeń, a nawet „zaskakujące” wydarzenie były dla mnie przewidywalne już od pierwszych stron. Sporo powieści o miłości przeczytałam i niestety ta jest bardzo podobna do... wszystkiego. Naprawdę ciężko wskazać jakieś oryginalne wątki.

„(...) bohater nie może być słaby? Wbijają nam do głowy bajki o nieustraszonych rycerzach. Dlaczego nie mówią, że rycerz też się boi i właśnie ten strach musi pokonać?”.

Na plus zaliczam za to okładkę, jest ciepła, zachęcająca i bardzo kobieca. Grafika przykuwa uwagę, ale też dobrze oddaje zawartość. „Następnym razem” to romans, ale nic więcej. Opowieść o tym, jak ona i on próbuję się zejść, o ich emocjach, uczuciach i... w zasadzie to tyle.

Trzeba przyznać, że jak na tak niewielką liczbę stron (dokładnie 313), autorka podjęła się karkołomnej próby opisania bardzo szerokiego odstępu czasowego. Między pierwszą a ostatnią stroną (nie licząc zakończenia) mija naście lat. Chociaż zadanie nie jest niemożliwe, to jednak trudne. Chyba najłatwiej je rozwiązać stosując konkretne przerwy czasowe po kluczowych wydarzeniach. Autorka wpadła jednak na inny pomysł i ostatecznie zaserwowała nam spory miszmasz. Z jednej strony mamy dużo scen z dnia codziennego, z drugiej wiele „kamieni milowych” jest relacjonowanych niczym w telewizyjnym dzienniku. Przykładowo autorka pisze dość łopatologicznie, że bohater postanowił skupić się na karierze zawodowej zamiast nam to... pokazać. Takie telegraficzne skróty stanowią wstęp do wielu rozdziałów. Bardzo często oddzielają je duże odstępy czasowe, miesiące, a nawet lata. Z kolei zaraz potem wprowadzane są postacie tylko na jedną scenę, ostatecznie nic nie wnoszące do fabuły. Miałam wrażenie, że pomysł na skalę zabił płynność i lekkość narracji.

Co więcej, autorka w żaden sposób nie ostrzega czytelnika, że zaraz przeskoczy na osi czasu, nie ma dat, czy tytułów rozdziałów. Wszystko wychodzi w praniu. Pojawiło się też kilka innych rozwiązań typowo „technicznych”, które zupełnie do mnie nie przemówiły. Na przykład nie rozumiem, czemu wszystkie sms'y bohaterów są tak krótkie i dlaczego czasem się pod nimi podpisują, a czasem nie. Tak samo niektóre bardzo poboczne wątki lub fabularne rozwiązania nie mają swojego wyjaśnienia.

Wiele recenzentek wspomina, że ich zdaniem powieść jest niezwykle poruszająca. Nie odniosłam podobnego wrażenia, ale faktycznie, nie tak łatwo mnie zasmucić. Szczerze mówiąc, nie przepadam za powieściami opartymi na biernym wzdychaniu do drugiej osoby i może dlatego całość średnio do mnie przemówiła. Domyślam się jednak, że miłośniczki typowych romansów mogą być zachwycone.


Z jednej strony nie mogę powiedzieć, by książka była przegadana. Fabuła jest naprawdę dynamiczna, sporo się dzieje, pełno jest dramatów i tragedii. Jednak momentami ich bieg przypominał mi scenariusz telenoweli brazylijskiej, niby aktorzy płaczą, a widz się śmieje... Również część głębokich myśli głównych bohaterów trąci banałem. Momentami miałam ochotę nimi potrząsnąć i przywołać do porządku.

„Przecież tak naprawdę nasze drogi nigdy się nie rozeszły. Wciąż gdzieś się splatały”.

Na końcu muszę wspomnieć o czymś, co naprawdę rzadko poruszam w swoich recenzjach. W moim wydaniu, a oglądałam je naprawdę dokładnie i jest to egzemplarz finalny, pojawia się naprawdę sporo literówek. Sama narracja jest prosta i mało wyszukana. Nie chodzi mi tutaj o łatwość w odbiorze opowieści, bo to akurat jest naprawdę na plus. Mam na myśli to, że krótkie, pojedynczo złożone zdania, jeśli tworzą całą książę i jeszcze nie unikają powtórzeń, bywają męczące. Jednak nawet tego nie przebije literówka w rekomendacji na okładce.

Czuję się nieswojo, pisząc recenzje w tym tonie, ale coś tu ewidentnie poszło nie tak i to na wielu etapach. Pomysł był dobry, lecz wykonanie zbyt wtórne, wydanie ładne, ale za mało staranne. Jak to się mówi, pierwsze koty za płoty! Następnym razem będzie lepiej!




banner_czytampierwszy_1

poniedziałek, 18 listopada 2019

Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki

Finlandia, kraina tysiąca jezior, niskich temperatur i mistrzów saunowania. Nie jest to popularny kierunek wycieczek dla turystów z Polski. Odstrasza nas niska temperatura i niewielka liczba typowych atrakcji. Może jednak warto przełamać pierwsze lody i zobaczyć, co Finlandia ma do zaoferowania?


Tytuł: Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki 
Autor: Aleksandra Michta-Juntunen
Wydawnictwo: Poznańskie

Autorka wiele lat temu przeprowadziła się z Polski do tego pozornie nieprzystępnego kraju. Długo nie była pewna swojego pomysłu, odwlekała go w czasie, przyjeżdżała na próbę, aż w końcu zdecydowała i na stałe przeniosła się do Finlandii. Jej książka to opowieść o kraju napisana z perspektywy Polki mieszkającej tam już dłuższy czas. To pozbawiona lukru relacja o wadach i zaletach, ale też o zwykłej codzienności w miejscu, gdzie temperatura zimą osiąga minus trzydzieści stopnia! Najłatwiej będzie chyba powiedzieć też, czym tytuł nie jest. Przede wszystkim to nie przewodnik, nie kurs jazdy po atrakcjach, czy zbiór ciekawostek, ale coś o wiele, wiele lepszego.

Autorska stara się jak najbardziej holistycznie omówić poruszane zagadnienia. Dostajemy więc praktycznie każdy element opowiedziany w skrócie. Od historii po tradycyjne dania, od stanu klimatu po edukacje. I wiecie co? To jest niesamowicie wciągające! Może faktycznie część tematów jest przeanalizowana skrótowo, ale w zamian za to otrzymujemy pełen obraz, bez uprzedzeń czy upiększeń.

Wydawałoby się, że Finlandia nie jest jakoś strasznie egzotycznym krajem. Tymczasem różnic jest naprawdę sporo i to nie tylko w zakresie przyrody. Czytelnik z Polski będzie z pewnością zdziwiony liczbą odmienności w sposobie bycia, nieznanych u nas zasad towarzyskich, czy różnic kulturowych. Z drugiej jednak strony jest też całe mnóstwo podobieństw. Jakich? Tego już musicie przekonać się sami.

Autorka pięknie opowiada też o naturze, czyli jednym z największych atutów Finlandii. Czytając jej opisy można się poczuć, jakby się było na miejscu i razem z nią zachwycało mocą czystej przyrody. W zwiększeniu tego wrażenia sprzyjają też liczne fotografie, które dosłownie sprawiają, że chce się zobaczyć to wszystko na własne oczy!

Podobało mi się też mnóstwo ciekawostek, które z pasją przywołuje autorka. Nawet ciężko byłoby wskazać zakres tematyczny, bo jest on naprawdę szeroki. Autorka zarówno potwierdza, jak i neguje popularne przekonania. A do tego dodaje całe mnóstwo interesujących i śmiesznych faktów od siebie. Momentami brakowało mi szczegółów, np. wspomina o wielu pionierskich osiągnięć, ale nie podaje marek. Tych informacji szukałam już na własną rękę.

Wydawać by się mogło, że książka o danym kraju nie będzie jakoś szczególnie wciągająca. Nic bardziej mylnego! Czytało mi się ją o wiele lepiej niż mnóstwo topwych bestsellerów. Lekka narracja, ciekawe tematy, to wszystko sprawiło, że książkę dosłownie „połknęłam” w jeden wieczór. Pozycja obowiązkowa dla ludzi ciekawych świata!

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates