sobota, 14 lutego 2026
sobota, 31 stycznia 2026
Rodzicielstwo bliskości – Agnieszka Stein
#WspółpracaRecenzencka #Mamania
Pojęcie „rodzicielstwa bliskości” obiło mi się o uszy nie raz – gdzieś między rozmowami na placu zabaw a kolejnymi artykułami zapisanymi „na później”. A jednak wciąż nie do końca wiedziałam, co tak naprawdę kryje się za tym terminem. Kiedy więc w moje ręce trafiła książka Agnieszki Stein z serii „Mamania. Pierwszy kontakt”, byłam spokojna, że znów dowiem się czegoś, co realnie pomoże mi w rodzicielstwie. Według wydawcy autorka stawia przede wszystkim na budowanie bezpiecznej relacji i dbanie o dobrostan całej rodziny – i to od pierwszych stron da się odczuć.
poniedziałek, 19 stycznia 2026
Książki, które łączą pokolenia – „Opowiedz mi, Babciu” i „Opowiedz mi, Dziadku”
Dzień Babci i Dzień Dziadka to jedne z tych dat w kalendarzu, które same w sobie niosą ogromny ładunek emocji. Zatrzymują na moment codzienny pośpiech i przypominają, jak wielką wartość mają relacje międzypokoleniowe. To dni pełne herbaty pita wolniej niż zwykle, opowieści, które zaczynają się od „a pamiętasz…”, i wspomnień, które – jeśli nie zostaną zapisane – potrafią zniknąć bezpowrotnie. Właśnie dlatego tak bardzo wierzę w sens pielęgnowania historii rodzinnych. Wspomnienia babć i dziadków są jak miękki koc narzucony na nasze życie: dają ciepło, poczucie ciągłości i zakorzenienia. I dokładnie w ten klimat trafiają albumy „Opowiedz mi, Babciu” oraz „Opowiedz mi, Dziadku”.
Czym właściwie są te książki? To nie klasyczne albumy ze zdjęciami ani zwykłe pamiętniki. To przemyślane, prowadzone pytaniami księgi wspomnień, które zapraszają babcię i dziadka do opowiedzenia swojej historii – od dzieciństwa, przez młodość, aż po dorosłe życie i rodzinę. Autorzy nie zostawiają tu miejsca na pustą kartkę bez kontekstu. Każda strona delikatnie prowadzi narrację, podsuwa tematy i pomaga nazwać to, co często trudno ubrać w słowa. Dzięki temu nawet osoby, które na co dzień nie piszą lub niechętnie wracają do przeszłości, dostają bezpieczną, uporządkowaną przestrzeń do wspomnień.
Ogromnym atutem obu albumów jest ich wydanie. To książki solidne, estetyczne i naprawdę dopracowane. Twarda oprawa sprawia, że od pierwszego kontaktu czuć, iż mamy do czynienia z czymś trwałym, a nie jednorazowym gadżetem. Papier jest gruby, przyjemny w dotyku, a całość zaprojektowana tak, by przetrwać lata – dokładnie tak, jak historie, które mają się w nich znaleźć. Układ „Opowiedz mi, Babciu” i „Opowiedz mi, Dziadku” jest bardzo podobny, co daje poczucie spójności i porządku. Po lewej stronie często pojawiają się ciekawostki lub fakty z czasów młodości – realia historyczne, codzienne drobiazgi, elementy, które uruchamiają pamięć. Po prawej natomiast znajduje się miejsce na osobiste wpisy: odpowiedzi na pytania, anegdoty, wspomnienia. Na przykład o tym, jak dziadkowie się poznali, jak wyglądała ich pierwsza praca, czego bali się jako dzieci, co było dla nich ważne.
I tu naprawdę trudno nie powiedzieć: jej, jakie to jest dobre. Wzruszające, mądre i piękne w swojej prostocie. Te albumy mają w sobie ogromny potencjał emocjonalny. Jeśli ktoś zdecyduje się je wypełnić – nie po łebkach, ale z sercem – powstanie pamiątka absolutnie bezcenna. Coś, co po latach wnuczka czy wnuk będą czytać z wypiekami na twarzy. Coś, co pozwoli dzieciom spojrzeć na swoich rodziców w zupełnie innym świetle, bo odkryją ich jako dzieci, młodych ludzi, marzycieli.
Warto jednak powiedzieć uczciwie: to nie są książki „na jeden wieczór”. Pisania jest naprawdę dużo. To proces, który wymaga czasu, skupienia i gotowości do powrotu do przeszłości. Nie każdemu taki sposób spędzania czasu przypadnie do gustu. Dla niektórych może być to wyzwanie, a nawet lekkie obciążenie. Ale właśnie w tym tkwi sens. Te pytania poruszają tematy, o których w codziennym biegu się nie rozmawia. A potem przychodzi moment, gdy jest już za późno i zostaje żal, że nie zapytaliśmy.
„Opowiedz mi, Babciu” i „Opowiedz mi, Dziadku” dają pretekst do rozmów, do wspólnego siedzenia przy stole, do wspominania. Nawet jeśli nie wszystko zostanie zapisane od razu, już samo otwarcie tych albumów może być początkiem ważnych rozmów. Dowiedzą się z nich nie tylko wnuki, ale także dzieci. To piękny most między pokoleniami. Dla mnie to nie tylko książki – to inwestycja w pamięć. I naprawdę warto ją podjąć.
Dominika Róg-Górecka
poniedziałek, 5 stycznia 2026
Poniedziałki z matchą – Michiko Aoyama
Chociaż matcha nie jest moją ulubioną herbatą – a może po prostu nigdy nie piłam jej zaparzonej naprawdę poprawnie – to japońskie książki uwielbiam od dawna. Mają w sobie coś, co trudno znaleźć gdzie indziej: spokój, czułość, uważność na detale. A Michiko Aoyama to autorka, którą cenię szczególnie. W krótkiej formie potrafi zmieścić tyle celnych myśli, że człowiek po lekturze czuje się, jakby wypił nie filiżankę herbaty, ale całą esencję życia. „Poniedziałki z matchą” tylko mnie w tym przekonaniu utwierdzają.
niedziela, 4 stycznia 2026
Jano i Wito. Przy stole – Przemysław Liput, Wiola Wołoszyn
Moja córka od dawna uwielbia historie o Jano i Wito. Ja sama długo podchodziłam do nich z pewną rezerwą – ot, kolejne książeczki dla maluchów, które pewnie przeczytamy raz i odłożymy na półkę. A jednak po wielokrotnym czytaniu (i to takim naprawdę wielokrotnym) różnych tytułów z tej serii zaczęłam rozumieć ich fenomen. To ciepłe, mądre i zaskakująco przemyślane opowieści, które pomagają dzieciom poznawać świat bez zbędnego zadęcia. I robią to tak naturalnie, że nawet dorosły zaczyna się uśmiechać pod nosem.
poniedziałek, 29 grudnia 2025
Poselstwo z Krainy Czarów – Maggie Browne
Uwielbiam „Alicję w Krainie Czarów”. To jedna z tych historii, które od lat nie przestają mnie zachwycać – pełna absurdu, wdzięku, przewrotności i literackiej odwagi. Za każdym razem, gdy trafiam na książkę choćby luźno nawiązującą do tego motywu, czuję znajome mrowienie ekscytacji. Nic więc dziwnego, że po „Poselstwo z Krainy Czarów” sięgnęłam z ogromną ciekawością. Obietnica powrotu do świata, który tak mocno zakorzenił się w mojej wyobraźni, zawsze działa na mnie jak magnes.
wtorek, 23 grudnia 2025
Kakao w czwartki – Michiko Aoyama
Popularność japońskich autorów rośnie z roku na rok – i wcale mnie to nie dziwi. Zwłaszcza tych, którzy specjalizują się w powieściach cosy, miękkich jak kocyk i kojących jak herbata po długim, męczącym dniu. W czasach, gdy wszyscy gdzieś pędzimy, takie książki są jak literacka przerwa na oddech. „Kakao w czwartki” idealnie wpisuje się w ten trend, oferując czytelnikowi chwilę wytchnienia, ciepła i refleksji.
piątek, 19 grudnia 2025
Trzy obiady z piekarnika. Mrożonki Frosty w wersji „wrzuć i piecz”
#WspółpracaReklamowa dla Frosta.pl
Ten wpis powstał w ramach współpracy barterowej z marką Frosty – otrzymałam mrożonki do testowania i postanowiłam sprawdzić je w sposób, który najlepiej pasuje do mojego stylu gotowania: prosto, bez stania przy garach i bez marnowania czasu.
Zamiast klasycznego gotowania, postawiłam na pieczenie, bo piekarnik robi większość pracy za nas. Zasada w każdym przepisie była taka sama:
mięso lub ryba + mrożonki + przyprawy → wszystko do brytfanki → piekarnik
Bez rozmrażania, bez osobnych garnków. Tylko jeden zapiekany obiad.
Zasada wspólna dla wszystkich przepisów
- mrożonki trafiają do naczynia prosto z zamrażarki
- mięso lub ryba pieką się razem z warzywami
- przyprawy według uznania (sól, pieprz, zioła, oliwa/masło)
- jeden piekarnik, jedno naczynie, minimum sprzątania
To rozwiązanie idealne na dni, kiedy chcesz zjeść coś domowego, ale nie masz czasu ani energii na gotowanie „na raty”.
1. Schab pieczony z fasolką mrożoną oraz marchewką z groszkiem
Najbardziej klasyczne i sycące połączenie.
Do brytfanki trafiła:
- schab wieprzowy
- mrożona fasolka
- mrożona marchewka z groszkiem
Całość doprawiłam solą, pieprzem i ulubionymi ziołami, skropiłam tłuszczem i wstawiłam do piekarnika. Mięso piecze się razem z warzywami, które przechodzą jego smakiem i nie wymagają żadnej wcześniejszej obróbki.
To dobry przykład na to, że mrożonki sprawdzają się nie tylko jako dodatek, ale jako pełnoprawna baza obiadu.
2. Dorsz pieczony z fasolką oraz marchewką z groszkiem
Ten sam zestaw warzyw, zupełnie inny efekt.
Dorsz to delikatna ryba, dlatego pieczenie z mrożonkami bardzo dobrze się tu sprawdza – warzywa chronią rybę przed przesuszeniem, a całość wychodzi lekka, ale nadal konkretna.
Do brytfanki:
- filet z dorsza
- mrożona fasolka
- mrożona marchewka z groszkiem
Minimalna ilość przypraw i gotowe. To obiad, który spokojnie sprawdzi się także jako lżejsza kolacja.
3. Łosoś pieczony z mrożonką „zupa kalafiorowa” i fasolką z puszki
Najbardziej nieoczywisty wariant z całej trójki.
Do naczynia żaroodpornego trafił:
- filet z łososia
- mrożonka „zupa kalafiorowa” Frosty
- fasolka z puszki
Zupa kalafiorowa została użyta nie jako zupa, ale jako gotowa mieszanka warzywna do pieczenia. Po upieczeniu stworzyła kremową, warzywną bazę pod rybą, a fasolka dodała sytości.
To przykład na to, że mrożonki można wykorzystywać zupełnie inaczej niż sugeruje nazwa na opakowaniu.
Dla mnie to realne ułatwienie codziennego gotowania – szczególnie wtedy, gdy liczy się czas, prostota i powtarzalność, która się nie nudzi.


















