Featured

poniedziałek, 11 października 2021

Dziewczyna z wiatrem we włosach – Anna Szczęsna


Zabieram Was dzisiaj do Torunia, gdzie czekają już na nas, agentka literacka Marlena i jej podopieczny, mistrz literackich horrorów, Michał. Niektórzy z Was być może już ich znają, ponieważ byli oni bohaterami pierwszej części tego cyklu zatytułowanego: Dziewczyna, która patrzyła w słońce.


Tytuł: Dziewczyna z wiatrem we włosach

Cykl: Między stronami życia (tom 2)

Autor: Anna Szczęsna

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

 

Główną bohaterką tomu pierwszego była Justyna, dziewczyna Michała, a czytelnicy mieli okazję z biciem serca obserwować rozkwit uczucia między nimi i nagły i niespodziewany kryzys, który wybuchł na koniec tej części. W Dziewczynie z wiatrem we włosach na plan pierwszy wysuwa się Marlena, która z wielką determinacją próbuje pogodzić przyjaciółkę ze swoim najlepszy klientem. Nie robi tego tak do końca bezinteresownie. Michała dopadł kryzys literacki, nie pisze, zaszył się w czterech ścianach i z nikim się nie kontaktuje. Marlena zdaje sobie sprawę, że "niepiszący" Michał równa się spadek jej dochodów, a kredyt spłacać przecież trzeba. Postanawia więc działać. Czy uda jej się pogodzić rozdzieloną parę? Zdradzę Wam tylko, że łatwo nie będzie, naszą bohaterkę dopadną problemy rodzinne, na horyzoncie pojawi się pewien interesujący i tajemniczy mężczyzna, jednym słowem będzie się działo.

 

Na początku biegnę szybko rozwiać Wasze wątpliwości. Jeżeli nie znacie części pierwszej, niczego się nie obawiajcie. Ja również przeczytałam tę książkę bez jej znajomości i w niczym mi to nie przeszkodziło. Autorka dość dokładnie opowiada nam, co doprowadziło do rozpadu związku Justyny i Michała i jaka jest geneza przyjaźni bohaterek, także bez problemu "wchodzimy" w tę historię i z zapartym tchem obserwujemy rozwój wydarzeń.


Bohaterowie tej książki obudzą w czytelniku wiele różnych emocji. Od niezrozumienia ich poczynań, po podziw i zachwyt nad podnoszeniem się z upadku, wzięciem od nowa spraw w swoje ręce i powolnego odbudowywania tego co się rozpadło. Budzi to w nas wspomniany podziw i nadzieję na to, że nam też się uda podobna sztuka. Szczególnie na naszą uwagę zasługuje Marlena, która na początku jawi nam się jako silna, twarda i niezależna kobieta, która od początku wie, co ma robić i od razu rusza do działania. Z biegiem czasu okazuje się jednak, że ona również nie jest wolna od lęków i wahań i też popełnia błędy, za które gani swoich przyjaciół. Równie dobrze udali się autorce bohaterowie drugoplanowi, myślę, że matkę Michała i trenera personalnego Alana polubicie od pierwszego zdania.


Ta historia to opowieść o dwóch najważniejszych na świecie uczuciach: przyjaźni i miłości, dla których warto wiele zmienić i zaryzykować. Udowadniają nam to jej bohaterowie i przy okazji podnoszą na duchu. Warto ją przeczytać, by raz na zawsze uwierzyć, że dla bliskich nam osób jesteśmy w stanie wiele poświęcić, bo wtedy życie naprawdę stanie się piękniejsze.


Dla nas, moli książkowych ta książka kryje jeszcze jedną niespodziankę. Ja już wyżej wspominałam, Marlena jest agentką literacką i z racji tego czytelnik dostaje w bonusie garść ciekawostek i tajemnic z alkowy pisarstwa. Z pierwszej ręki dowiadujemy się jak brak weny twórczej destrukcyjnie działa i na agenta i na autora, jakie sztuczki stosują ci pierwsi, by zagrzać do walki swoich podopiecznych i skąd czerpią pomysły na swoje bestsellery popularni pisarze. 

 

Gorąco zachęcam Was do przeczytania tej ciepłej i pełnej nadziei książki, która na pewno poprawi Wam humory w długie, niestety już jesienne wieczory. A Marlenie i wydawnictwu serdecznie dziękuję za przepiękną pocztówkę dołączoną do książki. Skąd wiedzieliście, że je zbieram?:)

Dorota Skrzypczak

niedziela, 3 października 2021

Aroamtyczne testy olejków DöTerra

 

Od jakiegoś czasu jestem ogromną miłośniczką wszystkiego, co pięknie pachnie. Już nie tylko zapalam świeczki, ale też robię! Uwielbiam swój kominek zapachowy i mam całkiem pokaźną kolekcje olejów. I wraz z rozwojem tych zainteresowań, coraz bardziej zwracam uwagę na naturalne rozwiązania. Jak się okazuje, odpowiednio dobrane olejki nie tylko nie szkodzą, ale mogą mieć też dobroczynne działanie. Zapraszam na test olejków DöTerra.

 

Słowem wstępu, olejki DöTerra to całkowicie naturalne produkty o bardzo silnych zapachach. Jeśli mieliście do czynienia z innymi produktami, możecie być zaskoczeni, jak bardzo są wydajne. Od jednej do trzech kropelek całkowicie wystarczy, by dać bardzo silny aromat.

 

Zastosowanie

Zastosowanie olejków jest bardzo szerokie, a dzięki pięknym zapachom, również przyjemne. Chociaż ja skorzystałam tylko z kilku z proponowanych rozwiązań, warto mieć na uwadze, że jest ich o wiele więcej. Oto kilka moich pomysłów:


  • 1.       Inhalacje

Zanim jeszcze na dobre zagościła u nas jesień, mi udało się załapać pierwsze przeziębienie. W takich sytuacjach często sięgam o naturalne inhalacje. Do miski ciepłej wody dodałam dwie kropelki Peppermint i… o kurczę, ale to było moce! Miałam wrażenie, że faktycznie lepiej mi się oddycha, a miętowy zapach był obłędny.


  • 2.       Do zabiegów kosmetycznych

Jednym z zabiegów kosmetycznych, które regularnie powtarzam, jest namaczanie stóp w wodzie z solą i olejkiem. 2-3 krople zapachu, na który w danej chwili miałam ochotę sprawiły, że zabieg był niezwykle aromatyczny. Przyjemne z pożytecznym!

Olejki można też dodawać do bezzapachowych kosmetyków.


  • 3.       Do ziół

Po kropelce olejów na odporność dodawałam też do herbat, czy ziół. Najbardziej podobał mi się w tym zastosowaniu Capaiba. Lekko ostry, trochę słodki, nadawał napojowi nowego smaku.


  • 4.       Na poduszkę lub dłonie

Najchętniej do tego stosowałam Lawendę. Jej zapach mam ponoć działanie uspokajające. Ciężko powiedzieć, z pewnością jest jednak bardzo przyjemny.


  • 5.       Do sprzątania

Do wody, przeznaczonej do sprzątania, warto dodać zapach cytryny, który zgodnie z instrukcją, oczyszcza powietrze.

 

Na zdrowie?




Zgodnie z instrukcją, którą otrzymałam, każdy z olejków ma określone prozdrowotne właściwości. Pod każdym jednak znajdowała się informacja „Produkt nie jest przeznaczony do leczenia ani zapobiegania jakiejkolwiek chorobie”. Podchodzę do tego trochę na zasadzie medycyny naturalnej przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Zapalenia płuc faktycznie nie leczyłabym na własną rękę, ale drobne infekcje, czy podnoszenie odporności staram się załatwić w jak najbardziej naturalny sposób. Dlatego w poniższej rozpisce podam Wam też informacje o działaniu, które przypisywane jest poszczególnym zapachom.


Jak to w ogóle pachnie?



  • Wild orange 
Kojarzycie zapach pomarańczy? To właśnie ten! A dokładniej rzecz ujmując, aromat tego olejku jest mocno cytrusowy, lekko słodki i odrobinę gorzki. Stanowi idealne odwzorowanie swojego oryginału.

Świetnie sprawdza się w połączeniu z miętą, co dodatkowo zwiększa efekt odświeżenia.

Właściwości: Wysoki poziom monoterpenów, Wild Orange posiada właściwości stymulujące i oczyszczające, dzięki czemu jest idealny do wspierania zdrowego funkcjonowania układu odpornościowego. Rozpraszanie dzikiej pomarańczy energetyzuje i podnosi umysł i ciało, jednocześnie oczyszczając powietrze.

  • Lemon 
Jeszcze intensywniejszy zapach cytrusów z lekką nutą goryczy. Przywodzi na myśl cytryny grzejące się w słońcu. Ich aromat podnosi mnie na duchu w pochmurne dni.

Właściwości: Oczyszcza powietrze i powierzchnie, zastosowany wewnętrzne w naturalny sposób oczyszcza ciało i pomaga w trawieniu, wspiera funkcje oddechowe przy stosowaniu wewnętrznym.

  • Lemon-grass
Bardzo ciekawe połączenie, miks cytryny z cięższymi nutami.

Właściwości: Wspomaga zdrowe trawienie po zażyciu w kapsułce, połączony z olejem nośnym tworzy mieszankę idealną do wykonania kojącego masażu, zastosowany w wersji rozcieńczonej po długim biegu pozwala uzyskać uczucie odświeżenia.


  • Air 
Mój ulubiony zapach… świeżości. Czuję w nim lekkość morskiej bryzy i miętę. Dla mnie jest to aromat czystości. Uspokaja po ciężkim dniu i dosłownie odświeża wnętrze (np. jeśli użyjemy do sprzątania).

Właściwości: Łagodzi objawy sezonowych alergii i infekcji, wspomaga działanie układu oddechowego, leczenie zapalenia zatok i oskrzeli, spokojny i głęboki sen oraz zwiększanie wydolności oddechowej.

  • Pepper-mint 
Tak intensywnej mięty jeszcze nie wąchałam! A przy okazji tak świeżej! Zdecydowanie pomógł mi przy katarze, ale też… kiedy chciałam odetchnąć pełną piersią po stresującym dniu.

Właściwości: wspomaga funkcje układu oddechowego, wspomaga układ trawienny, odstrasza owady (a tego nie próbowałam, ale brzmi ciekawie).

  • Zen-gest 
Ma intensywną woń anyżu. Nie przypadł mi niestety do gustu, za bardzo pachniał mi… lekiem? Ciężko powiedzieć. Na dniach będę testować jego działanie w zwalczaniu choroby lokomocyjnej 😊

Właściwości: Wspiera zdrowe trawienie, gdy jest stosowany wewnętrznie, pomaga złagodzić sporadycznie występujące problemy żołądkowe, uspokajający aromat może złagodzić skutki choroby lokomocyjnej.



  • Lawenda 
Zdecydowanie mój ulubiony zapach! Nie tylko dlatego, że ma działanie uspokajacie, po prostu pachnie obłędnie i ma niezwykle intensywny aromat. Niejeden lawendowy olejek już wąchałam, przy nim wszystkie wcześniejsze są chemiczne i nijakie.

Właściwości: Łagodzi podrażnienia skóry, przyjmowany wewnętrznie redukuje niepokój i uczucie napięcia, zmniejsza ból głowy o podłożu emocjonalnym, wspomaga spokojny i głęboki sen, wykazuje działanie antyseptyczne, przeciwbólowe i rozkurczowe, wspomaga leczenie sezonowych infekcji, przeziębienia, kaszlu i kataru, oczyszcza drogi oddechowe.

  • Clary sage 
Z tym aromatem również średnio się polubiłam. Nie jest zły, ale widocznie nie w moim stylu. Ma intensywny ziołowy zapach, w celach zdrowotnych mogę stosować, ale nie dla przyjemności.

Właściwości: Uspokaja i koi skórę, działa odmładzająco, wspomaga zdrowy wygląd włosów i skóry głowy, odpręża i relaksuje, pomaga zwalczyć objawy napięcia miesiączkowego, wspierający w okresie menopauzy.

  • Copaiba 
Bardzo ciekawy, świeży, ale jednocześnie intensywny zapach. Ciężko mi porównać go do czegoś znanego, ale jest świetny!

Właściwości: Wspiera zdrowie układu sercowo-naczyniowego, odpornościowego i trawiennego po zastosowaniu wewnętrznym, wykazuje silne właściwości przeciwutleniające przy stosowaniu wewnętrznym, zastosowany wewnętrzne pomaga uspokoić, ukoić i wesprzeć układ nerwowy, pomaga uzyskać efekt czystej, gładkiej skóry i zmniejsza widoczność przebarwień.



  • Frankincense 
Zapach kadzidła jest dość specyficzny. W tym jednak nie czuć żadnych sztucznych dodatków, więc jest to naprawdę przyjemny korzenny aromat. Odrobinę ciężki i dymny, z pewnością ładnie miesza się z innymi, lżejszymi nutami.

Właściwości: wspiera naturalną odporność, drogi oddechowe, pozytywnie wpływa na emocje.

  • On guard 
To słodka woń lukrecji. Nie każdemu ten słodycz pasuje, ale ja go uwielbiam. Więc i w wykonaniu olejku uwodzi mnie swoim słodko-gorzkim aromatem. Nie mówiąc o właściwościach.

Właściwości: wspiera naturalne funkcje układu odpornościowego. Dzięki wyjątkowemu zapachowi, On Guard oferuje pachnącą, naturalną i skuteczną alternatywę dla opcji syntetycznych.

  • Melaleuca 
Kojarzy mi się z lasem! Ten aromat drzewa herbacianego jest orzeźwiający, a jednocześnie intrygujący.

Właściwości: Promuje działanie odkażające i odmładzające skórę, pomaga w oczyszczaniu powietrza, łagodzi podrażnioną skórę, pomaga w pielęgnacji skóry trądzikowej.

Testowanie tych zapachów to była prawdziwa przyjemność. Sporo się przy okazji nauczyłam o mocy natury i właściwości olejków zapachowych.

Stosujecie olejki w domu? Zwracacie uwagę, żeby miały naturalny skład?

Dominika Róg-Górecka

Za możliwość testowania olejków DöTerra dziękuję Alicji Heinz. Zainwestowanych olejkami od niej serdecznie zapraszam do odwiedzenia jej strony www.naturebyali.com.

W górach szaleństwa – Howard Phillip Lovecraft


Lubisz czytać książki, ale czasem bohater zachowuje się po prostu głupio? Sprawdź, czy poradzisz sobie lepiej! Ale uprzedzam! Będzie mrocznie, tajemniczo i niebezpiecznie!

 

Black Monk wydaje świetne gry paragrafowe. Wcześniej miałam przyjemność pisać o „Zewie Cthulhu”. Tym razem mogłam zmierzyć się z adaptacją opowiadania „W górach szaleństwa”, kolejną książką inspirowaną twórczością Lovecrafta.


W historii tej razem z głównym bohaterem ruszamy w nieznane, by odkryć tajemnice Antarktydy. Jednak to od naszych decyzji zależeć będzie fabuła, a wraz z nią losy ekspedycji, a nawet samego badacza! Wybierając, co zrobi dalej, odkrywamy różne ścieżki i fabularne rozwidlenia, czasem musimy rozwiązać zagadkę, innym razem zwracać uwagę na wskazówki, które otrzymujemy. Z pewnością bardziej angażujemy się w rozwój wydarzeń, niż przy typowej książce.

 

W grach paragrafowych najważniejsze jest to, ile mamy ścieżek fabularnych. W przypadku tego tytułu jest ich zarówno dużo… jak i mało. Z jednej strony możemy trafić na wiele fabularnych rozwidleń, z drugiej większość z nich to ślepe zaułki, szybko kończących naszą przygodę. Jednak w przeciwieństwie do „Zewu Cthulhu” tym razem miałam wrażenie większej kontroli nad sytuacją. Nadal można było trafić na szybki i nieprzewidywalny zgon, jednak częściej rozsądne decyzje i słuchanie wskazówek innych pozwalało uniknąć zagrożenia.

 

Najciekawszym fragmentem była dla mnie zagadka, w której trzeba było ustalić tożsamość zaginionego. Wszystkie sceny, które razem składały się na wskazówki, trzeba było dość dokładnie przeczytać, a nawet odnotować spostrzeżenia. Wszystko to sprowadzało się to dedukcji i ustalenia, kto z dwóch podejrzanych, opuścił przeszukiwane miejsce. Przypominało mi to mechaniki znane ze starych dobrych przygodówek. I jeśli szło się tym tropem, wszystko było ok. Kiedy wybierało się jako odpowiedź jedną z dwóch podejrzanych osób, opowieść szła dalej. Ale… gdy typowało się kogoś innego… nie otrzymywało się odpowiedniej strony. Tak jakby autorzy założyli, że nikt się tak banalnie nie pomyli. Strony, na które się wtedy przechodziło, nie miały nic wspólnego z bieżącą fabułą…

 


Był to jednak jedyny mankament całości, który udało mi się wychwycić. Na uznanie zasługuje za to wiele innych elementów. Poza ciekawą, angażującą fabułą, wrażenie robi też samo wydanie książki. Zdecydowanie ma swój styl i świetnie koresponduje z mrocznym klimatem opowieści.

 

A skoro już mowa o grozie, to po przejściu kilku ścieżek, sięgnęłam też po opowiadanie w oryginale. Mogę z całą pewnością potwierdzić, że w grze paragrafowej nie zabrakło ani ważnych szczegółów, ani mrocznego, charakterystycznego dla autora klimatu. Miłośnicy pisarza nie będą zawiedzeni! Chociaż gra nie jest może dosłownym przeniesieniem historii, twórczość Lovecrafta skupia się bowiem na opisach, to ogólny bieg wydarzeń pokrywa się z pierwowzorem. Jeśli zastanawiacie się, w jakiej kolejności sięgnąć po te dzieła, to… tym razem polecam najpierw grę. W przeciwnym razie podejmowanie decyzji pozbawione będzie już uczucia niewiadomego, a część prawidłowych wyborów stanie się zasługą… pamięci, a nie roztropności.



Czy polecam tę grę paragrafową? Zdecydowanie tak. Książka „W górach szaleństwa” bardzo mnie wciągnęła! Z zaciekawieniem sprawdziłam kilka ścieżek, testowałam różne warianty i decyzje (nie zawsze te roztropne, ale one też dawały sporo frajdy!). Jednak to główne rozwiązanie obfitowało w wiele mrożących krew w żyłach scen i opisów. Dokładnie tak, jak u Lovecrafta. Z pewnością sięgnę po każdą kolejną książkę z tej serii.

 

A Wy macie odwagę sięgnąć po grę paragrafową „W górach szaleństwa”?


Recenzja dzięki portalowi:

wtorek, 28 września 2021

Opowieści Zuzanny – Katarzyna Janus


Każde pokolenie mierzy się ze swoimi problemami, troskami, czy zmartwieniami. Czasy spokoju przeplatają się z okresami wojen i zawieruch. Jednak niezależnie od tego, w którym momencie dziejowym dołączyliśmy do teatru zwanego życie, każdy z nas po prostu szuka szczęście. Tylko i aż tyle.


Tytuł: Opowieści Zuzanny

Autorka: Katarzyna Janus

Wydawnictwo: Filia


Zuzanna przyszła na świat w rodzinie pełnej miłości. Jednak wojna nie była łaskawa dla Polaków na kresach, po beztroskim dzieciństwie nastały chwile grozy i tułaczki. Potem też nie było lepiej. Komunizm nie sprzyjał budowaniu rodzinnego szczęścia, ale życie toczyło się dalej. Wiele lat później Zuzanna opowiada o tym wszystkim Arturowi, młodemu chłopakowi, który sam stara się odnaleźć w życiu. Czy przeszłość wpłynie na teraźniejszość? Czy cudze doświadczenia mogą być wsparciem?


„Jak ten czas szybko mija. Żyjesz, męczysz się, radujesz, tworzysz coś, poznajesz nowych ludzi, zakładasz rodzinę, rodzisz dzieci, a potem… Pogrzeb… posprzątane, pozamiatane, nie ma człowieka”.


„Opowieści Zuzanny” to książka idealna dla osób, które cenią sobie fabułę historyczną. Przeszłość nie jest tylko tłem do opisywanych wydarzeń, ale bieżącą akcją opowieści. Czytelnik, razem z Arturem, odrywa trudne doświadczenia tytułowej Zuzanny, nie raz postawionej w sytuacjach ekstremalnych. Wojna, komunizm, repatriacje, w tej książce pojawia się wiele poważnych, historycznych tematów. Nie są jednak zaprezentowane jak w podręczniku, ale przez pryzmat emocji głównej bohaterki, dzięki czemu łatwiej wczuć się w opisywane wydarzenia.


Książka próbuje nam też zaprezentować, że w każdych czasach jest też miejsce na szczęście, na radość z codzienności, na prostą sympatię, czy miłość. Dla kontrastu opowieści przeplatana jest historią Artura, który pomimo tego, że żyje w o wiele spokojniejszych czasach, jest pogubiony i nie do końca jest w stanie sprecyzować, czego mu brakuje. Najciekawsze jest to, jak wpływa na chłopaka opowieść Zuzanny, w jaki sposób uzmysławia mu pewne sprawy i pomaga mu odnaleźć się w tak naprawdę zupełnie innych czasach.


„Opowieści Zuzanny” to książka, która co prawda nie jest przepełniona szybką akcją, za to nie sposób jej zarzucić braku intensywnych emocji. Podczas lektury można się wzruszyć, ale też zastanowić nad ważkimi tematami. Niektóre rzeczy całe szczęście minęły, inne wciąż pozostały aktualne. Zdecydowanie warto sięgnąć po ten tytuł!


Dominika Róg-Górecka

Numer akredytacji: 08/05/2020

niedziela, 26 września 2021

Rezydentka – Pola Roxa

 

Ostatnio wydaje się tyle literatury erotycznej, że każda kolejna powieść zlewa się z poprzednią, a cały nurt sprawa wrażenie jednej opowieści na… samy wiecie jaki temat. W tym tłumie łatwo przegapić książki, które mają pomysł na siebie i wyróżniają się ciekawym elementem. Jednym z tych tytułów jest „Rezydentka”.

 

Tytuł: Rezydentka

Autorka: Pola Roxa

Wydawnictwo: Lipstic Books

 

Zanim jednak przejdziemy do tego, czym książka się wyróżnia, zacznijmy od fabuły. A ta, przynajmniej na początku, brzmi jak wstęp do typowej opowieści o wakacyjnej rozpuście. Anna Rokicka pracuje jako rezydentka, niską płacę rekomendują jej nieustające imprezy, przygodne miłości i alkohol, nawet w godzinach pracy. Jedna z takich zabaw nie kończy się najlepiej. Dziewczyna budzi się pokoju z… trupem. I za nic nie ma pojęcia co z nim zrobić. Jakby tego było mało, sprawy szybko się komplikują.

Po opisie, wskazanym gatunku i okładce spodziewałam się lekkiego romansu. Początek książki dodatkowo podkręca ten klimat, a głupiutka bohaterka utwierdza w przekonaniu, że nic tu wielkiego się nie stanie. Tymczasem jest wręcz odwrotnie! Romans szybko zamienia się w thriller, w którym zagrożenie czai się na każdym kroku, a intryga naszpikowana jest zagadkami i podejrzanymi znajomymi. Dziewczyna nie wie komu może ufać, a zbiegi okoliczności równie dobrze mogą się okazać zaplanowanymi działaniami jej… wrogów, przeciwników? Ciężko powiedzieć. To również wymaga ustalenia. Mi jednak zależy na tym, żeby wskazać jak bardzo ta opowieść nie jest romansem erotycznym. Bo chociaż pojawia się tu i miłość i seks, to stanowią one bardziej dodatek, coś co nieźle obrazuje jaką przemianę przechodzi nasza bohaterka, a nie sceny istotne same przez się.

 

Skoro już wspomniałam naszą protagonistkę, to ona również nieźle mnie zaskoczyła. Na początku zachowywała się w dość banalny, typowy sposób, jednak bieg wydarzeń bardzo ją zmienił. Doceniam, kiedy charakter bohaterki ewoluuje wraz z rozwojem historii, a tutaj jeszcze jej przemiana miała istotne znaczenie fabularne. W pewien sposób stanowiła też rodzaj zwrotu akcji.

 

Jeśli zaś chodzi o rozwój wydarzeń, to autorce udało się nieźle mi namotać. Chociaż spodziewałam się niektórych elementów kryminalnej układanki, to jednak całość wypadła naprawdę nieźle. Zasadniczo miałam na czym opierać swoje domysły, kilka razy byłam zaskoczona, a parę elementów zagadki udało mi się zgadnąć.

 

Dlatego, mając na uwadze całokształt, ta książka to naprawdę niezły thriller. Wiem, że erotyki się obecnie sprzedają, ale właśnie przez akcentowanie tego elementu książka mogła nie trafić do czytelników, którzy szukają w powieściach kryminalnych zagadek. Całe szczęście jak już wiem, że autorka potrafi pisać nieszablonowo. Z pewnością sięgnę również po inne jej książki.


Dominika Róg-Górecka

Numer akredytacji: 08/05/2020

wtorek, 21 września 2021

Bosku kurort – K.A. Figaro, Alicja Skirgajłło


Lato jeszcze na dobre się nie skończyło, a ja już za nim tęsknie! Bo umówmy się, było tylko przez chwilę, a jesień zadomowi się na wiele miesięcy! Może właśnie dlatego (nie że mam zaległości, co to, to nie!) chętnie sięgam po książki w wakacyjnym klimacie, a „Bosku kurort” przecież musi rozgrywać się w gorącym miejscu!


Tytuł: Bosku kurort

Autorki: K.A. Figaro, Alicja Skirgajłło

Wydawnictwo: Lipstic Books


Kaja i Liliana łączy dziwny układ. Razem pracują, razem imprezują, razem… chodzą do łóżka. Tylko dla Kai to coś więcej, podczas gdy dla Liliany tylko zabawa. Kolejnym jej epizodem miał być wyjazd do luksusowego hotelu. Kaja przyjeżdża tam wcześniej i trafia… na olśniewającego mężczyznę, z którym też zaczyna łączyć ją pożądanie. Kogo wybierze? Z kim stworzy prawdziwy związek?


To już kolejna książka K.A. Figaro (tym razem w duecie), którą czytałam w dość krótkim odstępie i spostrzeżenia mam bardzo podobne, co wcześniej.


Sam pomysł na historię jest niezły i z ogromnym potencjałem. Przede wszystkim spodobała mi się dziwna relacja,  w której tkwiła Kaja. Chociaż „spodobała się” nie jest dobrym określeniem, bo ten związek niebędący związkiem to raczej toksyczna znajomość. Jednak uwikłanie naszej bohaterki w taki miłosny galimatias jest dość świeżym pomysłem, którego nie spotyka się w co drugiej książce. Odrobinę to wszystko psuła dość tendencyjna kreacja Liliany. Na początku całkiem sprawnie manipuluje Kają, szybko jednak odsłania swoje brzydkie ja, przez co nie potrafiłam zrozumieć miłosnych rozterek dziewczyny. Liliana jest po prostu toksyczna, ale szczera w tym, co mówi i robi. Nie widziałam w tym wszystkim uzasadnienia dla emocjonalnych rozważań Kai.


„Boski kurort” ma co prawda ciekawy pomysł na kreację bohaterki i dobry „starta”, jednak rozwój fabuły ponownie zdominowały sceny erotyczne. Historia rozwija się naprawdę bardzo powoli, bo „momenty” zabierają mnóstwo stron, które można by poświecić na akcję, czy kreacje bohaterów. Kiedy staram się podsumować co takiego się w opowieści zadziało, to po wycięciu seksu, nie pozostaje zbyt wiele do opisania.


Wskazany powyżej problem jest dla mnie o tyle uciążliwy, że aby dowiedzieć się, jak rozwinął się ten miłosny trójką, musimy czekać na kolejny tom. Lubię cykle, ale wolę, gdy akcja każdego z tomów zamyka się w obrębie jednej części. Jednak zupełnie nie doceniam książki, w której fabularnie nic się nie dzieje, bo zamiast rozwoju historii śledzimy nic niewnoszące sceny.


Wicie co? Mam nadzieję, że w drugiej części bohaterowie będą na siebie tak obrażeni, że nie w głowie będą im igraszki. A wtedy akcja ruszy z kopyta!



Dominika Róg-Górecka

Numer akredytacji: 08/05/2020


sobota, 18 września 2021

Rider – Anna Langner


Zakazany owoc zawsze kusi, a gdy jest przystojny i zawadiacko się uśmiecha, to niejedna skłonna jest stracić dla niego głowę. Jednak, czy niebezpieczna zabawa to najlepszy sposób na odkrycie własnej tożsamości? A może chodzi o coś więcej, niż niezobowiązująca znajomość?


Tytuł: Rider

Autor: Anna Langner

Wydawnictwo: Niegrzeczne książki

Bestsellery

 

Ona jest dziewczyną z dobrego, bogatego domu. Ma świetne wyniki w szkole, zachowuje się nienagannie i niesamowicie ciąży jej łatka grzecznej dziewczynki. Tego samego nie można powiedzieć o jej starszym bracie. Chłopak czerpie z życia pełnymi garściami, a jedną z jego pasji są nielegalne wyścigi motocyklowe. Kiedy więc z ust rywala pada wyzwanie, że jeśli wygra, chce spędzić wieczór z jego siostrą, ten zgadza się i liczy na zwycięstwo. Oczywiście przegrywa. Ivy czeka więc spotkanie, na które zupełnie nie ma ochoty. Z czasem jednak okazuje się, że każde z nich skrywa się pod maską pozorów.


Po „Ridera” sięgnęłam oczekując lekkiej, zabawnej, romantycznej powieści. Zwyczajnej rozrywki okraszonej dowcipnymi scenami, może nawet wzruszającymi momentami. Okazało się, że jestem… za stara. W tej powieści zabrakło mi jednego, oryginalności. Miałam wrażenie, że to wszystko już gdzieś czytałam lub widziałam w filmie. Niegrzeczny chłopak z motorem, grzeczna dziewczyna ze wzorowym świadectwem oraz świat bogatych i biednych. Nie, to nie jest streszczenie „Trzech metrów nad niebem”, chociaż czasem miałam wrażenie, że tak.


Zakazana miłość praktycznie wisi w powietrzu i to od pierwszych stron. Czytelnik wie, co wydarzy się między młodymi na długo przed nimi. Potem zaś bohaterowie wpadają w pętle rozstań i powrotów, w których również nie dzieje się zbyt wiele. Gdybym nie miała już na swoim koncie tylu podobnych książek, być może odebrałabym ją inaczej. Bo muszę przyznać, że jest tam sporo emocji, ciekawe zestawienie dwóch różnych rzeczywistości, czy krzywdzących stereotypów. Pojawia się też wiele intensywnych emocji, czy burzliwych dialogów. Trzeba też zauważyć, że autorka naprawdę stara się wykreować romantyczną atmosferę, chociaż w mocno sztampowy sposób.


Plusem jest również konsekwentne odwoływanie się do masek, które młodzi tworzą jako ochronę przed rzeczywistością. Bohaterzy nie raz czują się pokrzywdzeni przez stereotypy, ale z drugiej, sami ukrywają swoje emocje w obawie przed zranieniem.


Chociaż mnie książka nie porwała, jestem w stanie zrozumieć, czemu spodoba się innym. Jeśli więc lubicie nastoletnie dramaty, złych chłopców i grzeczne dziewczynki, „Rider” z pewnością się Wam spodoba.

tk


Dominika Róg-Górecka

Numer akredytacji: 08/05/2020

środa, 8 września 2021

Papierowa miłość – Nina Bylicka-Karczewska

 

W Warszawie czekają na nas Anka i Piotr, którzy pragną nam opowiedzieć historię swojej niełatwej miłości. Miłości, skazanej na rozłąkę i wiele niedopowiedzeń.

 

Tytuł: Papierowa miłość

Autor: Nina Bylicka-Karczewska

Wydawnictwo: Replika


Nasi bohaterowie poznali się w szkole i tam zostali parą. Niestety, w liceum musieli się rozstać, a niemały wpływ na to mieli ich rodzice, którzy swoimi postawami nie ułatwiali im młodości. Ich rozłąka trwała długie piętnaście lat, dziś są zupełnie innymi ludźmi z porządnym życiowym bagażem trosk, problemów i głęboko skrywanych tajemnic. Czy ich miłość jednak zwycięży, czy nie przeszkodzi im w tym teraźniejszość i to, co zbudowali przez lata oddalenia? O tym przekonać będziecie musieli sami. Uprzedzam, łatwo nie będzie, ale ciekawie i emocjonująco i owszem.

 

Muszę się Wam przyznać, że ta książka mnie zaskoczyła. Wybierając ją sobie do recenzji, spodziewałam się kolejnej, łatwej, lekkiej i przyjemnej lektury wakacyjnej. Dostałam jednak mocną i prawdziwą powieść obyczajową, która momentami wbijała mnie wręcz w fotel. Już sam prolog niesamowicie intryguje i sprawia, że czytelnik przewraca coraz szybciej kolejne kartki, by dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi.

 

Historię Anny i Piotra poznajemy w dwóch warstwach czasowych. Raz po raz z teraźniejszości cofamy się do ich młodych lat i poznajemy historię ich związku i domy rodzinne, w których przyszło im dorastać. Anka pochodzi z rodziny patologicznej Piotr wręcz przeciwnie. Nie znaczy to jednak, że u niego w domu jest sielsko i anielsko. Przygotujcie się na porządny szok, bo wizyta w ich domach na pewno porządnie Wami wstrząśnie.


Nie byłabym jednak sobą, gdybym się do czegoś nie przyczepiła. Tym razem będzie to okładka. Zamawiając książkę do recenzji, sugerowałam się również nią. I między innymi to sprawiło, że spodziewałam się lekkiej, wakacyjnej lektury. Widnieje na niej para na piasku, a za ich plecami widać trochę wody. Sugeruje to, że znajdują się oni na plaży, a nie ma to nic wspólnego z treścią tej lektury. Akcja książki rozgrywa się w stolicy i nie za nic nie uświadczymy tu wakacyjnej atmosfery.


I choć rzeczywiście spodziewałam się zupełnie innej książki, to nawet przez moment nie pożałowałam, że dostałam właśnie taką opowieść. Gorąco zachęcam Was do jej przeczytania. Jest na wskroś prawdziwa historia trudnej miłości dwojga ludzi, próbują walczyć z trudną rzeczywistością i jak każdemu z nas nie zawsze im to wychodzi. Oni się jednak nie poddają, a czytelnik wraz  z nimi przeżywa mnóstwo gorących emocji i wrażeń i długo jeszcze będzie pamiętał tę literacką podróż. To książka, którą naprawdę warto i trzeba przeczytać, serdecznie Was do tego zachęcam. Miłej lektury i do następnego!


Dorota Skrzypczak

piątek, 3 września 2021

Antyspołeczny – Nick Pettigrew



Jeśli nigdy nie musiałeś wietrzyć mieszkania, bo zapach marihuany z klatki schodowej przesiąknął nawet przez drzwi wejściowe. Jeśli nigdy pijani goście sąsiada nie pomylili Twojego ogródka z toaletą, a skrzynki na listy ze miejscem na puste butelki… to przy tej książce się ubawisz. W przeciwnym wypadku przekonasz się, że inni też mają przerąbane.

 

Tytuł: Antyspołeczny

Autor: Nick Pettigrew

Wydawnictwo: Insignis

 

Antyspołeczny to zawód, który w Polsce nie występuje. Najogólniej rzecz ujmując, jest to funkcja na pograniczu zadań opieki społecznej, zarządcy mieszkań komunalny i straży miejskiej. Za każdym razem, kiedy dzieje się coś złego, to właśnie do niego w pierwszej linii uderzają mieszkańcy. A problemy mają przeróżne, od drobnych, jak zakłócanie ciszy nocnej, po ataki ze strony osób chorymi psychicznie, czy prężnie działający biznes narkotykowy u sąsiada. Wtedy wkracza antyspołeczny, ocenia, czy może pomóc, kieruje sprawę do odpowiedniej instytucji (czasem policji, czasem do sądu) i zbiera dowody. W skrajnych przypadkach składa wniosek o wypowiedzenie umowy najmu. Jednym zdaniem, jest to parszywa robota, zwłaszcza dla kogoś z licznymi problemami psychicznymi (jak nasz autor).

 

Książka ta jest wartościowa z wielu względów. Po pierwsze, co już wynika z poprzedniego akapitu, opisuje funkcję, która w Polsce nie występuje. Dowiadujemy się sporo na temat prawa oraz organów do walki z tzw. zachowaniami antyspołecznymi w Wielkiej Brytanii. Nie brakuje szczegółów z zakresu pracy sądów, czy policji.

 


Drugim istotnym elementem jest wyjątkowa narracja. Czy o zwalczaniu kwitnącej branży narkotykowej można mówić z dowcipem i ironią? Czy da się wtrącić żarcik przy opisywaniu bardzo niehigienicznych zabrudzeń? Jak najbardziej! Nie jest to jednak puste podśmiewywanie się z trudnych sytuacji, bardziej gorzka, ironiczna refleksja, która pozwala czytelnikowi nie załamać się do reszty nad poziomem niektórych brytyjskich osiedli. Autor najbardziej urzekł mnie analizą zarobków dilerów. Całość posumował stwierdzeniem, że dziwą go osoby, które zastanawiają się, dlaczego ktoś zdecydował się handlować narkotykami. On dziwi się, że ktoś nie chce tego robić.

 

Sarkastyczna narracja to jednak tylko przykrywka dla wielu gorzkich refleksji. W społeczeństwie dzieje się źle. Autor miał kontakt z najtrudniejszymi przypadkami, nie raz bez możliwości udzielenia pomocy. I tutaj dochodzi dodatkowy wątek, jego stan psychiczny. Każdy z rozdziałów zaczyna się wzmianką o przyjmowanych lekach, a autor nie raz wspomina o swoich rozterkach i problemach. Nadaje to całości dodatkowego rysu autentyczności i dodatkowo porusza.

 

„Antyspołeczny” nie jest książką, którą czyta się jednym tchem, bardziej co jakiś czas i fragmentami. Chociaż przekazuje bardzo dużo informacji, w świetny, przestępny sposób, szybko zasypuje czytelnika mnogością przypadków. Przemoc, narkotyki, sprzeczki i tak w kółko. Czytając książkę za szybko, można uzyskać wspomnienie zlanej w jedno patologii, bez konkretów i szczegółów. Dlatego ja sugerowałabym, żeby dać tytułowi czas i powoli zaznajamiać się z niełatwym życiem innych ludzi.

 

Pomimo tego, że książka opowiada o Wielkiej Brytanii, poruszone w niej kwestie są niestety obecne również w Polsce. Brak nam tylko jednostki, która zajmowałaby się nimi tak kompleksowo. Dlatego naprawdę warto zapoznać się z tą książką.

 

Dominika Róg-Górecka

Numer akredytacji: 08/05/2020

czwartek, 2 września 2021

Seksualne życie Polaków – Magda Mieśnik, Piotr Mieśnik



Ale się darłam wrobić! Spodziewałam się czegoś zupełnie innego niż to, co otrzymałam w tej książce! I nie chodzi mi o żadne pruderyjne uprzedzenia, bo seks miał być i jest, ale że w takiej formie? Cóż… niektórych rzeczy było za dużo, a innych za mało. Jeśli więc zastanawiacie się nad kupieniem tej książki, być może ten tekst pozwoli Wam ocenić, czy dostaniecie to, czego… potrzebujecie.

 

Tytuł: Seksualne życie Polaków

Autorzy: Magda Mieśnik, Piotr Mieśnik

Wydawnictwo: W.A.B.

 

Dzisiaj nie Kochanie, czyli miało być namiętnie, a wiało nudą

Jakich elementów oczekiwałam po „Seksualnym życiu Polaków”? Przede wszystkim tego, że będzie to reportaż (pozycja określana jest jako literatura faktu), który omówi seksualne życie Polaków. Liczyłam na informacje ogólne, na statystyki, na rozdziały skupione wokół konkretnych zagadnień, ale prezentujące je szeroko, w sposób umożliwiający zrozumienie go nie tylko w kontekście danego przypadku, ale całego społeczeństwa. Co otrzymałam? Sfabularyzowane opowieści o seksualnym życiu wybranych, pod omawiany temat, Polaków. Niestety przeczepić mogę się do wielu rzeczy.

 

Co zadecydowało o tym, że autorzy poruszają określone zagadnienia? Układ książki nie jest dla mnie jasny. Każdy rozdział porusza jakież zagadnienia, np. seks kamerki, czy imprezy swingersów, ale dlaczego akurat te? Ze względu na popularność danej aktywności w Polsce, zainteresowanie tematem? Między rozdziałami nie ma też żadnych łączników, czegoś, co nadawałoby kształt. Obecnie są to luźne, niepowiązane historie.

 


Pozycja obowiązkowa dla autorów książek erotycznych


Każdy rozdział ma za to mniej więcej podobny schemat. Większa część to fabularyzowana opowieść, z mnóstwem erotyki, potem miniwywiad z zaangażowanymi osobami (czasem tylko jedną). Miałam wrażenie, jakbym czytała telewizyjny paradokument, tylko na papierze. Te indywidualne sceny niewiele nam mówią o perspektywie tytułowych Polaków. Są za bardzo fabularyzowane, żeby uznać je za źródło rzetelnych danych, a jednocześnie zbyt techniczne, by traktować jak powieść. Chociaż z dwojga złego książce bliżej do losowych scen wyrwanych z książek erotycznych. Nie łączy je jednak żadna fabuła, więc i tak wciągnąć się nie da.

 

Od szczegółu do szczegółu


Przykładem zindywidualizowanego podejścia niech będzie rozdział o podglądaczach. Dowiemy się z niego sporo technicznych rzeczy na temat pooglądania w określonym miejscu. No i fajnie, ale co to ma do seksualnego życia Polaków? Omówienie tego tematu na podstawie jednej lokalizacji i w oparciu o wywiad z jedną osobą jest strasznie skrótowe. W tym zakresie autorzy lepiej poradzili sobie z omówieniem zdalnej erotyki, w tych rozdziałach przykładów mamy więcej, są też próby uchwycenia większej skali, ale nadal nie kraju, bardziej użytkowników danego portalu.

 

Kiedyś to było lepiej


Największą wartością dodaną było dla mnie opisanie sposobów radzenia sobie z epidemiczną sytuacją. Również seks branża musiała się przeobrazić, dostosować do nowych warunków, radzić z obostrzeniami.

Za każdym razem, gdy pojawiały się techniczne elementy, dane statystyczne, czy twarde fakty (a nie beletrystyka), byłam bardziej zainteresowana. Gdyby autorzy zdecydowali się na napisanie całej książki w tak rzeczowy, merytoryczny sposób, zamiast zapełniać ją erotycznymi scenami, tytuł byłby zdecydowanie bardziej wartościowy.

 

Kiedy on na pierwszej randce obiecuje ślub, a znika po jednej wspólnej nocy…


„Seksualne życie Polaków” to książka, która swoim tytułem wprowadza błąd. Są to bardziej seksualne opowieści losowo wybranych osób, które prezentują kwestie uważane za tematy tabu. Ale w większości nic, co pozwoliłaby nam ocenić całe społeczeństwo. Chyba że erotyka bez swingowania, przemocy, wiązania, czy podglądania to nie życie seksualne. Widocznie nie jestem z tematem na bieżąco.


Dominika Róg-Górecka

Numer akredytacji: 08/05/2020

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates