Featured

sobota, 13 października 2018

Trucicielka królowej – Jeff Wheeler


Małe dzieci z nadzwyczajnymi mocami od zawsze stanowiły silne fundamenty... literatury fantasy. I jest to motyw równie popularny, co mało nowatorski. Czy korzystając z tego sprawdzonego pomysłu, można jeszcze napisać oryginalną książkę?

Tytuł: Trucicielka królowej
Autor: Jeff Wheeler
Wydawnictwo: Jaguar

Życie Owena wywraca się do góry nogami. Jego ojciec okazał nieposłuszeństwo wobec króla. Władca każe go okrutnie. Dodatkowo żąda, by syn niepokornego poddanego zamieszkał z nim na zamku. Czemu? Ma być gwarancją lokalności na przyszłość. Wybór trafia na Owena, małego, nieśmiałego i odrobinę wycofanego chłopca. Czy ośmiolatek ma szansę pośród dworskich intryg? Jeśli za sojusznika ma się tajemniczą trucicielkę królowej i zalążki mocy... wszystko może się zdarzyć.

Muszę przyznać, po książce spodziewała się zupełnie czegoś innego. Przede wszystkim byłam pewna, że „Trucicielka królowej” to powieść young adult, owszem, w świecie fantasy, ale jednak dla młodzieży i... o młodzieży. Gdy przeczytałam, że główny bohaterem jest 8-latek, po prostu nie wiedziałam co o tym myśleć. Co zyskujemy, a co tracimy, poznając opowieść z perspektywy dziecka?

Przede wszystkim Owen nie do końca rozumie to, co się wokół niego dzieje. Jego dziecinność bardzo zawęża jego perspektywę, a początkowa akcja szybko ogranicza się do kilku lokalizacji. Z drugiej jednak strony pozwala nam to z zaciekawieniem obserwować to, co dzieje się na drugim planie. Wiele można wyciągnąć z rozmów między dorosłymi, nawet jeśli Owen nie do końca rozumie ich treść.

Ciekawym elementem jest też dziennik szpiega. Krótkie zapiski rozpoczynają każdy rozdział i pokazuje nam odrobinę szerszą perspektywę. Oczywiście, gdy przymniemy oczy na to, że... szpieg pisze dziennik. Niby zaszyfrowany, ale mimo wszystko wydaje mi się to mało przekonujące. Wydaje mi się, że lepiej by to wyglądało, gdyby pisma te były raportami, a nie zbiorem luźnych przemyśleń, które nie mają żadnej praktycznej funkcji, a mogą jedynie pogrążyć tajnego agenta.

"Odwaga to nie brak lęku, Owenie. Odwaga to parcie naprzód, nawet kiedy się boisz". 

Na uznanie zasługuje za to kreacja bohaterów. Pomijając Owena i jego lekko irytującą koleżankę, reszta naprawdę jest... wielowymiarowa. Przede wszystkim król, który początkowo „kreślony” jest jako ten zły, wraz z rozwojem akcji powoli zmienia swoje oblicze. Intrygująca jest też tytułowa trucicielka królowej. Ale kim jest... to już musicie przekonać się sami.


Ciekawy jest również wykreowany świat, jednak tutaj muszę was ostrzec. Nie jest to powieść tak bardzo magiczna, jak można by się było tego spodziewać. Wspomniane wcześniej niezwykłe moce to kluczowy element opowieści, który jednak nie pojawia się często. W całej książce można wyraźnie wyczuć, że jest to pierwszy tom dłuższej serii. Po prostu akcja rozwija się powoli, a bieg wydarzeń rzadko zaskakuje czytelnika. Niemniej zakończenie powieści jest naprawdę obiecujące. Z zaciekawieniem śledziłam ostatnie strony i nie mam bladego pojęcia, w jaki sposób potoczy się dalsza fabuła. No i nasz bohater staje się coraz starszy! A to daje wiele nowych możliwości!
  

poniedziałek, 8 października 2018

Skrzywdzona – Natasha Preston



Pamiętasz swoje pierwsze cztery lata życia? Jakieś przebłyski wspomnień, emocji, cokolwiek? Nie? Cóż, dla niektórych jest to poważny problem.

Tytuł: Skrzywdzona
Wydawnictwo: Feeria Young

Scarlett wiedzie spokojne życie nastolatki, spotyka się z przyjaciółmi, wzdycha do chłopaków. A szczególnie do jednego. Noah jest nowy, a już zdążył wpaść w oko większości dziewczyn. Jednak on zwraca uwagę przede wszystkim na Scarlett. Za jego sprawą dziewczyna zaczyna zadawać coraz więcej pytań o swoją przeszłość. Nie pamięta nic ze swoich pierwszy czterech lat. Zdaniem jej rodziców to trauma wywołana pożarem, który wtedy miał miejsce. Scarlett jednak zaczyna dostrzegać coraz więcej nieścisłości. Co tak naprawdę się wydarzyło i kim jest… Noah?

„Skrzywdzona” zaczyna się, klasycznie… jak przystało na powieść young adult. Młoda dziewczyna zakochuje się po uszy w nowym uczniu. Czytelnik obserwuje niespieszny i romantyczny rozwój tej znajomości. Jednak regularnie otrzymuje sygnały, że przeszłość Scarlett wiąże się z tajemnicą. Im więcej tych wzmianek, tym powieść staje się ciekawsza.

Klasycznie też narracja prowadzona jest dwutorowo z dwóch perspektyw, naprzemiennie towarzyszymy Scarlett i Noahowi. I jest to zabieg bardzo typowy, ale też udany i wręcz niezbędny dla głównego wątku fabularnego.

Najważniejsza zagadka jest ciekawa, jednak dość szybko można się domyślić jej rozwiązania. Głównie za sprawą Noaha, który dostarcza nam wiele wskazówek, a kilkanaście stron później przechodzi do sedna.  I zaraz potem czeka nas pełne napięcia oczekiwanie, kiedy cała prawda dojdzie do Scarlett. Tak, pod tym względem rozwój akcji jest dość oklepany, jednak bardzo przyjemny w odbiorze.

Społeczność, z którą związany jest Noah, to naprawdę ciekawy wątek. Nawet najciekawszy. Gdy już w książce przejdziemy początkowy etap wzajemnych fascynacji, wkracza akcja. I wtedy zaczyna się dziać. Jeśli mam być szczera obawiałam się, że powieść może okazać się częścią trylogii, a akcja urwie się w kulminacyjnym momencie. Tak się jednak nie stało i całe szczęście czytelnika czeka sporo zwrotów wydarzeń.

Bez wątpienia nie można też narzekać na klimat i atmosferę. Wiele scen mrozi krew w żyłach, a motyw napędzający akcje buduje uczucie napięcia. Jednak do jednej rzeczy mogę się przyczepić. Miałam wrażenie, że moment przemiany Noaha był zbyt gwałtowny, zbyt wyreżyserowany. Nie do końca mogłam w to uwierzyć.

„Skrzywdzona” to ciekawa, młodzieżowa powieść, która obok standardowego romansu dostarcza też ciekawą, momentami przerażającą opowieść. Zdecydowanie polecam miłośnikom gatunku.




Toń – Marta Ksiel


Daj się porwać tej historii. Odpłyń w jej głębię i podążaj razem z wartkim nurtem fabuły. Czeka cię toń, nieobliczalna i porywająca... dosłownie.

niedziela, 30 września 2018

Płatki wspomnień – Augusta Docher


Znajdzie jakiś temat tabu, a Augusta Docher zrobi z niego... bestseller. Jesteście ciekawi, co tym razem wzięła na tapet autorka, dla której żaden problem nie jest zbyt kontrowersyjny (a przynajmniej ja mam takie wrażenie)? Zapraszam na recenzję „Płatków wspomnień”, książki, o której można powiedzieć wszystko, ale na pewno nie to, że jest nudna!

Tytuł: Płatki wspomnień
Autorka: Augusta Docher
Wydawnictwo: SQN

Liu to młoda Chinka, która do wszystkiego podchodzi ze spokojem i akceptacją. Brzmi to nieźle prawda? Oczywiście do momentu, gdy nie przekroczy się pewnych granica. A ona ma je daleko za sobą. Szybko okazuje się, że ludzie, którym ufa, krzywdzą ją bez najmniejszych wyrzutów sumienia. Czy Liu znajdzie swoją bezpieczną przystań? Czy miłość pokona wszelkie przeszkody i uprzedzenia?

Od razu muszę uprzedzić. To jest książka dla dorosłych. Jeśli twoja nastoletnia córka bardzo, ale to bardzo prosi, nie daj się jej zwieść. To jest właśnie ten moment, żeby podkreślić swój rodzicielski autorytet stanowczym „nie”. Czemu? Cóż, kojarzysz erotyki, którym zarzucano, że pomimo obietnic BDSM nie dzieje się nic, poza kilkoma klapsami? Tym razem zdecydowanie nie można podnieść tego argumentu. W ogóle, jeśli do tej pory nie intrygowały cię różne seksualne wariacje dla zaawansowanych, to... powodzenia. Nie wszystkie odkrycia będą estetyczne. I nie sprawdzaj ich w Internecie, serio :D Uff... chyba trochę postraszyłam. Tak, niektóre opisy są odważne, wręcz wulgarne, ale nie przesadzajmy, w książce, która ma ponad 600 stron, dla dorosłego czytelnika stanowią jedynie dodatek podkreślający powagę sytuacji.

A sytuacja Liu bynajmniej nie należy do łatwych. I chociaż jej zachowanie nie raz budziło mój sprzeciw, to nie sposób zaprzeczyć, że takie sytuacje mają miejsce. Ile razy wmawia się nam, że powinnyśmy być grzeczne i posłuszne? Córeczka, która zawsze słucha tatusia, uczennica, która nigdy nie podważa słów nauczyciela, pracownica, która nie reaguje na „żarciki” szefa. Historia opisuje to może w sposób przesadzony, ale jednak wyraźnie akcentujący rangę problemu.

I to nie jednego! Problemów, komplikacji, czy zwykłego pecha nasza bohaterka ma pod dostatkiem. Czeka ją ciężka przeprawa, a czytelnika niesamowicie emocjonująca książka. Akcja powieści biegnie wartko i dynamicznie. Pojawia się też sporo niespodziewanych zwrotów akcji. Właśnie dlatego bardzo trudno oderwać się od czytania. Książka naprawdę wciąga!

Warto również zwrócić uwagę na narrację, która urozmaicana jest różnymi formami. Czasem pojawiają się wspomnienia z przeszłości, innym razem dziwne zapiski. Oraz oczywiście zmiana narracji między bohaterami.

Jeśli zaś chodzi o gatunek literacki, to jest to w pierwszej kolejności romans-erotyk, a w drugiej... chyba wszystkiego po trochu. Właśnie dlatego książka nieustająco dostarcza wrażeń i emocji na najwyższym poziomie. Jest miejsce i na śmiech, i na łzy, a nawet na przerażenie. „Płatki wspomnień” to zdecydowanie powieść dla dorosłych, ale równie zdecydowanie jest to tytuł godny uwagi.


W żywe oczy – JP Delaney

 

To było tylko zadanie, zlecenie, które miało jej przynieść pieniądze na czynsz. Nie była sobą, odtwarzała tylko kolejną rolę. Jak w teatrze. Proste, prawda? Do czasu. W pewnym momencie zaciera się granica między prawdą a fikcją i nic nie jest już oczywiste. Kto kłamie? Kto gra? Ta zabawa staje się śmiertelnie niebezpieczna.

Tytuł: W żywe oczy
Autor: JP Delaney
Wydawnictwo: Otwarte

Claire studiuje aktorstwo, jednak w jej życiu nic nie jest proste. Żeby zarobić na czynsz, podejmuje się nietypowej pracy dla agencji detektywistycznej. Jej zadaniem jej przetestowanie wierności mężów. Nic trudnego. Rozmawia, flirtuje, jeśli zaproszą ją „na górę”, sprawa jest oczywista. Jednak, gdy w niewyjaśnionych okolicznościach ginie jej zleceniodawczyni, a w grę wchodzi namiętność, wszystko staje na głowie.

Fabuła powieści silnie związane jest z wątkiem artystycznym. Nasza bohaterka jest aktorką, a ten fakt nie tylko ciekawie uzupełnia historię, ale też w pewien sposób determinuje postrzeganie przez nią świata. I właśnie dlatego jej postać jest tak interesująca.

Co więcej, przekłada się to wprost na pierwszoosobową narrację. Autor sprytnie wykorzystuje fakt, że poznajemy historię oczami Clarie, nie raz wykorzystując tę koncepcję, by zakpić z czytelnika. Tak, kilka razy bohaterka zwraca się do nas bezpośrednio, co jest uzasadnione w opowieści (i bynajmniej nie chorobą psychiczną).

Warto zaznaczyć, że tempo powieści narasta powoli. Pomimo naprawdę mocnego początku, akcja szybko spowalnia i serwuje nam historię pasującą bardziej do literatury obyczajowej, niż thrillera. I tutaj akcentuje się całkiem szeroko opisane tło okołofabularne. Jest to zabieg zdecydowanie na plus. Za jego sprawą jeszcze bardziej wczuwamy się sytuacje Clarie, gdy wraz z nią borykamy się z problemami studentów aktorstwa. Co więcej, pierwszy zwrot akcji ma też zdecydowanie mocniejszy wydźwięk, ponieważ wcześniejsze tempo buduje kontrast.

Całości dodatkowego smaku nadaje klimat kłamstw, manipulacji oraz... mrocznej powieści. Z każdą strono atmosfera się zagęszcza, a granica między prawdą a fikcją zaciera. „W żywe oczy” zdecydowanie przypadnie do gustu każdemu miłośnikowi thrillerów psychologicznych.



piątek, 28 września 2018

Szczęście za horyzontem – Krystyna Mirek


Po książki Krystyny Mirek sięgam bez zastanowienia. A trzeba przyznać, ma ich na swoim koncie całkiem sporo. Jednak po przeczytaniu kilku ostatnich pozycji miałam wrażenie, że autorka uparcie trzyma się jednego tematu. Porzucona kobieta, z reguły z dzieckiem, zaczyna wszystko od nowa. Czy „Szczęście za horyzontem” przełamało ten trend?

Tytuł: Szczęście za horyzontem
Wydawnictwo: Edipresse Książki

W jednej chwili życie Justyny zamieniło się w parodię szczęścia. Popełniła błąd, okropny i nieodwracalny. Błąd, który zmienił w niej wszystko, również sposób patrzenia na wiele spraw. Teraz drogi apartament, dobra praca, luksusowe wycieczki okazują się tylko zasłoną dla życia pozbawionego sensu. Czemu każdego dnia udaje zadowolenie? Tymczasem Jacek ma odwrotną sytuację. Ledwie wiąże koniec z końcem i cały czas ma pod górkę. Pozornie nic ich nie łączy, na pierwszy rzut oka pochodzą z zupełnie innych światów. Ale czy aby na pewno?

Miłośnicy stylu Krystyny Mirek i tym razem znajdą w niej to, co charakteryzuje styl autorki. Przede wszystkim zgrabne łączenie życiowych dramatów z ciepłą atmosferą. Autorka po raz kolejny prezentuje nam opowieść o trudnej drodze do szczęścia, miłości, samorealizacji. I robi to z wyjątkowym wyczuciem, bo nie tworzy smętnej, dołującej opowieści, a mimo to skłania do myślenia i wzbudza niejedno wzruszenie.

Tak, ponownie możecie się spodziewać mnóstwa emocji i uczuć Będą one nie tylko towarzyszyć bohaterom, ale też czytelnikom. A skoro już o postaciach mowa, to zostały one wykreowane naprawdę przyjemnie, ale też szczerze. Mają swoje wady, nie są ideałami, a sytuacje, które ich spotykają, mogłyby się wydarzyć każdemu z nas.

Sam pomysł na nawiązanie fabuły uważam za bardzo ciekawy. Wątek główny jest interesujący od samego początku, aż do końca. A w międzyczasie przeplata go wiele mniejszych i większych zwrotów akcji.

Jednak najfajniejsze w tym jest to, że autorka odwołuje się do wielu aktualnych, społecznych problemów. Porusza takie kwestie jak macierzyństwo, czy walka o utrzymanie rodziny. Nie znajdziecie tu jednak żadnej oceny. Wnioski musi wyciągnąć czytelnik sam, a następnie przełożyć na własne życie. Bo ile razy widzimy sąsiada, któremu się gorzej wiedzie, i nie szczędzimy mu...krytyki? Albo czy przypadkiem nie uciekamy przed poszukiwaniem własnej drogi w szybkie i drogie przyjemności? Mnie jednak najbardziej urzekła myśl, że instynkt macierzyński to nie coś, z czym kobieta się rodzi, nie jest wcale oczywisty, a moment, w którym się odezwie, może być bardzo różny.

Tak, „Szczęście za horyzontem” to powieść godna polecenia. Po raz Krystyna Mirek porusza ważne tematy i robi to w charakterystyczny dla siebie, ciepły i dający nadzieję, sposób. Jeśli czujesz, że brak ci pozytywnej energii, koniecznie sięgnij po tę powieść!




Książkowe zapowiedzi – październik cz. 1


Mówi się, że "gdy październik ciepło trzyma, zwykle mroźna bywa zima". Nie, nie jesteśmy meteorologami i nie mamy pojęcia jakie niespodzianki szykuje nam pogoda, ale (nie obyłoby się bez niego) wiemy jakie niespodzianki szykują dla czytelników wydawnictwa. Oczywiście uchylamy rąbek tajemnic mając nadzieję, że pozycje te nie będą tylko i wyłącznie lekarstwem na jesienne, zimne wieczory. 

Niewinna pomyłka – Joanna Hacz



Dzisiaj zabiorę Was w szaloną podróż po polskich szosach. Zapraszam Was dosłownie na polską drogę, gdzie spotkamy Ludwika, który będzie świadkiem niecodziennej sytuacji. W pewnym momencie spostrzeże on biegnącą poboczem dziewczynę z dzieckiem na ręku, uciekającą przed mężczyzną z nożem. Zaczyna się nieźle, prawda?

czwartek, 27 września 2018

Nikt nie idzie - Jakub Małecki


Życie bywa piękne, ciężkie, zaskakujące, magiczne i straszne. Czasami daje odetchnąć, innym razem zrzucam ciężary pozornie nie do udźwignięcia. Jednak zawsze jest nieprzewidywalne i... bardzo, bardzo ulotne.

Tytuł: Nikt nie idzie
Autor: Jakub Małecki
Wydawnictwo: SQN

Nikt nie idzie” to najnowsza książka Jakuba Małeckiego. Pomimo tego, że o autorze słyszałam już od jakiegoś czasu, było to moje pierwsze spotkanie z jego twórczością. Nie czytałam nic na jego temat, nie nastawiałam się w żaden sposób. I jak wyszła ta konfrontacja? Z pewnością... zaskakująco.

Powieść po kolei wprowadza nas w życie poszczególnych bohaterów. Najpierw poznajemy Marysię, typową „dziewczynę z sąsiedztwa”, inną niż wszystkie, a jednocześnie bardzo podobna. Dziewczyna poznaje pilota i jakoś wszystko toczy się dalej. Nie jest to sztampowa miłość jak z bajki, to uczucie bardzo prawdziwe i piękne na swój życiowy sposób. Kolejną bohaterką jest Olga, poobijana przez życie, trochę zagubiona w codzienności. Tak samo, jak Igor, którego los w pewien sposób zdeterminowany został przez zaginięcie brata. I na końcu Klemens, ni to chłopiec, ni mężczyzna. Co ich połączy? Co podzieli? Dokąd poprowadzą ich kręte ścieżki życia?

Nie często sięgam po książki w tym stylu i też nie często mam taki mętlik w głowie, gdy piszę recenzję. Chciałabym wspomnień o wszystkim i jednocześnie zaakcentować to najważniejsze, czyli uczucia, które wywołała we mnie powieść. Bo już na początku muszę was ostrzec. Nie będzie łatwo. „Nikt nie idzie” przenosi czytelnika w fikcyjny, a jednocześnie boleśnie prawdziwy świat. Jej lektura pozostaje w pamięci, a uczucia, które jej towarzyszą, na trwałe odcisną piętno na czytelniku. Zamykając książkę wciąż tkwiłam w opisanym świecie. Coś ściskało mi serce i nie dawało zapomnieć o wcześniejszych wzruszeniach. „Nikt nie idzie” wywołuje bowiem całą paletę emocji, rozbawia, zasmuca i zmusza do refleksji.

Również konstrukcja bohaterów odróżnia ten tytuł od innych powieści. Opisane postacie są pozornie zwykłe, nijakie, ale tylko na pierwszy rzut oka. Im bardziej wkraczamy w ich świat, im więcej szczegółów poznajemy, tym więcej zyskują one w naszych oczach. Stają się... bliskie niczym dalsza rodzina. Z każdą stronę coraz bardziej przejmowałam się ich losem, który nie szczędził trudności i problemów.

Opowieść czyta się szybko i z dużym zaangażowaniem również dzięki narracji. Historia napisana została bardzo bezpośrednim stylem, który momentami przypomina potok myśli. Za jego sprawą poznajemy tysiące szczegółów dotyczących życia naszych bohaterów, wiele drobiazgów, ale też mnóstwo wspomnień, które wracają do nich często przy okazji zupełnie zwyczajnych sytuacji. Jakbyśmy siedzieli gdzieś z tyłu głowy i poznawali ich od każdej strony, tej dobrej dobry, tej złej, ale też tej wstydliwej, o której woleliby nie pamiętać.

"Trochę zaczęli się kolegować. Oczywiście nikomu by się nie przyznał, bo kolegowanie się z dziewczyną było bardziej obciachowe, niż na przykład zakładanie kalesonów, ale skoro już grabił u niej liście, to mógł przecież z nią też porozmawiać. Albo poganiać kota. Albo pograć w badmintona.
Albo pojechać z nią do fabryki fortepianów, gdzie pracował jej tata i gdzie ona miała swój tajny skład z zabawkami
".

Ale to nie wszystko, o wyjątkowości narracji świadczy też fakt, że opowieść nie tylko przedstawiana jest na zmianę z perspektywy różnych bohaterów, ale też to, że często nie trzyma się chronologia. Raz pojawia się scena ze środka, innym razem najpierw poznajemy skutek, a dopiero potem przyczynę. I nie mówię tutaj o klasycznym zabiegu polegającym na umieszczeniu fragmentu finału na początku powieści. Nie, tutaj każda scena może się dziać w trochę innym momencie, czasem kilka dni wcześniej, czasem kilkanaście lat. A najlepsze w tym jest to, że ich kolejność nie budzi żadnych wątpliwości. To wszystko da się wyczuć, wręcz intuicyjnie.

Tak, „Nikt nie idzie” to książka zdecydowanie warta polecenia. Jedna z niewielu, która do opisywania życia podchodzi szczerze i bez „literackich filtrów”. Wszystko, co straszne, trudne, bolesne, ale też wzruszająco i piękne. Cudowna i mądra książka, a do tego wciągająca opowieść.


To, co ważne – Weronika Żymełka





Dzisiaj zabiorę Was na naszą swojską, polską wieś, gdzie w pewnym uroczym domku mieszka trzydziestoletnia Karolina ze swoją córeczką Emilką i wspaniałą, niezastąpioną babcią. Zapraszają nas one na pyszne ciasto śliwkowe i pozwolą uczestniczyć w życiu Karoliny, dla której los szykuje wiele niespodzianek.

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates