środa, 13 czerwca 2018

O kwiatkach i wariatkach...Opowieść strażniczki zegarów


Dzisiaj czeka nas niezapomniana podróż do malowniczej Austrii. Zabiorą nas tam cztery niesamowite przyjaciółki: Róża, Zosia, Renata i Magda, których ścieżki splątały się w pewnym pałacu nerwusów.

Tytuł: O kwiatkach i wariatkach... Opowieść strażniczki zegarów
Autor: Marta Osa
Wydawnictwo: Lucky

Podejrzewam, że niektórzy z Was mieli już okazję poznać nasze dziewczyny, bo były one już bohaterkami jednej z wcześniejszych książek pani Osy zatytułowanej Róża, bratki i wariatki, ja niestety tej przyjemności nie miałam, było to moje pierwsze spotkanie z dziewczętami. Muszę przyznać, spotkanie nadzwyczaj udane.

Jak mniemam, we wspomnianej książce mogliśmy obserwować pierwsze spotkanie dziewczyn i rozkwit ich przyjaźni. W tej części, splot kolejny dramatycznych wydarzeń sprawia, że znowu są razem. Wszystkie spotykają się w u Róży, w Austrii, która pod skrzydłami opiekuńczej rodziny dochodzi do siebie po niełatwych przejściach. Również Renatę los znowu sprowadził do parteru. Wśród nieocenionych przyjaciółek będzie odzyskiwała na nowo radość życia. A do ich grona dołączy jeszcze równie niesamowita Matylda i naprawdę zacznie się dziać. Będzie wzruszająco, śmiesznie i dramatycznie. Jak to w życiu. Nie znajdziecie czasu na złapanie oddechu, tak bardzo wciągną Was losy przyjaciółek.

Dawno tak często nie zmieniałam zdania na temat czytanej książki. Bez obaw, od początku odebrałam ją bardzo pozytywnie, ale tytuł zasugerował mi, że będę miała do czynienia z powieścią tylko lekką i łatwą i czeka mnie nic więcej ponad przyjemną rozrywkę. 

Kiedy zatopiłam się w lekturze, szybko okazało się, jak bardzo się myliłam. Losy dziewcząt okazały się poważne, czasami mroczne i momentami uśmiech znikał z mojej twarzy. No to nastawiłam się na coś o wiele bardziej poważnego i zapomniałam, że miałam się dobrze w tej Austrii bawić. To wtedy autorka znowu spłatała mi psikusa, bo problemy, problemami, ale to, co dziewczyny wyprawiają u Róży, nie tylko wywołuje uśmiech na twarzy, lecz także niekontrolowane, naprawdę głośne wybuchy śmiechu.

Jest to książka o sprawach poważnych, ale autorka nie pozwala nam zapomnieć, że życie nie składa się tylko i wyłącznie z dramatów, a kiedy trafimy na prawdziwą przyjaźń, taką, jaka połączyła dziewczyny, potrafi być również naprawdę piękne.

Na pochwałę zasługuje problem, jaki Marta Oa poruszyła w swojej powieści. Jak wspomniałam na początku, nasze bohaterki poznały się w pałacu nerwusów. A jest to nic innego, jak dom dla nerwowo chorych, którzy pod opieką specjalistów dochodzą do siebie po zderzeniu z czasami drastyczną rzeczywistością. Wydaje mi się, że to bardzo ważny temat. Bo często uważamy, że do takich ośrodków trafiają ludzie, którzy nie mają już żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym, a sami przed sobą wstydzimy się przyznać, że nierzadko pomoc specjalistów pomogłaby i nam. Bo problemy mamy wszyscy i czasami uginamy się pod ciężarem. A wtedy skuteczna pomoc mogłaby się przydać.

Swojego ulubionego „tła fabularnego“ miałam aż nadto, za co serdecznie autorce dziękuję:)). Przepiękne opisy malowniczej Austrii, dość obszernie poruszony temat życia po życiu i świata nadprzyrodzonego, tajemnicza, rodzinna historia z czasów drugiej wojny światowej, wspaniała wycieczka do Galerii Svarovskiego. Nic tylko czytać i chłonąć.

A bohaterki? No cóż. Są wspaniałe. Każda inna, każda w jakiś sposób zafiksowana, każda urocza. Zosia po prostu wymiata. Przekonacie się, że i w przenośni i dosłownie:):). Panowie też całkiem, całkiem:):). A Rexa pokochacie na pewno!

Serdecznie zapraszam do lektury! Bo to książka bardzo zabawna i bardzo mądra. I bardzo przyjemnie spędzicie przy niej czas. Miłego czytania!

Dorota Skrzypczak

 

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

Serdecznie dziękuję za komentarz :) Zapraszam ponownie!

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates