Featured

niedziela, 29 stycznia 2023

Święto – Jane D. Pine


Co robisz, kiedy dawno niewidziana rodzina zaprasza Cię do udziału w dziwnym rytua... to znaczy święcie? Oczywiście pakujesz się i ruszasz w drogę. Przynajmniej ja tak zrobiłam. Co? Gdzie? Jak? Już wyjaśniam! Moja wyprawa odbyła się na stronach gry paragrafowej „Święto”. Chcecie wiedzieć, jak udała się wizyta? Zapraszam do dalszej lektury.


Ale najpierw słów kilka o samej mechanice. „Święto” to gra paragrafowa, która przenosi nas w mroczny świat twórczości Lovecrafta. Zasady są banalnie proste. Wystarczy jedynie zacząć czytać, a w miejscu, gdy tekst każe czytelnikowi podjąć wybór, zdecydować się na jedną z dostępnych opcji. Numer wskazany przy wybranej odpowiedzi jest instrukcją, którą stronę czytać dalej. I to tyle. „Święto” w przeciwieństwie do wcześniejszych tytułów, nie oferuje żadnych większych modyfikacji (poza jedną małą).


Opowieść zaczyna się tak, jak zasygnalizowałam na wstępie, od nietypowego zaproszenia. Nasz bohater, niewiele myśląc, rusza w drogę. Na miejscu jednak orientuje się, że coś nie gra. Miejscowość, w której mieszka wujostwo, jest podejrzane i przyprawia o gęsią skórkę. Zawrócić? Iść dalej? A może ukryć się gdzieś w okolicy i przeczekać? Tak! Teraz to czytelnik podejmuje decyzje i od jego wyborów zależy dalszy rozwój wypadków.


Co wyróżnia „Święto” na tle pozostałych tomów serii? Chociaż wszystkie książki z tego cyklu są mroczne, to tutaj niepokojąca atmosfera otoczenia jest wyczuwalna już od pierwszych stron. Dość często nasz bohater ma możliwość zawrócenia, co zważywszy na okoliczności, wcale nie jest taką głupią opcją. Ale do odważnych świat należy, więc ruszyłam dalej!


Na miejscu dowiedziałam się o kolejnym plugawym elemencie świata przedstawionego. Nie wchodząc w szczegóły, jest to coś, co do tej pory nie było omawiane w książkach z tej serii. Z tego względu opowieść ta spodoba się fanom Lovecrafta lub cyklu, którego element stanowi „Święto”.



Z dużym zaciekawieniem sprawdziłam prawie wszystkie dostępne opcje oraz możliwości. Sama przygoda była wartka i wciągająca, a bieg wydarzeń nieprzewidywalny. Działo się też wiele mrocznych rzeczy, od których czasem cierpła mi skóra.


Na uznanie, jak zawsze, zasługuje jakość wydania. Grafiki świetnie oddają klimat przygody oraz dobrze ilustrują to, czego sama bym sobie nie wyobraziła (nie mam jednak tak mrocznych pomysłów). Bardzo podoba mi się też to, że cała seria została wydana w jednym stylu, dzięki czemu książki ładnie prezentują się na półce.


Miłośników cyklu prawdopodobnie nie muszę zachęcać. „Święto” utrzymuje poziom poprzednich tomów: fabuła jest ciekawa, a mechanika nieprzekombinowana. Jeśli lubicie gry paragrafowe albo twórczość Lovecrafta, koniecznie sprawdźcie swoich sił w tej serii. W końcu... rodzina czeka.


Za możliwość recenzowania dziękuję portalowi www.nakanapie.pl.


Dominika Róg-Górecka

sobota, 28 stycznia 2023

Przebudzenie – Kate Oliver, Toby Oliver


Zdarzyło Ci się usłyszeć, że ktoś wstał lewą nogą? Nie wątpię, że tak. To, w jaki sposób zaczynamy dzień, ma ogromny wpływa na jego dalszy przebieg. Może więc warto poświęcić kilka chwil, by zadbać o poranek?


„Przebudzenie” to króciutki poradnik, który skupia się na jednym pomyśle: dobrze rozpoczęty dzień to już połowa sukcesy. W związku z tym autorzy, czyli rodzeństwo zajmujące się w różny sposób rozwojem osobistym, prezentuje czytelnikowi kilka prostych rytuałów. Pomysłów jest sporo, a możliwych konfiguracji jeszcze więcej. Jednak czy poradnik ten wart jest uwagi? To zależy, czego oczekujesz.


„Przebudzenie” to zbiór raczej oczywistych pomysłów. Jeśli poradniki kojarzą Ci się z rekomendacją zapalania świeczek... to tak właśnie jest. W książce tej nie znajdziesz nic nieoczywistego lub zaskakującego. Jeśli masz już na swoim koncie kilka takich tytułów, tutaj niewiele Cię zdziwi. A może raczej jedno... objętość.


Książka ma raptem 224 strony, a i to... jest za dużo. Nie kwestionuję, że dobre rozpoczęcie dnia jest czymś, co warto rozważyć. Same sposoby również są godne uwagi, ale mimo wszystko opis poszczególnych metod był... przydługawy i częściowo zbędny. Owszem, ich plusem jest to, że poranne rytuały są łatwe do wdrożenia, a część z nich zajmuje dosłownie kilka minut. Jednak instrukcja każdej metody jest zbędna (np. opis jak obserwować świecę, czy siedzieć i wczuwać się w spokój poranka). Oczywiście nie zabrakło też ponadczasowej metody wyznaczania celów za pomocą SMART, co jest już tak powszechnie powtarzanym patentem, że spokojnie można by to pominąć.


Plusem jest za to powoływanie się na badania. Doceniam, że autorzy skorzystali z rzetelnych danych na potrzeby stworzenia publikacji.


Sama książka składa się ze wstępu, opisu poszczególnych metod oraz rozdziałów, które tłumaczą jak wybrać odpowiedni zestaw rytuałów, implementować go i nie stracić motywacji. Ta trzecia część była dla mnie najbardziej interesująca. Zwłaszcza tabelki, prezentujące przykładowe konfiguracje, stanowiły świetne podsumowanie całości oraz poziom konkretności, o jaki mi chodzi.


Zaletą jest też pozytywny klimat całości. Poradnik, nawet jeśli rozwlekle napisany i pełen niepotrzebnych degresji, wprawia czytelnika w dobry nastrój oraz inspiruje do zmian. Niektórym czytelnikom może się spodobać również to, że po każdej metodzie autorzy dodali opis swoich odczuć, przeżyć czy refleksji. Te wstawki sprawiają, że całość ma bardzo osobisty charakter.


„Przebudzenie” mnie nie zachwyciło, ale warto zaznaczyć, że przeczytałam już całe mnóstwo poradników. Również sam temat przewodni jest moim zdaniem zbyt małym zagadnieniem, by poświęcać mu całą publikację. Chociaż pomysły są fajne, to jednak mało oryginalne i trochę rozwlekle opisane. Jednak ostatnie rozdziały fundują czytelnikowi więcej konkretów, dlatego na ten minus można przymknąć oko. Dodatkowo „Przebudzenie” wprawia czytelnika w dobry nastrój, a opisane rytuały to zmiany, które można wprowadzić od ręki. Jeśli więc chcecie coś dla siebie zrobić, ale nie macie siły i ochoty na rewolucje, to ten tytuł będzie dla Was idealny.


Dominika Róg-Górecka

Gra – Agusta Docher

 

Czy można bawić się cudzymi uczuciami? Czy łamanie ludzkich serc zawsze pozbawione jest konsekwencji? Ile przyjdzie zapłacić za grę, w której stawką są emocje i namiętności?


Sebastian, Izabela, Marianna i Cecylia – czworo graczy, z których tylko dwoje zdaje sobie sprawę z roli, którą odgrywa w tej zabawie. Izabela lubi manipulować innymi, właśnie dlatego proponuje Sebastianowi niemoralny zakład, w którym ona będzie główną nagrodą. Najpierw jednak mężczyzna musi uwieść dwie zupełnie różne od siebie kobiety. Czy Sebastian sprosta jej oczekiwaniom? I kto okaże się prawdziwym zwycięzcą?


„Gra” to opowieść napisana na motywach „Niebezpiecznych związków”. Jest to klasyk, którego niestety nie czytałam, a teraz mam na to niesamowitą ochotę! Jest już więc pierwszy plus powieści, zachęca do czytania innych powieści.


Na początku muszę przyznać, że miałam pewne opory. Naczytałam się trochę złych recenzji, a sama okładka „krzyczała” tak nachalnych erotyzmem, że pomimo mojej sympatii do twórczość autorki, powieść trochę przeczekała na mojej półce. Zacznę więc od tego, czego się najbardziej omawiałam. Wbrew temu, co sugeruje grafika, powieść nie jest wulgarna. Owszem, seks jest wielokrotnie tematem rozmów (gdzie dobrze oddaje charakter bohaterów), jednak same zbliżenia nie są już tak dokładnie opisywane. Zdarza się kilka dosadnych scen, jednak nie wszystkie. Część z nich została napisana za pomocą emocji, a nie dokładnych relacji. To mi się podoba, ponieważ ostatnio literatura za bardzo zamienia się w poradniki erotyczne.


Drugim plusem są bohaterowie, a dokładniej im moralna niejednoznaczność. Jak sama autorka wspomniała w posłowiu, nie jest łatwo kogokolwiek tu polubić. W zasadzie prościej byłoby wskazać, kogo nie lubi się najmniej. Bo nawet jeśli dana postać nie naraża się swoim antypatycznym charakterem, to... odstręcza głupotą. I ja to lubię! Kreowanie bohaterów na „milusich” to kolejny, nadużywany ostatnio zabieg. Dlatego doceniam, że tym razem jest inaczej.


Trzeba przyznać, że nasi bohaterzy mają skomplikowany charakter i złożone motywacje. Chociaż na pierwszy rzut oka zdają się jednowymiarowi, to jednak ich działania wynikają, najogólniej rzecz ujmując, szukania szczęścia w niewłaściwy sposób. Z zaciekawieniem odrywałam kolejne „warstwy” tworzące ich charaktery.


Dużym plusem była też lekko stylizowana narracja. Dało się wyraźnie wyczuć klimat starych romansów, pełnych społecznych intryg i konwenansów. Chociaż opowieść dzieje się we współczesności, to jednak zasady manipulacji i podział na grupy społeczne pozostał bez zmian. Dlatego wplatane co jakiś czas staromodne słowo nadały całości unikatowego klimatu.


A co podobało mi się mniej? Nie do końca kupiłam to, jak skutecznie Sebastian uwodził swoje ofiary. Nie nie przemówiły do mnie jego metody na pograniczu wręcz... hipnozy. Jednak poza tym sama fabuła była naprawdę ciekawa, może nie zaskakująca, ale miała w sobie interesujący klimat mrocznych intryg.


„Gra” to książka, która z pewnością przypadnie do gustu zarówno miłośniczkom romansów, jak i erotyków. Zwłaszcza na tle tego drugiego gatunku tytuł też wyróżnia się ciekawie skonstruowaną intrygą.


Dominika Róg-Górecka

środa, 18 stycznia 2023

Szczęście Mikołajka



Pewnie kojarzycie Mikołajka? Ja też! Ten mały urwis ma w moim sercu specjalne miejsce! Właśnie dlatego z dużą przyjemnością sięgnęłam po książkę z jego kolejnymi przygodami.



„Szczęście Mikołajka” to tytuł nietypowy, który łączy bajkę z powieścią o niej samej. Na łamach książki czytelnik dowiaduje się nie tylko, co nowego spsocił mały urwis, ale też jak powstał pomysł na książkę. Przy okazji interesującej fabuły przemycono też sporo ciekawostek na temat samych autorach. Szczerze mówiąc, jeszcze nigdy wcześniej nie spotkałam się z tego typu narracją (co nie często się zdarza) i jestem... zachwycona! Ten pomysł świetnie się sprawdza, zwłaszcza że sami autorzy nie mogą już, niestety, napisać kontynuacji. Z przyjemnością dowiedziałam się wielu ciekawostek na ich temat, a przez to trochę inaczej spojrzałam również na wcześniejsze części.


„Szczęście Mikołajka” to książka, w której beztroskie dzieciństwo przeplata się z trudniejszymi, dorosłymi tematami. Część z nich poruszona jest wprost, a inne wynikają z kontekstu. Nie zmienia to jednak faktu, że moim zdaniem nie jest to publikacja odpowiednia dla kilkuletnich maluchów. Sprawdzi się za to już od lat nastoletnich. Sama nie raz się uśmiałam, ale też kilka razy konkretnie wzruszyłam. Bo chociaż trudne tematu nie są tu "dociśnięte", to nawet ich lekkie zasynalizowanie robi odpowiednie wrażenie.


Jeśli zaś chodzi o samą fabułę, to jest świetna! Mikołajek znowu szaleje i ponownie odkrywa nowe rzeczy o otaczającym go świecie. Ta opowieść ma w sobie wiele z magii dzieciństwa, beztroskich chwil, ale też czujnej obserwacji małego człowieka.


Warto też wspomnieć o pięknych obrazkach, które świetnie oddają klimat książki! Samo rysowanie staje się tutaj nie tylko elementem technicznym, ale też częścią fabuły.


Na końcu nie sposób zapomnieć o ładnym wydaniu. Po raz kolejny książka robi wrażenie solidnym wykonaniem. Chociaż jest cieńsza, niż wcześniejsze, z pewnością będzie się zacnie prezentować na półce.


Jeśli Mikołajek jest Wam bliski, koniecznie sięgnijcie po ten tytuł!

środa, 11 stycznia 2023

Byłeś serca biciem – Lena M. Bielska


Martwimy się przyszłością, dręczymy się przeszłością, a tu i teraz umyka nam między palcami. Nie inaczej było w życiu Pauli. Jeden wypadek, jeden wieczór i wszystko rozsypało się jak domek z kart...


Paulina i Łukasz to para niemal idealna. Kobieta była przekonana, że czeka ich długa, wspólna przyszłość. Jednak jej mąż umiera, a ona nie potrafi się otrząsnąć. Owszem, ma u swego boku przyjaciela, ale on nie zastąpi jej męża. Ale czy... aby na pewno?


Miałam dłuższy „odwyk” od romansów. Może właśnie dlatego, jak tylko zaczęłam czytać ten, nie mogłam się oderwać. Bo muszę przyznać, że „Byłeś serca biciem” czyta się naprawdę dobrze. Niby to wszystko już gdzieś było, niby znam inne podobne książki, ale jednak lekka narracja i ciekawa fabuła sprawiły, że do samego końca byłam ciekawa rozwoju wydarzeń.


To, co w tej książce jest najmocniejszym punktem, to emocje. Nasza główna bohaterka bardzo przeżywa śmierć męża, a jej rozpacz może poruszyć serce co wrażliwszego czytelnika. Chociaż wiem, że jest to romans, a nie poradnik, to jednak mi do samego końca towarzyszyły myśli o tym, jak łatwo kogoś stracić, jak mało doceniamy naszych bliskich. Oczywiście z czasem powieść zmienia ton, jednak ze mną te myśli pozostały, sprawiając, że publikacja ta była dla mnie czymś więcej, niż tylko kolejną rozrywkową lekturą.


A teraz pora na minusy! Tak jak już wspomniałam, ta historia jest... wybitnie wtórna. Przyjemnie się ją czyta, jest dobrze napisana i budzi emocje, ale nie m w sobie krzty oryginalności. Nie tylko czytałam podobne powieści, ale znam też historię z niemal identyczną fabułą.


Warto też zaznaczyć, że jest to książka ze scenami dla dorosłych. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało dziwnie, ja już z nich... wyrosłam. Erotyka w tej powieści była, ale moim zdaniem mogłyby ją zastąpić bardziej wysublimowane opisy.


Jednak jeśli lubisz romanse i chcesz przy książce odpocząć to „Byłeś serca biciem” dostarczy Ci wiele emocji!


Dominika Róg-Górecka

niedziela, 8 stycznia 2023

Telefon od Mikołaja – Magdalena Witkiewicz


To już moja coroczna tradycja! Po książki bożonarodzeniowe... sięgam po świętach. Nie inaczej było i w tym roku, który rozpoczęłam książką „Telefon od Mikołaja”.


Akcja książki rozgrywa się w okresie świątecznym, a bohaterów jest bez liku! Przede wszystkim mamy Wincentynę, emerytkę rozmiłowaną w coli zero oraz czekającą na telefon od Mikołaja, nie świętego, za to ukochanego! Jest Dorota, która sama, jak zawsze, przygotowuje idealne święta dla swojej rodziny. Tym razem jednak towarzyszy jej kryzys: zawodowy i osobisty. Tymczasem samotny ojciec dwóch córek nie dostrzega, że jedna z nich ma bardzo trudne chwile. Dziewczyna nie chce go jednak obciążać i sama stara się wszystko załatwić. I przede wszystkim jest HAPPY END, czyli dom spojonej starości. Ale nie taki zwyczajny, a zupełnie zakręcony, w którym nie brak dźwięków księżycowej audycji. Ta cała mieszanina niezwykłych postaci wkrótce się spotka, a skoro przed nimi noc cudów to... wszystko może się zdarzyć.


Czy macie lekki zawrót głowy od mnogości bohaterów? Tymczasem ja wciąż nie wymieniłam wszystkich! Ale nie obawiajcie się, nie będę Was zarzucać kolejnymi imionami. Ich po prostu trzeba poznać i... polubić. Bo Magdalena Witkiewicz wie, jak tworzyć wyrazistych, charakternych bohaterów, którzy kradną serce czytelnika. A już zwłaszcza świetnie wychodzą jej emeryci, których w tej książce jest bez liku!


Sam HAPPY END urasta do roli samodzielnego bohatera. Muszę przyznać, że były to moje ulubione fragmenty książki. Z przyjemnością odwiedzałam staruszków i poznawałam ich mądrości oraz mniejsze i większe dziwactwa.


Fabuła w tej powieści nie zwalnia ani na chwilę. Przygoda wciąż „przeskakuje” pomiędzy kolejnymi bohaterami, a każdy fragment dodaje element do tej iście świątecznej układanki. Tak, jest to opowieść głównie bożonarodzeniowa, chociaż nie brak w niej ważkich tematów, to jednak są one podane w relatywnie prosty sposób tak, by ostatecznie doprowadzić do dobrego zakończenia.


Nie zmienia to jednak faktu, że przy czytaniu książki ubawiłam się przednio! Humor i zabawne dowcipy wyjątkowo żywiołowych emerytów sprawiały, że nie raz się uśmiechnęłam. Tak samo jak kilkukrotnie wzruszyła mnie życiowa mądrość najmłodziej bohaterki.


„Telefon od Mikołaja” to ciekawa książka, która zapewni czytelnikom mnóstwo radości i uśmiechu. Autorka, Magdalena Witkiewicz, posiada niezwykły talent do tworzenia ciepłych i pełnych humoru historii, które idealnie nadają się na świąteczny wieczór.


Dominika Róg-Górecka

sobota, 7 stycznia 2023

Siła emocji. Jak je rozpoznać, kontrolować i ułatwić sobie życie


Zdarza Ci się, że zły humor psuje Ci cały dzień? Albo dręczą Cię wyrzuty sumienia, chociaż rozsądnie myśląc, nie masz sobie nic do zarzucenia? A może nie potrafisz ogarnąć innych emocji? Jeśli tylko interesuje Cię bardziej świadome życie, w tej książce znajdziesz sporo pożytecznej wiedzy.


Autor opisuje w swojej publikacji różnego rodzaju emocje, wyjaśnia, jak powstają i w jaki sposób wpływają na nasze zachowanie. Podkreśla też, że są one ważnym elementem naszego życia i nie należy ich ignorować lub tłumić, ale raczej nauczyć się je akceptować i radzić sobie z nimi w sposób zdrowy i produktywny.

W pierwszej kolejności otrzymujemy rozdział ogólny, dotyczący emocji jako takich oraz zwięzłe wyjaśnienie, czemu powinniśmy wziąć je po kontrole. Następnie autor omawia każdą z nich i tłumaczy, w jaki sposób możemy wykorzystać je (tak, nawet te negatywne) na swoją korzyść. Co ciekawe, jest tu sporo emocji, czy stanów, które nie sądziłam, że znajdę w tej publikacji np. motywacja czy prokrastynacja.

Plusem tego tytułu jest prosty, przystępny język. Nawet osoby, które pierwszy raz sięgają po tytuł z kategorii „samorozwój”, nie będą miały problemów ze zrozumieniem treści. Z drugiej strony miałam wrażenie, że autor wiele tematów omawia zbyt skrótowo. Naprawdę liczba kwestii, które porusza, jest ogromna. Mimo tego każdy z rozdziałów zajmuje ledwie kilka stron. Niestety, nie dało się wszystkiego zaprezentować w wyczerpujący sposób w tak skrótowej formie.

W książce znajdziemy za to szereg praktycznych rad i ćwiczeń, które pomogą nam lepiej rozpoznawać swoje emocje i uczyć się je kontrolować. Autor proponuje też różne strategie radzenia sobie z trudnymi emocjami, takimi jak lęk czy złość, oraz informuje, jak korzystać z pozytywnych emocji, by wspierać nasze działania i osiągać lepsze rezultaty.

Ogólnie rzecz biorąc, „Siła emocji” to bardzo cenna lektura dla każdego, kto chce lepiej rozumieć swoje emocje i nauczyć się z nimi lepiej radzić. Autor pisze zrozumiale i przekonująco, a jego rady są praktyczne i łatwe do zastosowania w codziennym życiu. Jeśli szukacie pomocy w lepszym zrozumieniu i kontrolowaniu swoich emocji, ta książka z pewnością Wam pomoże.

Dominika Róg-Górecka

piątek, 6 stycznia 2023

NIEDOSYT i SPEŁNIENIE. Jak koncepcja BRAKU i KORZYŚCI może zmienić twoje życie na lepsze


Czy coś jakiś czas masz wrażenie, że „czegoś Ci brak”, że nie spełniasz własnych oczekiwań? A może żaden sukces nie cieszy Cię zbyt długo? Cóż... może właśnie tkwisz w strefie BRAKU? Czym on jest? To ciekawa, a zarazem bardzo prosta koncepcja.


Jest to pomysł promowany przez Dana Sullivana oraz dr Benjamina Hardy'ego. Ich założenia są proste i na swój sposób mało rewolucyjne. Każą bowiem oceniać nasze życie, osiągnięcia, czy bieżącą sytuację przez perspektywę przeszłości. Mamy zupełnie zignorować przyszłość, plany i założenia, nie myśleć o tym czego nam BRAKUJE (tzw. strefa BRAKU), ale przemyśleć to, co udało się osiągnąć (tzw. strefa KORZYŚCI). W skrócie, jest to klasyczna „ludowa” mądrość: ciesz się z tego, co masz.


Jest to z jednej strony genialne, z drugiej... banalne. I chociaż nie powinno mnie to w żaden sposób dziwić, poczułam się oświecona. Naprawdę. Chyba czegoś takiego mi ostatnio brakowało. Taka perspektywa nie tylko wiele upraszcza, ale też zwiększa uczucie satysfakcji. Najlepsze jest to, że ten przekaz odebrałam już w samym wstępie. Od razu zaczęłam się zastanawiać, o czym będzie reszta publikacji, czy autorom uda się napisać coś więcej, czy będą jedynie rozkładać tę myśl na czynniki pierwsze.


W praktyce wyszło... różnie. Faktycznie, książka ta w całości poświęcona jest koncepcji BRAKU i KORZYŚCI (z nieznanych mi przyczyn przetłumaczonej na okładce jako NIEDOSYT I SPEŁNIENIE). Autorzy prezentują ten pomysł z rożnych stron, omawiają przykłady z dnia codziennego, zaczerpnięte zarówno z własnego życia, jak i losów znajomych czy klientów. Mamy tu więc miks opowieści o kwestiach rodzinny, jak i zawodowych.


Między tymi opowieściami prezentowane są ogólne frazy, coś w rodzaju złotych myśli. Nie do końca przemówił do mnie sposób sformatowania treści. Wiele akapitów było jednozdaniowych, a same myśli były jakby... wyrwane, niezwiązane ze sobą, idealne do cytowania, ale ze względu na ich mnogość, psuły odbiór całości. Sporo z ich się też powtarzało, a myśl przewodnia poszczególnych rozdziałów się rozmywała. Czasami większy sens miało przeczytanie wyłącznie podsumowania.


Jednak pomimo wielu wad natury technicznej (np. słabo czytelne, nadrukowane na szarym tle, cytaty), sama myśl jest na tyle ważna, że naprawdę warto się z nią zapoznać. Ogólnie rzecz biorąc, "NIEDOSYT i SPEŁNIENIE" to interesująca i wartościowa książka, która może pomóc w poprawie naszego życia. Polecam ją osobom, które szukają skutecznych sposobów na motywację do działania i osiągania swoich celów.


Dominika Róg-Górecka

środa, 28 grudnia 2022

Zatroszcz się o swoje wewnętrzne dziecko i odkryj swój potencjał

 

Lubisz swoje życie, ale nie jesteś do końca szczęśliwy? Wciąż się złościsz, przejmujesz, uważasz, że inni mają lepiej, chociaż tak naprawdę nic nie brakuj? Może w ten sposób Twoje wewnętrzne dziecko stara się... zyskać Twoją uwagę?


Kim jest wewnętrzne dziecko?


Wewnętrzne dziecko to pojęcie używane w psychologii, oznaczające nasze emocje, uczucia i potrzeby, które mieliśmy w dzieciństwie. Wewnętrzne dziecko symbolizuje naszą wewnętrzną, niezależną od wieku część osobowości, która jest odpowiedzialna za nasze emocje, uczucia i potrzeby. Zdaniem niektórych teorii psychologicznych, nasze wewnętrzne dziecko jest źródłem naszych najgłębszych pragnień i marzeń, a także źródłem naszych lęków i obaw.


Od teorii do praktyki


"Zatroszcz się o swoje wewnętrzne dziecko i odkryj swój potencjał" to książka autorstwa Alicji Grzesiak, w której autorka ukazuje, jak ważne jest dbanie o swoje wewnętrzne dziecko i jak to może pomóc nam w osiągnięciu pełni szczęścia i spełnienia.


Alicja Grzesiak opowiada historie ludzi, którzy zmagali się z trudnościami i problemami w życiu i dzięki pracy nad swoim wewnętrznym dzieckiem odkryli swój potencjał i zaczęli cieszyć się życiem. Autorka pokazuje, jak ważne jest dbanie o swoje emocje i uczucia, a także jak radzić sobie z trudnościami i lękami.


Dużym plusem publikacji jest to, że autorka powołuje się w niej na prawdziwe przykłady. Cytuje bardzo obszerną korespondencję ze swoimi klientami, za pomocą której obrazuje wiele zagadnień. Czasami aż zbyt wiele. Momentami miałam wrażenie, że niektóre tematy są omawiane zbyt dokładnie lub powtarzane kilka razy. Temat wcale nie jest bardzo obszerny, jednak zaprezentowanie go w ramach indywidualnych przypadków czasami utrudnia zrozumienie całości.


Książka ta jest napisana w przystępny i przyjazny sposób, a autorka stara się przekazać swoją wiedzę w sposób prosty i zrozumiały dla czytelników. Alicja Grzesiak dzieli się swoimi doświadczeniami z pracy zawodowej, dzięki czemu sprawia wrażenie autorki, której można zaufać.


Fakty czy mity?


Ale czy aby na pewno? Z jednej strony dowiedziałam się wiele na temat rodzicielstwa. Jak się okazuje nie jest to prosty kawałek chleba i nawet dobre intencje mogą mieć negatywny wpływ na rozwój dziecka. Mam nadzieję, że zapamiętam wszystkie porady.


Jednak z drugiej strony, nie wszystkie teorie „łyknęłam” tak łatwo. Część tez była naprawdę śmiała. Przykładowo autorka twierdzi, że relacje z wewnętrznym dzieckiem są przyczyną chorób, alergia i nowotworów. Fajnie by było. Co więcej, niektórzy pacjenci zauważyli iście magiczne skutki terapii: co nieco urosło, coś innego odpuściło. Mam wrażenie, że są to zbyt daleko idące uproszczenia, a może nawet myślenie życzeniowe.


Dlatego jednym z głównych problemów z tą książką jest brak rzetelności i naukowych podstaw. Autorka opiera swoje tezy na bardzo słabych dowodach i nie udowadnia swoich twierdzeń w sposób wiarygodny. W wielu miejscach książka ta jest pełna ogólników i sztampowych porad, które nie są niczym nowym ani oryginalnym.


Kolejnym minusem jest brak głębszej analizy i refleksji. Alicja Grzesiak skupia się na opowiadaniu historii ludzi, którzy zmagali się z trudnościami i problemami w życiu, ale nie podejmuje głębszej dyskusji na temat tego, co mogło być przyczyną poprawy.


Ogólnie rzecz biorąc, "Zatroszcz się o swoje wewnętrzne dziecko i odkryj swój potencjał" to książka, która może pomóc wielu osobom w osiągnięciu lepszego zrozumienia siebie i swoich emocji oraz w odkryciu swojego potencjału. Autorka pokazuje, jak ważne jest dbanie o swoje wewnętrzne dziecko i jak to może przyczynić się do lepszego życia. Polecam tę książkę wszystkim, którzy szukają inspiracji i motywacji do rozwoju osobistego, chociaż niekoniecznie do wszystkich porad podchodziłabym... dosłownie.


Dominika Róg-Górecka

wtorek, 27 grudnia 2022

Opowieści Baśniomistrza: Tajemnice Dziwnolasu


"Opowieści Baśniomistrza: Tajemnice Dziwnolasu" to książka wydana nakładem Black Monk, która przenosi czytelników do fikcyjnego świata pełnego magii, tajemnic i przygód. Tym razem czytelnik nie jest tylko biernym słuchaczem, ale... to on staje się bohaterem tej opowieści! W jaki sposób? Za sprawą trafnych decyzji oraz... odrobiny szczęścia.


Zasady zabawy


Black Monk od dłuższego czasu wzbogaca polski rynek książki o gry paragrafowe. Tym razem jest to publikacja, która ma w sobie bardzo dużo growych elementów. Na czym polegają zasady? Najpierw czytelnicy wybierają swoją postać. Każda z nich jest inna, ma odmiennie rozdysponowane umiejętności, ale też cechy specjalne. To właśnie one zdecydują o powodzeniu bądź klęsce konkretnego starcia. Następnie gracze decydują się na konkretną przygodę, od której wyboru zależeć będzie wygląd mapy. W końcu ustawiają swoje pionki na pierwszym polu i ruszają w przygodę, a raczej... skanują odpowiedni kod na stronie i wsłuchują się w opowieść. W kolejnym kroku gra postawi ich przed określonym wyborem (bardzo często zależnym od rzutu kostki). W zależności od decyzji graczy, ale też wyników na kości, dana sytuacja rozwiąże się dla postaci pomyślnie lub... spuści jej bęcki.


Z czym kojarzy się opisana powyżej mechanika? Jak dla mnie jest to uproszczona wersja papierowych gier RPG. Uproszczona, bo jednak statystyk jest tu niewiele, a wszystkie potyczki czy testy przebiegają sprawie, ale jednak główny klimat został zachowany!



Baśniowa muzyka


A jaki jest to klimat! Iście baśniowy! Wszystko to za sprawą magicznej oprawy dźwiękowej. Niestety cały tekst nie został w ten sposób nagrany, co do zasady mamy tu udźwiękowienie tylko początku danej strony, do momentu wyboru, ale za to jakie jest to nagranie! Fantastyczne! Muzyka idealnie pasuje do każdej sceny i naprawdę dobrze podkręca atmosferę. Tak samo, jak sam narrator genialnie oddaje charakter postaci oraz atmosferę opisywanego miejsca.


Pora ruszyć w drogę!



Jak już wspomniałam, gracze mają do dyspozycji kilka różnych przygód, a format książki, chociaż A4, jest raczej niepozorny. W jaki sposób możemy więc podejść do zabawy kilka razy? Za pomocą sprytnego... recyklingu treści. Za każdym razem mapa wygląda inaczej, każda ma swoje specjalne pola, ale inne zwyczajnie się powtarzają. Przykładowo prawie zawsze realizować można misje poboczne. Wszystko to fajnie sprawdza się podczas kilku rozgrywek, jeżeli gracze nie zwiedzają wtedy dokładnie całej mapy, jednak przejście wszystkich przygód wydaje mi się zwyczaje zbyt powtarzalnym zadaniem. Moja rada jest więc taka, siadając do zabawy wybierzcie przygody, które najbardziej Was zainteresują, nie próbujcie od razu przechodzić wszystkich po kolei.


Podczas zabawy czeka na graczy kilka ciekawych mechanik. Jedną z nich są magiczne przedmioty, które losowane są za pomocą kartki z numerami. Jest to świetny pomysł! Szkoda, że wspomnianych przedmiotów jest tak mało i tak często się powtarzają.


"Opowieści Baśniomistrza: Tajemnice Dziwnolasu" to świetna zabawa! Zarówno dla małych (chociaż ja sugerowałabym co najmniej 10+), jak i dużych. Jeśli lubicie gry RPG, ale nie zawsze macie czas na pełną sesję, to rozwiązanie sprawdzi się wyśmienicie. Z kolei dla osób nieobeznanych z tego typu rozgrywkami, "Opowieści Baśniomistrza: Tajemnice Dziwnolasu" mogą być ciekawym wprowadzeniem.


Dominika Róg-Górecka

Za możliwość recenzowania dziękuję portalowi www.nakanapie.pl.

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates