Featured

czwartek, 9 kwietnia 2020

Koniec Ery – Adam Faber


Przy finałowym tomie oczekiwania są zawsze wyższe niż w stosunku do poprzednich części. Zwłaszcza gdy drogę do zakończenia poprzedziło naprawdę sporo tomów. Tak było i w przypadku „Kronik Jaaru”. Po serii zaskakujących i ciekawych przygód dotarliśmy do „Końca ery”. Czy historia zamknęła się z przytupem?


TytułKoniec Ery
Cykl: Kroniki Jaaru (tom 6)
Autor: Adam Faber
Wydawnictwo: We need YA


Przy finałowym tomie oczekiwania są zawsze wyższe niż w stosunku do poprzednich części. Zwłaszcza gdy drogę do zakończenia poprzedziło naprawdę sporo tomów. Tak było i w przypadku „Kronik Jaaru”. Po serii zaskakujących i ciekawych przygód dotarliśmy do „Końca ery”. Czy historia zamknęła się z przytupem?

Kraina Jaaru powinna chyba przyzwyczaić się do permanentnego zagrożenia, bo oto ponownie czyhają na nią siły zła. Tym razem są to moce nie tylko przerażające, ale też pradawne. Oczywiście wszystko zaczyna się… w domu Kate, gdzie nagle pojawia się… błękitne dziecko niewiadomego pochodzenia. Strażnicy znów muszą ruszyć w drogę, tym razem by odnaleźć dwanaście darów. Czy podołają misji? Czy mimo przeciwności uda im się uratować świat ludzi i Jaaru?

Finałowy tom nie zwalnia ani na chwilę. Miłośnicy wartkiej akcji będą usatysfakcjonowani tempem przygody, ale też kilkoma fajnymi zwrotami akcji. Mimo tego, że pewne szczegóły wydawały się co najmniej naciągane, ostatecznie nie odczuwałam wielu zgrzytów.

Na wyobraźnie czytelnika z pewnością zadziałają liczne opisy. Magiczna rzeczywistość po raz kolejny objawi się w pełnej krasie, a mnogość lokacji odkrywanych przy okazji podróży, jeszcze to wrażenie utwierdzi. Jeśli do tej pory podobał się wam wykreowany świat, nie powinniście czuć się zawiedzeni, bo naprawdę jest co „zwiedzać”.

Ten tom jest też przełomowy, jeśli chodzi o naszych bohaterów. Postaci zmieniały się przez cały cykl, jednak w „Końcu ery” stało się to najbardziej widoczne i istotne dla fabuły. Podczas tego ostatniego spotkania możemy ich lepiej poznać i zrozumieć pewne decyzje.

Jeśli chodzi o narrację, to utrzymuje ona swój poziom z poprzednich tomów. Jest lekka, bezpośrednia, adresowana raczej do nastoletniego odbiorcy, prosta w odbiorze i jednocześnie dobrze opowiadająca historię. Książkę czyta się błyskawicznie, ze sporą przyjemnością wynikające z niezobowiązującej lektury.

„Koniec ery” to solidne zamknięcie całego przepełnionego magią cyklu. Odpowiada na wszystkie pytania i wyjaśnia wiele wątpliwości. Trochę szkoda, że to już koniec, ale mimo wszystko finisz okazał się naprawdę satysfakcjonującym zakończeniem całości. Tak, jest to książka dla młodych nastolatków, ma sporo uproszczeń, a większy akcent położono na akcję i fantastyczne opisy niż dogłębną analizę zjawisk. Jeśli jednak jesteście w stanie przymknąć oko na pewne uproszczenia, cała seria z pewnością uprzyjemni wam niejeden wieczór, nie mówiąc o tym, jak pięknie ozdobi biblioteczkę 

dkbanner
logov5

środa, 8 kwietnia 2020

Megapolis – Adam Faber



Dobra książka i kubek gorącej czekolady, czy może być coś lepszego? Tak, wiem, rozpusta, ale przecież czasem trzeba odrobinę sobie pofolgować. Ja z rozmarzeniem sięgnęłam po przedostatni tom serii „Kraina Jaaru”. Jak wypadł on na tle pozostałych?


Tytuł: Megapolis
Cykl: Kroniki Jaaru (tom 5)
Autor: Adam Faber
Wydawnictwo: Czwarta strona


Wszystko powoli zmierza do wielkiego finiszu! Tym razem Kate zostaje odwiedzona przez niezwykłego gościa, który przybył do nie… wprost z przyszłości. Ma dla niej niebagatelne zadanie, musi uratować jego świat. Wcześniej czeka ją niebezpieczna podróż i  bitwa z siłami zła. Czy podoła wyzwaniu? Trzeba przyznać, że z każdym kolejnym tomem misje stają się coraz mroczniejsze.

Po raz kolejny historia zaczyna się od niecodziennego pomysłu. Bo przyznajcie, że koncepcja, by ratować świat odległy o 1000 lat, nie pojawia się zbyt często. Za to najbardziej lubię cały cykl, że ani przez chwile nie pozwala się czytelnikami nudzić i w każdej części odrywa coś nowego. Dodatkowo w tym tomie dowiemy się wielu rzeczy, które wcześniej były jedyne zasygnalizowane, tak samo jaka wątpliwości zostanie w końcu wyjaśnione. 

Czytelnika czeka też prawdziwy smaczek, czyli motyw podróży w czasie. Jest to jeden z moich ulubionych wątków, który jednocześnie sprawi, że ta część stała się dla mnie jedną z najlepszych w całym cyklu. 

Co do samego biegu wydarzeń, to opowieść bez wątpienia jest bardzo intensywna i dynamiczna. Momentami wszystko staje się trochę przesadnie zagmatwane i nierzeczywiste, ale jestem w stanie to wybaczyć, to w końcu fantastyka 😊

Na plus należy za to policzyć postacie poboczne. Wreszcie okazuje się, że każdy z nich miał nie tylko swoje miejsce w fabule, ale też istotny na nią wpływ. Wszystko zaczyna się łączyć, zazębiać i wyjaśniać.

Barwne opisy, ciekawy świat i fantastyczna przygoda! To wszystko razem daje naprawdę niesamowite połączenie. Jeśli więc lubicie książki kierowane do młodszego czytelnika i jesteście w stanie przymknąć oko na pewne naciągane sposoby na popchnięcie akcji, koniecznie sięgnijcie po ten tom.


wtorek, 7 kwietnia 2020

Siedem bram – Adam Faber

Ostatnio magia zdominowała moje recenzje! Chyba przejadły mi się obyczajówki, bo coraz chętniej sięgam po powieści z wątkami fantastycznymi. Jako że Kraina Jaaru wciąż ma przed nami wiele tajemnic, dziś pora na tom trzeci! Zapraszam!


Tytuł: Siedem bram
Cykl: Kroniki Jaaru (tom 3)
Autor: Adam Faber
Wydawnictwo: Czwarta Strona


Wydawać by się mogło, że wszystko jest tak, jak być powinno. Kate nareszcie ma u swojego boku ukochanego Jonathana, z kolei w Jaarze szykuje się niemała uroczystość. Jednak tę sielankę prędzej, czy później musiało coś przerwać. W tajemniczych okolicznościach tuż przed swoim ślubem, zniknęła Fione ỳl Maas! Kto za tym stoi? Strażnikom przyjdzie zmierzyć się z wieloma mrocznymi istotami i otworzyć niejedne drzwi, by się tego dowiedzieć.

Tak, wspomnę o tym po raz trzeci, uwielbiam wizualną stronę tej serii. Naprawdę jest na co patrzeć, bo wydanie jest wprost przepiękne. Gruba okładka, magiczna ilustracja oraz bardzo wygodny do czytania druk. Przyjemność sprawia już samo trzymanie tej książki w rękach, a potem… jest już tylko lepiej.

Widać wyraźnie, że nasza bohaterka nieuchronnie dojrzewa. Nie ma już śladu po roztrzepanej dziewczynce, Kate powoli staje się młodą kobietą, coraz bardziej świadomą swojej magii i roli. Oczywiście momentami wciąż zdarza jej się podjąć mało rozsądne decyzje, ale jest teraz o wiele bardziej wyważona.

Bez zmiany opowieść oczarowała mnie wykreowanym światem. Tak, wiem, ja po prostu kocham takie wątki, ale z każdym kolejnym tomem Jaar staje mi się coraz bliższy. Jednak jeśli wcześniej mieliście tę rzeczywistość za trochę niebezpieczną baśń, trzecia część okazuje jego mroczną stronę w pełnej krasie.

Jeśli zaś chodzi o fabułę, to „Siedem bram” skupia się przede wszystkim na poprowadzeniu wątku głównego. Mniej tutaj kwestii pobocznych, chociaż i one co jakiś czas się pojawiają. Opowieść nadal jest wartka, lekka i przyjemna. Czyta się ją z zapartym tchem i bez cienia znużenia. Również mnogość opisów akurat mi przypadła do gustu. Dzięki nim lepiej wczułam się w opisywaną przygodę.

„Kroniki Jaaru” to seria dedykowana do młodszego czytelnika, ale przypadnie do gustu również starszym osobą, które cenią sobie prostą, fantastyczną przygodę oraz dynamiczną akcję.




Tajemne imię – Adam Faber

Nasza codzienność nie jest ostatnio zbyt kolorowa. Chociaż dzieje się sporo, naprawdę mało w tym magii. Aż chciałoby się uciec i odciąć od tego wszystkiego. Najlepszym (i jedynym) kierunkiem są w tym momencie książki. W krainie Jaaru też nie jest zbyt bezpiecznie, ale tutaj wszystko może się zdarzyć.


TytułTajemne imię
Cykl: Kroniki Jaaru (tom 4)
Autor: Adam Faber
Wydawnictwo: Czwarta Strona



Powoli nadciągają mroczne chmury. Kate, opuszczona przez większość przyjaciół, postanawia przede wszystkim do mrocznego Tir-na-Nog. Czy pałacowe intrygi nie okażą się zbyt niebezpieczne dla dziewczyny? Tymczasem Jaar szykuje się do wojny. Pojawia się też kolejna zagadka, Kacper, mag, czy jego obecność może coś zmienić? Cóż, w tym momencie przyda się każde wsparcie, bo przed Mel postawiono naprawdę trudne wyzwanie.

„Tajemne imię” to już czwarty cykl „Kronik Jaaru” i chociaż jesteśmy mniej więcej w połowie serii, powieść wcale nie straciła na oryginalności. Ale od początku. Najpierw spójrzmy na okładkę! Moim zdaniem jest najładniejsza grafika w całym cyklu: piękna, magiczna, wręcz olśniewająca. Co więcej, jak zawsze, solidne i estetyczne wydanie.

W zakresie rozwoju naszej główne bohaterki mogę napisać to samo, co przy okazji recenzji trzeciego tomu. Postać jest sukcesywnie rozwijana, staje się dojrzalsza i mądrzejsza. Cieszę się, że ten aspekt historii nie został zaniedbany, bo sama historia zyskuje na tym głębi i staje się opowieścią bardziej uniwersalną. Bo o ile wcześniej można była ją po prostu zakwalifikować jako tytuł dla dzieci, teraz coraz bardziej przemawia też i dorosłego czytelnika.

Tym razem mamy też o wiele mroczniejszy klimat. W miejsce wesołych, radosnych barw, otrzymujemy ciężką, momentami wręcz przytłaczającą „stylistykę”. Ten element najbardziej wyróżnia tę część na tle pozostałych.

Poza tym wszystko „po staremu”: dynamiczna akcja, ciekawe zwroty akcji i wartka przygoda. Dodatkowo ciekawie rozwinięty wątek Mel sprawił, że do samego końca czytałam książkę z ogromnym zainteresowaniem!



niedziela, 5 kwietnia 2020

Królestwo Mostu – Danielle L. Jensen


Czasem tak mam, że dosłownie „zafiksuję się” na danej książce. Po prostu muszę ją mieć, chociaż sama nie do końca wiem czemu. Tym razem obiektem mojej obsesji stała się „Królestwo Mostu”. Po wielu dniach powieść trafiła w moje łapki. Czy powieść spełniła moje oczekiwania?


TytułKrólestwo Mostu
Cykl: Królestwo Mostu (tom 1)
Autor: Danielle L. Jensen
Wydawnictwo: Galeria Książki


Lara od dzieciństwa była szkolona, by wyjść za mąż za wroga jej królestwa, a potem… go pokonać. W dzień ślubu jest tego pewna, zamierza wykonać misję i dopełnić swoje przeznaczenie. Królestwo Mostu reprezentuje wszystko, co złe. Jednak gdy trafia do domu męża, powoli zaczyna do niej docierać, że prawda jest o wiele bardziej skomplikowana. Od jej decyzji zależy los wielu ludzi.

Książka zwraca uwagę już samą okładką, która zapowiada fascynującą przygodę pełną magii i emocji. Przynajmniej ja miałam takie wrażenie. Z pewnością nie można narzekać na tempo akcji, w opowieści sporo się dzieje, a fabuła porywa czytelnika już od pierwszych stron.

"Ale jej serce, od czasu ucieczki ze Środkowej Strażnicy zimne i spopielałe jak zgliszcza, teraz płonęło wściekłością, której nie umiała się sprzeciwić".

Sam pomysł na historię jest naprawdę ciekawy, często narzekam na wtórny charakter wątków głównych, ale nie tym razem. Coraz rzadziej książki są w stanie mnie czymś zaskoczyć, dlatego tym bardziej doceniam „Królestwo Mostu”. Od początku do samego końca byłam ciekawa rozwoju akcji. Działo się to też za sprawą sprzecznych uczuć, które targały naszą bohaterką. W ten sposób powieść świetnie łączy różne gatunki, nie brak tu miejsca i na miłość i na akcję.

Momentami brakowało mi trochę opisów świata, przedstawiona rzeczywistość mogłaby być bardziej magiczna i zwyczajnie bardziej dopracowana. Całość świetnie ilustrowałaby jakaś mapka, dzięki której lepiej moglibyśmy się rozeznać w miejscu akcji.

„Królestwo Mostów” to świetna, lekka i niesamowicie wciągająca powieść fantasy. Czyta się błyskawicznie, a już zakończenie z prędkością światła. Nie jest to może jakoś szczególnie refleksyjna pozycja, ale w ramach relaksu sprawdzi się wyśmienicie!



środa, 1 kwietnia 2020

Zenith – Sasha Alsberg, Lindsay Cummings


Kocham SF! Niestety jest to miłość, którą bardzo zaniedbuję. Dużo częściej ten gatunek towarzyszy mi w grach i filmach niż w książkach. Dlatego postanowiłam to zmienić. Okładka „Zenith” zadziałała na mnie jak magnes. No po prostu musiałam mieć ją w swoich łapach. Czy po przeczytaniu ostatniej strony była zadowolona z decyzji?


TytułZenith
Cykl: Androma (tom 1)
Autor: Sasha Alsberg, Lindsay Cummings
Wydawnictwo: We need YA


Andromę Racellę ceni się nie za jej urok, ale mordercze umiejętności. Nie bez powodu nazywana jest Krwawą Baronową. Jednak załoga statku zna również jej drugie oblicz. Dla nich jest po prostu Andi. I wszyscy oni zostają wplątani w pewną misję, od której zależy przyszłość galaktyki. Jeśli coś pójdzie nie tak… rozpęta się wojna.

Sami przyznajcie, czyż opis fabuły nie brzmi zachęcająco? Gdybyście jeszcze nie byli przekonani, pozwólcie, że zacytuję Sarah J. Maas:
„Porywająca galaktyczna przygoda! Żywiołowi bohaterowie, trzymająca w napięciu akcja i rozległy wszechświat sprawiły, że uzależniłam się już od pierwszych stron!”.
Czemu więc ta powieść ma tak niskie oceny? Spróbuję znaleźć na to odpowiedź.

Przede wszystkim nietypowy wątek główny: piraci i kosmos. Nie każdy czuje się z tymi motywami dobrze. Powiem jeszcze mocniej, trzeba go naprawdę lubić, żeby w pełni docenić pomysł na powieść. Jeśli jednak należycie do tej kategorii, to już od pierwszych stron poczujecie swojski klimat. Szybka, dynamiczna przygoda, awanturnicze wyprawy i zmieniająca się co chwilę akcja. Aż chciałoby się krzyknąć „Ahoj!”, z tą różnicą, że ten statek nie wymaga rozłożenia żagli 😊 Chociaż historia rozwija się powoli, to naprawdę warto dać jej szansę.

Androma to ciekawie, chociaż niejednolicie wykreowana postać. Z jednej strony jest silna i zdecydowana, z drugiej zdąża jej się narzekać na wszystko. Może nie tak wyobrażałam sobie kapitana piatów, jednak po jakimś czasie polubiłyśmy się. Podobało mi się jej sarkastyczne poczucie humoru i pewien dystans, który tworzyła w relacjach z innymi. Również pozostałe postacie zostały stworzone z pomysłem i przede wszystkim „jajem”.

Zenith” naprawdę fajnie wykorzystuje potencjał kosmicznego wątku głównego. Walki, intrygi, zagmatwane sytuacje i zaskakujące zakończenie. Bo finał, moi drodzy, odbył się z konkretnym przytupem. Takie SF to ja lubię!

Za książkę dziękuję portalowi CzytamPierwszy.pl.


wtorek, 31 marca 2020

Czarny amulet – Adam Faber




Od kiedy przeczytałam „Krainę luster”, minęło już trochę czasu. Do kontynuacji zasiadłam więc z niemałymi oczekiwaniami, ale też sporymi dziurami w pamięci. Pierwszy tom dosłownie mnie oczarował. Jak było z drugim? Czy po raz kolejny dałam się porwać magicznej krainie?


Tytuł: Czarny amulet
Cykl: Kroniki Jaaru (tom 2)
Autor: Adam Faber
Wydawnictwo: Czwarta Strona



Kate nie jest już zwykłą nastolatką, to początkująca czarownica pełna zapału do nauki. Pierwszy raz jedzie też na wakacje w iście fantastycznym klimacie, tak, poznaje inne nastolatki obdarzone mocą. Ale to nie wszystko. Jakby w ramach gratisu zyskuje… prześladowcę. Ale nie, żaden tam stalker, przynajmniej nie w rzeczywistości. Ten KTOŚ nawiedza jej sny. Kto to jest? Lista potencjalnych prześladowców jest naprawdę długa…

Muszę się przyznać bez bicia. Początkowo zupełnie nie szło mi czytanie. Napaliłam się na tę książkę, jak przysłowiowy szczerbaty na suchary, a potem zupełnie nie mogłam się wciągnąć. Prawdopodobnie wynikało to z mojej sklerozy. Kilku ważnych rzeczy nie mogłam sobie przypomnieć i początkowo opowieść zupełnie mi się nie kleiła. Dlatego, jeśli zamierzacie czytać tę serię, nie róbcie sobie zbyt długich przerw między poszczególnymi częściami. I oczywiście zacznijcie od pierwszego tomu!

Jednak już po kilku pierwszych rozdziałach akcja intensywnie przyspiesza. Głównie za sprawą magii, która w tej części zaczyna nabierać kluczowego znaczenia. Dziewczyna uczy się czarować, poznaje pierwsze zaklęcia oraz zgłębia tajniki jazdy na miotle. Takimi atrakcjami nie pogardziłby żaden miłośnik fantastyki. Skoro jednak nie możemy skosztować ich w naszej szarej codzienności… te fragmenty czyta się ze szczególnym upodobaniem.

Uważni czytelnicy znajdą też odpowiedzi na kilka pytań, które pojawiło się w pierwszym tomie. Jeśli więc po jego lekturze czuliście niedosyt, nareszcie poznacie wyjaśnienia kilku sekretów. Trzeba bowiem przyznać, że wykreowany świat jest naprawdę złożony.

Nie można też narzekać na tempo historii. Przygoda ani na chwilę nie zwalnia, pełna jest zwrotów akcji i zaskakujących wydarzeń. Tutaj nie ma miejsca na nudę. Z racji tego, że powieść adresowana jest raczej do młodszego odbiorcy, nie uraczycie tu zbyt wielu przemyśleń, ale prawdziwą kwintesencję magii i przygód.

Podobała mi się również kreacja bohaterów. Kronika Jaaru bogata jest w różne stworzenia, mniej lub bardziej cudaczne, zawsze jednak ciekawe. Każda z postaci ma coś ciekawego do zaoferowania, chociaż ich charaktery są dość jednoznacznie dookreślone.

Przy „Czarnym amulecie” bawiłam się wyśmienicie. Jeśli i wy cenicie sobie klimaty fantasy, to serdecznie polecam tę książkę. Nieważne, w jakim wieku jesteście, ta opowieść was oczaruje.



Kastor – Agnieszka Lingas-Łoniewska

Już jakiś czas temu popularne stały się romanse ze sportem w tle. Czytelniczki chętnie poznają tajniki walki o zwycięstwo, a im brutalniejsza dyscyplina, tym intensywniejsze emocji. Jednak z jeszcze większym zainteresowaniem śledzą … życie uczuciowe zawodników. Lubicie takie motywy? Jeśli tak, to koniecznie sięgnijcie po tę książkę.


TytułKastor 
Cykl: Bezlitosna siła (tom 1)
Wydawnictwo: Burda


Ona jest delikatna, zraniona, z jednej strony silna, z drugiej łatwa do zranienia. Przez przypadek On staje na jej drodze i już od pierwszego spojrzenia czuje, że coś go do niej ciągnie. Jednak jego świat to przemoc, mrok i walka z własnymi demonami. Czasem dosłownie. I to ich łączy, trudna przeszłość i sporo cierpienia. Czy uda im się odnaleźć spokój? I czy zrobią to… razem?

Muszę przyznać, że początku książka trochę mnie zawiodła. Wszystko szło szlakiem utartego schematu. Wiecie, on z kasą, ona z przeszłością, on lubi się bić, ona się tego boi, typowe prawda? Wrażenia, że „to już kiedyś było” nie straciłam do samego końca, ale… zupełnie mi to nie przeszkadzało!

Książkę czytało mi się… rewelacyjnie! Jakoś po 50 stronach dosłownie przepadłam! Lekka, przesycona emocjami narracja sprawiała, że historia dosłownie „sama się czytała”. Nie wiedzieć kiedy nagle byłam w połowie, a zaraz potem przy zakończeniu.

Emocji jest w „Kastorze” co nie miara! Już od pierwszych stron można się zanurzyć w niezwykle intensywnej opowieści. Tu nic nie jest letnie ani na pół gwizdka. Uczucia, przeszłość, trauma, wszystko zmierza do kumulacji i nieuchronnego wybuchu. A wtedy to dopiero zaczyna się dziać! Chociaż zwroty akcji nie były dla mnie zaskoczeniem, to naprawdę fajnie mieszały w fabule i skłamałabym, gdybym powiedziała, że oczekiwałam innego obrotu spraw.

Wspominałam wcześniej, że może sam motyw główny nie jest szczególnie oryginalny. Jednak jeśli chodzi o wątki poboczne, to tutaj naprawdę nie ma co narzekać. Drugoplanowe postacie również skrywają swoje sekrety, o których wspominają mimochodem, rozpalają naszą ciekawość. Dobrze, że to właśnie im poświęcone są kolejne części!

Na końcu zaś największy smaczek, czyli miłość. Jak jest z tym najważniejszym uczuciem. Cóż… typowo, ale niezwykle intensywnie. „Kastor” to naprawdę poruszająca historia miłosna, pełna wzlotów i upadków, łez oraz namiętności. Jeśli więc kochacie romanse, jest to dla was pozycja obowiązkowa!

burda

banner_czytampierwszy_1

poniedziałek, 30 marca 2020

Miłość aż po rozwód – Kinga Gąska

Miłość nie jest łatwą sprawą. Nie każdy związek kończy się happy endem, nawet… jeśli dochodzi do ślubu. Co może pójść nie tak? Cóż… całkiem wiele rzeczy.


TytułMiłość aż po rozwód
Autor: Kinga Gąska
Wydawnictwo: Filia



Trzy kobiety, trzy historie, trzy zranione serca. Każda z nich inna, każda kochająca na swój sposób. W ich życiu pojawił się pewien mężczyzna, dla jednej był mężem, dla drugiej synem, a dla trzeciej bratem. Ambitna bizneswoman, stateczna bibliotekarka i podążająca za trendami instamama. Zupełnie inne, a jednak coś je połączyło.

Tak, jak sugeruje opis książki, mamy więc opowieść o losach trzech kobiet. Ale wbrew temu, czego można się spodziewać, są to raczej luźno powiązane historie. Również wspomniany mężczyzna w 2/3 książki nie odgrywa większej roli. Pojawia się, jest punktem wspólnym i w zasadzie tyle.

To, co piszę, nie brzmi zbyt atrakcyjnie. Ale to mylne wrażenie, które mimo wszystko towarzyszyło mi podczas pierwszych stron. Początkowo „Miłość aż po rozwód” nie wyróżniało się niczym szczególnym. Ot kolejna opowieść o silnej i niezależnej kobiecie, której nie interesowała miłość, ale los pchnął ją w męskie ramiona. Jednak pomimo tak negatywnej, pierwszej oceny, czytałam dalej. Lekka narracja, bezpośredniość fabuły oraz liczne, raz słodkie, raz gorzkie przemyślenia, trzymały mnie przy książce. Powoli zaczynałam odrywać ciekawą i na swój sposób przejmującą opowieść. Nie ckliwe romansidło o tym, że miłość wszystko zwycięży, ale trudną relację o nieodpowiednich związkach.

Chociaż trudno oprzeć się wrażeniu, że punktem wyjścia do kreacji bohaterek są stereotypy, to trzeba przyznać, że autorka zgrabnie rozwija przyjęte przez siebie schematy. Ta książka bardziej gra na emocjach, niż stara się zaoferować coś nowego. Jej fabuła nie jest szczególnie oryginalna, ale za to wciąga przyjemną narracją i bezpośrednim zobrazowaniem uczuć. Wszystko toczy się dookoła miłości, która zazwyczaj pojawia się w życiu naszych bohaterek nieproszona i chociaż przemija, to na zmienia życia i charaktery kobiet.



Moje pierwsze wrażenie było błędne. Ostatecznie powieść bardzo przyjemnie wypełniła mi czas i urzekła refleksyjnym, ale nie melodramatycznym klimatem. Ciekawa propozycja dla miłośniczek literatury dla kobiet.

Książkę przekazała księgarnia Gandalf.





niedziela, 29 marca 2020

Wielki następca – Anna Fifield



Gdybym mogła wybrać kraj, w którym chce się urodzić… cóż… Polska nie byłaby moim pierwszym wyborem. Ale nie sposób też ukrywać, że mogliśmy trafić o wiele gorzej. Po lekturze „Wielkiego następcy” mogę stwierdzić, że tam to dopiero mają ciężko, chociaż niektóre metody, nasi łaskawie panujący, stosują również na nas. Niepokojące, prawda?

Tytuł: Wielki następca
Autor: Anna Fifield
Wydawnictwo: SQN


Zarówno o Korei Północnej, jak i o samym Kimie, wiedziałam niewiele. Tyle co słyszałam w telewizyjnych wiadomościach (z czasów, gdy jeszcze je oglądałam, a było to tak dawno, że nie pamiętają tego najstarsi górale). Właśnie dlatego publikacja skupiona wokół sylwetki Kim Dzong Una była dla mnie ogromną kopalnią wiedzy. Czego się z niej dowiecie? Przede wszystkim poznacie losy dyktatora od najwcześniejszych lat (plus trochę z historii jego przodków). Poznacie zarówno oficjalne, jak mnie jawne informacje. Autorka odkryje przed wami jego bardziej prywatne oblicze, głównie z czasów gdy nie sprawował on jeszcze władzy. Poza tym w reportażu otrzymujemy też całkiem sporo informacji na temat trudnego życia w Korei Północnej, w skrótowym przekroju z ostatnich kilkudziesięciu lat. Dowiecie się, co się zmieniło, a co zostało po staremu. Na końcu jednak, wszystkie te skomplikowane działania polityczne ukażą wam mroczną stronę władzy, ale też jej zakulisowe mechaniki. Brzmi ciekawie? I tak jest w rzeczywistości.


Po literaturę faktu sięgam raczej w drodze wyjątku.
Trochę obawiam się, czy opisywana w niej historia mnie nie zanudzi. Autorka „Wielkiego następcy” opowiada o Korei Północnej w niesamowicie angażujący sposób. Czytelnik już od początku czuje się zaintrygowany, na początku lekko rozbawiony, a mniej więcej od połowy… przerażony. Współczesna historia opisana na łamach tego reportażu momentami dosłownie mrozi krew w żyłach. Morderstwo brata, które przeszło bez większych reperkusji? Zabicie obywatela innego kraju i wystawienie mu za to… rachunku? To się dosłownie nie mieści w głowie, że mówimy o czasach współczesnych.

Z pełnym zdecydowaniem mogę powiedzieć, że ten reportaż czyta się równie dobrze, jak powieść. Przy czym „zwroty akcji” bywają bardziej zaskakujące, niż w niejednym filmie akcji. I naprawdę nie trzeba się interesować ani polityką, ani Koreą by dać się porwać tej historii.


„Wielki następca” to nie tylko dobrze napisany reportaż, to przede wszystkim wartościowa lektura. Za jej sprawą lepiej poznajemy otaczający nas świat, nawet jeśli jest to jego bardziej odległy fragment. Autorka w niesamowicie wciągający sposób opisuje rzeczywistość, która nigdy nie powinna zaistnieć. Świetnie łączy fakty, ale też wyciąga z nich wnioski. Na uznanie zasługuje też ogrom pracy, którą włożyła w jej napisanie. Mamy też próbę odpowiedzi na pytania „czemu ten ustrój jeszcze nie upadł” czy „w jaki sposób młody Kim w ogóle utrzymał władzę”. Zdecydowanie polecam tę książkę… każdemu!

logov5

sqn

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates