Featured

poniedziałek, 21 czerwca 2021

Miś zwany Paddington – Michael Bond


Są bajki, które się nie starzeją, a pomimo upływu lat wcale nie tracą na aktualności. Jedną z nich jest „Miś zwany Paddington” – historia, która nigdy nie była dedykowana wyłącznie dzieciom. To miała być po prostu dobra opowieść i to da się odczuć!


Tytuł: Miś zwany Paddington

Autor: Michael Bond

Wydawnictwo: Znak

 

Państwo Brownowie pojawili się na dworcu z zamiarem odebrania swojej córki. Nie spodziewali się, że przy okazji przygarną też misia. Ale czy mogli postąpić inaczej, widząc uroczego stworka z tabliczką o treści „Proszę zaopiekować się tym niedźwiadkiem”? Już kilka pierwszych chwil przekonało ich, że od tej pory czeka ich wiele wrażeń. Ten uroczy miś jest bowiem nie tylko niezwykle kulturalny, ale też działa na problemy niczym magnes!

 

Książka pierwszy raz została opublikowana w 1958 roku. Zaczęło się od napisania jednego opowiadania, potem doszło kolejne i następne, aż w końcu autor miał materiał na całe wydanie. Jak zaznacza, nigdy nie zastanawiał się, czy pisze dla dzieci. To nie było jego intencją i dzięki temu udało mu się uniknąć typowych dla bajek uproszczeń. Z perspektywy czasu i dorosłego czytelnika, mogę śmiało powiedzieć, że ta metoda się sprawdziła! Po pierwsze, historia w ogóle nie straciła na aktualności, jej przekaz, komizm sytuacji, czy kluczowe wątku wciąż odpowiadają bieżącym problemom i są zrozumiałe nawet dla małego, bardzo współczesnego odbiory. Po drugie, sama fabuła wciągnie czytelnika niezależnie od wieku. Zarówno mały, jak i duży (a nawet dorosły), znają w tej historii coś, co złapie ich za serce!

 

„Miś zwany Paddington” zachwycił mnie przede wszystkim kreacja tytułowego niedźwiadka. Swoją postawą przekazuje wiele pożytecznych wzorców. Bo chociaż nie raz wpada w tarapaty, to nigdy nie ma złych intencji. Rodzicom z pewnością spodoba się promowanie takich postaw jak grzeczność,  empatyczność, czy oszczędność. W dzisiejszych czasach zwłaszcza ta ostatnia cecha nie jest szczególnie moda. Jednak nasz miś jest skromny i wręcz minimalistyczny. Grzecznie dysponuje swoim kieszonkowym, nie ma roszczeniowej postawy. Nie wiem, czy ta powieść wystarczy, by zakorzenić takie postawy w prawdziwym życiu, ale warto spróbować!

 


Sama książka składa się z rozdziałów, dziejących się w kolejności chronologicznej i skupionych wokół konkretnych przygód. Autorowi udało się utrzymać idealne tempo opowieści, które nie nudzi, a jednocześnie pozwala poznać bohaterów. Bo obok misia w historii biorą udział ciekawe i złożone postacie, które w większości unikają schematom. Jestem przekonana, że każdy maluch polubi całą rodzinę, a starszy czytelnik wyłapie niuanse w ich wzajemnych relacjach.

 

Za wznowienie tej ponadczasowej publikacji odpowiedzialne jest wydawnictwo Znak i trzeba przyznać, że robi to wyśmienicie. Twarda oprawa, duży druk oraz grafika (z oryginału) sprawiają, że książka przyciąga uwagę małego czytelnika.

 

„Miś zwany Paddington” to wartościowa lektura, przy której przyjemnie spędzimy czas z dzieckiem. Do takich książek warto wracać i mieć je na swojej półce!


Dominika Róg-Górecka

sobota, 19 czerwca 2021

Violet robi mostek na trawie – Lana Del Rey



„Niektórzy lubią poezję”. Zawsze myślałam, że należę do tego grona. Jednak tomik „Violet robi mostek na trawie” sprawił, że zaczęłam wątpić. Może tylko lubię tak o sobie myśleć, a tak naprawdę zupełnie nie rozumiem poezji? Niepokojące…

 

Tytuł: Violet robi mostek na trawie

Autor: Lana Del Rey

Wydawnictwo: SQN


„Violet robi mostek na trawie” sięgnęłam głównie dlatego, że znam i lubię twórczość autorki. Piosenki Lany Del Rey ujmują mnie swoją prostą, melodią, klimatem i melancholią. Czy z wierszami może być inaczej? Jak się okazuje… tak.

 

Na samym początku warto zaznaczyć, że nie znam się i prawdopodobnie nie umiem recenzować poezji. Jeśli jesteś w tym samym położeniu, to zapraszam do poznania moich odczuć, które towarzyszyły mi przy lekturze tego tomiku.

 

Wydanie – pierwsza klasa!


SQN po raz kolejny pokazało, że umie pięknie wydawać książki. Bardzo letnia grafika na twardej okładce, błyszczący tytuł, gruby papier – tomik prezentuje się pięknie. Również same zdjęcia, których jest naprawdę dużo, prezentują się nieźle.

Tomik zawiera ponad 30 wierszy, każdy najpierw w oryginale, potem po polsku, zwykle na oddzielnych stronach. Ten sposób wydanie sprawia, że książka co prawda prezentuje się nieźle, ale nie zawiera dużo treści.


Czy jest klimat?

Piosenki Lany Del Rey kojarzą mi się z dusznym amerykańskim latem. Podobne odczucia towarzyszyły mi podczas czytania książki. Z jednej strony za sprawą graficznej, z drugiej, dzięki melancholijnym wierszom. Czytając je, miałam wrażenie obcowania z intymną twórczością autorki, z jej przeżyciami i emocjami.


Ah ta poezja!


Co jednak sprawiło, że tomik wywołał we mnie mieszane uczucia? Po głowie cały czas chodziło mi „jak to mnie zachwyca, kiedy mnie nie zachwyca?”. Rozumiałam przekaz, czułam klimat, ale nie byłam oczarowana. Część myśli była dla mnie trywialna w treści, część zawodziła formą, która wyglądała niczym podzielona losowymi enetrami proza. Parę razy spodobały mi się klamry kompozycyjne, kilka razy odnalazłam więcej magii w wersji angielskiej, ale nie było w tym wszystko żadnego zauroczenia. Nic, co poruszyłoby mnie na dłużej, czy zachęciło do wracania do wierszy (a takie tomiki są!).


Nie uważam jednak, żeby był to czas zmarnowany. „Violet robi mostek na trawie” był ciekawym doświadczeniem, rodzajem eksperymentu, który wiele powiedział mi o mnie samej i moim literackim guście. Dlatego myślę, że warto przekonać się samemu, czy taki styl nam odpowiada.



Dominika Róg-Górecka

Numer akredytacji: 08/05/2020

piątek, 18 czerwca 2021

Topieliska – Ewa Przydryga


Człowiek goni za zwykłą codziennością, realizuje swoje plany i nie zdaje sobie sprawy, jak ważne jest tu i teraz, ciesząc się obecnością najbliższych nam ludzi. Czasem życie otrzeźwia nas z monotonii dnia codziennego i zmienia się już nieodwracalnie. Bohaterka książki pt. „Topieliska” przeżyła najgorsze chwile, jakie mogła otrzymać od życia - niespodziewaną stratę dwóch najbliższych osób, męża i synka. Strata ukochanych osób rozpoczyna lawinę przerażających odkryć. Czy bohaterka znajdzie odpowiedzi na nurtujące ją pytania? Jak wpłyną one na jej życie?

Tytuł: Topieliska

Autor: Ewa Przydryga

Wydawnictwo: Muza


Pewnego mglistego poranka Polę budzi telefon. Niestety dowiaduje się od recepcjonistki, że jej synek i mąż nie dojechali na umówioną wizytę. Główna bohaterka jest przerażona i od razu próbuje skontaktować się z najbliższymi, ale bez skutku. Pomimo szalejącej zamieci, postanawia szukać Kubę i trzyletniego Jasia. Pokonując znaną jej drogę, zauważa akcję ratunkową prowadzoną nad pobliską rzeką.


Niestety dostrzega wyławiany pusty samochód, który jest w stanie bez trudu rozpoznać. Pojawia się nadzieja, gdy wrak okazuje się pusty, a Pola robi co może, aby nagłośnić sprawę zaginięcia Kuby i Jasia. Wiara w odnalezienie męża znika po kilku dniach, kiedy zostaje wyłowione jego zamarznięte ciało.


Czas mija, a Jaś nadal jest uznany za zaginionego. Na domiar złego zaczynają wychodzić na jaw niekorzystne fakty dotyczące jej męża. Matactwa i szantaże to nie jedyne odkrycia Poli. Kuba miał też mroczną przeszłość, w której pojawia się tajemnicza utopiona w jeziorze dziewczyna, a przeszukiwana przez policję piwnica ujawnia wstrząsające odkrycia...


Przyznam, że thriller bombarduje nas emocjami w przeróżnej postaci. Książka została napisana oczami głównej bohaterki, która przeżyła tragedię, jest samotna i stara się wierzyć w odnalezienie synka. Czytelnik jest w stanie poznać, co czuje Pola, jak sobie radzi z towarzyszącą jej stratą, a także bez problemu możemy odczytać uczucia innych bohaterów powieści. Książkę czyta się naprawdę szybko i pomimo zwiększającej się ilości nowych, szokujących wydarzeń, nie czułam się zagubiona. Niesamowite jest to, że wszystko, co wydaje się oczywiste, takie nie jest i nawet nie zdajesz sobie sprawy, że zgadywanie kończy się niepowodzeniem.



Pisarka Ewa Przydryga zaserwowała nam gonitwę dramatycznych zdarzeń, które wzajemnie się nakręcają i nie przestają zwalniać. Kiedy myślisz, że to już koniec fatalnych odkryć, nagle wychodzą kolejne i następne. Niejednokrotnie czułam napięcie, nie byłam w stanie odłożyć książki na bok i chciałam, aby napływ złych informacji już się skończył. W całej książce towarzyszy niepokojący i mroczny klimat, który daje się odczuć już od pierwszych przeczytanych stron.


„Topieliska” to intrygujący thriller psychologiczny, który niepokoi, a także rozbudza naszą ciekawość. Niewątpliwie zakończenie spowodowało, że na długie godziny nie mogłam się pozbierać, a prawda okazała się nieprawdopodobna. To moja pierwsza przeczytana książka pisarki Ewy Przydrygi i zastanawiam się dlaczego, ponieważ jestem zachwycona i chętnie sięgnę po inne dzieła autorki.


 Beata Wolniewicz-Róg 

poniedziałek, 14 czerwca 2021

KeyForge – Rebel


KeyForge to gra, która miała zaskakiwać praktycznie każdym elementem. Już same jej założenia były innowacyjne. Bo z jednej strony gra karciana, a z drugiej unikatowe talie, przy których nie można majstrować. Co z tego wyszło?


Tytuł: KeyForge

Liczba graczy: 2

Czas rozgrywki: 15 - 45 minut

Wiek: od 14 lat

Data wydania: 2018

Wydawca: Rebel

Autor: Richard Garfield

 

 

O co chodzi z tymi taliami?

Na początku kilka słów dla osób, które nie grają zbyt wiele w karcianki. Ten rodzaj zabawy dzieli się co do zasady na dwie grupy:

  • Gry, w których producent daje graczom określone zestawy kart, każdy egzemplarz zawiera takie same karty,
  •  Gry kolekcjonerskie, w których gracze otrzymują startery, a potem dokupują kolejne karty i kompletują upragnioną talie.

Wydawałoby się, że nie ma innego modelu, że jesteśmy skazani tylko na te dwa rozwiązania. KeyForge zaproponowało jednak coś zupełnie innego. Gracze co prawda nie mogą tworzyć swoich tali, jednak każda z tali producenta jest… unikatowa. Takiego układu kart, jak nasze, nie będzie miał nikt inny. Ten model ma zarówno swoje dobre, jak i złe strony. Zanim jednak wskażę, co może pójść nie tak, słów kilka o zasadach.

 

Zasady

Podstawowa mechanika jest bardzo prosta. Gracze dążą do wykucia trzech kluczy, a każdy z nich kosztuje 6 Æmberu. Jest to jedyna waluta w świecie Archontów i zdobywa się ją dzięki niektórym kartom. Zasadniczo zabawa polega na pokonywaniu kart przeciwników, bo każde ze stworzeń ma swoją siłę ataku i obrony. Jednak wszystkiemu towarzyszą dodatkowe efekty, które z nawet słabych istot pozwolą nam wycisnąć trochę grosza. Co ciekawe, zagrywanie kart nic nie kosztuje. Nie mamy tutaj typowych landów, jak w Magicach. ALE! Wszystkie karty podzielone na 4 domy. Na początku ruchu decydujemy się na jeden, i tylko jego karty będziemy mogli zagrywać. Czy odrzucić część kart, licząc na lepszy kombos w przyszłości, a może przeczekać słabe rozdanie i w następnym ruchu użyć silnej, ale pojedynczej karty? To będą kluczowe decyzje w tej zabawie.

 

Plusy i minusy

Najciekawiej prezentuje się główne założenie, czyli teoria unikatowych kart. Jednak dla osoby, która gra tylko od czasu do czasu, jest to bardziej ciekawostka niż najważniejszy element. W praktyce pozwala zakosztować najróżniejszych talii, bez konieczności dokupowania dodatkowych kart. Jeśli już decydujemy się na dodatek, to jest nim kolejna, kompletna talia. Brzmi ciekawie i w teorii powinno zagwarantować podobny poziom zabawy dla każdego gracza. Niestety tak nie jest. Zdążają się talie bardzo silne oraz niezwykle słabe, a my nie możemy poprawić ich balansu. Chociaż są to raczej sytuacje skrajne, to sama rozgrywałam partię kartami, którymi od początku do końca nic nie mogłam zrobić.

Brak też jakiej większej historii, gra nie funduje nam fabuły, czy jakiejś porywającej opowieści. Same domy i talie to zbieranina zabawnych kart, z których nic nie wynika.

Plusem zabawy są za to dynamiczne i raczej szybkie rozgrywki. Chociaż przy pierwszych partiach trzeba najpierw poznać swoje karty oraz karty przeciwnika, to następne rozdania zyskują tempa.

Bardzo ładnie prezentuje się też strona graficzna. Katy mają szczegółowe, ciekawe ilustracje oraz zabawne opisy, czy nazwy.

Zaletą jest również niski koszt wejścia. Za dwie talie zapłacimy ok. 100 złotych, co dla karcianek nie stanowi wygórowanej ceny.

Również sama mechanika to coś nowego, nie tylko unikatowe talie, ale również brak kosztu wystawienia kart, czy podział na cztery domy z pewnością należy policzyć na plus. Mało gier ryzykuje z czymś innowacyjnym, a KeyForge zdecydowało się na odważny ruch i nowe zasady. Z kolei różnorodność talii zapewni rozrywkę tym, którzy potrafią w kółko grać w jedną grę i spotykać się w większym gronie np. klubowym.

Małe zastrzeżenia mam co do zasad budowania kombosów. Tak jak wspomniałam, poszczególne talie potrafią być bardzo nierówne, chociaż strategie walki mogą być odmienne, to ostatecznie jednak będziemy dążyć do zbudowania z naszej talii konkretnego kombosa. Nie ma tu miejsca na bardzo skomplikowane taktyki, a szczęście będzie miało kluczowe znaczenie.

 

Podsumowując

KeyForge to lekka i pomysłowa karcianka, która potrafi mocno sfrustrować. Świetnie sprawdzi się jako rozrywka raz na jakiś czas lub przerywnik między cięższymi tytułami. Mam nadzieję, że wydawca zdecyduje się na kolejne oryginalne gry z nietypowymi zasadami.

 



Dominika Róg-Górecka


piątek, 11 czerwca 2021

Modern love, czyli miłość niejedno ma imię



Czym jest miłość? Nie ma jednej, ani tym bardziej prawidłowej, odpowiedzi na to pytanie. Miłość bywa różna, ma rozmaite odcienie, barwy, wzbudza skomplikowane emocje, nie zawsze jest wzniosła, nie zawsze romantyczna. Nie sposób nakreślić pełnego obrazu miłości, można za to pokazać przykłady.


Tytuł Modern love
Wydawca: Prószyński

„Modern love” to rubryka słynnego czasopisma „New York Times”. Przez lata czytelnicy magazynu wysyłali tam listy i opowiadali o swoim życiu, uczuciach, pięknych chwilach, ale też trudnych doświadczeniach. Daniel Jones, redaktor gazety, zebrał najciekawsze z nich i za zgodą autorów wydał w formie książki. Czy publikacja, w której co kilka stron zmieniają się bohaterowie, a każdy z nich zaprasza czytelnika do swojego intymnego świata, może być ciekawa? Może, i to nawet bardzo!


Od strony technicznej „Modern love” wyróżnia się nietypowym pomysłem, ale też ciekawą okładką. Grafika zwraca uwagę i przyciąga oko, obiecując nowoczesne, na wskroś współczesne historie. Sama treść podzielona została na tematyczne części, które grupują opowieści według pewnej myśli przewodniej. Dużym plusem jest tutaj bardzo otwarte podejście do miłości. Obok historii pierwszych randek mamy też relacje z małżeńskiego życia. Co więcej, książka nie ogranicza się tylko do romantycznej wersji miłości. Znajdziemy tutaj też wiele rodzicielskich tematów, czasem skrajnie różnych, poruszających i dających do myślenia.


Publikacja ta nie boi się żadnego tematu tabu. Może nie tyle budzi kontrowersje, wszystko ma bowiem na swój sposób ugrzecznioną wersję, ale jednak zwraca uwagę jak wygląda współczesny świat, jak zmienił się model związku, czy rodziny. Tej książki nie da się czytać jednym tchem, bo każde z opowiadań porusza jakiś ważki temat, zmusza do myślenia i refleksji. Często odkładałam książkę na parę minut, żeby chociaż przez chwilę pomyśleć. „Modern love” ma szansę zwrócić uwagę czytelnika na rzeczy, które w natłoku codzienności umykają jego uwadze. Chociaż w opowieściach nie ma ani krztyny moralizatorstwa, to jednak nie sposób nie zacząć się zastanawiać nad swoim życiem.


Ciężko jest ocenić książkę, w której jest tyle opowiadań, a do tego każde napisane przez innego autora. Część z nich z pewnością do Was nie przemówi, ale część zrobi piorunujące wrażenie. Poza lekką narracją łączy je pewna ogólna, bardzo nieuchwytna wizja miłości. „Modern love” porusza, bawi, daje nadzieję, wzrusza i zasmuca. Pokazuje życie we wszystkich jego odcieniach, ale też zwraca uwagę na ważne tematy. Warto dać tej książce szansę!

Dominika Róg-Górecka


Książka została otrzymana z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

poniedziałek, 7 czerwca 2021

Sonka. Ostatnia żona Jagiełły – Dorota Pająk-Puda



Wybierzemy się dziś na przejażdżkę naszym niezawodnym wehikułem czasu. Udamy się w czasy dość odległe, a mianowicie w lata 1422- 1467. To wtedy panował Władysław Jagiełło i w 1422 roku pojął za żonę młodziutką Zofię Holszańską.


Tytuł: Sonka. Ostatnia żona Jagiełły

Autor: Dorota Pająk-Puda

Wydawnictwo: MG


To ona właśnie będzie naszą towarzyszką w tej niezwykłej podróży. Zajrzymy do jej domu  rodzinnego, będziemy świadkami zaślubin z Władysławem Jagiełłą i potowarzyszymy jej w życiu codziennym. Uwierzcie mi na słowo, będzie to doświadczenie niecodzienne, pełne wrażeń i emocji.


Jeżeli spodziewacie się po tej książce porządnej biografii królowej Zofii to od razu Was, uprzedzam, dostaniecie coś o wiele więcej. Przeczytacie dobrze napisaną powieść historyczną, w której od emocji aż buzuje. Intrygi, przemoc, skrywane namiętności, tak, tak Moi Drodzy, takie rzeczy to nie tylko przywileje dworu Henryka VIII, na polskim dworze również ich nie brakowało. 


Przyznaję się bez bicia, że postać Sonki była mi totalnie obca. Poczytałam sobie trochę o niej w "internetach" i już wiem, że autorka suche historyczne fakty ubrała w piękną literacką opowieść. Na jej kartach aż roi się od autentycznych postaci, znanych nam z podręczników historii, którzy raz po raz zaskakują nas poczynaniami, o które w ogóle byśmy ich nie podejrzewali i między innymi to sprawia, że książkę tę czyta się z wypiekami na twarzy.


W tekście znajdziemy wiele archaicznych słów, lecz nie bójcie się, że nie zrozumiecie, o czym mowa, ich znaczenie wyjaśnione jest w przypisach, zamieszczonych na dole strony. Wielką przyjemność sprawiło mi poznawanie nowych słów, jak i przypominanie sobie znaczenia tych, które już kiedyś, gdzieś tam obiły mi się uszy. Nie obyło się bez zaskoczeń. Fraucymer i paternoster kojarzyły mi z zupełnie czymś innym. Mam nadzieję, że Wam również sprawi wiele radości obcowanie z tym staropolskim słowniczkiem.


Jak zwykle muszę pochwalić wydawnictwo MG za piękne wydanie książki. Twarda, lakierowana oprawa ozdobiona "staropolską" grafiką i jej powtórzenie na stronie tytułowej. Zachęcają one do jak najszybszego zagłębienia się w historyczną fabułę. Wydawnictwo jak zwykle stanęło na wysokości zadania. 


Serdecznie zapraszam w tę pełną polskiej historii podróż. Emocji i wrażeń tu tyle, jak nie przymierzając w Grze o tron, a przy okazji będziecie mogli przypomnieć sobie, co pamiętacie z czasów szkolnych. I nie przejmujcie się, jeżeli pamiętacie mało, po to właśnie powstają takie książki, abyśmy wygodnie usadowieni w fotelu mogli przeżywać pełne emocji i wrażeń lekcje historii naszego kraju. Miłej lektury i do następnego!


Dorota Skrzypczak

niedziela, 6 czerwca 2021

Sos musztardowy z cytryną



Uwielbiam sałatki, jednak czasem nie mam pomysłu na ich urozmaicenie. Pomysł na ten sos okazał się strzałem w 10!


Składniki:

  • 2 łyżki musztardy,
  • 2 łyżki jogurtu,
  • łyżeczka oliwy,
  • szczypta bazyli,
  • łyżeczka soku cytrynowego (u mnie soku Limmi).


Przepis:

Wymieszać musztardę z jogurtem, potem dodać pozostałe składniki i wymieszać. 

Lekko kwaskowaty, idealny do letniej sałatki!




Kąkol – Zośka Papużanka


Uwodzi poprzez nazywanie codzienność prostymi słowami. Opisuje, skłania do refleksji, przywołuje melancholie. Zośka Papużanka maluje słowem obraz, na swój sposób, przeszły i skazany na zapomnienie.


Tytuł: Kąkol
Autor: Zośka Papużanka
Wydawnictwo: Marginesy

 

„Kąkol” to melancholijna podróż w czasie i przestrzeni. W czasie, bo przenosi nas do epoki sprzed telefonu, za to z mnóstwem zabawy, a w przestrzeni, bo na zapomnianą wieść, gdzie nie wszystko jest sielskie i anielskie. W opowieści tej cała rodzina i kilkuletnie dziecko, będące narratorem tej historii, ruszają na wakacje, do rodzinnego domku letniskowego. Tu wśród upałów i zdartych kolan, rozgrywa się świat na styku dzieciństwa i dorosłości. Z jednej strony czujny, mały narrator, z drugiej rodzicie, dziadkowi i wujostwo, uwikłani w schematy, stereotypy i własne ograniczenia. Czasem nie trzeba rozumieć, by widzieć, nie trzeba tłumaczyć, by spostrzegać.

 

Ale to już było i nie wróci więcej…

Melancholia – to pierwsze i chyba najintensywniejsze uczucie, które zdominowało mój odbiór tej powieści. Cała fabuła rozgrywa się w czasach, które w takiej formie już nie wrócą. Nie ma jeszcze telefonów, a dzieci muszą zajmować się same sobą. Nie są ani lepsze, ani gorsze. Są inne. Książka najbardziej przemówi do osób, które mają podobne doświadczenia, które wyjeżdżały na wakacje na wieś, spotykały się z całą rodziną i bez kontroli biegały po polach i lasach. Mimo tego każdy znajdzie w niej coś „swojego”, jakiś element wspomnień. W moim przypadku było ich kilka. Oczywiście „samochód, w którym się nie je” (czy w warrancie mojego tatusia: samochód, po wejściu, do którego dzieci od razu chciały jeść), czy „moja mamusia jest najpiękniejsza”. Nie było tego jednak dużo, więc chociaż zarżały się melancholijne momenty, nie odczułam tego jakoś bardzo mocno.



Dzieci i ryby

Są to też czasy zupełnie innego podejścia do dzieci, do ról społecznych, czy rozwiązywania konfliktów społecznych. Poznajemy je z perspektywy co najmniej niecodziennej, bo widzimy oczami małego dziecka. Tego, które się wiecznie pałęta pod nogami, któremu się nic nie tłumaczy, a które rozumie zaskakujące dużo. Jest to fascynujący punkt widzenia, bo niezwykle szczery i wolny od większości uprzedzeń. Pozwala nam ocenić pewne zdarzenia bardziej obiektywnie, niż gdyby relacjonowały je osoby zaangażowane bezpośrednio. I w pewien sposób zastanowić się nad światem dorosłych, który nawet w relacjach rodzinnych buduje mury i uprzedzenia.

 

Obraz malowany słowami

Uwielbiam sposób, w jaki autorka opisuje historię. Relacjonuje codzienność w sposób lekki, ale też niezwykle dosadny. Używa wielu prostych słów na sklejenie historii z jednej strony banalnej, z drugiej poruszającej. Jest uważnym obserwatorem codzienności, której nadaje bajeczny wymiar. Czytając jej książkę, miałam wrażenie, że wszystko, o czym pisze, jest oczywiste, ale też na swój sposób fascynujący.

 

Potrzeba czasu…

… żeby zanurzyć się w tę historię. Nie uraczycie tutaj zaskakujących zwrotów akcji, sekretów, czy tajemnicy. „Kąkol” to spokojna relacja opisująca nieuchwytne. Potrzeba czasu, by wczuć się w jej specyficzny rytm, a i wtedy ciężko nazwać ją „zapierającą dech w piersiach”. Ta książka daje przestrzeń do przemyśleń na temat rodziny i dzieciństwa. Jeśli nie macie na to ochoty, możecie czuć się rozczarowani.

 

Do tej pory czytałam jeszcze dwie inny książki autorki „Przez” oraz „Świat dla ciebie stworzyłem”. One podobały mi się bardziej, mocniej mnie poruszyły, nawiązywały do bliższych mi spraw. „Kąkol” rządzi się swoim specyficznym tempem, czaruje parnym latem, dusznym klimatem rodzinnym i lekkością dzieciństwa. Zaskakująco refleksyjne połączenie przypadnie do gustu uważnemu czytelnikowi.


 

 Dominika Róg-Górecka

Numer akredytacji: 08/05/2020

sobota, 5 czerwca 2021

Odporność. Czy Twoje dziecko może nie chorować?


Internet nauczył nas powierzchownego przeglądania informacji. Chociaż teoretycznie dostęp do wiedzy jest łatwy, jak nigdy dotąd, wystarcza nam szybkie przejrzenie nagłówków. Dotyczy to również rodzicielstwa. Dzieci na Instagramie nie chorują, zawsze są śliczne i uśmiechnięte. Czy jeśli maluch co chwilę „ma gluta” to znaczy, że jego rodzice źle się nim zajmują? Sprawdźmy!


Tytuł: Odporność. Czy Twoje dziecko może nie chorować?
Autor: Pan Tabletka

 

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z Panem Tabletką. Wcześniej zdarzyło mi się zajrzeć na jego stronę i poczytać trochę o suplementach diety. Dlatego z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po jego papierową publikację. Jak się okazało, trafiłam na bardzo wartościowy poradnik.

 

W Internecie pisali, że…

Część ludzi czerpie wyobrażenie o życiu z mediów społecznościowych. Niekoniecznie specjalnie, czasem przy okazji, podczas przeglądania kolejnych stron podświadomie kształtują w sobie określone oczekiwania. A potem cierpią, ponieważ nie mogą ich doścignąć. Wokół tego, czy dziecko powinno chorować, czy wręcz odwrotnie, narosło sporo mitów. Autor stara się podejść do nich z surową cierpliwością. Prezentuje nam rodzicielskie obawy, tłumaczy skąd wynikają i… zdejmuje ciężar odpowiedzialności za to, na co nie mają wpływu. Tłumaczy, czemu projekt „idealnie zdrowe dziecko” nie ma szansy powodzenia. Jednak mi najbardziej spodobało się to, że autor unika skrajności. Wyjaśnia, kiedy nie powinniśmy czuć obaw, ale wskazuje też jakie kroki należy podjąć, by wesprzeć odporność i nie przegapić stanów zagrażających życiu.

 

Wiedza zbudowana na solidnych podstawach

Ten poradnik omawia wszystkie kwestie związane z procesem chorowania i zdrowienia w sposób bardzo szeroki. Do wielu zagadnień podchodzi od podstaw, prezentuje kluczowe funkcje organizmu i etapy jego rozwoju. Stosuje też liczne metafory mające nam zilustrować omawiane zagadnienie. Wszystko jest prosto i klarownie wyjaśnione, ale… momentami ten przenośnie były dla mnie zbyt dziecinne. Nieustające nawiązania do dziecka-samochodu lekko mnie przerosły 😊

 

Naturalnie, czyli zdrowo

„Zróbmy wszystko, żeby tabletki nie były potrzebne”.

Paradoksalnie Pan Tabletka zachęca do… ograniczania tabletek i korzystania z darów natury. Stawia na tradycyjne sposoby wzmacniania odporności, czy zwalczania drobnych dolegliwości. Swoje stanowisko opiera zarówno na doświadczeniu, jak wykształceniu. Jednak jego podejście jest bardzo wyważone, a sama książka pełna jest praktycznych porad.


 

Maksimum wiedzy w przystępnej formie

Książka została wydana  w typowy dla poradników sposób, który jednak zasługuje na kilka słów pochwał. Twarda oprawa, zabawne grafiki i czytelnie rozłożona treść sprawiają, że tytuł ten sporo wytrzyma, nawet w starciu z maluchem. Dodatkowo dwie zakładki umożliwiają zaznaczenie nie tylko czytanego wątku, ale też ważnej informacji.

Książka została napisana w bardzo przystępny sposób. Autor zwraca się do czytelnika, ale go nie poucza. Przekazuje całe mnóstwo wiedzy i nie nudzi. Publikacja ta ma przede wszystkim problemowy charakter. Skupia się na jakiejś wątpliwości i wyjaśnia ją w prosty sposób.

 

Dla kogo?

„Odporność. Czy Twoje dziecko może nie chorować?” powinni sięgnąć młodzi rodzice, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z małym człowiekiem. Niekoniecznie skorzystają z niej osoby sprawujące pieczę nad nastolatkiem. Część rozdziałów może im się przydać, ale autor dedykuję swoją książkę przede wszystkim rodzicom maluchów. Jednak dla nich ten tytuł będzie konkretnym wsparciem. Nie tylko fachowo omawia wszystkie najważniejsze tematy, ale też obawia wiele rodzicielskich mitów. Zastanawiasz się czemu Twoje dziecko wciąż choruje i co robisz źle? Sprawdź w tej książce!



 

Dominika Róg-Górecka

Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

Szczegółowy opis książki/audiobooka, spis treści i sklep na Akademia Pana Tabletki pod adresem : https://kursydlarodzicow.pl/produkt/pakiet-kursow-dla-rodzicow/

 

Chwała meksykańskim zakonnicom – Barbara Kwinta


W Krakowie czeka na nas Emilia Starska. Musimy się bardzo pośpieszyć, bo nasza bohaterka owinięta w trzy warstwy jedwabnej sukni z materiału sprowadzanego prosto z Japonii za chwilę ucieknie z własnego ślubu. I tylko naszej obecności brakuje jej do tego, by swoje zamiary przekuć w czyny.


Tytuł: Chwała meksykańskim zakonnicom!

Autor: Barbara Kwinta

Wydawnictwo: Prószyński i s-ka


Będziemy Emilii towarzyszyć w tej karkołomnej ucieczce i później, kiedy jej życie zmieni się diametralnie. Nasza bohaterka wraz z porzuceniem narzeczonego utraci również dobrze płatną pracę i piękne mieszkanie. Nie znaczy to jednak, że straci wszystko. Zostanie jej kochający ojciec, nieco egzotyczna, lecz wierna i oddana przyjaciółka i czuwające nad nią w zaświatach mama i babcia. Nie obawiajcie się, Emilia Starska tak łatwo się nie podda, a Wy będziecie mieć niebywałą przyjemność uczestniczyć w jej szalonym życiu. 


Serdecznie zapraszam Was do przeczytania tej niezwykle optymistycznej opowieści. To książka o tym, że w życiu zdarzają się upadki i o tym, że warto się podnosić niezliczoną ilość razy i nigdy nie wolno się poddawać, bo za rogiem zawsze czeka coś lub ktoś, co sprawi, że życie znowu odzyska swoje barwy. 


To również powieść o najważniejszym uczuciu na świecie. Przepraszam, Kochani, ale nie, nie mam na myśli miłości, mowa tu przyjaźni, pięknej, prawdziwej Przyjaźni przez duże P. Jak wspomniałam wyżej, Emilka takowych przyjaciół posiada i zdobędzie jeszcze nowych, których na pewno jej pozazdrościmy. Z uśmiechem na ustach i z łezką w oku będziecie obserwować, jak bardzo oni ją wspierają i pomagają brnąć za wszelką cenę do przodu i uwierzyć, że życie jest piękne.


Super pomysłem było zamieszczenie w tekście wtrętów Cioci Dobrej Rady. Nie raz i nie dwa wybuchniecie śmiechem lub zadumacie się nad jej tekstami. Mnie na zawsze w głowie utkwiła ta:


"Jeśli chcesz życiowej rady po życiowym upadku, nie czekaj, aż twoi dziadkowie wymrą".


Niestety dla mnie już za późno, za wszelką cenę muszę unikać życiowych upadków. Odkryłam też, że jeszcze jedna rzecz łączy mnie z główną bohaterką i jej babcią. Ja też jestem kajeciarą!  I uwielbiam różnego rodzaju zeszyty, które tylko czekają, żeby je zapisać.


Jest jeszcze jeden ważny powód, dla którego musicie przeczytać tę książkę. Na pewno jesteście ciekawi, co zawdzięczamy meksykańskim zakonnicom? Oj, nie nie zdradzę Wam tego. Zapraszam w niezapomnianą podróż do Krakowa. Emilia już niecierpliwie przebiera warstwami swojej sukni. Miłej lektury i do następnego!

Dorota Skrzypczak

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates