Featured

wtorek, 12 stycznia 2021

Gwiazdor – Piotr C.


 

Czy znacie takie tytuły książek jak: ,,Pokolenia Ikea”, ,,Pokolenie Ikea. Kobiety”, ,,#To o nas”, czy też ,,Brud”? Polski bloger i autor czterech książek sprzedanych w nakładach 430 tysięcy egzemplarzy, pod pseudonimem artystycznym Piotr C., zaprasza nas do zapoznania się z jego nowym dziełem pt.,,Gwiazdor”.


,,Świat o którym marzysz i którego nie chcesz poznać”.


Tytuł: Gwiazdor

Autor: Piotr C.

Wydawnictwo: Novae Res


Bernard Mikołajewski ma 40 lat i mieszka w Warszawie. Kiedyś był scenarzystą, natomiast aktualnie jest osobą bezrobotną. Możemy go poznać jako człowieka uzależnionego od alkoholu, narkotyków, a także leków. Benek jest również osobą odczuwającą chroniczne zmęczenie i wypalenie. Aktualnie jest na etapie życia, w którym nie interesują go kobiety, związki, ani imprezy. W przeszłości miał narzeczoną, którą bardzo kochał, ale nawet ten związek potrafił zniszczyć. Na szczęście na brak pieniędzy nie musi narzekać, dlatego też nie przejmuje się czynnościami dnia codziennego. Żyje, jak chce i robi wszystko, co chce, natomiast pewnego dnia przyjaciel prosi go o przysługę, która wywróci jego świat do góry nogami i zmieni jego życie. Czy będzie to zmiana na lepsze?


Książka pt.,,Gwiazdor” przenosi nas w świat warszawskich celebrytów. Świat, w którym liczą się pieniądze i korzystne dla obu stron znajomości. Gdzie ludzi traktuje się przedmiotowo i można bardzo szybko wykluczyć ich ze swojego życia, jeśli okażą się już bezużyteczni. Szczere uczucia nie są tu mile postrzegane, a narkotyki i alkohol są na porządku dziennym, bez których nie mogą odbyć się żadne spotkania towarzyskie. Drogie ubrania, czerwone dywany i wystawne bankiety to coś, czym się szczycą. Niestety, gdy wracają do normalności dnia codziennego, ich życie jest pozbawione jakichkolwiek barw.


Autor porusza w książce problemy: alkoholizmu, narkomanii, przemocy seksualnej, braku poszanowania ludzkiego, czy też braku jakichkolwiek hamulców. Postacie wydają się bardzo realistyczne, natomiast są przedstawione w sposób komiczny i przesadzony. Wywołują u czytelnika dużo negatywnych emocji, ale spokojnie, znajdą się też pozytywne.


ówny bohater jest osobą szczerą do bólu, ironiczną i sarkastyczną. Poprzez pokazanie historii oczami Benka, dowiadujemy się, jak bardzo kpi z innych, gdyż niewielką część szczerości pozostawia tylko dla siebie. Niewątpliwie w książce uwagę przyciąga wulgarny język, którego jest bardzo dużo. Na początku może trochę razić czytelnika, natomiast nadaje całej historii pikanterii.


,,Gwiazdor” to książka, którą czyta się szybko i przyjemnie. Zdecydowanie jest to jedna z tych powieści, które są nacechowane skrajnymi emocjami. Momentami zabawna, ale także zawierająca ciekawe przemyślenia. Jest to ciekawa propozycja, która uzmysławia czytelnikowi, że pieniądze i sława szczęścia nie dają, a życie z dala od kamer i blasku fleszy jest bardziej wartościowe.


Beata Wolniewicz-Róg

poniedziałek, 11 stycznia 2021

Sekrety długowieczności – Dr Maoshing Ni


Długie i zdrowe życie. Możliwe? Okazuje się, że jest w tym cień prawdy. Książka Doktora Maoshing, który przez lata badał życie stulatków w Chinach może zaprowadzić nas na właściwie życiowe tory.


Tytuł: Sekrety długowieczności

Autor: Dr Maoshing Ni

Wydawnictwo: Czarna Owca


Zwykły poradnik? Przewodnik zdrowego żywienia? Nie! To wyjątkowa książka z sekretami człowieka, który zebrał swoje obserwacje i podzielił się nimi właśnie w swojej książce. Oczywiście nie ma w niej wszystkiego, bo to nie możliwe, ale odnosi się do wielu źródeł, do których każdy z nas ma swobodny dostęp. Dla chcącego nic trudnego prawda? Sama znalazłam tam kilka sprytnych rozwiązań, które planuję wdrożyć do swojego życia. Jak wiemy nasze samopoczucie nie zależy tylko od jedzenia, ale od stanu emocjonalnego i duchowego. Te strefy są tak samo ważne. Niestety dla większości z nas sama zasada kochaj siebie to zbyt mało, aby osiągnąć w pełni szczęście. To wiele lat pracy, wyrzeczeń, przyrzeczeń i wsparcia innych. Nie wiem czy stosując się rad Doktora Mao dożyjecie setki, ale chyba nie o to tak naprawdę chodzi. Zdrowe nawyki, wewnętrzny spokój i harmonia w codziennym życiu potrafi uspokoić jego tempo, a co za tym idzie sprawić, że stanie się przyjemniejsze. 


W książce znajdziecie wiele luźnych porad podzielonych na kilka podrozdziałów np. co jesz, co robisz, kim jesteś. Książka zawiera obszerną bibliografię, co dodatkowo przemawia za jej wiarygodnością. Nie ma tutaj żadnego przeładowania informacjami, więc nie jest w stanie nic nas przytłoczyć zbyt mocno. Mają to być luźne porady, które zachęcą nas do zmiany lub urozmaicenia naszych zachowań na co dzień. Po raz kolejny brawa dla wydawnictwa Czarna Owca, które wydało tę książkę. Okładka przyciąga wzrok, a wnętrze w spójny sposób towarzyszy nam w lekturze. Myślę, że ta książka to idealny start i nowy początek w nadchodzącym Nowym Roku. Warto zasięgać wiedzy w prosty i przyjemny sposób!


Paulina Sobierajska

niedziela, 10 stycznia 2021

Rytuał łowcy – Przemysław Borkowski



Zagadki mają w sobie to coś, co sprawie, że nie sposób się od nich oderwać. A jeśli tajemnica dotyczy brutalnych morderstw, czy dalej kusi? Miłośnicy kryminałów z pewnością potwierdzą. W takim razie pora na kolejny sekret z dreszczykiem emocji!


Tytuł: Rytuał łowcy

Autor: Przemysław Borkowski

Wydawnictwo: Czwarta strona


Pierwsze ważne zadanie w pracy to nie byle co! A gdy z zawodu jest się prokuratorem, to już w ogóle temat zyskuje na istotności. Tajemniczo okaleczone zwłoki, a przy nich jedynie karteczka z… wierszem. I tyle. Niestety z czasem trupów jest coraz więcej, a prokurator Seweryńska intensyfikuje swoje śledztwo. Jednak im bliżej jest sprawcy, tym również i on… coraz bardziej zwraca na nią uwagę. To nie będzie rutynowe śledztwo!


„Rytuał łowcy” to opowieść, która pozwala nam zajrzeć w umysł mordercy i przynajmniej spróbować zrozumieć jego motywację. W przeciwieństwie do typowych kryminałów tym razem otrzymujemy również spojrzenie „tego złego”, obserwujemy mechanizmy psychologiczne, które popychają go do tak strasznych czynów i zamieniają go w osobę, której boi się społeczeństwo. Warto mieć na uwadze, że działalność mordercy jest brutalna, chociaż opisy nie są przesadnie krwiste, to jednak nie raz bywają dosadne i mogą nie przypaść do gustu części czytelnikom. Jednak dla miłośników kryminałów nie sądzę, żeby był to większy problem.


Czy w jakikolwiek sposób pomaga to czytelnikowi, by rozwiązać śledztwo „na własną rękę”? Niestety niekoniecznie. Intrygująca i ciekawa fabuła prowadzona jest w taki sposób, żeby do samego końca nie być pewnym, kto jest mordercą. Owszem, można przypuszczać, próbować na podstawie tropów stawiać hipotezy, ale to dopiero na końcu autor odkrywa wszystkie karty.


Ciekawie zaprezentowano również drugą stronę barykady. Bohaterowie z organów ścigana pokazują nam się zarówno od służbowej, jak i prywatnej strony, a te światy dość dobrze się przenikają i ciekawie ubarwiają opowieść. Przede wszystkim jednak, czytając książkę, czujemy, że postaci to osoby „z krwi i kości”, które mają zarówno wady jak i zalety, które sporo w życiu przeszły i w związku z tym mają swoją historię wpływającą na bieżącą akcję.


Wszystko to razem kreuje niesamowicie intensywną, pełną napięć armosferę i opowieść, od której ciężko się oderwać. Świetna propozycja dla osób, które cenią takie klimaty! Tajemnice, mroczne sekrety i ciekawe opowiedziane relacje międzyludzkie. „Rytuał łowcy” to naprawdę dobry kryminał.



Dominika Róg-Górecka

Numer akredytacji: 08/05/2020

Tak naprawdę mam na imię Hanna – Katarzyna Mastelarczyk


Temat Holocaustu, nie wierzę, że TO napiszę, bo brzmi to niefortunnie, stał się modny. Na FB widzę wielkie zainteresowanie książkami poświęconymi tej tematyce, chociaż ciężar gatunkowy różni się i to bardzo. To tak jakby zestawić Listę Schindlera z Wojennymi dziewczynami!


Tytuł: Tak naprawdę mam na imię Hanna

Autorka: Tara Lynn Masih

Wydawnictwo: Replika


Nie zrozumcie mnie źle ja bardzo lubię Wojenne dziewczyny oglądałam je w tym roku już ze trzy razy, ale jest to opowieść o wojnie, ale lekka, nie mówię, że fałszywa, ale bardzo wypolerowana. Innym gatunkiem są książki pisane przez zagranicznych autorów, którzy uważają, że pokażą nam jak to wyglądało i jest mnóstwo kwiatków, jak zlew na prowincji w czasie wojny, a uwierzcie mi, że czytałam książki w których w samym środku wojny na wsi zajadano się pomarańczami. Niech więc jedzą ciastka, skoro brakowało chleba. 



Poznajemy czternastoletnią dziewczynę, która zamieszkuje bliżej nieokreśloną część Ukrainy, założyłabym, że ze względu na sąsiadkę Ałłę, która wprowadza ją w świat zwyczajów Hucułów, to będą te rejony z okolic Karpat. Jest żydówką zamieszkującą Ukrainę, już fragment, gdy bohaterka przedstawia koleje geopolityczne tych ziem i twierdzi, że najpierw była Ukraina, później Austria, później Polska, to byłam lekko zdziwiona, ale jeszcze zniosłam. Wybuch wojny jest przedstawiony bardzo chaotycznie. Bohaterka ma w chwili rozpoczęcia książki czternaście lat, jej rówieśniczki będą czynnie brały udział w konspiracji, a ta jest tak infantylna, chociaż przecież ten schemat sprawdza się już w literaturze doskonale. Niedoścignionym wzorem jest Dziennik Anny Frank, którego siła opiera się na autentyczności, tymczasem, muszę to z bólem powiedzieć Tara Lynn Masih chyba naoglądała się wojennych romansów i naczytała się blogów, bo jej wizja wojny jest tak naiwna, że nie wiem od czego zacząć. Niemcy opukują ściany, żeby sprawdzić czy nie ma kryjówki, ale bohaterka się opiera o ścianę, więc nic nie słuchać, matka nie dostaje chleba bo jest Żydówką - wysyła córkę, a ta nie dość że dostaje chleb, to jeszcze wbrew kartce dostaje podwójną porcję - fortelem. We wsi planowany jest pogrom Żydów - wystarczy powiesić na drzwiach krzyż, a wcześniej ojciec zdejmuje mezuzę. To wszystko jest takie proste! Dramatyzmu za grosz, za to braki w kwerendzie, pisanie na  kolanie wychodzą z każdej strony


Sam pomysł na powieść - moim zdaniem bardzo dobry i czytałam wiele powieści w tym stylu, o tej tematyce, które się sprawdzały i były poruszającymi, wstrząsającymi opowieściami, tymczasem wadą tej książki jest to, że autorka nie czuje tematu. Książka zebrała wiele wyśmienitych recenzji, ja tego nie neguję, zapewne w Wielkiej Brytanii, wśród laików powieść ta będzie wywoływała ogromne emocje, wzruszy, będzie trzymała w napięciu, jednak nie sądzę, że w Polsce, ktoś kto zna temat nie będzie rozczarowany. 


Katarzyna Mastelarczyk

czwartek, 7 stycznia 2021

Pretty Reckless – L.J. Shen



Zaskakująca, przepełniona intensywnymi emocjami i zakazanymi uczuciami. Czy nienawiść, która wyrosła z miłości może prowadzić do szczęśliwego zakończenia?


Tytuł: Pretty Reckless

Cykl: All Saints High (tom 1)

Autorka: L.J. Shen

Wydawnictwo: Kobiece

Inne polecane książki


Daria ma wszystko, o czym Penny może tylko marzyć, kochających rodziców, pieniądze i pozycję w szkole. On jest z zupełnie innego świata, w którym o wszystko trzeba walczyć, a „patologia” to najlepsze, co można powiedzieć o jego rodzinnym domu. Łączy ich jeden brzydki sekret, grzech, który zrujnował komuś życie. Cztery lata później ich losy ponownie się krzyżują, a on marzy tylko o jednym, o zemście.


WOW! Dawno tak się nie wciągnęłam w żadną książkę z tego, jakby nie patrzeć, mocno oklepanego gatunku. Jeśli cenicie sobie literaturę erotyczną, young adult i motyw love-hate, to w zasadzie możecie już darować sobie tę recenzję i zacząć szukać „Pretty Reckless”. Naprawdę! W tej książce jest wszystko, co powinno być w tego typu powieściach.


Po pierwsze, mocne otwarcie, już pierwsze strony obfitują w intensywne emocje, a finałowa scena prologu nie tylko świetnie zarysowuje klimat całości, ale też intryguje i zachęca do dalszego czytani. Po drugie, popaprana historia miłosna, niesamowicie skomplikowana i autentycznie trudna. Jeśli irytują Was książki, w których autorka sugeruje, że relacje między bohaterami są chore i nietypowe, a potem funduje grzecznego „bad boy’a” oraz bezsensownie wyszczekaną dziewczynę, to tutaj będziecie zadowoleni. Główni „aktorzy” tej opowieści to mocne charaktery, dobitnie wyrażające swoje zdanie i chęć dominacji, jednak ta zadziorność wynika z dotychczasowych doświadczeń. Co więcej, zarówno ich osobowość jak i zachowanie z czasem ulegają zmianie, a wszystko rozwija się wraz z poszczególnymi wątkami.


Idealnie współgra to z trzecim elementem, czyli fabułą. „Pretty Reckless” funduje swoim czytelnikom kilka ciekawych i zaskakujących zwrotów akcji. Zarówno jeśli chodzi o bieg wydarzeń, jak i emocje, dzieje się naprawdę sporo. Dzięki pierwszoosobowej narracji prowadzonej naprzemiennie z perspektywy głównych bohaterów poznajemy odmienne punkty widzenia oraz lepiej rozumiemy, co tak naprawdę nimi kieruje. Możemy też spojrzeć na nich bardziej obiektywnie, ponieważ to, co robią, a to o czym myślą, to dwa zupełnie różne światy.


Kolejnym dużym plusem był dla mnie klimat rodem z „Plotkary”. Szkolne intrygi, kreowanie wizerunku w szkole, małe i duże podłości nadały całej historii ciekawego wydźwięku. Jeśli lubicie takie motywy, to tutaj znajdziecie ich całe mnóstwo.


Wszystko to sprawiło, że książkę czytało mi się naprawdę dobrze. Niemniej niektóre elementy nie do końca mi pasowały. Spory minusem było dość ordynarne słownictwo i naprawdę nieprzyzwoite dowcipy niektórych bohaterów. Nie mówię tutaj o scenach intymnych, te wypadły zupełnie przeciętnie, chodzi mi o szkolne odzywki i przytyki.


Drugą rzeczą, którą można by zarzucić, była przesadna emocjonalność głównej bohaterki. Sporo jej działań i złych decyzji wynikło z nagromadzonych negatywnych uczuć. Nie zawsze jej podejście do mnie przemawiało, a już zupełnie nie zgadzałam się z oceną relacji z matką. Nie mówię tutaj o typowej przesadzie. Co do zasady wszystko toczy się płynnie naturalnie, jedynie kilka zachowań, po bliższej analizie, zaczęło budzić moje wątpliwości.


Mimo wszystko rzeczy, o którym pisałam powyżej, to naprawdę drobne uwagi. „Pretty Reckless” zachwyciło mnie intensywnymi emocjami, trudnymi relacjami i ciekawą historią. To nieszablonowa opowieść o dojrzewaniu, odkrywaniu własnej tożsamości i pokonywaniu wewnętrznego… Hulka. Nie jest bez wad, ale z pewnością bardzo pozytywnie wyróżnia się w swoim gatunku.



Dominika Róg-Górecka

Numer akredytacji: 08/05/2020



Gwiazdka pełna życzeń – Klaudia Bianek



Za każdym razem, gdy sięgam po świąteczną książkę, mam pewne obawy. Czy fabuła nie będzie zbyt naiwna? Czy historia okraszona typowymi motywami za szybko mnie nie znudzi? W tym roku miałam szczęście. Sięgnęłam po kilka książek napisanych specjalnie pod święta i większość z nich była naprawdę niezła. Niestety… nie tak.


Tytuł: Gwiazdka pełna życzeń

Cykl: Najcenniejszy podarunek (tom 2)

Autor: Klaudia Bianek

Wydawnictwo: We need YA


Życie Oliwi ostatecznie wyszło na prostą. Wszystkie ważne sprawy doczekały się szczęśliwego wyjaśnienia. Dziewczyna liczy, że ta gwiazdka będzie zupełnie inna, od poprzedniej. Jednak czy okaże się lepsza? Na skutek wypadku drogowego wszystko wywraca się do góry nogami. Na domiar złego do Oliwii odzywa się niewidziana od lat mama. Czy dojdzie do rozdrapania starych ran? A może pogodzenia z trudną przeszłością? Na domiar złego pierwsze kompilacje pojawiają się również w jej życiu miłosnym.


Zachwycona piękną, świąteczną okładką zupełnie nie zwróciłam uwagi na to, że „Gwiazdka pełna życzeń” to tom drugi. W związku z tym moje pozytywne przekonanie, że autorka dopracowała historie swoich bohaterów, wynikało z faktu, że i owszem wiele się działo, ale w tomie pierwszym. Jeśli więc zamierzacie potraktować tę serię poważnie, koniecznie zacznijcie od początku. Tom drugi stanowi chronologiczną kontynuację wcześniejszej akcji. Jeśli jednak tak jak ja, nie możecie się doczekać tej części, to z powiedzeniem możecie ją czytać, najważniejsze wydarzenia są w niej przypomniane, a ja ani przez chwilę nie czułam się przytłoczona czy zdezorientowana.


„Gwiazdka pełna życzeń” to ciepła, rodzinna i lekka opowieść o miłosnych problemach. Niestety jest to najlepsze rzecz, którą można o niej powiedzieć. Tytuł bowiem w żaden sposób nie wyróżnia się spośród młodzieżówek i nie wywołuje większych emocji. W dość nijaki i przewidywalny sposób porusza typowe problemy, spośród których wątki rodzinne są zdecydowanie najlepsze.


Dla mnie największym problemem była akcja. Miałam wrażenie, że w powieści nic się nie dzieje, że każdy wątek jest rozciągnięty i rozpisane na całe mnóstwo nudnych, nic nieznaczących scen. Zwroty akcji są przewidywalne i mało ekscytujące.


Kolejnym minusem są schematyczni, jednowymiarowo wykreowani bohaterowie. Cały czas miałam wrażenie, że podobne rzeczy już wcześniej czytałam. Tak samo irytowała mnie główna bohaterka, która nie miała ikry, a większość energii trwoniła na prezentowanie światu, jaka jest dobra i wielkoduszna. Tak, to było założenie tej opowieści, ale zostało ono zrealizowane zbyt płytko, bym mogła wczuć się w rozterki bohaterki.


Nie poczułam też klimatu świąt. Wszystko się toczy w tym okresie, ale nie wpływa to w żaden sposób na odbiór całości. „Gwiazdka pełna życzeń” okazała się dla mnie kolejną młodzieżówką, o której dość szybko zapomnę. Może przypaść do gustu miłośniczkom gatunku, jednak nie oczekiwałabym po niej wiele.

Dominika Róg-Górecka

Numer akredytacji: 08/05/2020

niedziela, 3 stycznia 2021

Anielski puch – Marika Krajniewska



Nowy sweter, kilka książek, a może perfumy? Listy do Mikołaja pełne są marzeń, zarówno bardzo konkretnych, jak i tych trudniejszych w realizacji. W końcu wigilijna noc to czas cudów. Ale czy aby na pewno? Czy dla świętego Mikołaja nie ma rzeczy niemożliwych?


Tytuł: Anielski puch

Autorka: Marika Krajniewska

Wydawnictwo: Wielka Litera


Anna, Zofia i Natalia, czyli matka, babcia i wnuczka. Przedstawicielki trzech różnych pokoleń, a każdą z nich dręczy ten sam problem. Nie mają szczęścia w miłości i właśnie o nią proszą w liście do świętego Mikołaja. W życiu każdej z nich pojawia się ktoś wyjątkowy, ale czy kobietom uda się znaleźć upragnione uczucie i tym razem obejdzie się bez złamanego serca?


„Anielski puch” to inspirowana świętami opowieść, w której narracja prowadzona jest naprzemiennie z perspektywy każdej z trzech bohaterek. Jednak ich „udział” nie jest równy, najczęściej poznajemy punkt widzenia Anny, czyli kobiety w średnim wieku, której los każe na nowo zdefiniować całe swoje życie. To właśnie jej problemy, zarówno osobiste, jak i zawodowe, będą stanowić oś całej fabuły. Z jednej strony pozwala nam to lepiej poznać sytuację bohaterki i jej punkt widzenia, z drugiej pozostawia uczucie niedosytu. Opis fabuły z tyłu okładki wyraźnie podkreśla udział trzech postaci, tymczasem zarówno najmłodsza, jak i najstarsza, zostały potraktowane po macoszemu. Ich problemy przedstawiane są szczątkowo, a o części komplikacji dowiadujemy się dopiero, gdy jest już po wszystkim. Trochę mija się to z celem pierwszoosobowej narracji. Żałuję, że książka nie była dwa razy dłuższa, bo wtedy autorka miałaby możliwość, by przedstawić perspektywę każdej z postaci tak dobrze, jak Anny. W obecnym kształcie narracja Zofii i Natalii to bardziej wstawki, pełniące rolę punktów zwrotnych, niż umożliwienie im odegrania roli głównych bohaterek.


Mimo wszystko „Anielski puch” całkiem nieźle plasuje się w ramach swojego gatunku, czyli literatury obyczajowej. Miłość odgrywa istotną rolę, jednak ma bardzo życiowe, codzienne oblicze i w żaden sposób nie dominuje opowieści. W książce nie zabrakło miejsca na pozostałe komplikacje, na kwestie rodzinne oraz rozterki osobiste. Czytelnik znajdzie w tej historii wiele uniwersalnych tematów czy spraw typowych dla każdego z pokoleń.


Jeśli zaś chodzi o ciężar emocjonalny opowieści, to tej jest dość umiarkowany. Czasami autorka idzie na skróty, posiłkując się zbiegami okoliczności, niektóre tematy nie „dociska” do końca, w efekcie czego otrzymujemy prostą, miłą, czasami wzruszającą, ale nie budzącą przesadnych emocji opowieść. Najtrudniej jest się związać z Natalią i Zofią, przez co ich problemy stanowią bardziej punkt zwrotny dla opowieści Anny, niż tematy do rozważań.


Najciekawszym zabiegiem były wstawki z przeszłości, które poznajemy zarówno w formie retrospekcji, jak i tajemniczych listów. Zwłaszcza te drugie są pełne emocji, tajemnic i wskazówek, za którymi czytelnik chce podążać. Tak, ta rodzina również ma swój sekret, a jego wyjawienie wiele namiesza w życiu bohaterek, a po części również w sercach czytelników.


A gdzie w tym wszystkim święta? Są, ale bardzo symbolicznie. Wszystko zaczyna się od listu do świętego Mikołaja i… reszta to już tylko ozdobniki. Trzeba jednak przyznać, że autorka nie zwodzi nas ani tytułem, ani opisem. „Anielski puch” nawiązuje do zimy, a cała akcja rozgrywa się w grudniu. Skojarzenia ze świętami są bardzo luźne, i wynikają z fabuły, która przecież cały czas sugestywnie prowadzona jest w kierunku dobrego zakończenia. Czy tak się stanie? Tego Wam nie zdradzę. Od siebie dodam tylko, że z pewnością nie będzie ono jednoznaczne, i chociaż po raz kolejny mogłabym ponarzekać na skrótowość, to jednak zamknięcie wszystkich wątków jest ciekawe i życiowe.


„Anielski puch” to książka, z którą można przyjemnie spędzić niejeden wieczór. Mnie pozostawiła z myślą, że autorka potrafi pisać i ma sporo ciekawych pomysłów. Gdyby jednak odważyła się na mniej delikatną opowieść, na mocniejsze tony i głębsze relacje, byłoby jeszcze lepiej. Z pewnością będę wyczekiwać jej kolejnych książek, może w jednej z nich autorka wróci do bohaterki z listów? To mogłoby być ciekawe! 


Dominika Róg-Górecka

Między nami pingwinami – Noah Strycker



Na Antarktydzie żyje mniej więcej kilkaset tysięcy pingwinów cesarskich i pięć milionów pingwinów Adeli. Ich kolonie występują wzdłuż całego wybrzeża Antarktydy, tam gdzie jest dostęp do skał, oceanu i sporo pokarmu. Tam jest ich całe życie. I właśnie o nim postanowił nam opowiedzieć autor książki Między nami pingwinami.


Tytuł: Między nami pingwinami 
Autor: Noah Strycker 
Wydawnictwo: Muza 


Noah Strycker to autor dość znanej książki Rzecz o ptakach. Jest też ornitologiem i fotografem. Ustanowił rekord świata polegający na ujrzeniu 6042 gatunków ptaków w ciągu roku! W ramach różnych projektów zwiedził wiele miejsc na świecie, a jednym z nich była wyprawa na Antarktydę, którą opisał w najnowszej książce. 

Pingwiny były, są i będą moimi ulubieńcami. Kiedy Wydawnictwo Muza wydało książkę między nami pingwinami można by przypisać mi cechy innego ptaka - skowronka. Byłam, jestem i będę zachwycona tą książką. Nie czytałam jeszcze lepszej opowieści o wyprawie na Antarktydę, aby poznać życie pingwinów. Chwilę... A może po prostu to pierwsza taka pozycja, którą miałam do tej pory przyjemność czytać? Nie ważne! Ważne, że każdemu z czystym sercem mogę ją polecić. Wyprawa na Antarktydę to nie lada wyzwanie. A ile wzbudza emocji! Kiedy autor informował swoich znajomych o wyprawie jedni byli zachwyceni, drudzy zdziwieni, a inni jeszcze myśleli, że żartuje. Życie, choć nie na stałe, w takim odosobnieniu, bez dostępu do wygód, które ma się na co dzień to nie lada wyzwanie! Dzięki tej książce dowiedziałam się wielu ciekawostek o pingwinach Adeli i cesarskich. Nie będę ich zdradzać, bo chcę, żebyście sami je poznali. Autor opisał swój pobyt na Antarktydzie, tak że sama nabrałam ochoty, aby tam być, choć to nie takie proste… 

Książka jest lekka i przyjemna, a każdy rozdział otwierał przede mną nowe horyzonty. Autor ma niezwykły dar opowiadania o swoich przygodach. Możecie przeżyć je razem z nim oczami swojej wyobraźni. Podczas lektury wielokrotnie wybuchałam śmiechem. A Wy, skusicie się na dobrą lekturę i sporą dawkę humoru? Gorąco polecam!

Patrycja Sobierajska

sobota, 2 stycznia 2021

Kamper – Angela Węcka


Macie już postanowienia na nowy rok? Może zamiast diety więcej szaleństw i podróży? Najlepiej kupić kampera i na przekór wszystkiemu i wszystkim ruszyć w Polskę! Brzmi intrygująco? Sprawdźmy, jak ten pomysł wypadnie… w książkowym wydaniu!


Tytuł: Kamper

Autor: Angela Węcka

Wydawnictwo: Węccy


Kiedy miłość twojego życia oznajmia Ci, że właśnie zużyła swoje oszczędności na zakup kampera, więc bierz urlop, bo za chwilę ruszacie w podróż życia, to nie pozostaje Ci nic innego jak… wściec się. A potem dać się porwać przygodzie. Właśnie taka sytuacja spotkała Idę, ambitną pracoholiczkę i właścicielkę firmy marketingowej. Jej dziewczyna z dnia na dzień postawiła całe ich życie na głowie.  Nie będzie łatwo, ale z pewnością nie zapomną ani jednej chwili!


„Kamper” to lekka, romantyczna, wzruszająca historia drogi. Autorka pięknie i jednocześnie niezwykle uroczo opisuje uczucie łączące główne bohaterki. Również delikatna erotyka, która się tu pojawia, jedynie pogłębia obraz całości jako dojrzałego, ale wciąż romantycznego związku. Powieść stanowi świetną odmianę od typowych, budowanych na schematach romansów. Miłość została tu zaprezentowana bardzo uniwersalnie, w oparciu o wspólne wspomnienia, zwykłą codzienność i problemy, którym wspólnie trzeba stawić czoło. Dlatego niech tęczowy motyw Was nie zniechęca, ponieważ przekaz, który niesie, z pewnością przemówi do wrażliwych czytelników.


Skoro już jesteśmy przy emocjach to warto podkreślić, że to właśnie na nie położono główny nacisk w tej opowieści. Bardzo lekka i bezpośrednia narracja nie raz bez ogródek i nadęcia opowiada o wszystkim co trudne, wzniosłe, przyziemne, czy codzienne. Podczas czytania tej książki nie raz czułam ogrom uczuć, które nie wynikały ze łzawych opisów, ale dobrze rozpisanej, emocjonalnej fabuły.


Bardzo ważnym elementem jest tutaj podróż tytułowym kamperem. Książka dość szybko zamienia się w opowieść drogi, w której zwiedzamy wiele mniej lub bardziej znanych polskich miejscowości. Mimo wszystko jest to tylko sposób na opowiedzenie historii, nie jest to bynajmniej poradnik dla osób mażących o własnych podróżach. Bardziej inspiracja do bliższego zaznajomienia się z tematem.


Pewne uproszczenia widać też w sposobie, w jaki bohaterki przedstawiają nam świat. Sama narracja jest niezwykle ujmująca, a prostota i szczerość wypowiedzi tworzą naprawdę fajne postaci. Tym bardziej że historia opowiadana jest naprzemiennie z pierwszoosobowej perspektywy każdej z bohaterek. Niemniej czasami raziły mnie zbyt proste i skracające wszystko podsumowania. Czułam się trochę, jakby bohaterki nam się spowiadały. Na przykład zamiast być informowana o tym, że jedna z nich jest pracoholiczką, mogłam się tego domyśleć z biegu wydarzeń. Tutaj mamy formę pamiętniczka, chociaż oficjalnie narracja nie ma takiego kształtu.


„Kamper” dosłownie mnie zauroczył. Lekka, wzruszająca, chociaż również przewidywalna opowieść pokazała mi najpiękniejsze odcienie miłości. Najważniejsza jest wspólna droga, nawet jeśli nie ma kształtu podróży.


Dominika Róg-Górecka

czwartek, 31 grudnia 2020

Saturnin – Jakub Małecki



Powieści Jakuba Maleckiego z pewnością mają to coś, co wyróżnia je spośród innych tytułów. Nieważne, czy lubi się jego sposób narracji, czy za niekoniecznie, jest ona na tyle charakterystyczna, że nie sposób pomylić ją z żadną inną. Czy to wystarczy, by czerpać przyjemność z lektury? W przypadku tego tytułu odpowiedź na to pytanie nie będzie prosta.


Tytuł: Saturnin

Autor: Jakub Małecki

Wydawnictwo: SQN 


Saturnin wiedzie normalne, nudne i mówiąc szczerze, dość smutne życie. Któregoś dnia okazuje się, że jego dziadek zniknął. Wspólnie z matką zaczyna poszukiwania, które okazują się na równi próbą odnalezienia przodka, co podróżą w głąb siebie samego i historii własnej rodziny. Nie będzie to łatwa droga, a trupy wcale nie kryją się w szafie.


Wielu recenzentów akcentuje przede wszystkim piękny i poetycki styl narracji. Jakub Małecki rzeczywiście potrafi pisać w sposób, który najzwyklejszą czynność zamienia w artystyczną obserwację. Z jednej strony opisuje wszystko na wskroś prosto i obiektywnie, z drugiej urywa zdania w niespodziewanych momentach, podkreśla aspekty, o których się nie myśli. Przynajmniej ja mam wrażenie, jakbym oglądała kard z wielu stron, zatrzymała moment, poddawała analizie nie tylko każdą sekundę danej sceny, ale też wszystkie jej elementy.


„Saturnin” wzbudził we mnie naprawdę wiele silnych emocji. Głównie negatywne. Tę książkę można by przepisywać jako sposób (nie lek!) na depresję. Część myśli głównego bohatera jest na tyle uniwersalnych, że spokojnie może dobić przeciętnego człowieka w średnim wieku. Po raz kolejny ujęło mnie również to, że przynajmniej podczas pierwszych stron miałam wrażenie, jakby autor pisał o sobie. Pierwszoosobowa narracja jest wyjątkowo intymna i szczera, jakby stanowiła zapis własnych przeżyć, a nie fikcyjną kreację.


Podobało mi się również zaprezentowanie opowieści z perspektywy trzech głównych bohaterów. Tym razem mamy nie tylko liczne wspomnienia i wiele powrotów do przeszłości, ale kolejne perspektywy, oczywiście ujęte w różnym momencie dziejowym. Jako miłośniczka wszystkiego, co dziwne i nietypowe byłam zachwycona!


Wspomniałam już, że „Saturnin” pozwala nam spojrzeć na akcję oczami różnych bohaterów. Wyraźnie da się zauważyć, jak zmienia się narracja i jak dobrze oddaje ona charakter postaci. Chociaż możliwość spojrzenia na to samo z innych perspektyw stanowi zaletę, to miałam wrażenie pewnej niespójności. Czytając książkę, nie mogłam uwierzyć, że dany narrator był wcześniej widziany oczami kogoś innego jako postać drugoplanowa. Po prostu nie przypominał sam siebie. Rozumiem, że wpływ na to miał upływ czasu, ale dysonans był spory. To i niewielka liczba wspólnych sprawiły, że niekoniecznie odnajdywałam narratorów pierwszoplanowych w ich opisach z perspektywy innych postaci.


Najsłabszym elementem tej książki jest motyw wojny. Nie zrobił na mnie szczególnego wrażenia, chyba najbardziej interesowała mnie akcja we współczesności, a w przeszłości relacje rodzinne. Wojna została potraktowana po macoszemu, mocno skrótowo, a sposób, w jaki ukształtowała bohatera, jest na tyle oderwany się od logiki, że nie każdemu przypadnie do gustu. Ja lubię motywy na granicy szaleństwa, jednak jeśli będziecie oczekiwać racjonalnej relacji z linii frontu, powrotu do domu, czy następstwach udziału w konflikcie zbrojnym, możecie się bardzo rozczarować.


Najbardziej jednak zaskoczyło mnie zakończenie. Nie z powodów merytorycznych, ale konstrukcyjnych. Nie zauważyłam, żeby w książce zmieniło się tempo akcji, natężenie emocji, czy cokolwiek zmierzało do zamknięcia. Ponieważ powieść słuchałam w formie audiobooka, nagle i bez większego uprzedzenia usłyszałam słowo „koniec”. Ten bardzo życiowy niedosyt, pozostawiający nas w pół zdania, bez przytupu, jest równie symboliczny, co irytujący.


Mnie „Saturnin” przypadł do gustu, głównie ze względu na współczesną akcję i gorzkie przemyślenia. Również z tego powodu, że tematy w niej zawarte poruszyły moje osobiste "demony". Nie była to jednak powieść ani łatwa, ani przyjemna. Jeśli więc zdecydujecie się po nią sięgnąć… nie spodziewajcie się beztroskiego odpoczynku.


Dominika Róg-Górecka

Numer akredytacji: 08/05/2020

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates