Featured

wtorek, 21 stycznia 2020

Nowy dom – Kaja Kujawska



Dzisiaj zabiorę Was do Warszawy i Podkowy Leśnej, gdzie czekają na nas młoda pani architekt Alina i jej babcia Teresa Zawilska, właścicielka stajni w Podkowie Leśnej.


Tytuł: Nowy dom
Autor: Kaja Kujawska
Wydawnictwo: Novae Res

Będziemy towarzyszyć Alinie podczas rozpoczęcia nowego życia w Warszawie. Będzie naprawdę ciekawie. Nowa praca, nowe wyzwania, nowe przyjaźnie i trzech przystojnych facetów. Wyobrażacie sobie, co może się dziać? Z Teresą również nudzić się nie będziecie. Jej wojenne losy są naprawdę pasjonujące i poznacie je na pewno z wielką przyjemnością.

Konstrukcja tej powieści jest nam już bardzo dobrze znana. Od  czasu do czasu zabieram Was na takie wycieczki, gdzie co rozdział podróżujemy w czasie. Tym razem znowu będziemy się przemieszczać ze współczesnej Warszawy do stolicy czasów II wojny światowej. Poznamy fascynującą wojenną historię Teresy, którą jestem pewna, przeczytacie z wielkim zainteresowaniem. Będzie to opowieść o wielkiej miłości i pięknej przyjaźni, które w tak ciężkich czasach również miały szansę zaistnieć i przetrwać.

Jestem również przekonana, że bardzo polubicie obie nasze bohaterki. Alina to przesympatyczna, ambitna dziewczyna, która bez trudu znajduje w Warszawie nowych przyjaciół i świetnie sobie radzi na stanowisku pani architekt w firmie Murowane. Prym w tej powieści wiedzie jednak babcia Teresa. Nie sposób pokochać tej wspaniałej staruszki, która w dojrzałym wieku kupuje stary dom w Podkowie Leśnej i spełnia marzenie swojego życia, otwierając tam stajnię. Zresztą jak się okaże hartu ducha i odwagi nie brakowało jej nigdy, o czym świadczą jej wojenne losy.

Kaja Kujawska, jak się okazuje, posiada niewątpliwie umiejętność kreowania oryginalnych i nietuzinkowych bohaterów. Alina i Teresa są naprawdę wspaniałe, lecz swoją barwną osobowością ujęła mnie również Lilka. No i poznacie również Lucynę, niesamowitą szefową biura Murowane. Jej postać zapadła mi w pamięci na długo.

Jest w tej powieści coś jeszcze, co przyciągnęło moją uwagę. Jest to mianowicie obraz wojennej i powojennej Warszawy. W czytanych przeze mnie ostatnio powieściach z tamtych czasów dominowały strach, śmierć i przerażenie. Tu to wszystko nie rzuca się tak bardzo w oczy. Oczywiście naszym bohaterom nie jest łatwo, w którymś momencie Teresa ucieka z pociągu, w którym trwa łapanka, ale nie ma tu trupów na ulicach i wszechobecnych wtedy hitlerowskich mundurów. I co znamienne, nasza bohaterka na swojej drodze spotyka wielu naprawdę życzliwych ludzi, którzy pomagają wszystkim dookoła, przez co życie w tych trudnych czasach staje się łatwiejsze. Uważam, że takie ukazanie tamtejszych czasów jest dobrym rozwiązaniem, bo historia Teresy naprawdę wciąga i wzrusza.

Znacie już kilka moich literackich bzików takich jak "tło okołofabularne", onomastyka czy kulinaria w powieści. Dzisiaj przyznam Wam się do jeszcze jednego. Bardzo interesują mnie zawody i miejsca pracy bohaterek. Lubię podglądać je w codziennej pracy i od czasu do czasu dowiedzieć się czegoś nowego. Tutaj miałam przyjemność podejrzeć od kuchni zawód architekta i bardzo mi się to podobało. Tak samo jak historia Biura Odbudowy Stolicy, w którym pracowała Teresa. Z wielką przyjemnością czytałam opisy pracy Aliny i jej kolegów nad Muzeum Odbudowy Stolicy, a już migawki z autentycznych prac odgruzowywania powojennej Warszawy pochłaniałam z szeroko otwartą buzią. 

Serdecznie zapraszam Was do tej podróży. Naprawdę warto poznać historię tych dwóch niesamowitych kobiet. Odpoczniecie, wzruszycie się, nie raz i nie dwa głośno zaśmiejecie i naprawdę przemiło spędzicie czas w ich towarzystwie.

A już niedługo zabiorę Was do przesympatycznej Majki i jej przyjaciół. Do następnego! 


Dorota Skrzypczak
https://1.bp.blogspot.com/-_6F_NJRpW_k/W4T2wb37ldI/AAAAAAAAIJg/cvm-aGyrxr4romU4diN2TrDeVQEZW-y1wCPcBGAYYCw/s200/logo_novae_res_2014_podstawowe_rgb.png


niedziela, 19 stycznia 2020

Tatuażysta z Auschwitz – Heather Morris



Wokół „Tatuażysty z Auschwitz” narosło sporo kontrowersji. Czytałam opinię, że jest to powieść nie tylko nic nie warta, ale wręcz szkodliwa. Zaraz potem trafiałam na recenzje wskazujące, że to piękna powieść niosąca wartościowe przesłanie. Jaka jest prawda? Postanowiłam to sprawdzić!


Tytuł: Tatuażysta z Auschwitz
Cykl: Tatuażysta z Auschwitz (tom 1)
Autor: Heather Morris
Wydawnictwo: Marginesy

Lale Sokołow jako dwudziestosześciolatek zgłosił się na ochotnika do Auschwitz. To miało uchronić jego rodzinę przed zagładą. Nie spodziewał się jednak takiego piekła ani tego, że… pozna tam miłość swojego życia. Czy w tak okropnym miejscu, wśród śmierci i zniszczenia jest miejsce na dobro? Czy uczucie przetrwa zagładę?


Oceniając samą opowieść, niezależnie od całej otoczki, jest ona naprawdę dobrze napisana. Czyta się błyskawicznie, z ogromnym zainteresowaniem i niedowierzaniem. Opisy bestialstwa i brutalności bulwersują i szokują. Każdy, kto wcześniej miał do czynienia z literaturą obozową wie, czego mniej więcej można się spodziewać. Tym razem jednak całe to zło jest w dużej mierze przemilczane, widzimy jego skutki, nie śledzimy przebiegu. To zdecydowanie mniej traumatyczny sposób na opisywanie historii Auschwitz, chociaż jest też bardziej okrojony. Miałam też silne wrażenie, że to całe zło dzieje się obok głównych bohaterów, tylko co jakiś czas o nich zahacza, jakby na co dzień nie brali w nim udziału.

Bardzo ważnym wątkiem jest tu również relacja miłosna głównego bohatera z Gitą. To z jednej strony jest niesamowicie poruszające i piękne, z drugiej lekko cukierkowe, trochę tendencyjne, jakby napisane według scenariusza. Gdyby to była opowieść w całości fikcyjna, nawet nie zwróciłabym na to uwagi. Zdarzyło mi się czytać o wiele bardziej naciągane historie miłosne. Skoro jednak losy tej dwójki stworzyło samo życie, zaskakują mnie liczne zbiegi okoliczności (nie zawsze uzasadnione).

Od strony czysto technicznej książkę czyta się naprawdę dobrze. Jest przystępnie napisana, wciągam, ma wartką akcję i ciekawych bohaterów. Akcja toczy się bez żadnych przestojów, a wątki ciekawie się przeplatają. Przejdźmy jednak do meritum sporu, czyli… prawdy historycznej.

Na początku, zanim przystąpiłam do czytania, śledziłam dyskusję na temat małej rzetelności faktów powołanych w powieści. No dobrze, w książce o tak istotnym tle historycznym to istotna wada, ale można na to przymknąć oko. Sądziłam, że bohater opowieści jest postacią fikcyjną. Autorka mogła więc „umieścić” go w nienazwanym obozie i niektóre rzeczy już by tak nie raziły. Jednak w epilogu dowiadujemy się o tym, że… jest to historia autentyczna. W tym momencie to ja już nie rozumiem, czemu opowieść ma merytoryczne błędy, czemu pozwala sobie na liczne uproszczenia i spłycenia. Bo to jest naprawdę ciekawa bajka o miłości w czasach śmierci, idealna na film, ale nie przestająca do prawdziwej, rzetelnej relacji. To z kolei oznacza, że nie można z niej czerpać żadnej wiedzy. Historia to naprawdę świetny sposób do manipulacji, nie raz jest naginana i zmieniana na potrzeby polityków. W czasach, kiedy traumę przeszłości wykorzystuje się do niecnych celów, prawdziwa opowieść jest naprawdę ważna. Wcześniej chciałam polecić tę opowieść młodszemu czytelnikowi, bo książka pozwoli mu bez większej traumy poznać trudną przeszłość. Jednak w tym momencie nie jestem pewna. Standardowy odbiorca nie weryfikuje danych z powieści, więc co ma z niej wynieść? Ogólny klimat? Chyba tak. Podobno eksperci zajmujący się tą tematyką są przerażeni ilością nieścisłości i pomyłek. Na wszelki wypadek radzę więc traktować tę książkę jak fikcję. Wtedy z pewnością dacie się wciągnąć opowieści, przeżyjecie też wiele silnych emocji. Zwłaszcza gdy poczytacie dyskusje na jej temat.

Krwiodziej – Susan Dennard


Uwielbiam fantastykę! Chociaż obecnie czytam już praktycznie wszystko, to właśnie ten gatunek rozpoczął moją przygodę z książkami. Jest nieobliczalny, nieszablonowy i… fantastyczny. Dzisiejsza książka jest tego najlepszym dowodem.


Tytuł: Krwiodziej
Cykl: Czaroziemie (tom 3)
Autor: Susan Dennard
Wydawnictwo: SQN

Wojna znowu trwa! Krwiodziej Aeduan i więzłodziejka Iseult muszą połączyć siły, ale pomimo tego, że cel jest szczytny, nadal nie będzie im łatwo. Razem ruszą w drogę, która każe im na nowe skonfrontować się z przeszłością.
Tymczasem Safiya przybywa na dwór cesarski, jednak realizacji umowy, do której się zobowiązała… wcale nie będzie taka łatwa!

Krwiodziej to już trzeci tom cyklu Czaroziemie, zaskakującego i pełnego akcji cyklu fantasty. Do czytania zachęca już sama okładka, bo trzeba przyznać, że oprawa graficzna tej serii jest dosłownie magiczna. W przypadku tej historii zalecam zachowanie kolejności sugerowanej numerkami na okładkach. Czytanie od drugiej, czy trzeciej części pozbawi was sporo przyjemności obcowania z tym uniwersum.



Co do kreacji świata to jest ona zdecydowanie na medal! Pomysł autorki na dary i ich wykorzystanie niezwykle mi się podobał. Doceniłam też złożoność relacji politycznych i stosunków społecznych. W ten świat można „wpaść po uszy” i czerpać z tego ogromną przyjemność.

Trzeci tom opowieści poświęcony został losom jedno z bardziej tajemniczych bohaterów. Jeśli wcześniej Aeduan zwrócił waszą uwagę to teraz możecie się cieszyć z poznawania jego przygód. Przy ich okazji odkryjecie nowe oblicze znanej postaci.

Podobało mi się również to, jak szybko biegnie akcja. W książce dosłownie nie ma chwili na nudę, akcja pędzi jak szalona, a czytelnik z radością uczestniczy w tej przychodzie. Jeśli tylko lubicie fantastykę, koniecznie sięgnijcie po cały cykl!

Za książkę dziękuję portalowi: CzytamPierwszy.pl.

logov5

poniedziałek, 13 stycznia 2020

Świąteczny sekret – Krystyna Mirek



Święta już co prawda dawno za nami, ale… to nie powód, żeby rezygnować z ich czaru. Zresztą ja nigdy nie wyrabiam się z powieściami świątecznymi. Co roku ubarwiam sobie nimi szary styczeń. Też tak macie? Jeśli tak, to zapraszam na recenzję „Świąteczny sekret”.


Wydawnictwo: Edipresse

Kobiety z rodziny Zosi zawsze źle wybierały! Przystojni mężczyźni zwodzili je na manowce, a potem fundowali złamane serce. Z tym hasłem Zosia wchodzi w dorosłość i powoli ma po dziurki w nosie matczynych porad. Jedną z nich jest to, by odrzucić spadek po babci. Wiekowa chatka we wsi zabitej dechami ucieszyłby pewnie niejedną kobietę, ale co miałaby tam robić nastolatka tuż przed maturą? Dziewczyna postanawia chwycić byka za rogi. Nawet nie zdaje sobie sprawy, że w ten sposób uruchamia cykl wielu wydarzeń, które bezpowrotnie odmienią niejedno życie.

Uwielbiam powieści Krystyny Mirek i sięgam po nie bez żadnego zastanowienia. Tak było i tym razem. Oczekiwałam powieści wzruszające, ale cieplej i ostatecznie podnoszącej na duchu. W wielkim skrócie można powiedzieć, że właśnie to otrzymałam. Autorka umieściła swoją bohaterkę w trudnej rodzinie, pełnej toksycznych relacji i podejmującej notorycznie te same złe decyzje. Główny wątek to właśnie  opowieść o przełamywaniu schematów, o wychodzeniu z kręgu powtarzanych przez pokolenia błędach.

To też historia walki z własnymi słabościami, bohaterka bowiem musi nie tylko pokonać złe relacje z rodziną, ale też własne lęki. Domek na wsi tylko w teorii brzmi jak sielanka. W praktyce to ciągła praca o najbardziej podstawowe wygody, jak ciepła woda, czy działający piec.

Autorce udało się zachować ciepły, wzruszający ton narracji. Wszystko przebiega dość podobnie jak w innych jej książkach. Najpierw jest źle, by potem było dobrze. To podnosi na duchu, ale też każe zastanowić się nad własnym życiem. Tym razem szczególnie zwróciłam uwagę na wygody mieszkania w mieście, ale też samodzielności, którą mam. Czasem potrzebne są książki, które każą nam docenić to, co mamy, choćby to były oczywistości.

Tym razem jednak nie jest to tytuł pozbawiona wad. Jakie są moje największe zarzuty? „Świąteczny sekret” to bajka. Niestety, chociaż wydawałoby się, że trudna sytuacja bohaterki będzie świetnym pretekstem do zaprezentowania życia młodego człowieka, to ciężko tu mówić o jakimkolwiek realizmie. Domek na wsi, którego nigdy nie chce odziedziczyć, ponieważ jest koszmarną ruderą… nadaje się do zamieszkania od ręki, nie wymaga żadnych napraw i jest wypchany zapasami. Pieniądze spadają z nieba, a wszystkie urzędowe sprawy praktycznie załatwiają się same. Oj nie tak to w życiu wygląda! Chociażby miło się o tym czytało, nie raz skrzywiłam się, czując naiwność opowieści.

Tak samo w sposób oklepany i typowy przebiega wątek miłosny. Niestety nie ma w nim nic ciekawego, od początku do końca rozgrywa się schematycznie i mało ekscytująco. Ostatnim drobnym zastrzeżeniem jest mieszanie się w datach, parę szczegółów się niestety nie zgadza.

„Świąteczny sekret” to bajka, ale jednak bardzo przyjemna bajka. Dobrze mi się ją czytało, wzbudziła we mnie wiele emocji i chociaż mogę jej zarzucić parę rzeczy, nie żałuję, że ją przeczytałam.

Znacie ten tytuł? Jeśli tak, to co o nim myślicie?



niedziela, 12 stycznia 2020

Brudnopis Boga – Jakub Ćwiek



Uwielbiam cykl o Kłamcy, dlatego koniecznie musiałam przeczytać kolejną serię w tym uniwersum. Jednak czy reaktywacja starego, sprawdzonego pomysłu to zawsze dobry pomysł? Sprawdziłam to, czytając „Brudnopis Boga”, drugi tom serii „Stróże”.


Tytuł: Brudnopis Boga
Seria: Stróże (tom 2)
Autor: Jakub Ćwiek
Wydawnictwo: SQN

Chcecie trochę lepiej poznać pracę aniołów stróży? To świetnie się składa, bo właśnie mają gorący okres i ręce pełne roboty. Zaczyna się od podejrzanych morderstwa… na samych skrzydlatych. A potem wcale nie jest lepiej! Butcha i Zadry pokażą nam blaski i cienie pracy anielskich opiekunów, dowiemy się też trochę o innych wydarzeniach i ostatecznie po raz kolejny spotkamy z Kłamcą. To jak, gotowi?



„Brudnopis Boga” to drugi tom serii „Stróże”, ale muszę się przyznać bez bicia… nie czytałam poprzedniej części! Po prostu nie dotarła, a że ta od razu była pod ręką, po prostu nie mogłam się powstrzymać. Jeśli więc jesteście w podobnej sytuacji to… śmiało! Dacie radę wciągnąć cię w fabułę i w ogóle nie odczuwać braków w przygotowaniu do czytania. Wynika to też z tego, że sama książka to zbiór luźno powiązanych opowiadań. Tak, znowu. Liczyłam na spójną opowieść, ale po raz kolejny otrzymałam antologię (zawierającą jedno opowiadanie, które było już wcześniej publikowane!). Cóż, mówi się trudno, nie takie rzeczy przyszło już znieść psychofance.

"...zrobię jeszcze wiele rzeczy, a koniec końców okaże się, że miałem rację (...). Wtedy oczywiście nikt mi nie podziękuje, ale nie róbmy z tego dramy".

Wątek przewodni spajający większość opowiadań przebiega naprawdę nieźle. Początkowo czułam się lekko zagubiona, ale ostatecznie naprawdę doceniam to, że w historie łączą się w jedną całość. Z poruszonych wątków najbardziej przypadł mi do gustu motyw pracy stróży. Z zaciekawieniem śledziłam ich dzień, ale też odkrywałam zawiłe zasady, regulaminy i tysiące formalności. Świetnie sprawdzili się też bohaterowie! Autor wykreował ich trochę na zasadzie przeciwieństw, dzięki czemu to była naprawdę szorstka, męska przyjaźń.

Na uznanie zasługuje też empatyczne przekazywanie emocji bohaterów. Nawet jeśli są to postacie, które pojawiają się w książce tylko na potrzeby jednego opowiadania, Ćwiek świetnie oddaje towarzyszące im uczucia, przeżycia i aspiracje. Czytelnik błyskawicznie się z nimi żywa.

„Brudnopis Boga” to też ciekawy tytuł dla miłośników twórczości autora. Znajdą w nim sporo nawiązań, ale też dopowiedzeń i kontynuacji niektórych wątków. Samego Lokiego nie jest tu co prawda wiele, jest on raczej smaczkiem, niż bohaterem opowieści.

Antologię czytało mi się naprawdę dobrze! Nie zachwycała mnie co prawda tak, jak cykl o Kłamcy. W tamtej historii było czuć coś więcej, że jest to opowieść zaplanowana z rozmachem, że wszystko ma swój porządek i bardziej dopracowane tło. Ta książka to świetny dodatek do całości, ale mimo wszystko dodatek.


B_duzeka_logo
logov5


Książka dostępna była na portalu CzytamPierwszy.pl.

piątek, 10 stycznia 2020

Głos przeszłości – Zbigniew Zborowski

Tak jak Wam niedawno obiecałam popodróżujemy sobie dzisiaj trochę w czasie. Na sam początek naszej literackiej peregrynacji udamy się do okupowanej Warszawy roku 1942. Będziemy tam świadkami mrożący krew w żyłach chwil.


Tytuł: Głos przeszłości
Autor: Zbigniew Zborowski
Wydawnictwo: Czarna Owca

Podczas tej podróży nasz wehikuł czasu trochę się napracuje, bo co rusz będziemy do niego wsiadać i ze stolicy czasu wojny przemieścimy się  w samym środek roku 2017. Tu poznamy oryginalny duet: Piotra i Lusię, którzy spróbują rozwiązać zagadkę pewnego cennego pierścionka, a przy okazji zadrą z czyścicielami kamienic i rozpoczną z nimi grę o naprawdę wysoką stawkę. W getcie natomiast czekać na nas będzie równie nietuzinkowy duet: Cyla i Jurek, którzy wciągną  nas w niebezpieczną gonitwę za Golemem, mordercą pięknych kobiet. Działo się będzie naprawdę wiele, przygotujcie się na niesamowite emocje i sceny, od których cierpła Wam będzie skóra na całym ciele.

Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest zastosowanie w tej powieści dwóch planów czasowych. Sprawia to, że książkę czyta się z wielką ciekawością. Z pozoru tych dwóch historii nic nie łączy, dlatego z wielkim zniecierpliwieniem przewracałam kartki, aby przekonać się, czy odnajdę wspólny mianownik tych dwóch zupełnie różnych historii.

Na uwagę i wielką pochwałę zasługują również obydwa duety bohaterów. Większość z nas już się chyba przyzwyczaiła, że najczęściej główni protagoniści kryminałów to zgorzkniali, doświadczeni przez życie, kobiety i alkohol mężczyźni lub policjantki po analogicznie podobnych przejściach. Zresztą pan Zbigniew Zborowski również w swoich dwóch poprzednich powieściach uraczył nas podobnym bohaterem. Teraz jednak jest zgoła inaczej. Dawno nie spotkałam w swoich literackich podróżach tak oryginalnej pary detektywów. Piotr Hamer, recydywista, pracownik stołecznego hospicjum mający nadzieję, że tym razem uda mu się zacząć nowe, uczciwe życie i Lusia, pacjentka tegoż hospicjum, chorująca na złośliwego i nieoperowalnego glejaka z wielką determinacją trzymająca się życia. Dobór takich bohaterów zaskoczył mnie bardzo, ale muszę przyznać, że polubiłam ich oboje "od pierwszego przeczytania" i bardzo im kibicowałam. I już nigdy nie zapomnę rady Lusi, która przekonała mnie, że warto nauczyć się żyć tak, aby zagotował nam się mózg, bo niezbadane są ścieżki naszego przeznaczenia.




Również Cyla i Jerzy to para bardzo nietuzinkowa. Ona, rodowita, piękna Żydówka,  Królowa Deptaka, próbująca przeżyć w getcie i on: Jerzy Popławski, paniczyk z niedużego majątku w Kórniku pod Poznaniem, dandys i kawalerzysta, marzył o Rzeczypospolitej wolnej od lichwy, wyzysku, cwaniactwa i zmowy handlowej. Czystej i świętej. Takiej, w której Polak Polakowi byłby bratem, przyjacielem, pomocną dłonią w potrzebie. Takiej, jakiej nadejście wieszczono w powszechnie czytanym w Poznaniu i Wielkopolsce "Małym Dzienniku" i "Rycerzu Niepokalanej". Krótko mówiąc, Polski bez komuchów, lewaków i Żydów. Wyobrażacie sobie taką parę? Czy miłość jest w stanie  naprawdę przetrwać wszelkie przeciwności? Przekonacie się o tym sami. Wielkie chapeau bas dla autora za stworzenie dwóch tak niepowtarzalnych duetów, które w głowie czytelnika pozostają jeszcze na długo.

Z wielkim zainteresowaniem czytałam opisy życia codziennego w warszawskim getcie.   Wydaje mi, że wszyscy mamy w głowie zanotowany  taki stereotyp, że jego mieszkańcy (jak również  mieszkańcy wszystkich polskich gett) żyli tam w ciągłym strachu i jak cienie przemykali się od czasu do czasu pod murami. Z tej książki wynika zupełnie coś innego. W czasie wolnym od hitlerowskich łapanek panował tam niebywały zgiełk i harmider, istniały restauracje i kawiarnie, w których wieczorem spędzano czas, ubijano interesy, oddawano się hazardowi i innym niebezpiecznym rozrywkom. Czy jesteście w stanie wyobrazić sobie, że na placyku po zburzonym domu jakiś przedsiębiorczy człowiek zorganizował plażę. Dostęp do słońca i nieco przestrzeni wokół były w getcie luksusem. Spryciarz ustawił więc prowizoryczne leżaki i za kilka złotych pozwalał się wylegiwać na nich przez kilka godzin? Te fragmenty dodają książce niesamowitego kolorytu.

Opisy współczesnej Warszawy również są bardzo barwne, wyraziste i dokładne topograficznie. Czytając je, byłam w stanie wyobrazić sobie ten paskudny lipiec i wszechobecną mżawkę i bardzo zatęskniłam za parnym i gorącym latem.


Na końcu książki zamieszczone jest posłowie, w którym autor tłumaczy nam, co zainspirowało go do stworzenia takiej właśnie fabuły. Okazuje się, że Cyla i Jerzy to postaci prawdziwe, co jeszcze bardziej sprawia, że ten kryminał jest naprawdę niezwykły.

Do jej przeczytania zachęca również okładka, na której widnieją reprodukcje fotografii z getta warszawskiego. Uwierzcie, kiedy pod nią zajrzycie, naprawdę wpadniecie w gonitwę tamtejszego dnia codziennego.

Serdecznie zapraszam do tej niezwykłej podróży. Nie ulega wątpliowści, że  warto poznać historię pięknej Żydówki i przystojnego Polaka, a zapewniam, że o Lusi i Piotrze też długo nie zapomnicie. Miłej lektury!

A już niebawem wybierzemy się do pewnego nadmorskiego miasteczka, gdzie potowarzyszymy tamtejszym policjantom w ich codziennej pracy. Do następnego!
 Dorota Skrzypczak




czwartek, 9 stycznia 2020

Złe spojrzenia – Daria Orlicz



W małej nadmorskiej miejscowości, do której dziś się udamy, czeka już nas grupa lokalnych policjantów. Wojciech Kiciński, Aleksandra Florczyk, Jeremi Jaromirski i Hanna Piasecka chętnie podzielą się z nami swoją ciekawą pracą, jak również codziennymi troskami radościami.


Tytuł: Złe spojrzenia
Cykl :Stracone dusze
Autor: Daria Orlicz
Wydawnictwo: Harper Collins

Będziemy im towarzyszyć podczas rozwiązywania kilku dość ciężkich, zagmatwanych i mrocznych spraw. Poszukamy między innymi mordercy jedenastoletniego Kornela i weźmiemy udział w poszukiwaniach uciekiniera z tutejszego domu poprawczego. Szczególnie ciekawa będzie ta druga sprawa i zakończy się bardzo zaskakująco. Działo się będzie naprawdę wiele i wierzę, że tak ja polubicie tych stróży prawa od pierwszej strony i nie pożałujcie spędzonego z nimi czasu.

Kiedy zamawiałam sobie ten tytuł do recenzji, nie miałam zielonego pojęcia, któż to taki Daria Orlicz. Z nazwiskiem tym zetknęłam się po raz pierwszy i byłam bardzo ciekawa, cóż ta Pani ma mi do zaproponowania, Okazało się, że Daria Orlicz to literacki pseudonim Katarzyny Misiołek, autorki kilku powieści społeczno - obyczajowych. Ucieszyło mnie to niezmiernie, bo kilka jej książek czytałam i wspominam te podróże literackie z uśmiechem na ustach. Byłam bardzo ciekawa kryminału jej autorstwa. Muszę przyznać, że się nie rozczarowałam. Powieść tę czytało mi się równie dobrze jak wcześniejsze "obyczajówki" pani Kasi.

Kiedy szukałam w internecie jakichś informacji na temat tej książki, okazało się, że jest to już piąty! tom cyklu. Gdzieś mi to niestety umknęło i przygodę z tak przesympatycznymi policjantami zaczęłam dopiero od tej części. Muszę tu wyraźnie podkreślić, że moja niewiedza w tym temacie zupełnie nie przeszkadzała w lekturze, a tylko umocniła mnie w przekonaniu, że chcę jeszcze bliżej poznać tych funkcjonariuszy i na pewno z przyjemnością sięgnę po poprzednie tomy cyklu.

Przyzwyczailiśmy się do kryminałów, w których wraz z bohaterami rozwiązujemy jedną bardzo skomplikowaną zagadkę. Tu autorka zastosowała inny zabieg. Jak wspomniałam wyżej, będziemy świadkami kilku śledztw prowadzonych przez naszych protagonistów, zupełnie ze sobą niezwiązanych. Wydaje mi się to bardzo dobrym rozwiązaniem, ponieważ mamy okazję poznać policjantów podczas różnych zawodowych zajęć i być świadkami ich różnorodnych emocji, które towarzyszą im podczas pracy.

Silnie zarysowane w tej powieści jest również tło obyczajowe. Poza tym, że obserwujemy bohaterów w trakcie wykonywania obowiązków zawodowych, uczestniczymy również czynnie w ich życiu osobistym. Będziemy przy nich podczas rozpadów ich związków, podczas szczęśliwych momentów i niezmiennie od okoliczności zawsze będziemy im mocno kibicować i czytać o ich prywatnym życiu  z niezwykłym zainteresowaniem.

Pozwólcie, że na sam koniec trochę się poprzyczepiam. Nie wpłynie to w zupełności na odbiór tej lektury i moją jej ocenę, bo podobała mi się bardzo, ale muszę się z Wami podzielić dwiema refleksjami.

Po pierwsze, ja doskonale zdaję sobie sprawy, że w języku polskim istnieją tak zwane uzusy i niektóre formy, które kiedyś były uznawane za błędy językowe, dziś są ze wszech miar dopuszczalne, ale naprawdę na widok i dźwięk słowa chłopacy dosłownie bolały mnie zęby. Do dziś pamiętam, jak jako nastoletniej dziewczynce wbijano mi do głowy, że tak mówić nie wolno i jak wspomniałam, wiem, że od tamtego czasu wiele się zmieniło, ale mnie ta forma trochę drażniła, choć na szczęście nie pojawia się w treści zbyt często.

Druga rzecz, do której się trochę przyczepię to relacje koleżeńskie między policjantkami a policjantami. Od razu pragnę podkreślić, że mnie one nie raziły w ogóle, ale mam wrażenie, że w czasach, w jakich dziś żyjemy, nie wszystkim kobietom takie postępowanie może odpowiadać. Żarty i zachowania kierowane do kobiet są tu czasami bardzo seksistowskie, choć należy zaznaczyć, że riposty pań są bardzo celne i utrzymane w tym samym stylu i co najważniejsze nie przekraczają granic dobrego smaku. Także najprawdopodobniej czepiam się bezpodstawnie, ale takimi właśnie przemyśleniami chciałam się z Wami podzielić.

Serdecznie zapraszam do tej podróży, bo towarzystwo czeka tam na Was przednie, a podczas śledztw nudzić nie będziecie się na pewno. Miłej podróży!

W następną już niedługo wybierzemy się do Julity i jej rodziny, gdzie czeka na nas wiele emocjonujących przeżyć. Do następnego!

Dorota Skrzypczak
https://2.bp.blogspot.com/-YoF39Tr2q34/W6gT_DYOVsI/AAAAAAAAIas/wtrxFymHVyA3NPJmS06qLUNaSrKhFn7mQCPcBGAYYCw/s1600/logo_harper_collins.png



poniedziałek, 6 stycznia 2020

Dziewczyna ogrodu – Anka Sangusz

Jest takim moment w życiu, kiedy mamy wrażenie, że dosłownie wszyscy chcą decydować za nas. Rodzice, nauczyciele, a nawet znajomi są przekonani, że pozjadali wszystkie rozumy. Czasem rzeczywiście mają racę, ale przecież… nie można dać sobie wejść na głowę. Nie jest to wcale łatwe, czasem prościej jest po prostu odpuścić. Jednak… czy warto?


Tytuł: Dziewczyna ogrodu
Seria: Niepokorni (tom 1)
Autor: Anka Sangusz
Wydawnictwo: Mazowieckie

Kamila ma po dziurki w nosie matki, która mówi jej, jak ma żyć. W szkole wcale nie ma lżej, złośliwi rówieśnicy uprzykrzają jej wolne chwile. A na domiar złego pojawia się ON. Kacper jest irytujący i… intrygujący. Miłość wisi w powietrzu, a dziewczyna wpada w nią jak śliwka w kompot. Jednak Kacper nie mówi jej wszystkiego, kim tak naprawdę jest? Czy jego przeszłość nie zagrozi dziewczynie?

To już moja trzecia książka w ramach YACzytam. „Klubfanek W.M.” oraz „Droga w nieznane” były lekkimi i romantyczny historiami dla raczej młodych nastolatek. „Dziewczyna z ogrodu” adresowana jest do trochę starszych dziewczyn, ma też zupełnie inny klimat. O ile wcześniejsze pozycje były ciepłe i romantyczne, o tyle w tej emocje są bardziej intensywne, a problemy trudniejsze. Nie brakuje poruszających scen, czy niełatwych tematów na pograniczu tabu. Nie jest to może pozycja w stylu J. Picoult, ale mimo wszystko jak na tytuł dla nastolatek uważam, że całkiem odważnie porusza niektóre zagadnienia.

"Nigdy. Przenigdy. Nikt tak na mnie nie patrzył. Jakby widział. Tylko. Mnie".

Tematem i narracją powieść przypominała mi trochę serię „Oddechy”. Może tym razem nie było aż tyle traumatycznych wydarzeń (na razie), ale tak samo historia opisywana jest przede wszystkim przy pomocy emocji. Będziemy towarzyszyć Kamili w wielu trudnych momentach, ale też odrywać z nią smak pierwszych pocałunków i porywów serca. Autorka w ciekawy sposób przeplata ze sobą to, co piękne i wzruszające, ze smutkiem i łzami.

Sama historia biegnie warto i jednocześnie porusza chyba wszystkie możliwe schematy.  W zasadzie, jeśli czytało się kilka powieści z nurtu Young Adult, jest się w stanie z grubsza wywnioskować rozwój wydarzeń. Również kulminacyjne momenty pojawiają się w podobnych miejscach, co zawsze. Właśnie dlatego, chociaż książkę czytało mi się dobrze i szybko, inne powieści z tej serii bardziej mi się podobały. Tamte miały w sobie wiele uroku, ta była dobra, ale podobna do tych, które już czytałam.

"Chłopak znikąd, dokładnie tak. Mogłeś się nigdy tutaj nie pojawiać! I nigdy nie przekraczać granicy mojego ogrodu".

Jeśli lubicie ten gatunek i cenicie miłosne zawirowania, koniecznie sięgnijcie po „Dziewczynę z ogrodu”. Ta lekka, wciągająca młodzieżówka z pewnością was zaintryguje, nie mówiąc już o samym Kacprze 😊

Za książkę dziękuję portalowi Czytam Pierwszy.


banner_czytampierwszy_1


niedziela, 5 stycznia 2020

Martwy sezon – Aneta Jadowska



Święta się skończyły, w większości kraju nie ma śniegu, nic się nie dzieje. Po prostu martwy sezon! Jak się okazuje, czasem spokój to po prostu cisza przed burzą. Bohaterki powieści Anety Jadowskiej już niedługo się o tym przekonają.


Tytuł: Martwy sezon
Wydawnictwo: SQN

Sinice i chłodne lato to nie najlepsze połączenie dla pensjonatu nad morzem. Wielka Niedźwiedzica wpada w konkretne problemy finansowe. Magda Garstka naprawdę nie wie, jak uratować schronienie wielu kobiet. Dodatkowo jej ciocia Tamara nie potrafi zrozumieć własnego serca. A to dopiero początek problemów, bo nie może też zabraknąć trupa. No właśnie, ale gdzie on tak naprawdę jest? „Martwy sezon” to opowieść złożona z sekretów i zagadek.

"Czarek tylko się uśmiechnął. Dawno temu sądził, że stabilizacja będzie nudna. Ale odkrył, że wszystko zależy od tego, z kim miałby się ustabilizować".

Powieść stanowi drugą część cyklu „Garstka z Ustki” i stanowi bezpośrednią kontynuację "Trupa na plaży". O ile do tej pory skupialiśmy się na losach Magdy, tym razem większy nacisk położoną na pozostałe kobiety z rodziny. Dużo dowiemy się o Tamarze, ciotce, która przygarnęła dziewczynę, gdy ta straciła rodziców. Poznamy bieg wydarzeń z jej perspektywy i odkryjemy jej drugie, romantyczne oblicze. To bardzo ciekawa postać i jej wątek niesamowicie mi się podobał.

Mniejszy udział przewidziano wątkom osobistym Magdy i Marii, ale ich tematy nadal trzymały poziom. I tutaj pojawiła się miłość, jednak nie koniecznie w oklepany sposób. Opowieść ma też bardzo mocny temat przemocy domowe. Teoretycznie mógł odgrywać większą rolę, ale teraz całkiem nieźle się sprawdza. Zagłębiamy się w perspektywę ofiar, poznajemy ich emocje. Chociaż do Przystani trafia tylko jedna ptaszyna, ma za sobą wiele trudnych doświadczeń. Jej wątek prowadzony jest jakby obok głównego biegu wydarzeń.

"Wolałaby, żeby każda kobieta zaczynała od pokochania samej siebie. By wyznaczała swoje granice. I dopiero wtedy była gotowa spotkać się z kimś w pół drogi. Albo i nie. Bo czy mogła zaprzeczyć, że najszczęśliwsze i najpełniejsze lata swojego życia przeżywała jako wdowa?".

„Martwy sezon” to jak dla mnie powieść głównie obyczajowa. W sferze uczuć i wzajemnych relacji dużo się dzieje. Większość akcji opiera się na rozmowach, wyjaśnianiu, tłumaczeniu, czy chociaż wspominaniu. Kryminalnej akcji jest tu raczej niewiele. Początkowo nie ma jej wcale, a potem dość długo pozostaje w sferze domysłów. Może dlatego, że oczekiwałam trochę więcej zagadek kryminalnych, książka wydawała mi się trochę przegadana. Wszystko rozkręca się tak naprawdę pod sam koniec, chociaż ciężko mówić o jakimś większym zaskoczeniu.



Mimo wszystko powieść czytało mi się naprawdę dobrze, chociaż bardzo jako historię obyczajową. Kwestie rodzinne, miłość, a już zwłaszcza wątek o prowadzeniu i utrzymaniu pensjonatu bardzo mnie wciągnęły. Chętnie poznam dalsze losy tych nietypowych kobiet, zwłaszcza, że jedna z nich wciąż ma przed nami sekret.


B_duzeka_logo
logov5


Książka dostępna była na portalu CzytamPierwszy.pl.

sobota, 4 stycznia 2020

Droga w nieznane – Oliwia Natecka


Przyjaźń to piękna sprawa, ale nie zawsze osoba, która określa się mianem „przyjaciółki” tak naprawdę nią jest. Relacja oparta na strachu, czy bezinteresowna… podłość, to nie jest prawdziwa przyjaźń. Czasem trzeba odciąć się od toksycznych ludzi i nie zawsze jest to łatwe.


Tytuł: Droga w nieznane
Cykl: Ranczo Fantazja (tom 1)
Autor: Oliwia Natecka
Wydawnictwo: Mazowieckie


Gabrysia od zawsze czuła się inna. Gwarancją jej bezpieczeństwa w szkole jest „przyjaciółka”. Pozornie wszystko gra, ale to, co łączy dziewczyny nie ma nic wspólnego z koleżeństwem. Ten układ prędzej czy później musiał doprowadzić do sprzeczki. W tym momencie wszystko zaczyna się psuć. Na skutek złych zbiegów okoliczności dziewczyna trafia do Rancza Fantazja, czy uda się jej tam rozpocząć nowe życie?

To już moja druga książka z serii YACzytam. Wcześniejsza powieść „Klub Fanek W.M.” bardzo mi się podobała, i po tej spodziewałam się podobnych wrażeń? Czy się udało?



„Droga w nieznane” to książka bardzo młodzieżowa, skierowana raczej do nastolatek (zarówno wiekiem, jak i mentalnie 😊). Jest lekka i porusza problemy typowe dla okresu dorastania. Są pierwsze przyjaźnie, miłość, rodzice i szkoła. Nie brakuje też uczucia bycia inną, które to przecież często towarzyszy nastolatką. Ten tytuł ma w sobie naprawdę sporo świeżości i młodzieńczego uroku. Nie ma za to gorszących scen, a uczucie, które rozwija się powoli, nie peszy, a ujmuje swoim delikatnym romantyzmem. Dlatego jeśli zastanawiacie się, czy jest to książka odpowiednia dla dorastających dziewczyn, to jak najbardziej. Zarówno mamy, jak i ich córki, z przyjemnością poznają losy Gabrysi.

Z drugiej strony czytelnik oczekujący na bardziej życiowe dramaty może być odrobinę rozczarowany. Powieść mimo wszystko jest trochę naiwna i nierzeczywista, lecz akurat mi nie przeszkadzało to w jej odbiorze.

"- O matko! To już nie wiem, co gorsze - Malwina zrobiła duże oczy.- Chyba nie ma, że to gorsze, a tamto mniej, bo potrafi zranić równie dotkliwie. Zależy chyba od wrażliwości i tego, jak to odczuwamy - stwierdziła Gabrysia. - Dla jednych rozwód rodziców może być czasową niedogodnością, ale szybko przechodzą nad tym do porządku dziennego, drudzy mają traumę na całe życie".



Podobało mi się, że główna bohaterka została wykreowana z rozwagą. Nie jest ani szczególnie zahukana, ani też przebojowa. Ostatnio modne stały się opowieści o wyzwolonych nastolatkach, ale to w ogóle do mnie nie przemawia. Wolę postaci takie jak Gabrysia, w których więcej jest prawdziwości niż kolejnych pseudocelebrytkach.

„Drogę w nieznaną” czyta się naprawdę szybko i z zainteresowaniem śledzi bieg fabuły. Lubię powieści młodzieżowe, ale sama byłam zaskoczona, jak bardzo dałam się wciągnąć. Zwłaszcza, że od połowy książki rumieńców nabiera wątek romantyczny. Z kolei samo zakończenie… jest naprawdę ciekawe! Wiele spraw wciąż wymaga wyjaśnienia, wyczekuję z niecierpliwością drugiego tomu!


Za książkę dziękuję portalowi Czytam Pierwszy.

banner_czytampierwszy_1

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates