Featured

poniedziałek, 14 czerwca 2021

KeyForge – Rebel


KeyForge to gra, która miała zaskakiwać praktycznie każdym elementem. Już same jej założenia były innowacyjne. Bo z jednej strony gra karciana, a z drugiej unikatowe talie, przy których nie można majstrować. Co z tego wyszło?


Tytuł: KeyForge

Liczba graczy: 2

Czas rozgrywki: 15 - 45 minut

Wiek: od 14 lat

Data wydania: 2018

Wydawca: Rebel

Autor: Richard Garfield

 

 

O co chodzi z tymi taliami?

Na początku kilka słów dla osób, które nie grają zbyt wiele w karcianki. Ten rodzaj zabawy dzieli się co do zasady na dwie grupy:

  • Gry, w których producent daje graczom określone zestawy kart, każdy egzemplarz zawiera takie same karty,
  •  Gry kolekcjonerskie, w których gracze otrzymują startery, a potem dokupują kolejne karty i kompletują upragnioną talie.

Wydawałoby się, że nie ma innego modelu, że jesteśmy skazani tylko na te dwa rozwiązania. KeyForge zaproponowało jednak coś zupełnie innego. Gracze co prawda nie mogą tworzyć swoich tali, jednak każda z tali producenta jest… unikatowa. Takiego układu kart, jak nasze, nie będzie miał nikt inny. Ten model ma zarówno swoje dobre, jak i złe strony. Zanim jednak wskażę, co może pójść nie tak, słów kilka o zasadach.

 

Zasady

Podstawowa mechanika jest bardzo prosta. Gracze dążą do wykucia trzech kluczy, a każdy z nich kosztuje 6 Æmberu. Jest to jedyna waluta w świecie Archontów i zdobywa się ją dzięki niektórym kartom. Zasadniczo zabawa polega na pokonywaniu kart przeciwników, bo każde ze stworzeń ma swoją siłę ataku i obrony. Jednak wszystkiemu towarzyszą dodatkowe efekty, które z nawet słabych istot pozwolą nam wycisnąć trochę grosza. Co ciekawe, zagrywanie kart nic nie kosztuje. Nie mamy tutaj typowych landów, jak w Magicach. ALE! Wszystkie karty podzielone na 4 domy. Na początku ruchu decydujemy się na jeden, i tylko jego karty będziemy mogli zagrywać. Czy odrzucić część kart, licząc na lepszy kombos w przyszłości, a może przeczekać słabe rozdanie i w następnym ruchu użyć silnej, ale pojedynczej karty? To będą kluczowe decyzje w tej zabawie.

 

Plusy i minusy

Najciekawiej prezentuje się główne założenie, czyli teoria unikatowych kart. Jednak dla osoby, która gra tylko od czasu do czasu, jest to bardziej ciekawostka niż najważniejszy element. W praktyce pozwala zakosztować najróżniejszych talii, bez konieczności dokupowania dodatkowych kart. Jeśli już decydujemy się na dodatek, to jest nim kolejna, kompletna talia. Brzmi ciekawie i w teorii powinno zagwarantować podobny poziom zabawy dla każdego gracza. Niestety tak nie jest. Zdążają się talie bardzo silne oraz niezwykle słabe, a my nie możemy poprawić ich balansu. Chociaż są to raczej sytuacje skrajne, to sama rozgrywałam partię kartami, którymi od początku do końca nic nie mogłam zrobić.

Brak też jakiej większej historii, gra nie funduje nam fabuły, czy jakiejś porywającej opowieści. Same domy i talie to zbieranina zabawnych kart, z których nic nie wynika.

Plusem zabawy są za to dynamiczne i raczej szybkie rozgrywki. Chociaż przy pierwszych partiach trzeba najpierw poznać swoje karty oraz karty przeciwnika, to następne rozdania zyskują tempa.

Bardzo ładnie prezentuje się też strona graficzna. Katy mają szczegółowe, ciekawe ilustracje oraz zabawne opisy, czy nazwy.

Zaletą jest również niski koszt wejścia. Za dwie talie zapłacimy ok. 100 złotych, co dla karcianek nie stanowi wygórowanej ceny.

Również sama mechanika to coś nowego, nie tylko unikatowe talie, ale również brak kosztu wystawienia kart, czy podział na cztery domy z pewnością należy policzyć na plus. Mało gier ryzykuje z czymś innowacyjnym, a KeyForge zdecydowało się na odważny ruch i nowe zasady. Z kolei różnorodność talii zapewni rozrywkę tym, którzy potrafią w kółko grać w jedną grę i spotykać się w większym gronie np. klubowym.

Małe zastrzeżenia mam co do zasad budowania kombosów. Tak jak wspomniałam, poszczególne talie potrafią być bardzo nierówne, chociaż strategie walki mogą być odmienne, to ostatecznie jednak będziemy dążyć do zbudowania z naszej talii konkretnego kombosa. Nie ma tu miejsca na bardzo skomplikowane taktyki, a szczęście będzie miało kluczowe znaczenie.

 

Podsumowując

KeyForge to lekka i pomysłowa karcianka, która potrafi mocno sfrustrować. Świetnie sprawdzi się jako rozrywka raz na jakiś czas lub przerywnik między cięższymi tytułami. Mam nadzieję, że wydawca zdecyduje się na kolejne oryginalne gry z nietypowymi zasadami.

 



Dominika Róg-Górecka


piątek, 11 czerwca 2021

Modern love, czyli miłość niejedno ma imię



Czym jest miłość? Nie ma jednej, ani tym bardziej prawidłowej, odpowiedzi na to pytanie. Miłość bywa różna, ma rozmaite odcienie, barwy, wzbudza skomplikowane emocje, nie zawsze jest wzniosła, nie zawsze romantyczna. Nie sposób nakreślić pełnego obrazu miłości, można za to pokazać przykłady.


Tytuł Modern love
Wydawca: Prószyński

„Modern love” to rubryka słynnego czasopisma „New York Times”. Przez lata czytelnicy magazynu wysyłali tam listy i opowiadali o swoim życiu, uczuciach, pięknych chwilach, ale też trudnych doświadczeniach. Daniel Jones, redaktor gazety, zebrał najciekawsze z nich i za zgodą autorów wydał w formie książki. Czy publikacja, w której co kilka stron zmieniają się bohaterowie, a każdy z nich zaprasza czytelnika do swojego intymnego świata, może być ciekawa? Może, i to nawet bardzo!


Od strony technicznej „Modern love” wyróżnia się nietypowym pomysłem, ale też ciekawą okładką. Grafika zwraca uwagę i przyciąga oko, obiecując nowoczesne, na wskroś współczesne historie. Sama treść podzielona została na tematyczne części, które grupują opowieści według pewnej myśli przewodniej. Dużym plusem jest tutaj bardzo otwarte podejście do miłości. Obok historii pierwszych randek mamy też relacje z małżeńskiego życia. Co więcej, książka nie ogranicza się tylko do romantycznej wersji miłości. Znajdziemy tutaj też wiele rodzicielskich tematów, czasem skrajnie różnych, poruszających i dających do myślenia.


Publikacja ta nie boi się żadnego tematu tabu. Może nie tyle budzi kontrowersje, wszystko ma bowiem na swój sposób ugrzecznioną wersję, ale jednak zwraca uwagę jak wygląda współczesny świat, jak zmienił się model związku, czy rodziny. Tej książki nie da się czytać jednym tchem, bo każde z opowiadań porusza jakiś ważki temat, zmusza do myślenia i refleksji. Często odkładałam książkę na parę minut, żeby chociaż przez chwilę pomyśleć. „Modern love” ma szansę zwrócić uwagę czytelnika na rzeczy, które w natłoku codzienności umykają jego uwadze. Chociaż w opowieściach nie ma ani krztyny moralizatorstwa, to jednak nie sposób nie zacząć się zastanawiać nad swoim życiem.


Ciężko jest ocenić książkę, w której jest tyle opowiadań, a do tego każde napisane przez innego autora. Część z nich z pewnością do Was nie przemówi, ale część zrobi piorunujące wrażenie. Poza lekką narracją łączy je pewna ogólna, bardzo nieuchwytna wizja miłości. „Modern love” porusza, bawi, daje nadzieję, wzrusza i zasmuca. Pokazuje życie we wszystkich jego odcieniach, ale też zwraca uwagę na ważne tematy. Warto dać tej książce szansę!

Dominika Róg-Górecka


Książka została otrzymana z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

poniedziałek, 7 czerwca 2021

Sonka. Ostatnia żona Jagiełły – Dorota Pająk-Puda



Wybierzemy się dziś na przejażdżkę naszym niezawodnym wehikułem czasu. Udamy się w czasy dość odległe, a mianowicie w lata 1422- 1467. To wtedy panował Władysław Jagiełło i w 1422 roku pojął za żonę młodziutką Zofię Holszańską.


Tytuł: Sonka. Ostatnia żona Jagiełły

Autor: Dorota Pająk-Puda

Wydawnictwo: MG


To ona właśnie będzie naszą towarzyszką w tej niezwykłej podróży. Zajrzymy do jej domu  rodzinnego, będziemy świadkami zaślubin z Władysławem Jagiełłą i potowarzyszymy jej w życiu codziennym. Uwierzcie mi na słowo, będzie to doświadczenie niecodzienne, pełne wrażeń i emocji.


Jeżeli spodziewacie się po tej książce porządnej biografii królowej Zofii to od razu Was, uprzedzam, dostaniecie coś o wiele więcej. Przeczytacie dobrze napisaną powieść historyczną, w której od emocji aż buzuje. Intrygi, przemoc, skrywane namiętności, tak, tak Moi Drodzy, takie rzeczy to nie tylko przywileje dworu Henryka VIII, na polskim dworze również ich nie brakowało. 


Przyznaję się bez bicia, że postać Sonki była mi totalnie obca. Poczytałam sobie trochę o niej w "internetach" i już wiem, że autorka suche historyczne fakty ubrała w piękną literacką opowieść. Na jej kartach aż roi się od autentycznych postaci, znanych nam z podręczników historii, którzy raz po raz zaskakują nas poczynaniami, o które w ogóle byśmy ich nie podejrzewali i między innymi to sprawia, że książkę tę czyta się z wypiekami na twarzy.


W tekście znajdziemy wiele archaicznych słów, lecz nie bójcie się, że nie zrozumiecie, o czym mowa, ich znaczenie wyjaśnione jest w przypisach, zamieszczonych na dole strony. Wielką przyjemność sprawiło mi poznawanie nowych słów, jak i przypominanie sobie znaczenia tych, które już kiedyś, gdzieś tam obiły mi się uszy. Nie obyło się bez zaskoczeń. Fraucymer i paternoster kojarzyły mi z zupełnie czymś innym. Mam nadzieję, że Wam również sprawi wiele radości obcowanie z tym staropolskim słowniczkiem.


Jak zwykle muszę pochwalić wydawnictwo MG za piękne wydanie książki. Twarda, lakierowana oprawa ozdobiona "staropolską" grafiką i jej powtórzenie na stronie tytułowej. Zachęcają one do jak najszybszego zagłębienia się w historyczną fabułę. Wydawnictwo jak zwykle stanęło na wysokości zadania. 


Serdecznie zapraszam w tę pełną polskiej historii podróż. Emocji i wrażeń tu tyle, jak nie przymierzając w Grze o tron, a przy okazji będziecie mogli przypomnieć sobie, co pamiętacie z czasów szkolnych. I nie przejmujcie się, jeżeli pamiętacie mało, po to właśnie powstają takie książki, abyśmy wygodnie usadowieni w fotelu mogli przeżywać pełne emocji i wrażeń lekcje historii naszego kraju. Miłej lektury i do następnego!


Dorota Skrzypczak

niedziela, 6 czerwca 2021

Sos musztardowy z cytryną



Uwielbiam sałatki, jednak czasem nie mam pomysłu na ich urozmaicenie. Pomysł na ten sos okazał się strzałem w 10!


Składniki:

  • 2 łyżki musztardy,
  • 2 łyżki jogurtu,
  • łyżeczka oliwy,
  • szczypta bazyli,
  • łyżeczka soku cytrynowego (u mnie soku Limmi).


Przepis:

Wymieszać musztardę z jogurtem, potem dodać pozostałe składniki i wymieszać. 

Lekko kwaskowaty, idealny do letniej sałatki!




Kąkol – Zośka Papużanka


Uwodzi poprzez nazywanie codzienność prostymi słowami. Opisuje, skłania do refleksji, przywołuje melancholie. Zośka Papużanka maluje słowem obraz, na swój sposób, przeszły i skazany na zapomnienie.


Tytuł: Kąkol
Autor: Zośka Papużanka
Wydawnictwo: Marginesy

 

„Kąkol” to melancholijna podróż w czasie i przestrzeni. W czasie, bo przenosi nas do epoki sprzed telefonu, za to z mnóstwem zabawy, a w przestrzeni, bo na zapomnianą wieść, gdzie nie wszystko jest sielskie i anielskie. W opowieści tej cała rodzina i kilkuletnie dziecko, będące narratorem tej historii, ruszają na wakacje, do rodzinnego domku letniskowego. Tu wśród upałów i zdartych kolan, rozgrywa się świat na styku dzieciństwa i dorosłości. Z jednej strony czujny, mały narrator, z drugiej rodzicie, dziadkowi i wujostwo, uwikłani w schematy, stereotypy i własne ograniczenia. Czasem nie trzeba rozumieć, by widzieć, nie trzeba tłumaczyć, by spostrzegać.

 

Ale to już było i nie wróci więcej…

Melancholia – to pierwsze i chyba najintensywniejsze uczucie, które zdominowało mój odbiór tej powieści. Cała fabuła rozgrywa się w czasach, które w takiej formie już nie wrócą. Nie ma jeszcze telefonów, a dzieci muszą zajmować się same sobą. Nie są ani lepsze, ani gorsze. Są inne. Książka najbardziej przemówi do osób, które mają podobne doświadczenia, które wyjeżdżały na wakacje na wieś, spotykały się z całą rodziną i bez kontroli biegały po polach i lasach. Mimo tego każdy znajdzie w niej coś „swojego”, jakiś element wspomnień. W moim przypadku było ich kilka. Oczywiście „samochód, w którym się nie je” (czy w warrancie mojego tatusia: samochód, po wejściu, do którego dzieci od razu chciały jeść), czy „moja mamusia jest najpiękniejsza”. Nie było tego jednak dużo, więc chociaż zarżały się melancholijne momenty, nie odczułam tego jakoś bardzo mocno.



Dzieci i ryby

Są to też czasy zupełnie innego podejścia do dzieci, do ról społecznych, czy rozwiązywania konfliktów społecznych. Poznajemy je z perspektywy co najmniej niecodziennej, bo widzimy oczami małego dziecka. Tego, które się wiecznie pałęta pod nogami, któremu się nic nie tłumaczy, a które rozumie zaskakujące dużo. Jest to fascynujący punkt widzenia, bo niezwykle szczery i wolny od większości uprzedzeń. Pozwala nam ocenić pewne zdarzenia bardziej obiektywnie, niż gdyby relacjonowały je osoby zaangażowane bezpośrednio. I w pewien sposób zastanowić się nad światem dorosłych, który nawet w relacjach rodzinnych buduje mury i uprzedzenia.

 

Obraz malowany słowami

Uwielbiam sposób, w jaki autorka opisuje historię. Relacjonuje codzienność w sposób lekki, ale też niezwykle dosadny. Używa wielu prostych słów na sklejenie historii z jednej strony banalnej, z drugiej poruszającej. Jest uważnym obserwatorem codzienności, której nadaje bajeczny wymiar. Czytając jej książkę, miałam wrażenie, że wszystko, o czym pisze, jest oczywiste, ale też na swój sposób fascynujący.

 

Potrzeba czasu…

… żeby zanurzyć się w tę historię. Nie uraczycie tutaj zaskakujących zwrotów akcji, sekretów, czy tajemnicy. „Kąkol” to spokojna relacja opisująca nieuchwytne. Potrzeba czasu, by wczuć się w jej specyficzny rytm, a i wtedy ciężko nazwać ją „zapierającą dech w piersiach”. Ta książka daje przestrzeń do przemyśleń na temat rodziny i dzieciństwa. Jeśli nie macie na to ochoty, możecie czuć się rozczarowani.

 

Do tej pory czytałam jeszcze dwie inny książki autorki „Przez” oraz „Świat dla ciebie stworzyłem”. One podobały mi się bardziej, mocniej mnie poruszyły, nawiązywały do bliższych mi spraw. „Kąkol” rządzi się swoim specyficznym tempem, czaruje parnym latem, dusznym klimatem rodzinnym i lekkością dzieciństwa. Zaskakująco refleksyjne połączenie przypadnie do gustu uważnemu czytelnikowi.


 

 Dominika Róg-Górecka

Numer akredytacji: 08/05/2020

sobota, 5 czerwca 2021

Odporność. Czy Twoje dziecko może nie chorować?


Internet nauczył nas powierzchownego przeglądania informacji. Chociaż teoretycznie dostęp do wiedzy jest łatwy, jak nigdy dotąd, wystarcza nam szybkie przejrzenie nagłówków. Dotyczy to również rodzicielstwa. Dzieci na Instagramie nie chorują, zawsze są śliczne i uśmiechnięte. Czy jeśli maluch co chwilę „ma gluta” to znaczy, że jego rodzice źle się nim zajmują? Sprawdźmy!


Tytuł: Odporność. Czy Twoje dziecko może nie chorować?
Autor: Pan Tabletka

 

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z Panem Tabletką. Wcześniej zdarzyło mi się zajrzeć na jego stronę i poczytać trochę o suplementach diety. Dlatego z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po jego papierową publikację. Jak się okazało, trafiłam na bardzo wartościowy poradnik.

 

W Internecie pisali, że…

Część ludzi czerpie wyobrażenie o życiu z mediów społecznościowych. Niekoniecznie specjalnie, czasem przy okazji, podczas przeglądania kolejnych stron podświadomie kształtują w sobie określone oczekiwania. A potem cierpią, ponieważ nie mogą ich doścignąć. Wokół tego, czy dziecko powinno chorować, czy wręcz odwrotnie, narosło sporo mitów. Autor stara się podejść do nich z surową cierpliwością. Prezentuje nam rodzicielskie obawy, tłumaczy skąd wynikają i… zdejmuje ciężar odpowiedzialności za to, na co nie mają wpływu. Tłumaczy, czemu projekt „idealnie zdrowe dziecko” nie ma szansy powodzenia. Jednak mi najbardziej spodobało się to, że autor unika skrajności. Wyjaśnia, kiedy nie powinniśmy czuć obaw, ale wskazuje też jakie kroki należy podjąć, by wesprzeć odporność i nie przegapić stanów zagrażających życiu.

 

Wiedza zbudowana na solidnych podstawach

Ten poradnik omawia wszystkie kwestie związane z procesem chorowania i zdrowienia w sposób bardzo szeroki. Do wielu zagadnień podchodzi od podstaw, prezentuje kluczowe funkcje organizmu i etapy jego rozwoju. Stosuje też liczne metafory mające nam zilustrować omawiane zagadnienie. Wszystko jest prosto i klarownie wyjaśnione, ale… momentami ten przenośnie były dla mnie zbyt dziecinne. Nieustające nawiązania do dziecka-samochodu lekko mnie przerosły 😊

 

Naturalnie, czyli zdrowo

„Zróbmy wszystko, żeby tabletki nie były potrzebne”.

Paradoksalnie Pan Tabletka zachęca do… ograniczania tabletek i korzystania z darów natury. Stawia na tradycyjne sposoby wzmacniania odporności, czy zwalczania drobnych dolegliwości. Swoje stanowisko opiera zarówno na doświadczeniu, jak wykształceniu. Jednak jego podejście jest bardzo wyważone, a sama książka pełna jest praktycznych porad.


 

Maksimum wiedzy w przystępnej formie

Książka została wydana  w typowy dla poradników sposób, który jednak zasługuje na kilka słów pochwał. Twarda oprawa, zabawne grafiki i czytelnie rozłożona treść sprawiają, że tytuł ten sporo wytrzyma, nawet w starciu z maluchem. Dodatkowo dwie zakładki umożliwiają zaznaczenie nie tylko czytanego wątku, ale też ważnej informacji.

Książka została napisana w bardzo przystępny sposób. Autor zwraca się do czytelnika, ale go nie poucza. Przekazuje całe mnóstwo wiedzy i nie nudzi. Publikacja ta ma przede wszystkim problemowy charakter. Skupia się na jakiejś wątpliwości i wyjaśnia ją w prosty sposób.

 

Dla kogo?

„Odporność. Czy Twoje dziecko może nie chorować?” powinni sięgnąć młodzi rodzice, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z małym człowiekiem. Niekoniecznie skorzystają z niej osoby sprawujące pieczę nad nastolatkiem. Część rozdziałów może im się przydać, ale autor dedykuję swoją książkę przede wszystkim rodzicom maluchów. Jednak dla nich ten tytuł będzie konkretnym wsparciem. Nie tylko fachowo omawia wszystkie najważniejsze tematy, ale też obawia wiele rodzicielskich mitów. Zastanawiasz się czemu Twoje dziecko wciąż choruje i co robisz źle? Sprawdź w tej książce!



 

Dominika Róg-Górecka

Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

Szczegółowy opis książki/audiobooka, spis treści i sklep na Akademia Pana Tabletki pod adresem : https://kursydlarodzicow.pl/produkt/pakiet-kursow-dla-rodzicow/

 

Chwała meksykańskim zakonnicom – Barbara Kwinta


W Krakowie czeka na nas Emilia Starska. Musimy się bardzo pośpieszyć, bo nasza bohaterka owinięta w trzy warstwy jedwabnej sukni z materiału sprowadzanego prosto z Japonii za chwilę ucieknie z własnego ślubu. I tylko naszej obecności brakuje jej do tego, by swoje zamiary przekuć w czyny.


Tytuł: Chwała meksykańskim zakonnicom!

Autor: Barbara Kwinta

Wydawnictwo: Prószyński i s-ka


Będziemy Emilii towarzyszyć w tej karkołomnej ucieczce i później, kiedy jej życie zmieni się diametralnie. Nasza bohaterka wraz z porzuceniem narzeczonego utraci również dobrze płatną pracę i piękne mieszkanie. Nie znaczy to jednak, że straci wszystko. Zostanie jej kochający ojciec, nieco egzotyczna, lecz wierna i oddana przyjaciółka i czuwające nad nią w zaświatach mama i babcia. Nie obawiajcie się, Emilia Starska tak łatwo się nie podda, a Wy będziecie mieć niebywałą przyjemność uczestniczyć w jej szalonym życiu. 


Serdecznie zapraszam Was do przeczytania tej niezwykle optymistycznej opowieści. To książka o tym, że w życiu zdarzają się upadki i o tym, że warto się podnosić niezliczoną ilość razy i nigdy nie wolno się poddawać, bo za rogiem zawsze czeka coś lub ktoś, co sprawi, że życie znowu odzyska swoje barwy. 


To również powieść o najważniejszym uczuciu na świecie. Przepraszam, Kochani, ale nie, nie mam na myśli miłości, mowa tu przyjaźni, pięknej, prawdziwej Przyjaźni przez duże P. Jak wspomniałam wyżej, Emilka takowych przyjaciół posiada i zdobędzie jeszcze nowych, których na pewno jej pozazdrościmy. Z uśmiechem na ustach i z łezką w oku będziecie obserwować, jak bardzo oni ją wspierają i pomagają brnąć za wszelką cenę do przodu i uwierzyć, że życie jest piękne.


Super pomysłem było zamieszczenie w tekście wtrętów Cioci Dobrej Rady. Nie raz i nie dwa wybuchniecie śmiechem lub zadumacie się nad jej tekstami. Mnie na zawsze w głowie utkwiła ta:


"Jeśli chcesz życiowej rady po życiowym upadku, nie czekaj, aż twoi dziadkowie wymrą".


Niestety dla mnie już za późno, za wszelką cenę muszę unikać życiowych upadków. Odkryłam też, że jeszcze jedna rzecz łączy mnie z główną bohaterką i jej babcią. Ja też jestem kajeciarą!  I uwielbiam różnego rodzaju zeszyty, które tylko czekają, żeby je zapisać.


Jest jeszcze jeden ważny powód, dla którego musicie przeczytać tę książkę. Na pewno jesteście ciekawi, co zawdzięczamy meksykańskim zakonnicom? Oj, nie nie zdradzę Wam tego. Zapraszam w niezapomnianą podróż do Krakowa. Emilia już niecierpliwie przebiera warstwami swojej sukni. Miłej lektury i do następnego!

Dorota Skrzypczak

Pieczone klopsiki z zimniakami i sałatką


Lubię dobre jedzenie, ale nie przepadam za długim sterczeniem w kuchni. Dlatego stawiam na dobre składniki i proste przepisy. Dziś klosiki i ziemniaki, a wszystko przepysznie zapiekane!


Składniki:
  • 1 kg ziemniaków
  • pesto Ponti
  • pół kilo mielonego mięsa
  • ser żółty
  • jajko
  • 200 ml mleka
  • przyprawy: zioła, pieprz, sól
  • sałatka: oliwki, sałata pekińska, ocet balsamiczny, tofu, suszone pomidory, sos sojowy.

Przygotowanie:
1. Ziemniaki
Myjemy, kroimy w kostkę, doprawiamy do smaku i pieczemy na blaszce aż będą miękkie

2. Klopsiki
Mięso mielone przekładamy do miski, doprawiamy i mieszamy. Kromy ser w kostkę. Mięso ugniatamy w kuleczki, wkładając do środka ser i układamy w naczyniu żaroodpornym. Na każdej kuleczce kładziemy pół łyżeczki pesto. Jajko mieszamy z mlekiem i zalewamy klopsiki. Pieczemy ok. 40 min. w 180. stopniach.

3. Sałatka
Tofu kroimy w kostkę, podsmażamy na patelni pospane papryką ostrą i polane sosem sojowym. Resztę składników kroimy w kostkę. Wszystko mieszamy w misce. Dodajemy tofu. Polewamy do smaku octem balsamicznym.

Uwielbiam ten sposób na klopsiki! Zamiast czasochłonnego smażenie, pieczenie. Szybkie i robi się samo. A jakie jest wasze kulinarne odkrycie?




wtorek, 1 czerwca 2021

Karmię piersią, jem zdrowo


Kiedy mówię, że czytam absolutnie wszystko… to nie żartuję. A już szczególnie chętnie sięgam po poradniki, które analizują zupełnie obce mi tematy. Po „Karmię piersią, jem zdrowo” sięgnęłam z czystej ciekawości, bo zagadnienie jest mi absolutnie nieznane. Czy dowiedziałam się z tej książki czegoś ciekawego?


Tytuł: Karmię piersią, jem zdrowo

Autorki: Czyrynda-Koleda i Monika Stromkie-Złomaniec


Magdalena Czyrynda-Koleda i Monika Stromkie-Złomaniec napisały książkę, która jest prawdziwy kompendium wiedzy na temat karmienia piersią. Zanim jednak przeszły do omawiania szczegółów, wskazały kilka faktów i statystyk. Wnioski, które z nich płyną są… umiarkowanie optymistyczne. Wiele z nas rozważa temat, wiele chce go wdrożyć w życie, ale też spora część odpada w przedbiegach. Jako powód wskazują brak dostatecznej wiedzy, presję, czy problemy, z którymi nikt im nie pomógł. Myślę, że ta książka to odpowiedź na wiele wątpliwości. Jeśli więc macie w swoim otoczeniu przyszłe matki, ten poradnik może być dla nich świetnym wsparciem.


Jak to bywa w publikacjach skupionych na jednym zagadnieniu, jest tu zebrana chyba cała wiedza na temat karmienia piersią. Wbrew temu, co sugeruje tytuł, książka nie analizuje wyłącznie kwestii związanych żywieniem. Jest tu wszystko, od podstaw, po szczegóły, od anatomii i analizy procesów, bo popularne mity. Najbardziej spodobał mi się ten ostatni element. Matki karmiące wciąż słyszą, co powinny, a czego nie powinny jeść/robić. Autorki analizują takie tezy i rozkładają na łopatki.



Po raz kolejny, jak to bywa w przypadku publikacji na jeden temat, zdawać się może, że jest on lekiem na całe zło. Nie mam pojęcia, czy wszystkie elementy np. profilaktyka antynowotworowa, to prawda, czy tylko teza. To już każdy czytelnik musi ocenić sam.


Książka prezentuje się też bardzo zachęcająco od strony wizualnej. Wszystko tu ze sobą współgra, jest przyjemne dla oka i atrakcyjne w czytaniu. W ten tytuł warto zaopatrzyć się na przyszłość lub sprezentować bardziej potrzebującej koleżance. Nie tylko dowie się z niego wielu istotnych rzeczy, ale też, przede wszystkim, przekona, że nie jest to temat tabu i nie ma nic złego w szukaniu wsparcia w tej delikatnej kwestii. Co więcej, dostanie też wskazówki gdzie i kogo pytać.


Dominika Róg-Górecka

Numer akredytacji: 08/05/2020

Pensjonat na Kaczym Wzgórzu – Paulina Kozłowska


Zabieram Was do malowniczo położonego w okolicach Słupska pensjonatu na Kaczym Wzgórzu. Jest to przybytek niezwykły, w jego gościnnych progach znajdują schronienie kobiety mocno doświadczone przez los, a dokładniej rzecz ujmując przez mężczyzn.

Tytuł: Pensjonat na Kaczym Wzgórzu

Autor: Paulina Kozłowska

Wydawnictwo: Replika

Prowadzi go trzydziestoletnia Łucja, sama mocno doświadczona przez los. Niestety nad pensjonatem zbierają się czarne chmury w osobie Roberta, właściciela sąsiedniej działki, który postanawia wybudować na niej Samotnię, przystań dla żądnych przygód mężczyzn. Jak zareaguje na ten pomysł Łucja? Czy mimo wszystko coś połączy ją z Robertem? I jakie tajemnice skrywa ta z gruntu niepozorna i spokojna dziewczyna? Tego już dowiedzieć się będziecie musieli sami, a uwierzcie mi, odpowiedzi na te pytania naprawdę warto poznać.


Bardzo spodobał mi się pomysł fabuły tej powieści, który zaproponowała nam autorka. Pensjonat, kobiety zaczynające nowe życie z dala od starych problemów, to wszytko przecież już było. Lecz kobiety kontra mężczyźni? Kobiety mocno doświadczone przez los (czytaj:mężczyzn) mocno poranione i bogaci faceci, spragnieni wrażeń i alkoholu w pięknych okolicznościach przyrody- tego "jeszcze nie grali". Trzeba przyznać, że ta fabuła rzeczywiście wciąga od pierwszych stron i czytelnik z niecierpliwością przewraca kartkę za kartką, by się dowiedzieć, jak to wszystko się skończy.


Między Łucją a Robertem zaiskrzy porządnie. Bo jak nie od dziś wiadomo od nienawiści do miłości jeden krok. I na pewno tak samo jak ja z wielką ciekawością będziecie tę relację obserwować i, w którymś momencie mocno zaciśniecie kciuki, aby im się udało, bo przecież są dla siebie stworzeni. A w międzyczasie z uśmiechem na ustach poobserwujecie tę ich uroczą męsko-damską przepychankę.


Losy bohaterów niezwykle ciekawią odbiorcę z jeszcze jednego powodu. Zarówno Łucja, jak i Robert posiadają rodziców, których nie można im zazdrościć. Czytelnik z zapartym tchem i wielkim współczuciem, obserwuje te naprawdę niełatwe relacje i ma nadzieję, że ci silni, wspaniali protagoniści, których obdarzył już sympatią, poradzą sobie i z tymi problemami.


Pensjonat na Kaczym Wzgórzu to kolejna już na naszym rynku księgarskim powieść obyczajowa, która w umiejętny sposób łączy ciekawą historię z dużą ilością ponętnych scen erotycznych. Już kiedyś Wam wspominałam, że nie przepadam za książkami w stylu 365 dni. Jednak ta powieść, nie ma z nimi nic wspólnego. To arcyciekawa historia o dwojgu, trochę pogubionych w życiu ludzi, którzy z odwagą stawiają czoła przeciwnościom losu, a sceny erotyczne nadają jej tylko pazura. Z wielką przyjemnością przeczytałam tę książkę.


Tej przyjemności nie chcę odbierać również Wam, także już się nie będę rozpisywać, tylko serdecznie zapraszam Was na Kacze Wzgórze. Czas tam spędzony, na pewno nie będzie czasem straconym. Miłej lektury i do następnego!

Dorota Skrzypczak

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates