poniedziałek, 20 maja 2019

Jedyna taka choroba – E. Zdębska



Debiutanckie powieści to zawsze ryzyko. Nigdy nie wiadomo, na co się trafi. Książka może być bardzo dobra, lub (co bardziej prawdopodobne) przeciętna i do bólu przewidywalna. Właśnie dlatego wiele osób odpuszcza sobie czytanie debiutantów. I to... błąd. Bo w ten sposób można przegapić wiele perełek jak chociaż by „Jedyną taką chorobę” autorstwa E. Zdębskiej.


Tytuł: Jedyna taka choroba
Autor: E. Zdębska
Wydawnictwo: AlterNatywne
Książka pod naszym patronatem medialnym!

W małej mieścinie, o której nikt nie wie, żyje się spokojnie i według stałego rytmu. Wszystko zakłóca przyjazd patrona. Z polecenia królowej ma on sprowadzać wszystkich lekarzy z całego królestwa. Co do jednego! Tak długo, aż w końcu któryś z nich wyleczy królewnę z tajemniczej choroby. Na skutek zbiegu okoliczności zadanie to zostaje przyznane Melisie, recepcjonistce lekarza. Młoda dziewczyna jeszcze nie wiem, że do wykrycia choroby nie wystarczy jej tylko wiedza medyczna, najpierw będzie musiała przetrwać na dworze, pełnym intryg i własnych interesów. Czy podoła temu wyzwaniu?

Jedyna taka choroba” zwraca naszą uwagę już samą okładką! Jest przepiękna i przywodzi na myśli skojarzenia ze średniowieczem i starymi księgami. Jest to jak najbardziej właściwy kierunek, powieść bowiem utrzymana jest w takim klimacie.

Bardzo fajnie zostały przedstawione relacje na dworze, może nie jakość dogłębnie, ale intrygująco. Każda z postaci stara się ugrać własne interesy, nawet kosztem innych. Widać to zwłaszcza na początku, gdy Lisa nie zna jeszcze obowiązującego układu sił. Jeśli więc lubicie klimat dworskiej etykiety, fałszywych uprzejmości, czy walki o wpływy, ten aspekt powieści z pewnością przypadnie wam do gustu.

Podobała mi się też kreacja bohaterów, a zwłaszcza zbudowanie wokół jednego legend i pomówień. Dzięki temu, pomimo wielu rozpowszechnianych opowieści, nie we wszystko można było do końca wierzyć. Dopiero z czasem jego historia i osobowości zostały zaprezentowane w pełni.

Z ulgą przyjęłam też to, że autorka nie poszła po linii najmniejszego oporu. Wątek miłosny zapowiadał się już od pierwszych stron, w zasadzie można było wszystko uprościć i opisać bardzo typowo. Całe szczęście tak nie jest, historia skupia się na wątku głównym i nie daje się przyćmić miłością.

Jeśli zaś chodzi o samą intrygę, ten niezwykle przypadła mi do gustu. Została nie tylko świetnie zaplanowana, ale też dobrze opowiedziana. Chociaż do motywacji jednej z postaci miałam wątpliwości, w ogólnym podsumowaniu muszę stwierdzić, że śledziłam rozwój wydarzeń z dużym zainteresowaniem. Co więcej, opowieść rozwijała się w zupełnie nieoczekiwanym kierunku. Chociaż na początku stawiałam kilka hipotez, ze wszystkim się myliłam. Podobało mi się nieszablonowe podejście do tematu.

Jedyna taka choroba” to powieść, którą czyta się ją świetnie, intryga szybko angażuje czytelnika, a klimat dworski nadaje całości wyjątkowej atmosfery. Połączenie zamkowych realiów z magią i intrygą dało w efekcie naprawdę bardzo udany debiut!

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

Serdecznie dziękuję za komentarz :) Zapraszam ponownie!

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates