wtorek, 2 lipca 2024

Cztery strony drzewa – Iza Klementowska


Kocham drzewa, uwielbiam ich widok, zapach, dotyk. Jeśli są gdzieś w zasięgu wzroku – od razu czuję się lepiej. Właśnie dlatego z dużą ciekawością sięgnęłam po książkę „Cztery strony drzewa” autorstwa Izy Klementowskiej.

 

Tytuł ten zaczyna się od retrospekcji. Autorka opowiada o rodzinnej posiadłości, o lipie, dzieciństwie i beztroskich wakacjach w cieniu drzewa. I od tego się zaczyna, jej miłość do tych pięknych roślin. Potem, podczas licznych podróży, odkrywa drzewa na nowo – ich historię, ukryte moce, ale też losy ludzi, którzy przy nich żyją.

 

To, co od razu przykuło moją uwagę, to lekki, sensoryczny styl narracji. Autorka bardzo dobrze oddaje klimat miejsca, uczucia, które jej towarzyszą i radość z kontaktu z naturą. Czytałam jej książkę i miałam ochotę na spacer, na obcowanie z drzewami, na więcej zieleni w moim otoczeniu.

 

Miejsca, które odwiedza, są bardzo różnie i… niesamowite. Raz pustynia, innym razem gęsta dżungla, czy skwerek w USA. Wszystkie te miejsca są na swój sposób magiczne i inspirujące.

 

Ale… nie zawsze łatwo było mi zrozumieć, gdzie tak właściwie jest autorka. Lepiej by było, gdyby każdy rozdział zawierał informację o lokalizacji. I tak przechodzimy do tego, co moim zdaniem jest największą wadą tej historii. W moim odczuciu „Cztery strony drzewa” to coś w rodzaju opowieści, którą snuje się w długie, zimne wieczory, w blasku świec i przy ciepłej herbacie. Nie do końca dobrze to wygląda w książce. Bo same historie, chociaż ciekawe, powrzucane są dość chaotycznie, bez słowa wstępu, bez wyjaśnienia. Nie raz, miałam wrażenie, rozdziały kontynuują daną historię, ale z przerwami, są przerwane dla innych wypraw.

 

A czemu autorka w ogóle podróżuje? Czy to jej praca? Jak organizuje swoje wycieczki? Nie mam pojęcia. Autorka po prostu nagle zaprasza nas, byśmy towarzyszyli jej w kolejnej wyprawie, ale zupełnie nic nie wyjaśnia. Ostatecznie jest to książka złożona z historyjek, które nie tworzą jednak spójnego obrazu.



Zawiedzeni będą też ci, którzy będą szukać w książce jakichkolwiek faktów na temat drzew. Ten tytuł to przede wszystkim zbiór luźnych refleksji, mitów (nawet nordyckich), ludowych legend, czy osobistych mistycznych refleksji. To trochę smutne, że nasza lokalna duchowość jest obecnie traktowana jako jeden wielki zabobon, a wierzenia plemienne, czy nawet osobiste wymysły nieszablonowych bohaterów tej książki – jako coś inspirującego.

 

Bo fakt, postaci z tej książki to osoby, które obrały niecodzienny styl życia. Większość z nich mieszka obok drzew, a niektórzy… nawet w nich. Jeśli więc interesują Was takie ciekawostki, tu znajdziecie ich sporo.

 

W moim odczuciu tej książce brak planu. Chociaż dobrze oddaje klimat opisywanych miejsc, czy miłość do drzew, tak naprawdę nie jest ani pozycją naukową, ani reportażem. To bardziej luźny zbiór nietypowych wypraw (bo nawet nie całych podróży) i rozmów z ludźmi, których styl życia może szokować takiego mieszczucha, jak ja.


Recenzja dla portalu www.duzeka.pl


Dominika Róg-Górecka

2 komentarze:

  1. Szkoda, że mało jest o drzewach i ich właściwościach. Taka książka bardziej by mnie zainteresowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie myślę, że bardziej spodoba Ci się "Sekretne życie drzew".

      Usuń

Serdecznie dziękuję za komentarz :) Zapraszam ponownie!

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates