Kubuś i pies – Jakub Tylman
#WspółpracaRecenzencka #WydawnictwoPapilon
Mali bohaterowie w książkach dla dzieci mają w sobie coś z przewodników po codzienności. Nie ruszają w wielkie wyprawy na koniec świata, za to uczą się i dojrzewają w sytuacjach, które dobrze znamy z własnych mieszkań, przedszkolnych korytarzy czy rodzinnych spacerów. I właśnie w tym tkwi ich siła – historie oparte na zwykłych chwilach pomagają najmłodszym oswoić emocje, nazwać pragnienia, a nawet odrobinę wyprzedzić życie, zanim ono samo zaskoczy ich jakąś nowością. „Kubuś i pies” idealnie wpisuje się w ten nurt, serwując młodym czytelnikom czułą, bliską i mądrą opowieść o marzeniu, które ma cztery łapy i merdający ogon.
Fabuła jest prosta, ale bardzo angażująca. Poznajemy Kubusia – wesołego chłopca, który kocha zwierzęta całym sobą. Na razie ma tylko pluszowego pieska Tobiego, jednak w głębi serca marzy o prawdziwym przyjacielu. Gdy pewnego dnia odwiedza z rodzicami schronisko, widzi psy czekające na dom.
Ta książka jest się idealnym punktem wyjścia dla rodzin, które same rozważają adopcję zwierzaka. Ale nie trzeba planować od razu wizyty w schronisku – opowieść świetnie nadaje się również jako wprowadzenie do rozmów o zwierzętach domowych w ogóle. O empatii, potrzebach innych istot i o tym, że opieka nad pupilem to coś więcej niż przytulanie i zabawy. Chociaż tak między nami – istnieje pewne ryzyko, że dziecko po lekturze zacznie wyjątkowo intensywnie przekonywać wszystkich domowników, że pies koniecznie jest mu potrzebny do życia.
Książka porusza naprawdę ważne tematy: codzienne obowiązki przy zwierzaku, rytm opieki, konsekwencję i wrażliwość. Jednocześnie pokazuje, że zanim zdecydujemy się na adopcję, warto zrobić małą próbę generalną – pomóc sąsiadom w wyprowadzaniu psa, zobaczyć, czy damy radę codziennym spacerom i czy radość nie zniknie po tygodniu. To praktyczne, sensowne i bardzo życiowe.
Z drugiej strony – część wątków pojawia się tylko w formie krótkiego muśnięcia. Nie ma tu mowy o kosztach, szkoleniu, czy trudnych zachowaniach. Oczywiście, to książka dla dzieci, a nie poradnik. Niemniej warto mieć świadomość, że historia podkreśla głównie miłe aspekty – bliskość, radość, entuzjazm – podczas gdy te bardziej wymagające dopowiada już dorosły.
Na końcu książki znajduje się też zestaw porad – i to świetny pomysł. Ta część jest mniej bajkowa, za to konkretna i bardzo przydatna. Świetnie sprawdzi się zwłaszcza w rodzinach, gdzie jest i młodsze, i starsze dziecko: jedni chłoną fabułę, drudzy analizują wskazówki. Połączenie idealne.
Całość ma ciepły klimat – Kubuś to sympatyczny chłopiec, pełen dobrej energii, który naprawdę chce się opiekować zwierzakiem. Jest w nim coś, co może stać się domowym „odniesieniem”: gdy zrobi się trudniej, można przypomnieć, że bohater też uczył się krok po kroku. Bez presji, za to z wielkim sercem.
Ilustracje są śliczne – miękkie, jasne, o eseistycznym zacięciu. Nie są tylko dekoracją. Każda scena dopowiada emocje, prowadzi wzrok i buduje atmosferę, w której łatwo się rozgościć. Widać, że ilustratorka postawiła na subtelność, która nie przytłacza, a jednocześnie mocno wspiera opowieść.
Podsumowując: „Kubuś i pies” to książka mądra, czuła i pełna bliskości. Idealna dla rodzin stojących u progu decyzji o adopcji psa, ale też dla wszystkich, którzy chcą nauczyć dzieci empatii i odpowiedzialności w lekki, niewymuszony sposób. Ma drobne uproszczenia, ale jeśli potraktujemy ją jako początek rozmowy – sprawdza się świetnie.
Jeśli myślicie o czworonogu, zacznijcie od rozmowy, potem przeczytajcie tę książkę wspólnie, a później… wybierzcie się na spacer z psem sąsiadów. Przygoda może zacząć się dużo wcześniej, niż się spodziewacie.
Dominika Róg-Górecka


Bardzo pomysłowa książeczka.
OdpowiedzUsuń