wtorek, 5 marca 2019

Nieodgadniona – Remigiusz Mróz


Mam to do siebie, że książki, które zachwycają innych, mnie zupełnie nie przepadają mi do gustu. I odwrotnie, te powszechnie krytykowane mi sprawiają ogromną frajdę. Jednak od każdej zasady są wyjątki. I tym razem przyjdzie mi chyba zgodzić się z opinią większości...


Tytuł: Nieodgadniona
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Filia
Nowość

Kasandra wykonała swój plan, po trupach, po złamanych sercach i zawiedzionych zaufaniach, doszła do celu. Jest bezpieczna, czy jednak na pewno? Nagle ginie jej syn, a ona jest pewna, że zna sprawcę. Zjawia się u Wernera i żąda pomocy. Tymczasem Damian właśnie otrzymał nagarnia VHS ze swoją zmarłą narzeczoną. Czy ona żyje? Kto stoi za tym wszystkim?

Nieodgadniona” to kontynuacja „Nieodnalezionej”. Książki, która gdyby nie jej ostatnie zdanie, nigdy nie wymagałaby ciągu dalszego. I w pewnym sensie wyszłoby to jej na dobre. Remigiusz Mróz po raz kolejny funduje nam galimatias wydarzeń, emocji i zbiegów okoliczności, gdzieś po drodze gubiąc zdrowy rozsądek i zaufanie czytelnika.

O ile pierwszy tom bardzo mi się podobał, o tyle drugi wydał mi się już pisany bardzo na siłę. Pierwotna intryga, chociaż grubymi nićmi szyta, miała sens. Ale obudowana kolejnymi zwrotami akcji, odwracaniem wszystkiego kilka razy na różne strony, stała się przesadzona i momentami groteskowa.

Po pierwsze, główny bohater pomimo rzekomej nienawiści, od razu wierzy, ufa i pomaga Kasandrze. Chociaż powinien raczej trzymać się od niej z daleka. Ale mniejsza z tym. Drugie to wątek syna, który spełniał swoją funkcję tam samo wiarygodnie, jak w każdym serialowym tasiemcu. Pojawiał się na chwilę, spełniał swoje zadanie, ale ostatecznie był dodatkiem i ozdobnikiem. Nie poczułam w nim głębi, czy autentycznej więzi.

Problemem stała się też sama intryga. Wcześniej śledziłam ją z zaangażowaniem. Tym razem wiedziałam, że autor na początku będzie mi podtykał mylne tropy, zwodził i prowadził na manowce. Potem kilka razy wszystko rysował od nowa i na końcu czymś zaszokował. Spodziewałam się tego, sama konstrukcja dość szybko wyszła na jaw, a ja przestałam się przejmować rozwojem wydarzeń. Wiedziałam, że wszystko, co wiem teraz, później zostanie przedstawione w zupełnie innym świetnie. Jaki sens miało więc angażowanie się?

Mimo wszystko nie powiem, żeby powieść czytało mi się źle. Tak, kilka razu wzdychałam zaskoczona jakimś absurdalnym zwrotem akcji, innym razem zniesmaczyłam się przesadną dosadnością, jednak cały czas chciałam się dowiedzieć, jak to się wszystko zakończy. Bo powieść została napisana lekkim, przystępny, czasem zbyt bezpośrednim językiem. Akcja rozwija się dynamicznie, miała liczne zwroty akcji i ciekawe rozwiązania fabularne. Jednak więź, która budowała się między bohaterami wcześniej, tym razem nie była już tak autentyczna. Zwykła, lekka powieść akcji, wypełniona przygodą, ale pozbawiona refleksji.

O ile u początkujących autorów byłby to niezły tytuł, o tyle Mróz, odmieniany przez media przez tysiące przypadków, zupełnie się nie popisał. Sztampowe rozwiązania i udziwnienia na siłę. Wcześniej było nieszablonowo, a teraz jest tylko dynamicznie i typowo. Był potencjał, był pomysł, a nawet tysiące, ale zaserwowanie ich wszystkich naraz, byle tylko zaskoczyć czytelnika, zepsuło cały pomysł. Tym razem muszę się zgodzić z większością. Niewypał.


0 komentarze:

Publikowanie komentarza

Serdecznie dziękuję za komentarz :) Zapraszam ponownie!

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates