Szczęście pachnące wanilią – Magdalena Witkiewicz
#WspółpracaRecenzencka #WydawnictwoFlowCzytając tę książkę, czułam, jakbym spotkała się z koleżankami. I to takimi, z którymi mam wiele wspólnego! Nie tylko z przejęciem śledziłam ich losy, ale też dopingowałam im całym sercem. A najdziwniejsze jest to, że na początku zupełnie nie „czułam” tej opowieści…
Nikomu, kto lubi literaturę obyczajową (przynajmniej w Polsce), nie trzeba przedstawiać Magdaleny Witkiewicz. To autorka, która nie dość, że ma na swoim literackim koncie całe mnóstwo publikacji, to jeszcze prowadzi własne wydawnictwo. Ale wyróżnia ją przede wszystkim styl pisania. Narracja, która jednocześnie bawi, wzrusza i skłania do myślenia.
„Szczęście pachnące wanilią” to trzeci tom serii „Dobre myśli”. Oczywiście wiem to teraz, po przeczytaniu części trzeciej i czwartej. Bo wcześniej nie miałam o tym pojęcia. O dziwo, po paru pierwszych stronach dziwne uczucie wkroczenia w sam środek akcji zniknęło. Przestałam się czuć nieswojo, za to zaczynało mi się robić coraz cieplej na sercu.
W tej części poznajemy Adę, właścicielkę małej cukierni, która jakimś cudem przyciąga do siebie te osoby, które powinna. Są to zazwyczaj młode kobiety, w większości świeżo upieczone matki (nie zawsze pierwszy raz). Jest tu też Milaczek, czyli jedna z garstki bohaterek, które pojawiają się w każdej książce z tej serii. Jednak nie ma jej tu za dużo. Czasem znikała na wiele stron, ustępując miejsca szeroko rozumianemu macierzyństwu.
To chyba najmocniejszy aspekt tej powieści – kobiecość, ale nie ta idealna, nie ta z reklam czy poradników motywacyjnych. W tej książce mamy szarą rzeczywistość samotnego macierzyństwa, rachunki czy ciągłe uczucie, że jest się złą matką… Jednym słowem: problemy.
Jednocześnie powieść napisana jest w dość specyficzny sposób. Miałam wrażenie, jakby był to kontrolowany potok myśli, taki strumyczek, który płynie niczym dobra anegdota na spotkaniu koleżanek.
Zarówno narracja, jak i poruszane tematy sprawiają, że jest w tej książce dużo szczerości, dużo codzienności i tematów, które są bliskie wielu kobietom. I to prowadzi do pierwszej myśli – sięgając po tę książkę, miałam wrażenie, jakbym spotkała się z przyjaciółkami, kobietami z krwi i kości, jakbym poznawała prawdziwe losy fajnych, zakręconych kobitek. A przynajmniej tego bym chciała. Bo chociaż autorka lubi fundować swoim bohaterkom burze problemów, to zawsze wręcza też parasolkę i ciepłe słowo na drogę. „Szczęście pachnące wanilią” to opowieść ciepła, napawająca czytelnika wiarą w lepsze jutro.
Być może gdyby nie to, że jestem mamą małego dziecka, nie odebrałabym tej powieści tak pozytywnie. Ale na tym etapie mojego życia poczułam, że ta powieść trafiła dokładnie w moje potrzeby. Z pewnością sięgnę po wcześniejsze części!
Znacie tę serię? I czy zdarzyło się Wam czytać powieść, która idealnie wpasowała się w Waszą codzienność?
Dominika Róg-Górecka



Ten motyw małej cukierni bardzo przypadł mi do gustu, od razu zrobił się taki przytulny klimat.
OdpowiedzUsuńChętnie poznam tę książkę. Czasami właśnie powieści obyczajowe trafiają do nas najmocniej wtedy, kiedy czytamy je w podobnym momencie życia.
OdpowiedzUsuńZainteresowała mnie ta seria, będę musiała się jej przyjrzeć.
OdpowiedzUsuń