środa, 3 kwietnia 2019

Kłamca 2. Bóg marnotrawny – Jakub Ćwiek


Wznowienia serii, którą lubiło się w wieku nastoletnim, może odnieść różne skutki. Bo z jednej strony ciągnie, by jeszcze raz zanurzyć się w ukochanym świecie, a z drugiej... może okazać się rozczarowaniem. Bo zarówno lata, jak i przeczytane w międzyczasie książki nie pozostają w nas bez śladu. Pamiętałam, że to właśnie od drugiego tomu zachwyciłam się serią „Kłamca”. Czy tak stało się również teraz?


Tytuł: Kłamca 2. Bóg marnotrawny
Cykl: Kłamca (tom 2)
Autor: Jakub Ćwiek 
Wydawnictwo: Sine Qua Non

Zapoznanie z tytułowym kłamcą, czyli nordyckim bogiem Lokim mamy już za sobą. Współczesność i rosnące w siłę zastępu aniołów dostarczyły mu sporo wrażeń w tomie pierwszym. Nasz bohater nie jest przez to ani odrobinę pokorniejszy, za to staje się coraz bardziej niezastąpiony. Niestandardowa akcja? Niemoralna zagrywka? Działania wbrew zasadom? Loki jest do dyspozycji. Zawsze można na nim polegać, ale... niekoniecznie ufać. W co tak naprawdę gra bóg kłamstwa?

"[...] nie zawsze trzeba wygrywać, żeby zostać zwycięzcą. Czasem wystarczy, że inni przegrają". 


Bóg marnotrawny” podzielony został na dwie części i zawiera łącznie 6 rozdziałów. Tak samo, jak poprzednia część jest to więc zbiór opowiadać, jednak ich fabuła coraz bardziej tworzy spójną opowieść. W stosunku do tomu pierwszego zmieniło się niewiele. Nadal mamy cyniczny, dowcipny język i bohatera z uśmiechem na twarzy depczącego dylematy moralne i klasyczne wzorce postaci. Jest świadomie komiksowy, przerysowany i wyrazisty. Jednak jego osobowość powoli zaczyna się zmieniać, a czytelnik wciąż jeszcze nieśmiało dopuszczany jest do prawdziwych emocji bohatera. Na razie są to jeszcze rysy na wizerunku, ale coś powoli „kiełkuje”.

W tomie drugim wyraźnie klasyfikuje się też stały przeciwnik, tj. bóstwa z mitologii greckiej. Ale i tu nic nie jest do końca jasne. Szybko okazuje się, że nie każdy musi być wrogiem i ten motyw tworzy samodzielny wątek, które rozwijany jest w następnych częściach. Podział na „naszych” i „tych złych” nie jest ani jednoznaczny, ani sprawiedliwy. I to jest kwestia, która budzi w czytelniku pewien dysonans, bo z jednej strony historyjka jest lekka, łatwa i przyjemna, z drugiej decyzje bohaterów nie raz budzą sprzeciw.

"- Jam jest Herakles, syn Gromowładnego Zeusa - powiedział z dumą. - I przybyłem, by odzyskać swoje dziedzictwo.
Nieznajomy uśmiechnął się i wypluł wykałaczkę. Zrozumiał teraz, co tak bardzo rozśmieszyło Mojry.
- A ja jestem Loki i gówno mnie obchodzi twoje dziedzictwo - odparł.- Czekam tu na twojego staruszka".

Bóg marnotrawny” jest niczym wino, im starszym, tym lepszy. Po latach wciąż bawi, jednak pozostawia też po sobie więcej goryczy. Teraz lepiej rozumiem nawiązania, a absurdy coraz bardziej wydają mi się prawdopodobne i niestety nie tak fikcyjne. Może właśnie dlatego opowieść o bohaterze, który ma w poważaniu wszystkie zasady, daje jeszcze więcej, niż wcześniej, satysfakcji. Bo gdyby tak po prostu zacząć kłamać...

2 komentarze:

Serdecznie dziękuję za komentarz :) Zapraszam ponownie!

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates