„Kicia Kocia i Nunuś. Hurra, nurkujemy!” oraz „Kicia Kocia. Kto zepsuł samochodzik?”
#WspółpracaRecenzencka #MediaRodzina
Wspominałam już, że nigdy nie byłam wielką fanką Kici Koci. No cóż… chyba powoli moja mała ekspertka przekonuje mnie do zmiany zdania. Tym razem miałyśmy możliwość poznać dwie nowe książeczki: „Kicia Kocia i Nunuś. Hurra, nurkujemy!” oraz „Kicia Kocia. Kto zepsuł samochodzik?”. Czas na wakacyjną przygodę!
Zacznijmy od pierwszego tytułu. „Kicia Kocia i Nunuś. Hurra,
nurkujemy!” to opowieść o wyprawie nad morze. Dzieci najpierw jadą nad morze,
potem płyną łódką i w końcu nurkują. Ponieważ ten tytuł dedykowany jest
młodszemu odbiorcy, został wydany na sztywnych stronach, a na każdej z nich
czytelnik znajdzie okienka skrywające nowe obrazki – łącznie jest ich 74.
To, co wyróżnia ten tytuł, to wakacyjny klimat. Przy okazji
czytania książeczki można porozmawiać z małym czytelnikiem o sytuacjach, które
czekają go tego lata. Może niekoniecznie chodzi mi tutaj o nurkowanie, ale już
jak najbardziej o podróż pociągiem czy zabawy na plaży.
Równie dobrze sprawdzają się okienka. Maluch ma możliwość
szukania różnych obiektów – dosłownie i w przenośni – na własną rękę. A to
wszystko w tej samej, lekkiej i dość uproszczonej grafice. Jeśli lubicie ten
styl (lub – tak jak u mnie – lubi go Wasze dziecko), ten tytuł będzie strzałem
w dziesiątkę.
Kolejną książeczką była „Kicia Kocia. Kto zepsuł
samochodzik?”. Tym razem spotykamy naszych bohaterów w przedszkolu, gdy
pochłonięci są zabawą samochodem i koparką. Zamierzają zrobić wyścigi na
specjalnym torze. Jednak sielska atmosfera psuje się, gdy jeden z pojazdów
odmawia jazdy. Kto jest winny? Co należy zrobić w tej sytuacji? Dzieci muszą
podjąć dobrą decyzję!
Zacznijmy od początku – podtytuł tej książki brzmi „Kto
zepsuł samochodzik?”. Tak, ten wątek jest istotny, ale… nie najważniejszy.
Szczerze mówiąc, spodziewałam się, że pojawi się on na początku i zakończy wraz
z finałem. Tym razem jest inaczej: poszukiwanie sprawcy zajmuje kilka stron i
wcale nie jest najważniejsze w tej opowieści. Chociaż pokazuje, co należy
zrobić w takiej sytuacji, pojawia się tu też wiele innych cennych myśli.
Dzięki najnowszej Kici Koci mały czytelnik może uczestniczyć
w zabawie budowania toru i organizowania wyścigów. To fajny pomysł, który łatwo
włączyć do domowego planu dnia. Wartościowe są też relacje między dziećmi,
które w przyjaznej atmosferze ustalają, jak ma wyglądać ich zabawa. Równie
trafna jest reakcja pani przedszkolanki, która informacje o zepsutym
samochodzie przyjmuje ze spokojem i jednocześnie stanowi dla dzieci wsparcie.
Tutaj również mamy lekką, uproszczoną i bardzo kolorową
grafikę. Książka adresowana jest do starszego odbiorcy niż Nunuś, ale… u mnie
sprawdzają się oba tytuły.
„Kicia Kocia. Kto zepsuł samochodzik?” to kolejna
wartościowa część z serii. Uczy dzieci prawdomówności i radzenia sobie z
problemami. Bo zepsute zabawki to coś, co towarzyszy każdemu maluchowi. Warto
więc oswoić się z takimi sytuacjami.
A co Wy sądzicie o Kici Koci? Czy Wasze dzieci ją lubią?
Dominika Róg-Górecka



0 komentarze:
Prześlij komentarz
Serdecznie dziękuję za komentarz :) Zapraszam ponownie!