poniedziałek, 29 stycznia 2018

Pięć minut Raisy – Agata Kołakowska

 

Piątek trzynastego? Czarny kot przebiegł Ci drogę? A może wstałeś lewą nogą? Czujesz, że są takie dni, kiedy nie opuszcza Cię pech? Ciesz się, że tylko dni! Rasia to najbardziej pechowa osoba na świecie. Czy z takiego „osiągnięcia” może wyjść coś dobrego?

Tytuł: Pięć minut Raisy
Autor:  Agata Kołakowska
 Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Mądre głowy i instytuty badawcze okrzyknęły Raisę Hedwig najbardziej pechową osobą na świecie. Owszem, zdarzało jej się kilka... niespodziewanych sytuacji, jednak nigdy nie sądziła, że w jakikolwiek sposób ją to wyróżnia. Teraz nie tylko jej pech został oficjalnie potwierdzony, ale ona sama stała się z dnia na dzień osobom publiczną. Kim tak naprawdę jest Raisa? Co skrywa jej przeszłość? Czy poczciwa staruszka faktycznie jest pechowa, a może sama odpowiada za nieszczęśliwe wypadki?

Książki Kołakowskiej uwielbiam za to, że są od siebie tak niesamowicie różne. Większość autorów łapie się określonego gatunku, a potem w kółko drąży podobne tematy. W przypadku tej pisarski jest inaczej. Jej powieści co prawda zamykają się w obrębie ogólnie pojętej literatury obyczajowej, jednak za każdym razem opowiadają o czymś zupełnie innym. Zachwyciłam się jej poprzednią książką, Kolejnym rozdziałem, dlatego bardzo optymistycznie podeszłam do Pięciu minut Raisy. Jednak ten tytuł wymagał ode mnie więcej... cierpliwości.

Sam pomysł uważam nie tylko za bardzo ciekawy, ale też oryginalny. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z podobnym wątkiem głównym, co na rynku książki jest już nie lada osiągnięciem. Jednak po interesującym rozpoczęciu powieści, akcja na dość długo spowalnia. Poznajemy najbardziej pechową osobę na świecie, jej rodzinę, znajomych oraz okoliczny folklor i... na jakiś czas zatrzymujemy się w tym gronie. Razem z dziennikarką dobijamy się od drzwi do drzwi, by raz na jakiś czas okryć „smaczek”, ale przez większość czasu odchodzić ze smakiem.

Akcja przyspiesza mniej więcej w połowie powieści i wtedy też staje się bardziej wciągająca. Na etapie, gdy znałam już wszystkich bohaterów (a nawet samego prezydenta), z przyjemnością śledziłam dalszy rozwój akcji oraz ich relacji.

W ciekawy sposób przedstawiona została przeszłość bohaterki. Chociaż akcja rozwija się głównie w teraźniejszości, pojawia się też kilka wstawek przenoszących nasz kilkadziesiąt lat wstecz. W ten sposób przeżywamy z Raisą jej trudne, pechowe chwile. Warto też zauważyć, że teraźniejszość książki to nasza... przyszłość. Element ten co prawda nie zmienia powieści w SF, ale stanowi ciekawy ozdobnik. Kilka gadżetów, parę hologramów, pomysł fajny, chociaż same rozwiązania mało nowatorskie.

To, czego mi zabrakło w historii, to zwroty akcji. O ile w Kolejnym rozdziale fabuła co chwilę zmieniała swój bieg, tutaj większość wydarzeń rozwijała się powoli. Nawet jeżeli na linii historii pojawiał się zakręt, był on delikatny i przewidywalny. Nic mnie szczególnie nie zaskoczyło ani nie zrobiło na mnie większego wrażenie.

Pięć minut Raisy to ciepła, spokojna opowieść o najbardziej pechowej emerytce świata. Ma ciekawą, chociaż mało zaskakującą fabułę oraz pociesznych bohaterów. W skali literatury obyczajowej bez wątpienia jest to dobra propozycja, jednak jak na możliwości autorki, chyba najmniej wciągająca, spośród tych, które do tej pory czytałam.


0 komentarze:

Publikowanie komentarza

Serdecznie dziękuję za komentarz :) Zapraszam ponownie!

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates