poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Historia pewnego hejtu czyli... wszystko, czego pragneliśmy


Emily Giffin to autorka, której chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Amerykańska pisarka znana chociażby z serii "Coś pożyczonego". Jej powieści były wielokrotnie wznawiane, również w ramach kobiecych magazynów. Od ostatniej premiery minęło trochę czasu, jednak w tym miesiącu autorka wraca do nas z książką "Wszystko, czego pragnęliśmy".

Jej najnowszy tytuł porusza naprawdę wiele trudnych tematów. Akcja powieści rozgrywa się w Ameryce, gdzie w prywatnej szkole spotykają się dzieci z bardzo różnych rodzin. Z jednej strony młodzież wywodząca się z naprawdę bogatych domów, z drugiej dzieciaki korzystające ze stypendiów socjalnych. Jeśli sama burza hormonów nie jest już potencjalnym zagrożeniem, to w połączeniu z tym zjawiskiem mamy już przepis na niejeden problem. Nina wraz z mężem żyją w przepychu, wychowują grzecznego i zdawałoby się ułożonego Finch'a. Z kolei Tom nie ma ogromnego majątku, ale jest dumny ze swojej córki Lyly. Serce mu pęka, gdy musi ją odebrać pijaną z imprezy u bogatych kolegów. A to dopiero początek problemów. Szybko wypływa zdjęcie z nieprzytomną i półnagą dziewczyną oraz rasistowskim podpisem. Jego autorem jest nie kto inny, jak Finch. Czy Nina  w ogóle zna swojego syna? Tak zaczyna się walka kłamstw i uprzedzeń. Jedno jest pewne, to wydarzenie zmieniło wszystko...

Hejt - z czym to się je?

 

Lektura książki "Wszystko, czego pragnęliśmy" dała mi do myślenia. Czym właściwie jest hejt i czemu go akceptujemy? Zgodnie z definicją PWN hejt to "obraźliwy lub agresywny komentarz zamieszczony w Internecie". Ręka do góry, kto nigdy nie miał z nim do czynienia? Kto chociaż raz nie widział komentarza poniżej poziomu krytyki? A może nawet dalej... kto chociaż raz nie został obrażony przez anonimowego orędownika prawdy i wulgarności? Jeśli ktoś taki jest wśród czytających, to... pozazdrościć. Zakładam jednak, że tak jak i ja, nieraz byliście świadkiem, a może nawet obiektem internetowych ataków. I co pomyśleliście sobie po czasie, gdy już emocje opadły? Taki jest Internet! Piszesz, wyrażasz swoje zdanie, nie podążasz ślepo za samozwańczym autorytetem... cóż, przygotuj się na krytykę!

Hejt, a seksualność

Powieść Giffin skłoniła mnie do smutnych wniosków, że my, kobiety, mamy jednak sporo szersze pole do bycia ofiarami hejtu. Czasem już samo określenie "jak baba" bywa obrazą. Nie mówiąc już o wciąż obecnym micie rozwiązłości. Bo tak serio, czy zdarzyło się wam przeczytać w Internecie krytyczny komentarz o nadmiarze partnerek seksualnych w stosunku do mężczyzny? Bo u kobiet wystarczy już sam strój, by stwierdzić złośliwie co i z kim (z pewnością byle kim) robi wieczorami (a nawet przez całe dnie). I tak, brzmi to absurdalnie, ale w praktyce niestety nie jest śmieszne... A teraz dodajmy do tego sporo uprzedzeń, anonimowość oraz Internet. Tak, mamy przepis na hejt!

Jak zostać hejterem, czyli krótki poradnik





Marzy ci się kariera od zera do hejtera? Świetnie, w takim razie mam dla ciebie idealny poradnik. W tych kilku krokach dowiesz się, jak sprawić, by Internet cię nienawidził.


  1. Załóż fejkowego maila –  to narzędzie pracy każdego hejtera, jak młot dla kowala. Pisanie pod prawdziwymi danymi to kolejny poziom zaawansowania, który wymaga nie tyle odwagi, co zupełnej bezkrytyczności, ale... powoli! Nowe konto, nowy złośliwy ty!
  2. Nie czytaj zbyt wiele – jeśli chcesz skrytykować, koniecznie tylko powierzchownie zlustruj tekst. A potem odwołuj się do twoich skojarzeń, nigdy zaś prawdziwych intencji!
  3. Przypomnij sobie wszystkie nieśmieszne żarty A najlepiej uprzedzenia! Wszystko to, co do tej pory cię żenowało, niech właśnie ujrzy światło dzienne!
  4. Nie daj prawa do obrony – w końcu nie jesteś sądem! Nadużywaj zwrotów w stylu "koniec dyskusji" i zacieraj ręce czekając na ciąg dalszy!
  5. Poprawna polszczyzna i ortografia nie są obowiązkowe.
  6. Wszystkie emotki liczą się jako poparcie, nawet te na minus!
  7. I na końcu... blokuj, blokuj, blokuj!
Brzmi, jak świetny sposób na spędzenie wieczoru prawda? Niekoniecznie... dlatego zupełnie nie rozumiem, czemu część osób właśnie tak wykorzystuje swój wolny czas.

Mam swojego hejtera, czy to znaczy, że jestem sławna? Co z tym zrobić?





Niektóre odmęty Internetu to dno i wodorosty. Nigdy dobrowolnie się tam nie zapuszczam. A raczej robię to tylko ku przestrodze. Na przykład, gdy tylko przychodzi mi do głowy pomysł, by nagrać samą siebie, jak opowiadam o książkach, włączam sobie dowolnego booktubera, czytam komentarze i... natychmiast mi przechodzi! Jak ręką odjął! 


I czasem tak sobie myślę, że nie powinno tak być. Dobrze, nie każdy z nas produkuje najwyższej jakości teksty, nie każdy jest piękny, mądry, oczytany, nie zawsze tworzy wartościowe treści, ale... czy to jest powód do hejtu? Jeśli zależy ci na jakości, jeśli mierzi cię błąd w wypowiedzi, to wiesz co... nie poprawisz nic pisząc autorce/youtuberce/czy innej "erce" swoją dogłębną analizę o treści "ej, ale jesteś głupia, hehe".

I z drugiej strony, hejt nie jest cechą Internetu, którą trzeba zaakceptować. Jeśli czujesz się znieważana, jeśli zaczynasz się bać, nie zostawiaj sprawy samej sobie. Są instytucje, które mogą ci w tym pomóc. Bohaterka Wszystkiego, czego pragnęliśmy nie była sama. Jeśli masz w swoim otoczeniu osobę, którą dotyka taka presja, pamiętaj być dla niej wsparciem!

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

Serdecznie dziękuję za komentarz :) Zapraszam ponownie!

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates