czwartek, 3 września 2026

Gabinet doktora Spinozy – Sosuke Natsukawa

#WspółpracaRecenzencka #Flow books


Przeczytałam już sporo japońskich książek, a mimo to dałam się zaskoczyć! Spodziewałam się czegoś ciepłego, pełnego refleksji, która wynika z chłodnej, oszczędnej narracji. A dostałam coś zupełnie innego, chociaż… nie do końca. Jeśli zastanawiacie się, jak to jest z tym „Gabinetem doktora Spinozy”, zapraszam do czytania!



Tetsuro Omachi jest lekarzem, którego chyba każdy z nas chciałby spotkać w gabinecie. Empatyczny, mądry, oszczędny w słowach, za to z głową pełną pomysłów. Śmiało mógłby zdobywać uznanie, przeprowadzając najważniejsze zabiegi w znakomitych szpitalach, on jednak nagle rezygnuje ze świetlanej kariery i zatrudnia się w małej placówce. Co więcej, jest to miejsce specjalizujące się w opiece paliatywnej, a każdy lekarz świadczy pomoc chorym zarówno w placówce, jak i w ich mieszkaniach. Jednym zdaniem: jest to równie żmudna, co mało prestiżowa praca.

Co mnie zaskoczyło w tej książce? Po pierwsze: ilość wiedzy. Czytelnik towarzyszy lekarzom podczas pełnienia przez nich obowiązków. Poznajemy zarówno pacjentów, jak i szczegóły dotyczące zabiegów medycznych. Profesjonalnej nomenklatury jest tu co niemiara – medycyna nie jest tu tylko tłem, to ważny element fabuły.

Po drugie: chociaż motywem przewodnim jest opieka paliatywna – często związana z nowotworami – książka nie jest przesadnie przytłaczająca. Sporo w niej przemyśleń, również filozoficznych, jednak nie dołuje, a daje do myślenia.

Również zaskakujący jest sam klimat – chociaż narracja jest prowadzona w sposób, którego się spodziewałam, to jednak nie mamy tutaj ciepłej atmosfery, nie mówiąc już o przytulności. To opowieść o trwaniu, o przemijaniu, o leczeniu nie tylko ciała, ale też duszy. W książce czuć ciężar lekarskiej codzienności, bywa trudna, bywa monotonna, ale też przeplatają ją chwile beztroski.


Zdziwiła mnie też sama fabuła – jak wspomniałam dosłownie zdanie wcześniej – jest to historia o codziennej pracy lekarza. I w zasadzie tyle. Nie ma tu wielkich zwrotów akcji, zaskakujących puent ani intrygujących wydarzeń. Po prostu: wizyty lekarskie, zabiegi, lunche. Miałam wrażenie, że przeszłość lekarza była mimo wszystko ciekawsza od bieżącej opowieści, a to, co się nie wydarzyło, a mogło się wydarzyć, również wzbudziłoby więcej emocji.

To, co mnie lekko irytowało, to kolejne osoby powtarzające, że są „fanami” tego lub innego lekarza. To uwielbienie pojawiało się kilka razy, ale zasadniczo nie wnosiło nic do fabuły.

Na uznanie zasługuje za to napisanie książki w zupełnie innym gatunku. Wcześniejsze książki, które zostały przetłumaczone na język polski, to tytuły młodzieżowe. Seria „O kocie, który…” ma zupełnie inny charakter. Jest lekka, szalona, pełna zaskakujących zwrotów akcji. Ta publikacja należy do gatunku literatury pięknej – i ta zmiana wyszła autorowi bardzo dobrze.

Dlatego uważam, że „Gabinet doktora Spinozy” to tytuł specyficzny. Nie pędzi, nie wciąga, ale ma w sobie to coś, co sprawia, że chce się tę książkę czytać (nawet jeśli nie jednym tchem). Warto zwrócić na nią uwagę!

Dominika Róg-Górecka

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Serdecznie dziękuję za komentarz :) Zapraszam ponownie!

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates