środa, 16 sierpnia 2017

Najlepszy powód, by żyć - PRZEDPREMIEROWO


Życie to nie jest prosta sprawa. Czasem wszystko idzie po naszej myśli tylko po to, by zaprowadzić nas prosto w przepaść. Chwile szczęścia przeplatane goryczą, łzami, gniewem. Nieraz przysłaniają nam nadzieję, odbierają wiarę w lepszą przyszłość. Ale ona zawsze gdzieś tam jest. Chociaż czasem bardzo daleko…

Autor: Augusta Docher
Wydawnictwo: Znak


Dominika to dziewczyna ciężko potraktowana przez życie. W ułamku sekundy cały jej świat rozsypał się jak domek z kart. Kłótnia rodziców, ogień, szpital. A potem ból, wiele bólu. I nie tylko fizycznego. Jej ukochany ojciec siedzi w więzieniu. Matka nie jest tym, za kogo ją uważała, a ona sama nie widzi powodów, by żyć. Są jednak inni, przystojny lekarz, który walczy o jej ciało i jego brat, czarna owca w rodzinie… Czy chłopak, którego wszyscy dawno skreślili, ma szansę przywrócić w dziewczynie wiarę miłość? A może w tragicznym pożarze ucierpiało nie tylko ciało Dominiki, ale też jej serce?

Od jakiegoś czasu nie zachwyca mnie literatura obyczajowa. Coraz rzadziej po nią sięgam, mam wrażenie, że większość opisywanych wydarzeń to zlepek nic nie znaczących sytuacji. Tym razem jednak… było inaczej. Zupełnie inaczej. Ta powieść porwała mnie od pierwszej strony. Zaskoczył ogrom emocji, uczuć i wrażeń. Zachłysnęłam się historią przepełnioną bólem, smutkiem, ale też nadzieją i miłością. Najlepszy powód, by żyć to książka, która dostarcza ogromne pokłady bardzo skrajnych emocji. Tutaj łzy mieszają się z uśmiechem, a zaufanie tak często idzie pod rękę z rozczarowaniem.

Może właśnie dlatego powieść czyta się błyskawicznie. Poznanie historii Dominiki zajęło mi jeden dzień i pochłonęło bez reszty. Obok silnych emocji pokochałam też dynamiczną akcję, krótkie, ale za to wypełnione działaniem rozdziały i bieg wydarzeń, który nie zwalniał ani na chwilę. W powieści nie ma miejsca na nudę, bohaterzy rozmawiają o emocjach, ale nie owijają w bawełnę. Gdy czują, przekładają to na działanie, a nie bezproduktywne dywagacje.

A gdy o postaciach mowa, to muszę przyznać, że i to wyszło autorce bardzo dobrze. Polubiłam Dominikę (nie tylko dlatego, że to moja imienniczka), młodego lekarza i jego brata. Chociaż tego ostatniego trochę mniej. Jego nieokrzesany charakter i potoczne słownictwo momentami mnie raziły. I na swój sposób jest to również plus tej powieści. Jej bohaterowie są bardzo różni i narracja z ich perspektyw też jest wyraźnie odmienna od siebie. Nic nie jest tu proste i oczywiste. Sytuacje (a nawet ludzie), które na początku bez problemu oceniałam i klasyfikowałam, nieraz ujawniały drugie dno. Fabuła kilkukrotnie zagrała mi na nosie i potoczyła się w zupełnie innym kierunku, niż się tego spodziewałam. Część zwrotów akcji zrobiło na mnie naprawdę duże wrażenie. Bo to nie jest powieść o ideałach czy stereotypach. Życie Dominiki dalekie jest od bajki, to nie opowieść z kategorii tych, w której cukier sypie się w każdej scenie. Bohaterzy muszą swoje przejść, ale nawet ta trudna droga nie gwarantuje im szczęścia.

I muszę przyznać, że pierwszy raz od bardzo dawna książka mnie poruszyła. Dała mi do myślenia, zwróciła uwagę na ulotność szczęścia. Niektóre sceny naprawdę do mnie przemówiły, ale też zainspirowały. Spodobało mi się to, że fabuła tak silnie oddziaływała na emocje za pomocą prowadzonej narracji. Zwłaszcza początek powieści to kalejdoskop przeszłości i teraźniejszości, kiedy wszystko miesza się ze sobą, a czytelnik wie tylko to, że jego serce zabije szybciej, i to nie raz.

Ciekawe jest również to, że podczas tylu emocjonalnych zwrotów akcji, nie zabrakło też miejsca dla tajemnicy i sekretów, które całe szczęście w całości zostały wyjaśnione. Może dlatego, gdy dochodziłam do zakończenia książki, byłam przekona, że nie będzie kontynuacji. I tak mogłoby być, gdyby nie ostatnia strona. I jak mam być szczera, nie mam pojęcia, jak autorka zamierza utrzymać tak wysoki poziom w drugiej części. Kiedy wszystkie najbardziej traumatyczne chwile Dominiki zostały wyjaśnione, a i Marcel odkrył przed nam większość swoich „kart”.

Do tej pory przeczytałam już kilka powieści autorki i żadna, nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jak ta. Nie zabrakło romansu (niczym z Konkursu na żonę), były też naprawdę dobrze opisane sceny erotyczne (pamiętamy przecież o Anatomii uległości), ale też wiele, wiele więcej, zwłaszcza autentyczności i prawdy w opisywaniu biegu wydarzeń. Dlatego serdecznie zachęcam Was do przeczytania Najlepszy powód, by żyć. Ta książka skradnie Wam serce!

Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu :)

5 komentarzy:

  1. "Najlepszy powód, by żyć" to faktycznie duża dawka emocji. Ostatecznie jednak niesie nieco ciepła. Polecamy szczególnie na jesień! :) Świetna recenzja!

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za komentarz :) Zapraszam ponownie!

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates