poniedziałek, 6 listopada 2017

Arsen – PRZEDPREMIEROWO


Czasem mam wrażenie, że ludzie dzielą się na dwie grupy. Tych, co unikają dzieci, jak tylko mogą, oraz skłonnych do wszystkich wyrzeczeń w imię potomstwa. A wszyscy o podejściu umiarkowanym, stanowią tylko wyjątek potwierdzający zasadę. To, że dzieci potrafią niezwykle silnie związać ze sobą rodzinę, nie jest żadną nowością. Ale czy ich brak może doprowadzić związek do ruiny?

Tytuł: Arsen
Autor: Mia Asher
Wydawnictwo: Szósty zmysł
Data premiery: 15.11.2017

Powieści erotyczne wciąż utrzymują się na fali. Tym razem w moje ręce trafił Arsen od wydawnictwa Szósty zmysł. Po bardzo udanym Consolation byłam pozytywnie nastawiona do kolejnego tytułu. Tym razem trafiamy w sam środek małżeństwa, a już pierwsza scena nie zasypuje gruszek w popiele i rozpala nas małym sam na sam małżonków. Mąż to przystojny prawnik, jest czuły, romantyczny i opiekuńczy. Jego żona to Cathy, aktywna zawodowo, młoda i piękna kobieta. Idealnie prawda? Nie do końca. Bo para nie może mieć dzieci. Za każdym razem ciąża kończy się poronieniem. Czy między szpitalem, lekarzem, a pracą jest jeszcze miejsce na miłość? A może ten brak wypełni seksowny, ale niepokorny Arsen? Jedno jest pewne, będzie... gorąco.

Zacznijmy może od najbardziej typowej strony powieści erotycznych, od "scen". Jest ich naprawdę dużo, są bardzo różne i bardzo... hm... szczegółowe. Opisy balansują na krawędzi dobrego smaku, a częstotliwość miłosnych zbliżeń zawstydzi każdego przekonanego o dobrym poziomie swojego życia seksualnego. Jednocześnie nie udało się uniknąć pewnych hiperbolizacji. I chociaż dobrze to wygląda w książce, niekoniecznie sprawia wrażenie prawdopodobnych. Ilość westchnień, drżeń, jęków i orgazmów może przyprawić o zawrót głowy. I... bardzo dobrze się to śledzi. Bo miłość w Arsenie jest bezpośrednia i bardzo naturalna.

Co do samej książki mam mieszane uczucia. Bardzo dobrze się ją czytało, lekko, płynie, szybko, praktycznie jednym tchem. Aż iskrzyło od napięcia między bohaterami. Czytelnik nie zastanawiał się, czy się na siebie rzucą, tylko... kiedy. I ta pewna przewidywalność fabuły ostatecznie okazała się dla mnie sporym rozczarowaniem. Nie wydarzyło się nic, czego nie dało się przewidzieć wcześniej.

Również emocjonalny aspekt całej historii budzi moje wątpliwości. Z jednej strony uczuć jest cały ogrom, są niezwykle silne, niesamowicie porywcze, w jednej chwili euforia przeradza się w rozpacz, a bezdenny smutek kończy się wielką radością. To doprowadza czytelnika do szewskiej pasji i rozpala jego ciekawość. Z drugiej jednak strony... nie do końca mogłam w to wszystko uwierzyć. Było zbyt szablonowe, zbyt typowe. I pierwszy raz od bardzo dawna... strasznie, ale to wręcz okrutnie nie polubiłam się z główną bohaterką. Nawet w najmniejszym stopniu nie rozumiałam jej zachowania, nie wczułam się w jej emocje i paradoksalnie, odczułam satysfakcje, gdy cierpiała (wiem, zła jestem). Nie polubiłam też Arsena, pan zupełnie nie był w moim typie, ale bez wątpienia jego osoba budziła wiele sprzecznych reakcji. Postacią, która zdobyła moje serce okazał się niepozorny Ben (przeczytajcie i oceńcie sami).

Cała powieść była bardzo niejednoznaczna moralnie. Zachowanie bohaterów jednocześnie fascynowało i budziło sprzeciw. Za sprawą tych niejasności nie mogłam się oderwać od książki, nie do końca wiedząc, co tak naprawdę mnie w niej wciąga. To było trochę jak obserwowanie rzeczywistości pędzącej wprost na spotkanie z katastrofą. Gdy nic nie można zrobić, jest to równie straszne, co... ekscytujące.

Ciekawym zabiegiem było dopuszczenie do głosu męskich bohaterów. Chociaż w większości o swoich emocjach opowiadała nam Cathy, fragmenty Arsena, czy Bena były prawdziwymi emocjonalnymi petardami. Aż szkoda, że tak rzadko mogli powiedzieć, co czują.

Arsen to bez wątpienia dobry erotyk. Seksowny, agresywny, czasem wulgarny, przepełniony niezwykle intensywnymi emocjami. Ale też zdecydowanie lepszy erotyk niż romans, bo pod tym względem fabuła nie jest ani szczególnie zaskakująca, ani zagmatwana. Jeśli jednak lubisz niegrzeczne książki, Arsen pozbawi Cię tchu.

4 komentarze:

  1. Miła lektura na nudnym wykładzie :D Cieszę się, że weszłam i przeczytałam. Słyszałam wiele zachwytów nad tą książką, a tu w końcu znalazłam obiektywną recenzję. Obawiam się jednak, że tym razem podziękuję za lekturę. Książka mnie nie przekonała, choć z drugiej strony ciekawią mnie losy bohaterów. Cóż... Może kiedyś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednoznaczną oceną książki mam problem. Bo z jednej strony bardzo dobrze się ją czytało, z drugiej... sporo rzeczy mnie drażniło. Bez wątpienia ma w sobie potencjał, ale niekoniecznie wykorzystany.

      Usuń

Serdecznie dziękuję za komentarz :) Zapraszam ponownie!

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates