Ostatni gasi światło. Przypowieści o transformacji – Marta Madejska
#WspółpracaRecenzecnka #WydawnictwoCzarne
Myślisz, że o polskiej transformacji powiedziano już wszystko? W takim razie koniecznie przeczytaj „Ostatni gasi światło”! Ten reportaż to bardzo intymny portret wielkiej przemiany, w którym pierwsze skrzypce grają ludzkie emocje. Jestem z pokolenia, które o transformacji jedynie słyszało – na lekcjach historii, rzadziej na rodzinnych spotkaniach. Wiem, że nie było łatwo, mniej więcej kojarzę, co i jak się działo. Jednak ten tytuł to coś więcej niż opis wydarzeń. Tym razem nie patrzymy na przemiany systemowe z perspektywy kalendarza, ale z punktu widzenia zwykłego człowieka.
Pierwszym wyróżnikiem tej publikacji jest właśnie pełne skupienie się na ludziach. To właśnie oni stają się swojego rodzaju przewodnikami, wpuszczają nas do swojego świata i opowiadają o tym, co się wtedy działo – o swojej codzienności, marzeniach, planach czy obawach. Są to relacje bardzo dokładne, wręcz przeładowane emocjami i… detalami, dlatego momentami ciężko mi było skupić się na treści. Z jednej strony jest to zaleta i wyróżnik, z drugiej – momentami brakuje trochę szerszej perspektywy, a osoby mniej znające historię mogą czuć się zagubione.
Kolejną cechą wyróżniającą „Ostatni gasi światło” są źródła. Autorka nie opiera się tylko na relacjach bezpośrednich świadków. Sięga również po prasę, np. czasopismo „Przyjaciółka”, taśmy magnetofonowe czy periodyki zakładowe. Porusza też bardzo wiele tematów, które na pierwszy rzut oka nie łączą się z przemianami systemowymi, m.in. kobiecą piłkę nożną czy obchody Święta Pracy.
Nie sposób nie wspomnieć o emocjach. Opisywane historie bywają naprawdę trudne. Nieraz czułam się naprawdę poruszona i przejęta. Terapia szokowa bardzo mocno dotknęła przeciętnego człowieka. Chociaż, jak wspominałam, sporo o transformacji wiedziałam, ta książka otworzyła mi oczy na trudny czas, z jakim musieli borykać się moi rodzice.
Ten tytuł jest dla mnie ważny z jeszcze jednego względu – jestem z Łodzi, a te ziemie niestety odgrywają rolę jednego z głównych bohaterów tej opowieści. Dlatego wspominane miasta czy miejsca są mi całkiem dobrze znane.
Jednak w przeciwieństwie do „Alei włókniarek” ten tytuł ma też pewne wady. Wspominałam już, że w moim odczuciu jest tu za dużo szczegółów. Czasami brakowało mi szerszej perspektywy czy planu na całą treść. Poszczególne rozdziały, chociaż bardzo ciekawe i zróżnicowane, ostatecznie nie tworzyły spójnego obrazu. Ta książka to zbiór wielu poruszających tematów, jednak dobranych dość losowo.
Mimo wszystko uważam, że warto sięgnąć po ten tytuł – głównie po to, żeby nadać transformacji ludzkie oblicze. Bo to, co wiemy z lekcji historii, to jedynie czubek góry lodowej – wierzchołek, który co prawda jest wyraźnie widoczny, ale wyłącznie sygnalizuje to, z czym na co dzień borykali się zwykli ludzie.
Lubicie takie tytuły? A może wiecie dużo o transformacji od swojej rodziny? Koniecznie mi o tym napiszcie!
Dominika Róg-Górecka



0 komentarze:
Prześlij komentarz
Serdecznie dziękuję za komentarz :) Zapraszam ponownie!