środa, 4 kwietnia 2018

Pocałunek morza – Anna Stryjewska


Życie bywa ciężkie. Gdy przewrotny los ściąga na nas kolejne nieszczęścia, czasami chciałoby się po prostu załamać ręce i zapomnieć o problemach. Rzuć wszystko w diabły, wyjechać i zacząć swoje życie od nowa. Jak długo warto podążać za marzeniami? Czy walka z przeciwnościami losu zawsze się opłaca?

Tytuł: Pocałunek morza
Autor: Anna Stryjewska
Wydawnictwo: Szara godzina

Patrycja miała piękne dzieciństwo. Spokojny, rodzinny dom, życie bez zmartwień i troskliwych rodziców. Wszystko to skończyło się wraz ze śmiercią matki. Ta strata odebrała jej także ojca, który załamany utratą ukochanej nie potrafił się odnaleźć w roli opiekuna. Potrzebował kobiety, która zdejmie z niego ciężar żałoby. Dlatego, gdy oświadczył Patrycji, że bierze ślub, dziewczyna potraktowała to jako dobry znak. Do czasu, gdy ojciec nie pozałatwia wszystkich swoich spraw, mała miała mieszkać z babką, w nędznej i biednej chacie. Jeszcze tylko kilka dni, miesięcy, lat... Patrycja, dziecko niekochane, dziecko niechciane... Czy mimo ciężkiego startu dziewczynce uda się ułożyć sobie życie? Jak potoczą się jej dalsze losy? „Pocałunek morza” to opowieść o ogromnej tęsknocie za miłością.

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy na myśl o tej książce to stwierdzenie, że została ona napisana w starym, dobrym stylu. Opowiada losy bohaterki od dzieciństwa po dorosłość. Zahacza również o rodzinne tajemnice i sekrety. Przede wszystkim dobrze oddaje relacje międzyludzkie. Wszystko jest zaplanowane, ma swój powód, ale też ciąg dalszy. Każda sytuacja jest efektem działań z przeszłości, a chwilę potem staje się przyczyną następnych wydarzeń. I to mi się w tym wszystkim najbardziej podoba, że w powieści nie ma zbędnych scen. Wszystkie opisane sytuacje mają istotny wpływ na fabułę i chociaż warunek ten wydaje się oczywisty, w praktyce niewiele powieści go spełnia.

Wspomniałam już, że historia skonstruowana została wokół sekretów rodzinnych. I to jest kolejny plus „Pocałunku morza”. Wraz z rozwojem fabuły nie tylko coraz więcej się wyjaśnia, a wiele spraw, które początkowo wydawało się dziwne, ostatecznie nabiera sensu. Warto tu podkreślić, że każdy z poruszonych wątków doczekał się swojego zamknięcia, a muszę przyznać, że było ich naprawdę sporo. I to może się wydawać dziwne, ponieważ książka nie ma wcale imponującej objętości. Dla prawdziwego ksiązkoholika 288 stron to tyle, co nic! Ważne jednak, że znajdziecie w nich samo sedno, świetnie napisaną opowieść o ludzkich namiętnościach.

„Pocałunek morza” to powieść, która nie należy do lekkich czytadeł. Główna bohaterka nie miała łatwo w życiu, a wiele z opisanych wydarzeń dzieje się niezależnie od jej woli. To jedynie potęguje klimat bezradności, który bardzo mocno wpływa na uczucia czytelnika. Ale Patrycja jest też przykładem osoby z ogromnym hartem ducha, której działanie może być budujące i inspirujące. Jeśli lubicie przeżywać dzięki książce katharsis, koniecznie sięgnijcie po ten tytuł.

Słowa uznania należą się też ze względu na dobrze skonstruowanych bohaterów. Nie tylko pierwszoplanowe postacie, ale również osoby, które odrywają mniejszą rolę, mają swoją szczegółowo zaplanowaną przeszłość, która w istotny sposób wpływa na ich bieżące zachowanie. I tutaj po raz kolejny wkrada się zabieg bardziej typowy dla starszych powieści. Wraz z poznawaniem każdej kolejnej postaci otrzymujemy krótki opis jej historii. I to nie w czasie przeszłym, ale teraźniejszym. Dzięki temu łatwiej możemy wczuć się w akcje i rozumieć „ciężar”, który za sobą niosą.

„Pocałunku morza” jest opowieścią zbudowaną z emocji, namiętności i ludzkich pragnień. To też historia walki z przeciwnościami losu, opowieść o marzeniach i trudnej drodze do ich realizacji. Bardzo dobrze skonstruowana i świetnie napisana powieść obyczajowa. Wzrusza, inspiruje i przede wszystkim, daje do myślenia.


0 komentarze:

Publikowanie komentarza

Serdecznie dziękuję za komentarz :) Zapraszam ponownie!

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates