środa, 6 lutego 2019

Uwikłana – Natasha Preston

 

 

Nastolatki, domek na odludziu i morze alkoholu, brzmi jak przepis na udaną imprezę. I tak to właśnie wygląda, jednak nikt nie przewidywał, że atrakcją wieczoru okaże się... podwójne zabójstwo. Brak śladów włamania, drzwi zamknięte na głucho, wniosek jest prosty, morderca jest wśród nas. Ale kto mógł zrobić coś tak okropnego. Przecież wszyscy jesteśmy przyjaciółmi, prawda... prawda?



Tytuł: Uwikłana
Wydawnictwo: Feeria Young

MacKenzie zamierza spędzić beztroski weekend z sześciorgiem swoich przyjaciół. W tym celu wyposażeniu w hektolitry alkoholu wyjeżdżają do domu letniskowego jednego z nich. Impreza szybko przekształca się w klasyczne nieumiarkowanie i picie, a co za tym idzie, finał nie może być inny, jak równie typowe urwanie filmu. Wszyscy padają wycieńczeni do łóżek, a kiedy wstają... nic nie jest takie samo, jak wcześniej. Dwie osoby z ich grona nie żyją. Nie ma możliwości, by sprawcą był ktoś z zewnątrz. Kto zabił swoich przyjaciół? I dlaczego? Nic nie jest taki, jak się wydaje, a każdy ma swój mroczny sekret.

Po przeczytaniu świetnego „Zgadnij kto” miałam ogromną ochotę na podobny klimat. „Uwikłana” zdawała się najlepiej pasować do tego schematu. Ponownie mamy grupę ludzi, z których każdy może być mordercą. I znowu wciągnęłam się w opowieść bez reszty. Zafascynowana wątkiem głównym byłam przekonana, że udało mi się ponownie trafić na ciekawy thriller. Do samego końca byłam tego pewna i przymykałam oko na inne nieodciągnięcia. Jednak zakończenie... pozbawiło mnie złudzeń. Ale od początku!

Uwikłana” to powieść na wskroś młodzieżowa i ma to swój wyraz zarówno w doborze głównych bohaterów, jak i w ich stereotypowych zachowaniach. O ile jeszcze na starcie wszystko trzyma się kupy, bo beztroska i niefrasobliwość jest wpisana w ten wiek, o tyle z czasem zaczyna się robić przesadnie zagmatwanie. Miałam wrażenie, że autorka najpierw wymyśliła bieg wydarzeń, sprawcę i ofiarę, potem motyw, a dopiero na końcu „głębię” bohaterów. Ze zwykłych dzieciaków tworzy bohaterów opery mydlanej, a ich przeszłość przepełnia tragediami, które czasem są przesadnie rozkładane na czynniki pierwsze, a innym razem zupełnie ignorowane.

Z perspektywy czasu większość zwrotów akcji pozbawionych jest głębszego sensu. Są zaskakujące, ale głównie dlatego, że racjonalnie nie mają racji bytu. O pomstę do nieba woła też działanie policji. Ich praca ogranicza się do klasycznego „proszę się przyznać, kara będzie mniejsza”, a i nawet nie to. Bo poza informowaniem każdego podejrzanego, że jest sprawcą, nie robią dosłownie nic. Nie zapewniają nawet ochrony! Ciężar całego śledztwa spada na barki dwójki nastolatków, którzy, jak mam być szczera, również średnio się w tym spisują (a jeśli zastawiają was ich rodzice, to już wyjaśniam, że ograniczają się do pytań, czy wszystko jest w porządku).

Wiem, że wypisuję, jak wiele rzeczy może budzić uwagi, a wcześniej wspominałam o przyjemności z lektury. Bo książkę czyta się naprawdę dobrze! Narracja jest bardzo bezpośrednia, a styl lekki. Wszystko to sprawia, że opowieść „pochłania się” naprawdę szybko. Na początku zwodzi nas beztroski klimat sytuacji, ale intryga szybko się zawiązuje. Potem czeka nas miszmasz, atmosfera zmienia się co chwilę, raz tkwimy w świecie młodzieńczych emocji, żeby zaraz poczuć zagrożenie i niepewność. Widmo mordercy, który „jest wśród nas” nieźle utrzymuje klimat, napędza akcję i nadaje jej specyficznego charakteru. Naprawdę nie mogłam doczekać się finału, miałam swoje typy i byłam ciekawa, czy mam rację. Niestety zakończenie okazało się rozczarowujące.

Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że pomimo tego, że nie było skomplikowane, jego kluczowe elementy były przekombinowane. Po drugie dlatego, że wyjaśnienia domyślił się „poza kamerą” ktoś trzeci (nie do końca wiadomo, jak i dlaczego), a policja dalej była w lesie. Po trzecie, gdyby nie przyznanie winnego organy nie mogłoby zrobić nic innego jak umorzyć sprawę ze względu na niewykrycie sprawcy, więc jego działanie zupełnie nie trzymało się kupy. No i w końcu dlatego, że zupełnie nie rozumiem, o co chodziło bohaterce w ostatnim zdaniu. Czy to ma być otwarte zakończenie, czy zapowiedź kontynuacji? Ale najbardziej zawiodło mnie to, że wyjaśnienie okazało się takie... prostackie. Sama miałam w głowie kilka lepszych rozwiązań. Więc gdyby następnym razem autorka nie wiedziała, jak rozwikłać kryminalno-obyczajowy galimatias, dajcie jej namiary do mnie. Pomogę.
W przypadku „Uwikłanej”, gdyby zakończenie okazało się pomysłowe i zaskakujące, byłabym w stanie przymknąć oczy na inne wady. Niestety puenta wszystkiego była rozczarowująca, a wcześniejsze zawirowania bardziej miały nam zamydlić oczy niż stworzyć spójną układankę. Autorka niestety zmarnowała potencjał, cała akcja sugerowała zakręconą, niesamowicie emocjonalną intrygę, a wyszło pospolite morderstwo. Szkoda.



4 komentarze:

  1. Nie czytałam żadnej książki tej autorki ale mam ochotę choc jedna przeczytać aby wyrobić sobie opinie :) pozdrawiam :) www.wspolczesnabiblioteka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie dobre podejście! Proponuję zacząć od "Uwięzionych", mocna, ale niesamowicie wciągająca książka.

      Usuń
  2. Ja tak czy siak będę chciała sama się przekonać, czy mi się spodoba czy nie, bo lubię twórczość autorki :)
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, jeśli lubisz jej styl z pewnością przypadnie ci do gustu.

      Usuń

Serdecznie dziękuję za komentarz :) Zapraszam ponownie!

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates