poniedziałek, 10 czerwca 2019

Miliarder – Sławek Michorzewski

Dzisiaj zabiorę Was w podróż iście wybuchową. Jestem przekonana, że tak samo jak ja, jeszcze długo po powrocie nie będziecie się mogli otrząsnąć. Ja tak dla Was piszę i cała drżę na wspomnienie tego co się tam wyprawiało.


Tytuł: Miliarder
Autor: Sławek Michorzewski
Wydawnictwo: Oficyna 4eM

No, ale może do rzeczy. Udamy się teraz do Bydgoszczy, gdzie czeka na nas Maciej Kupczyk vel Kupa, stażysta w dziale księgowości bydgoskiego Veltronexu. Nasz bohater nie jest zadowolony ze swego życia, oj nie jest. Cierpi na chroniczny brak gotówki, współpracownicy nie darzą go sympatią, z wzajemnością zresztą. Jakby tego było mało, Maciej jest totalnym pechowcem. Każdy jego krok i inicjatywa powodują totalny armagedon. Tego nie da się opisać, to trzeba przeczytać. Zmęczony takim obrotem spraw nasz bohater, pewnego, pięknego dnia wpada na iście szatański plan, którego realizacja niewątpliwie odmieni jego życie na lepsze. I wtedy się zacznie. Zdradzę Wam tylko, że bardzo szybko ze spokojnej Bydgoszczy trafimy do Sztokholmu i Paryża, w sam środek szpiegowskiej afery, na scenę wkroczy jeszcze wielu nietuzinkowych bohaterów, a Wy z niedowierzaniem przecierać będziecie oczy, obserwując to dzieje się wokół Was.

We mnie autor wzbudził dość gorące emocje od samiuśkiej pierwszej strony. Już Wam tłumaczę dlaczego. Jeżeli czytacie moje recenzje dość regularnie, to pewnie zauważyliście, że od jakiegoś czasu stałam się lokalną patriotką i zwracam uwagę na to, co pisarze mają do powiedzenia o mojej rodzinnej Łodzi, która jak chyba wiecie, nie cieszy się w mediach dość dobrą opinią. Dlatego chyba zrozumiecie, że trochę we mnie zawrzało, kiedy już na pierwszej kartce omawianej powieści, przeczytałam, że Macieja Kupczyka, Łódź ni mniej, ni więcej brzydziła. I tyle, żadnego wytłumaczenia z jakiego to powodu. Przełknęłam jednak tę gorzką pigułkę, bo przecież nie miałam czytać o moim rodzinnym mieście, tylko zgoła co innego i postanowiłam dać autorowi szansę. Nie zawiodłam się, dalej było już tylko lepiej. Może dlatego, że pan Michorzewski nic więcej nie pisał o Łodzi?:)) Inna sprawa, że naszego kraju i narodu pisarz też nie oszczędza.

Muszę Wam się przyznać, że dawno nie czytałam takiej „odjechanej” powieści. Siedziałam w fotelu i ze spokojem śledziłam losy Kupczyka, aż nagle znalazłam się w środku wydarzeń na pierwszy rzut oka zupełnie ze sobą niepowiązanych. Z niecierpliwością zaczęłam przerzucać kartki, choć oczywiście nadal uważnie czytałam, bo nie za bardzo chciałam wierzyć, że te wszystkie wątki mają szanse spotkać się w jednym miejscu. Autor mnie nie zawiódł. Okazało się, że wszystkie drogi prowadzą do Veltronexu. Po, co dlaczego, jak? O tym na razie cicho sza. Sprawdzicie to sami.

Trup ściele się tu gęsto, nawet bardzo gęsto. Nie macie się jednak czego obawiać. Na kartach tej książki wcale nie jest strasznie. Jak ktoś bardzo chce kogoś zabić, to zdarza się, że mu się to nie uda, jak nie ma tego zamiaru, to wręcz przeciwnie, u jego stóp momentalnie leżą zwłoki. Żałuję teraz, że nie policzyłam ile istnień autor ma na sumieniu, ale podejrzewam, że coś około setki. I zapewniam Was, że mimo takiego okrucieństwa, jest tu wesoło, a nie strasznie. Bo taka liczba nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności i dziwnych przypadków nie jest chyba możliwa.

Trzeba posiadać naprawdę niesamowity kunszt pisarski, żeby napisać tak szaloną, pełną satyry i groteski powieść. Nie pogubić się w liczbie bohaterów, niesamowitych zdarzeń i nieoczekiwanych zwrotów akcji, a do tego tak bardzo wciągnąć czytelnika w tę swoją literacką grę  i zapewnić mu mnóstwo dobrej zabawy i niewiele mniej powodów do refleksji nad współczesnym światem. Wielkie brawa dla autora!


Nie będę Wam tu już nic więcej zdradzać, bo o niezwykłości tej powieści musicie przekonać się sami. Gwarantuję Wam świetnie spędzony czas moc szalonych wydarzeń i mnóstwo niezapomnianych wrażeń. Przygotujcie się na prawdziwą jazdę bez trzymanki. Miłej lektury!



Dorota Skrzypczak


2 komentarze:

Serdecznie dziękuję za komentarz :) Zapraszam ponownie!

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates