poniedziałek, 8 lipca 2024

Ziemianki – Marta Strzelecka


Po sukcesie „Chłopek” nasz rynek zalały publikacje na podobny temat. I w sumie nie ma w tym nic złego. Ze sporym zainteresowaniem śledzę losy kobiet. Jednak nie każda książka jest zwyczajnie dobra. Jak było z tą?


„Ziemniaki” to tytuł wydany nakładem tego samego wydawnictwa, co „Chłopki”, tj. za sprawą Marginesów. Z tego powodu książka utrzymana jest wizualnie w podobnym stylu, zarówno sposobem wydania, jak i szatą graficzną.


Tym razem jednak poznajemy losy kobiet z wyższych sfer, które nie narzekały na stan posiadania ani też (przez długi czas) nie miały konieczności podejmowania pracy zarobkowej. Ich życiorysy są jednak słodko-gorzkie. Bo jedne obowiązki zastępowały innymi. Szczerze mówiąc, spodobał mi się poruszony temat. Wreszcie otrzymałam książkę, w której obok narzekania na sytuację kobiet, znalazło się też miejsce na omówienie pozytywnych aspektów ich biografii. Jest to coś więcej niż kolejny wywód nad patriarchatem (chociaż ten wątek też się pojawia). Jednocześnie losy ziemianek mogą budzić w czytelniku pewne opory. Bo jak to – życie bez pracy? A do tego jeszcze krzewienie wartości narodowych? Nie każdy lubi takie klimaty. Ja jednak miałam wrażenie, że oglądam ładny, trochę podkoloryzowany obraz przeszłości. To prawda, że ziemianki zostały zamknięte w przygotowanej dla nich roli, ale porównując ją do innych dostępnych opcji – nie było tak źle. Co więcej, pomimo ograniczeń, które miały, spełniały się w swojej roli naprawdę nieźle i wiele z nich osiągało zarówno wysoki stopień niezależności, jak i profesjonalizmu w tym, co robiły. Nie były tylko ładnymi dekoracjami, ale paniami odpowiedzialnymi za funkcjonowanie całego dworu.


Inną sprawą jest za to zasięg terytorialny. Autorka opowiada o losach kobiet na dość ograniczonym terenie. Z tego względu nie jestem pewna, czy wnioski płynące z tej publikacji mogę odnieść do całego kraju.


W książce najbardziej podobały mi się rozdziały, które omawiały szerszy temat, nie skupiły się na jednostce, tylko wyciągały wnioski dotyczące całej grupy społecznej. Jednak zdecydowanie więcej jest tu dość szczegółowych biografii. Pierwsze kilka było ciekawych, jednak ich mnogość sprawiła, że zwyczajnie zaczęłam się gubić, a poszczególne bohaterki zlały mi się w jedną postać.


Za to na plus mogę policzyć dość szczegółowe opisy szkół prowadzonych przez ziemianki. Tych placówek nie jest aż tak dużo, za to dzięki fragmentom im poświęconym, czułam się jakbym była na miejscu i lepiej rozumiała tamte czasy. Wekowanie jako nowinka technologiczna – kto by pomyślał! Świat niesamowicie zmienił się w ciągu 100 lat!


Całość dobrze ilustrują też zamieszczone zdjęcia. Dzięki nim łatwiej jest sobie wszystko wyobrazić.


„Ziemianki” to publikacja ciekawa, jednak nie aż tak dokładna, jak „Chłopki”. Sporo się dowiedziałam, poczułam klimat tamtych czasów i trochę pozazdrościłam dobrobytu (ale też, nie raz, pracowitości). Powiewem świeżości było dla mnie też ukazywanie losów kobiet w pozytywnym świetle. Mimo wspomnianych wcześniej minusów nie żałuję, że przeczytałam tę książkę.


Dominika Róg-Górecka

2 komentarze:

  1. Wydaje się być interesującą lekturą, mimo niektórych niedociągnięć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam tego tytułu. Książka mogłaby mi się spodobać.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za komentarz :) Zapraszam ponownie!

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates