Zapiski z Kociego Kraju – Lao She
#WspółpracaRecenzencka #WydawnictwoYumeka
Lubię sięgać po literaturę wykraczającą poza moje czytelnicze nawyki – zwłaszcza taką, która otwiera okno na nowe perspektywy kulturowe. W ostatnich latach dużo czasu spędziłam w prozie japońskiej i koreańskiej, natomiast twórczość chińska pozostawała dla mnie wciąż nieodkrytym obszarem. Sięgnięcie po „Zapiski z Kociego Kraju” Lao She okazało się więc decyzją idealnie wpisującą się w potrzebę poszerzania literackich horyzontów. Tym bardziej że polskie wydanie – przygotowane na rok 2026 – przywraca czytelnikom jedną z najbardziej osobliwych i oryginalnych dystopii XX wieku.
Fabuła powieści jest pozornie prosta, choć prowadzona w sposób, który nieustannie podważa nasze oczekiwania. Narrator rozbija się statkiem kosmicznym na Marsie i trafia do kraju zamieszkanego przez istoty o kocich rysach. Wprowadzany przez Skorpiona – właściciela plantacji „liści kocimiętki” – stopniowo odkrywa mechanizmy funkcjonowania społeczeństwa, w którym edukacja stała się farsą, instytucje publiczne uległy degradacji, a scenę polityczną zdominowały bezproduktywne bójki. Z czasem pozorna groteska przekształca się w obraz pełzającej katastrofy.
Warto zacząć od końca – dosłownie. Posłowie i noty tłumaczki, Magdaleny Stoszek‑Deng, znacząco podnoszą wartość lektury. Objaśniają historyczne tło powstania powieści i mechanizmy ironii, które mogły pozostać nieczytelne bez odpowiedniego kontekstu. To przykład przekładu, który nie tylko oddaje styl oryginału, lecz także proponuje czytelnikowi potrzebny klucz interpretacyjny. Dzięki temu „Zapiski…” ujawniają swoją wielowarstwowość i jasno sygnalizują, że fantastyczna fasada jest przede wszystkim środkiem, nie celem.
Sam tytuł powstał w okresie rewolucji kulturalnej, której ofiarą padł autor. Patrząc na tę książkę z tej perspektywy – jest niesamowita. Zawiera wiele cennych spostrzeżeń, całe może ironii i ukrytej krytyki.
Oś satyryczna powieści staje się szczególnie wyrazista, gdy zrozumiemy, że pozorne „wychwalanie” Chin – w ustach bohaterów czy w opisach instytucji – ma charakter przewrotnie ironiczny. Lao She stworzył „koci kraj” jako krzywe zwierciadło, a jego dystopia została ukształtowana przez doświadczenia autora oraz procesy społeczno‑polityczne, które go ostatecznie dotknęły: degradację, prześladowania, a w końcu tragiczny los w okresie rewolucji kulturalnej. Ta wiedza wydobywa z powieści precyzyjnie zakodowaną krytykę marazmu, korupcji i stagnacji.
Elementy najbardziej niepokojące pojawiają się w opisach uzależnienia społeczeństwa od „liści kocimiętki”, oczywistej metafory opium. Mechanizm uzależnienia jest tu czymś więcej niż społeczną chorobą – to fundament całej cywilizacji, symbol jej dekadencji i rezygnacji z podmiotowości. Wizja ta działa jak ostrzeżenie przed tym, co dzieje się z państwem i jednostką, kiedy nałóg staje się podstawą porządku społecznego. Groteska przechodzi w alegorię, która – mimo swojej formy – ma wymiar niezwykle realistyczny.
W tym świetle staje się jasne, że komponent science fiction pełni funkcję dekoracji – przestrzeni, w której można bezpiecznie przedstawić krytykę polityczną i cywilizacyjną. Dla czytelników oczekujących pędu fabuły i klasycznej przygody SF powieść może okazać się zaskakująco statyczna. To jednak świadomy wybór: „Zapiski…” wykorzystują fantastykę jako narzędzie, nie jako motor akcji.
Narrator pozostaje obserwatorem – nieco zdystansowanym, metodycznym, analizującym. Język jest oszczędny, pozbawiony emocjonalnej przesady. Dzięki temu rosnące w czytelniku poczucie niepokoju ma charakter bardziej intelektualny niż instynktowny. Ten chłód bywa interpretowany jako słabość narracyjna, ale w istocie wzmacnia przekaz: powolność i monotonia stanowią odzwierciedlenie świata, który popada w stagnację. W ten sposób ironia miesza się z pesymizmem, a dydaktyczny wymiar utworu zyskuje nieoczywistą intensywność.
Ostatecznie „Zapiski z Kociego Kraju” to powieść nietuzinkowa, a jej siła tkwi w połączeniu formy satyrycznej z kulturowym i historycznym ciężarem. To literatura, którą należy czytać w kontekście – i której aktualność, mimo upływu niemal wieku, zaskakuje. Polskie wydanie (Yumeka, 2026) stanowi ważny krok w przywracaniu kanonicznych dzieł literatury chińskiej szerszemu odbiorcy i pokazuje, jak uniwersalne potrafią być ostrzeżenia ukryte w antyutopiach.
Na koniec – jeśli cenisz prozę, która wykorzystuje fantastykę jako narzędzie do komentowania rzeczywistości, „Zapiski z Kociego Kraju” będą lekturą w pełni satysfakcjonującą. Warto sięgnąć po nie w momencie, gdy masz ochotę na literaturę bardziej wymagającą interpretacyjnie.
Dominika Róg-Górecka


0 komentarze:
Prześlij komentarz
Serdecznie dziękuję za komentarz :) Zapraszam ponownie!