czwartek, 24 sierpnia 2017

Raj na kredyt


Podobno do szczęścia wystarczy tylko zmienić pracę i wziąć kredyt. To takie proste, prawda? Dwie decyzje i nagle wszystko staje się możliwe. Wszystkie nasze marzenia, plany... na wyciągnięcie ręki. Wierzymy w to, szukamy lepszej przyszłości w placówkach bankowych. Ale czy to naprawdę wystarczy? A może ktoś próbuje nas oszukać? Nas i... całe pokolenia?

Tytuł: Raj na kredyt
Autor: Krystyna Bezubik
Wydanictwo: Studio Suite77

Bohaterka Raju na kredyt czuje, że coś jej w życiu nie pasuje. Nie taką przyszłość sobie wymarzyła, nie tak miała wyglądać jej praca. Postanawia więc działać. Zapisuje się na studia podyplomowe i ta jedna, zdawałoby się zupełnie zwyczajna decyzja, wpływa na wszystko. Coś się zaczyna dziać, coś się zmienia. Ale czy w dobrym kierunku? Czy nie będzie żałować, że opuściła bezpieczną rutynę?

Kiedy zaczynałam książkę Raj na kredyt, nie miałam wobec niej żadnych oczekiwań. Nie często mi się to zdarza, ale tym razem tak było. Zauważyłam specyficzną okładkę, solidne wydanie i niewielką objętość. Znałam jednak autorkę. Nie osobiście, ale na kojarzyłam jej FP Czytam, bo chcę, należałam do grupy (Wirtualna) Kawiarnia Literacka i czytałam teksty. To wystarczyło, żeby otworzyła się na nowe doświadczenia.

Raj na kredyt to zupełnie coś innego, niż do tej pory czytałam. Jest tak różna, że ciężką opisać ją za pomocą standardowego schematu recenzji. Zacznę więc od wrażenia. W pierwszym odruchu zachłysnęłam się, słowami, ich brzmieniem, melodyjnością i zdaniami, które chciałam czytać wciąż od nowa, tylko ze względu na ich rytm. Potem odczułam przekaz, jego uniwersalność. Pomimo tego, że powieść opowiada o losach jednej osoby, wiele w niej prawidłowości typowych dla całego pokolenia. Wszyscy mamy marzenia, wierzymy, że odpowiednia szkoła poprowadzi nas wprost do wymarzonej pracy. Tak się jednak nie dzieje, inwestujemy wtedy w kolejne kursy, by ostateczne zapomnieć, że nasze życie nie miało być wiecznym wyczekiwaniem weekendu. Brzmi znajomo? Tak właśnie jest, tematy, o których opowiada autorka, są bliskie niejednemu czytelnikowi.

Cała książka utrzymana jest w lekkim, ale refleksyjnym tonie. Chociaż czyta się ją naprawdę płynnie i przyjemnie, jej treść pozostawi trwały ślad w czytelniku. Myśli zamknięte między okładkami przenikają do naszej podświadomości i zostają na dłużej. Ale nie tylko myśli. Powieść pełna jest wrażeń, skojarzeń i emocji, które wyzwalają się podczas czytania i niczym perfumy, trwają z nami przez jakiś czas.

Książka nieustająco balansuje pomiędzy tym, co realne a mistyczne. Dostarcza czytelnikowi wciąż nowy powodów do rozmyślań. W każdym słowie może być ukryte drugie dno, a w każdym niepozornym opisie, metafora. Miłośnicy psychoanalizy bez wątpienia znajdą w powieści sporo nawiązań. Ale również bez wiedzy z tego zakresu da się zrozumieć i odczuć przesłanie.

Każda książka ma też fabułę, prawda? Chociaż w głównej mierze skupiłam się na odczuwaniu i przeżywaniu emocji, które we mnie wywołała, warto wspomnieć też o samej historii. Przede wszystkim jest mi ona bardzo bliska. Nie raz czułam potrzebę zmiany, siebie, pracy, czasem tylko ułożenia mebli. Rozterki, które towarzyszą bohaterce, są codzienne i powszechne. Dlatego z ogromnym zainteresowaniem śledziłam jej losy i dałam się zaskoczyć finałowi.

Książka prezentuje się też interesująco od strony estetycznej. Moją szczególną uwagę zwróciło zaakcentowanie istotniejszych myśli czy ważniejszych przesłań. Bardzo ładnie i spójnie się to wszystko prezentuje. Mam jednak jedno, malutkie „ale”. Zupełnie nie przemówiła do mnie grafika na okładce. To zupełnie nie mój gust, gdyby nie osoba autorki, nie wiem, czy bym po nią sięgnęła.

Jedną „wadę” stwierdziłam, a drugą chciałam zdementować. Trzymając tę powieść w rękach, kartkując ją, a potem czytając, wciąż myślałam o jej niewielkim formacie. Owszem, ilość stron oraz układ treści sprawia, że ta pozycja nie prezentuje się imponująco. ALE... znajdziecie w niej samo sedno, kwintesencje, 100% przekazu, bez zbędnych opisów przyrody czy nic niewnoszących dialogów. Każde zdanie ma ogromne znaczenie, coś przekazuje, coś wnosi i zmienia... w nas samych. Jestem osobą, której czytelniczy plan pęka w szwach. Nie wracam do przeczytanych książek, z reguły wymienia na inne. Tym razem będzie jednak inaczej. Za nic w świecie nie rozstanę się ze swoim Rajem. Lektura tej powieści niesie za sobą wiele emocji i myśli, za każdym razem wzbogacając czytelnika o nowe refleksje. Dlatego zamierzam do niej wracać i wracać. I chociaż nie jestem pewna, co przyniesie kolejne czytanie, wiem, że książka porusza artystyczną, lekko płochą część mojej duszy. A to uczucie bardzo mi się spodobało.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję autorce i czekam na więcej :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Serdecznie dziękuję za komentarz :) Zapraszam ponownie!

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates