Chopin. Tom 2 – Alan Walker
#WspółpracaRecenzencka #Znak
Portal kulturalny - książki, recenzje, inspiracje, konkursy.


#WspółpracaRecenzencka #MediaRodzina
Zacznijmy od pierwszego tytułu. „Kicia Kocia i Nunuś. Hurra,
nurkujemy!” to opowieść o wyprawie nad morze. Dzieci najpierw jadą nad morze,
potem płyną łódką i w końcu nurkują. Ponieważ ten tytuł dedykowany jest
młodszemu odbiorcy, został wydany na sztywnych stronach, a na każdej z nich
czytelnik znajdzie okienka skrywające nowe obrazki – łącznie jest ich 74.
To, co wyróżnia ten tytuł, to wakacyjny klimat. Przy okazji
czytania książeczki można porozmawiać z małym czytelnikiem o sytuacjach, które
czekają go tego lata. Może niekoniecznie chodzi mi tutaj o nurkowanie, ale już
jak najbardziej o podróż pociągiem czy zabawy na plaży.
Równie dobrze sprawdzają się okienka. Maluch ma możliwość
szukania różnych obiektów – dosłownie i w przenośni – na własną rękę. A to
wszystko w tej samej, lekkiej i dość uproszczonej grafice. Jeśli lubicie ten
styl (lub – tak jak u mnie – lubi go Wasze dziecko), ten tytuł będzie strzałem
w dziesiątkę.
Kolejną książeczką była „Kicia Kocia. Kto zepsuł
samochodzik?”. Tym razem spotykamy naszych bohaterów w przedszkolu, gdy
pochłonięci są zabawą samochodem i koparką. Zamierzają zrobić wyścigi na
specjalnym torze. Jednak sielska atmosfera psuje się, gdy jeden z pojazdów
odmawia jazdy. Kto jest winny? Co należy zrobić w tej sytuacji? Dzieci muszą
podjąć dobrą decyzję!
Zacznijmy od początku – podtytuł tej książki brzmi „Kto
zepsuł samochodzik?”. Tak, ten wątek jest istotny, ale… nie najważniejszy.
Szczerze mówiąc, spodziewałam się, że pojawi się on na początku i zakończy wraz
z finałem. Tym razem jest inaczej: poszukiwanie sprawcy zajmuje kilka stron i
wcale nie jest najważniejsze w tej opowieści. Chociaż pokazuje, co należy
zrobić w takiej sytuacji, pojawia się tu też wiele innych cennych myśli.
Dzięki najnowszej Kici Koci mały czytelnik może uczestniczyć
w zabawie budowania toru i organizowania wyścigów. To fajny pomysł, który łatwo
włączyć do domowego planu dnia. Wartościowe są też relacje między dziećmi,
które w przyjaznej atmosferze ustalają, jak ma wyglądać ich zabawa. Równie
trafna jest reakcja pani przedszkolanki, która informacje o zepsutym
samochodzie przyjmuje ze spokojem i jednocześnie stanowi dla dzieci wsparcie.
Tutaj również mamy lekką, uproszczoną i bardzo kolorową
grafikę. Książka adresowana jest do starszego odbiorcy niż Nunuś, ale… u mnie
sprawdzają się oba tytuły.
„Kicia Kocia. Kto zepsuł samochodzik?” to kolejna
wartościowa część z serii. Uczy dzieci prawdomówności i radzenia sobie z
problemami. Bo zepsute zabawki to coś, co towarzyszy każdemu maluchowi. Warto
więc oswoić się z takimi sytuacjami.
A co Wy sądzicie o Kici Koci? Czy Wasze dzieci ją lubią?
Dominika Róg-Górecka
#WspołpracaRecenzencka #MediaRodzina
Trzy książeczki, a każda na zupełnie inny temat! Wielokrotnie już czytałyśmy „Olo i Awa. Logopedyczna zabawa. Kamyki”! Nie dość, że ten tytuł jest typowo wakacyjny, bohaterowie wyjeżdżają w nim nad morze, to jeszcze moja córka uwielbia początkowe kwestie, czyli „To jest Olo” i „To jest Awa”.
Jednak zacznijmy od początku! Mamy wakacje – Olo i Awa muszą się spakować. To pierwsze wyzwanie, któremu muszę sprostać, ale też jedna z wielu atrakcji, która czeka ich tego lata. Tak samo jak ich młodych czytelników. Siłą tej serii jest to, że porusza tematy bliskie dzieciom. Poza tym cykl utrzymuje lekki ton i spójną stylistykę. Dla mnie jednak największą wartością są wypowiedzi rodziców. Nie tylko pokazują fajną komunikację, ale też co jakiś czas przemycają dowcip, który jest ukrytym przekazem dla dorosłych odbiorców.
Drugim bardzo życiowym tytułem jest „Maks korzysta z toalety”. Niezwykle cenię sobie takie książki. Moja córeczka uwielbia czytanie, dlatego w ten sposób łatwiej mi przekazać jej nowe wyzwania codzienności. Tym razem chodzi o korzystanie z toalety.
Ten temat został przedstawiony delikatnie, z dużym zrozumieniem problemów, z którymi borykają się dzieci. Pojawia się wątek "alarmów", czyli sytuacji, gdy maluch nie zdąży do toalety. Jest on zarysowany jednocześnie prosto, jak i troskliwie. Nie ma tu wyższej filozofii, czy długich rozmów - prosto, na temat i, przede wszystkim, bez obwiniania.
Dużym plusem jest też poruszanie zagadnień luźno związanych z toaletą - takich jak kanalizacja. Czytelnik uczy się nie tylko o codzienności, ale też otaczającej go rzeczywistości.
Również grafika jest bardzo ładna, posiada więcej szczegółów niż seria „Olo i Awa”, co mi bardzo się podoba. Sama książka jest kolorowa, ze sporą ilością tekstu. Z tego względu polecam ją maluchom, które potrafią się skupić na treści. W moim odczuciu będzie idealna dla malców powyżej 3 lat.
Na koniec mamy „Mam przyjaciółkę instruktorkę jazdy konnej”. Z tej serii jest to nasz pierwszy tytuł. Muszę przyznać, że z dużym zainteresowaniem śledziłam tę historię, ponieważ nie znam się za bardzo na jeździe konnej. Ideą tej serii jest prezentowanie różnych zawodów – myślę, że to świetny sposób, żeby dowiedzieć się nowych rzeczy – zarówno przez dzieci, jak i dorosłych. W książce użyto bardzo dużo profesjonalnej nomenklatury, dlatego myślę, że jest ona adresowana do trochę starszego odbiorcy, niż wcześniejsze pozycje. Jednak na etapie, gdy dziecko zaczyna zadawać wiele szczegółowych pytań o otaczający je świat, cała seria będzie strzałem w 10!
Każdy z tytułów ma w sobie coś ciekawego. Mojej córce zdecydowanie najbardziej spodobał się kolejny tom przygód „Olo i Awa”. A co Wy sądzicie o tych propozycjach? Znacie te serie?
Dominika Róg-Górecka

