niedziela, 30 września 2018

W żywe oczy – JP Delaney

 

To było tylko zadanie, zlecenie, które miało jej przynieść pieniądze na czynsz. Nie była sobą, odtwarzała tylko kolejną rolę. Jak w teatrze. Proste, prawda? Do czasu. W pewnym momencie zaciera się granica między prawdą a fikcją i nic nie jest już oczywiste. Kto kłamie? Kto gra? Ta zabawa staje się śmiertelnie niebezpieczna.

Tytuł: W żywe oczy
Autor: JP Delaney
Wydawnictwo: Otwarte

Claire studiuje aktorstwo, jednak w jej życiu nic nie jest proste. Żeby zarobić na czynsz, podejmuje się nietypowej pracy dla agencji detektywistycznej. Jej zadaniem jej przetestowanie wierności mężów. Nic trudnego. Rozmawia, flirtuje, jeśli zaproszą ją „na górę”, sprawa jest oczywista. Jednak, gdy w niewyjaśnionych okolicznościach ginie jej zleceniodawczyni, a w grę wchodzi namiętność, wszystko staje na głowie.

Fabuła powieści silnie związane jest z wątkiem artystycznym. Nasza bohaterka jest aktorką, a ten fakt nie tylko ciekawie uzupełnia historię, ale też w pewien sposób determinuje postrzeganie przez nią świata. I właśnie dlatego jej postać jest tak interesująca.

Co więcej, przekłada się to wprost na pierwszoosobową narrację. Autor sprytnie wykorzystuje fakt, że poznajemy historię oczami Clarie, nie raz wykorzystując tę koncepcję, by zakpić z czytelnika. Tak, kilka razy bohaterka zwraca się do nas bezpośrednio, co jest uzasadnione w opowieści (i bynajmniej nie chorobą psychiczną).

Warto zaznaczyć, że tempo powieści narasta powoli. Pomimo naprawdę mocnego początku, akcja szybko spowalnia i serwuje nam historię pasującą bardziej do literatury obyczajowej, niż thrillera. I tutaj akcentuje się całkiem szeroko opisane tło okołofabularne. Jest to zabieg zdecydowanie na plus. Za jego sprawą jeszcze bardziej wczuwamy się sytuacje Clarie, gdy wraz z nią borykamy się z problemami studentów aktorstwa. Co więcej, pierwszy zwrot akcji ma też zdecydowanie mocniejszy wydźwięk, ponieważ wcześniejsze tempo buduje kontrast.

Całości dodatkowego smaku nadaje klimat kłamstw, manipulacji oraz... mrocznej powieści. Z każdą strono atmosfera się zagęszcza, a granica między prawdą a fikcją zaciera. „W żywe oczy” zdecydowanie przypadnie do gustu każdemu miłośnikowi thrillerów psychologicznych.



0 komentarze:

Publikowanie komentarza

Serdecznie dziękuję za komentarz :) Zapraszam ponownie!

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates