Featured
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą novae res. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą novae res. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 sierpnia 2024

Miłość i rękawice bokserskie – Ewa Pruchnik

#WspółpracaRecenzencka #NovaeRes



Kiedy czyta się sporo książek, z łatwością wyłapuje się powtarzane schematy. Z czasem takie książki nudzą, a nawet wywołują pewną irytację. Jednak coś takiego nie czeka Cię przy powieści „Miłość i rękawice bokserskie”. Ten tytuł to oryginalne połączenie nieszablonowych, pełnych emocji, wątków.


Róża nie jest pokornym dzieckiem. To charakterna dziewczynka, która wie, czego chce. I w pewnym momencie decyduje, że interesuje ją bok, a jeszcze bardziej tajemniczy mężczyzna, który go trenuje. To przypadkowe spotkanie zadecyduje o całym życiu Róży, ale też pomoże jej odkryć rodzinne tajemnice.


Tak, jak już wspomniałam na samym początku, „Miłość i rękawice bokserskie” to książka, która nie korzysta z utartych schematów. Głównym wątkiem tej opowieści jest dzieciństwo Róży, treningi boksu oraz tajemnicza postać boksera. Obok tego pojawia się również choroba jej matki oraz ojciec, o którym kobieta nie chce odpowiadać.


To, co utkwi w mojej głowie na dłużej, to nie tylko oryginalna fabuła, ale też ogromne wzruszenie, które towarzyszyło mi podczas lektury. Książka funduje czytelnikowi wiele powodów do silnych emocji, ale też niełatwych przemyśleń.


Sama opowieść ma melancholijny klimat, który potęguje osadzenie akcji w PRL-u. Niektórym z pewnością zakręci się łezka w oku na wspomnienie własnej młodości w tych czasach. Inni z kolei mogą docenić bardzo klimatyczną opowieść.


Kolejnym aspektem są bohaterowie. Każdy z nich ma swoje wady i zalety, ale też problemy z przeszłości. Mimo wszystko nie sposób ich nie lubić. I to nie dlatego, że są stworzeni w tym celu. Po prostu ta ich nieidealność jest niezwykle życiowa, przez co nietrudno się z nimi utożsamiać.



Autorka nie idzie na łatwiznę pod żadnym względem. Również fabuła nie rozwija się w łatwy, oczekiwany przez czytelnika sposób. Bohaterowie co rusz mierzą się z kolejnymi przeciwnościami losu, czy własnymi słabościami. Książka do samego końca „nie bierze jeńców”, zaskakuje czytelnika i funduje mu niesamowicie wciągającą opowieść, od której ciężko się oderwać.


„Miłość i rękawice bokserskie” to powieść, o której niestety nie jest głośno. A powinno, bo to prawdziwie wartościowe doświadczenie literackie.


Co myślisz o motywie boksu w literaturze? Lubisz nieszablonowe wątki? Koniecznie mi o tym napisz!


Dominika Róg-Górecka

czwartek, 29 października 2020

Nadszedł ten dzień – Monika Koszewska


Zabiorę Was dziś w podróż do Sopotu. Powrócimy do miejsca, w którym niedawno mieliśmy niekłamaną przyjemność gościć. Pamiętacie Marię i jej współpracowniczki "z piekła rodem" Kaśkę i Justynę oraz przeuroczych sąsiadów, którzy tak naprawdę są jej przyjaciółmi od serca? Myślę, że tak. To właśnie ich dziś odwiedzimy, bo od naszej ostatniej podróży wiele się u nich wydarzyło.


Tytuł: Nadszedł ten dzień

Autor: Monika Koszewska

Wydawnictwo: Novae Res


Wydarzyło się naprawdę wiele. Ten dzień w końcu nadszedł i nasza Maria przeżywa miłosne uniesienia, a my z przyjemnością będziemy jej w tym kibicować. W firmie zachodzą spore zmiany, z którymi nasza bohaterka również musi się zmierzyć, a do tego Justyna wciąż nie odpuszcza i widzi w Marii wroga numer jeden. Jej przyjaciele zmierzyć się będą musieli z nie lada problemami, a my nie będziemy się nudzić nawet przez moment.


Powtórzę się teraz po raz tysięczny, ale naprawdę  ciężko się pisze recenzję kontynuacji. O treści tej powieści wspominać nie mam zamiaru, a nie chcę się za bardzo powtarzać i pisać tego samego co w poprzedniej recenzji. Maria nie zmieniła się ani trochę, a książkę czyta się tak samo dobrze  jak część poprzednią.


W tym tomie autorka skupia się również na losach przyjaciół Marii, a są one naprawdę ciekawe. Uwierzcie mi, z uśmiechem na ustach będziecie obserwować podboje miłosne Dariusza i z drżeniem serca czytać historię Weroniki, której życie zmieni się diametralnie w dosłownie kilka minut. Niejednokrotnie zmielicie w ustach przekleństwo, przyglądając się poczynaniom Ewy. O Justynie i Kaśce Koronce już nie wspomnę. W tej części przyjaciele i wrogowie Marii naprawdę nie pozwolą się nam nudzić.


Nadszedł ten dzień to prawdziwe remedium na zły humor i bolączkę dnia codziennego. Humor w mig poprawią Wam dialogi, od których tutaj aż się roi, a w których bohaterowie przerzucają się przezabawnymi tekstami jak piłeczką pingpongową. Prym tu  wiedzie oczywiście Maria, która swoich przyjaciół rozbawia do łez nawet w najdramatyczniejszych sytuacjach.


Ta powieść to prawdziwy pean na cześć zdrowego trybu życia i ćwiczeń fizycznych. Już w poprzedniej recenzji pisałam, że Maria to prawdziwa wielbicielka siłowni i różnego rodzaju treningów, które potrafi rozpocząć, o zgrozo, o piątej rano! Nie inaczej będzie teraz i Maria niezmiennie spróbuje  przekonać nas do zadbania o siebie i swoje zdrowie. Nie mogę na koniec nie wspomnieć o okładkach obydwóch tomów, które idealnie współgrają z treścią powieści.


Jeżeli jeszcze Was nie przekonałam do przeczytania tej książki, to tylko wspomnę, że zakończenie wbija w fotel i pozostawia czytelnika z nadzieją, że nie było to ostanie spotkanie z tymi przesympatycznymi bohaterami. Serdecznie zapraszam do przeczytania tej pełnej optymizmu książki, w sam raz na te nieciekawe czasy. Miłej lektury i do następnego!

Dorota Skrzypczak 

środa, 14 października 2020

Kiedyś nadejdzie ten dzień – Monika Koszewska


Zabieram Was dzisiaj do Sopotu. Czeka tam już nas Maria - 29-letnia szefowa działu marketingu trójmiejskiej firmy kosmetycznej. Trafimy do niej w dość gorącym okresie.


Tytuł: Kiedyś nadejdzie ten dzień

Autor: Monika Koszewska

Wydawnictwo: Novae Res


Maria zaczyna właśnie świąteczną kampanię reklamową nowych kosmetyków i naprawdę nie ma na nic czasu. Pracuje po czternaście godzin na dobę, o 5.30 ! rano melduje się na siłowni, w biurze użera się z kopiącą pod nią ciągle dołki Justyną, a do tego jeszcze jej przyjaciele obarczają ją swoimi problemami. I jak tu znaleźć miłość swojego życia? Taką, która w jednym momencie zwali (kolokwialnie rzecz ujmując) Cię z nóg?  Łatwo nie będzie, ale los trzyma dla Marii w zanadrzu jeszcze kilka niespodzianek, także na tej ekskursji Moi Mili nudzić się na pewno nie będziecie.


Książka pisana jest w pierwszej osobie, także naszą bohaterkę możemy poznać bardzo dobrze. Muszę Wam się przyznać, że na pierwszy rzut oka nie zrobiła ona na mnie dobrego wrażenia. Nie przypadło mi do gustu jej zdanie o ludziach według niej niegustownie ubranych lub zaniedbanych. Rozważania typu:


Najgorsze jest to, że brak gustu wysysa się z mlekiem matki. Jak idą ulicą dwie kobiety, jedna dwadzieścia lat, a druga czterdzieści pięć, to od razu widać, że to matka i córka. Ta córka w obcisłych ciuchach z sieciówki ( nie żebym miała coś przeciwko takim sklepom jak H&M czy Mohito) , ale to co, wisi na wieszaku, nie zawsze będzie dobrze leżało na niej. Tłuszczyk wylewa się spod obcisłej bluzki o dwa rozmiary za małej. Myśli, że jak ubierze obcisłą, to będzie szczuplejsza, a to guzik prawda, i jej mama, która w wieku czterdziestu pięciu lat wygląda jak sześćdziesięciopięciolatka, twarz zniszczona przez solarium, zmarszczki nad ustami od palenia papierosów i ten zapach popielniczki, który przykrywa słodkimi perfumami. Przez dwadzieścia pięć lat swojego życia nigdy nie wpadła na pomysł, że jakby nie paliła, to byłoby ją stać na lepsze perfumy, jakby nie chodziła do solarium, mogłaby od czasu do czasu pójść do kosmetyczki lub kupić sobie jakiś lepszy krem.


...trochę mnie irytowały.




Tym rozważaniom nie można oczywiście odmówić racji, ale uważam, że nie powinno się tak człowieka oceniać, w ogóle go nie znając i samemu będąc wręcz idealnym. Oj nastroszyłam się na tę naszą Marię na początku, nie powiem,  nastroszyłam i myślałam, że jej nie polubię. Jednak co najlepsze ta cecha Marii bardzo kłóci się z całą jej osobowością. Bo choć ma ona taką manierę oceniania ludzi z wyższością, to tak naprawdę nasza bohaterka jest wspaniałą osobą. Dba o swoje współpracowniczki, oczywiście wymaga od nich tak samo dużo jak od siebie, a w tym jest mistrzynią, uwierzcie mi, ale potrafi je również sowicie wynagrodzić. Dla swoich przyjaciół jest w stanie zrobić wszystko. O trzeciej nad ranem, po dwóch godzinach snu zawiezie przyjaciółkę na komisariat, po dwunastogodzinnym dniu pracy pojedzie z przyjacielem wybierać garnitur, młodemu sąsiadowi przywiezie prezent dla dziewczyny  z samej Warszawy i jeszcze nie raz nas wszystkich zaskoczy swoją empatią. Anioł nie kobieta. Wielkie brawa dla autorki za stworzenie tak barwnej postaci, budzącej tak różne uczucia w czytelniku.


Pani Monice brawa należą się również za postać Justyny. W tym przypadku nie ma mowy o żadnych mieszanych wrażeniach. Nie polubicie je, oj nie polubicie, bo takiej osoby lubić się po prostu nie da. Trzeba jedna przyznać, że bez niej ta powieść ta dużo by straciła.


Większa część akcji tej książki dzieje się w firmie kosmetycznej, jak już wspominałam przede wszystkim w dziale marketingu i czytelnik po kolei obserwuje krok po kroku powstawanie kampanii reklamowej i wprowadzanie na rynek nowych produktów. Będzie to prawdziwa gratka dla tych, którzy na marketingu się znają, bo dla mnie rozmowy na zawodowe tematy to była ciut czarna magia, lecz nie powiem, czytałam je z zainteresowaniem i dużo ciekawych rzeczy na temat branży kosmetycznej się dowiedziałam.


Mogłabym przyczepić się tylko do jednej rzeczy. Jak już wspomniałam wyżej, Maria to postać wręcz idealna. Ćwiczy na siłowni, biega, nie je słodyczy, odżywia się zdrowo, ma dobrą pracę, wysoką pensję i własne, piękne mieszkanie. Nigdy w życiu nie osiągnę tego statusu, nie wspominając już o figurze, choć na to ostatnie akurat wpływ mam. Mogłabym teraz zarzucić autorce, że napisała powieść nierealną, nie dla zwykłych czytelniczek, bo przecież nasza Maria jest w stanie wpędzić nas tylko w kompleksy i czarną rozpacz, bo prawdziwe życie jest takie, jakie jest. Stało się jednak zupełnie inaczej. Zamknęłam tę książkę nastawiona bardzo optymistycznie. Bo dotarło do mnie, że choć pewnie już nie będę miała pracy tak dobrze płatnej jak Maria i nigdy nie będę tak szczupła to stworzę sobie swoje idealne życie z tego co podarował mi los. Nie muszę być, Marią, będę sobą szczęśliwą Dorotą, bo jak to mówi przysłowie, każdy jest kowalem swojego losu. I za tę piękną życiową lekcję bardzo pani Monice dziękuję.


Serdecznie zapraszam Was w tę podróż do Sopotu. Mam nadzieję, że wrócicie z niej tak samo optymistycznie nastawieni jak ja, a na pewno spędzicie miły czas w  towarzystwie nietuzinkowych bohaterów. I od razu Was uprzedzam,to nie jest nasze ostanie spotkanie z Marią i jej przyjaciółmi. Miłej lektury i do następnego!

Dorota Skrzypczak

środa, 23 września 2020

3600 gramów szczęścia – Ewelina Giersimiuk-Merta


Zabiorę Was dzisiaj na wycieczkę na Podhale, konkretnie do Nowego Targu. Odwiedzimy tam Ewelinę Gierasimiuk-Mertę i jej przeuroczego syna Miłosza.


Tytuł: 3600 gramów szczęścia

Autor: Ewelina Gierasimiuk-Merta

Wydawnictwo: Novae Res


Tak to nie pomyłka współtowarzyszką i gospodynią naszej podróży będzie dzisiaj sama autorka. 3600 gramów szczęścia to jej pamiętnik i pełna miłości opowieść o macierzyństwie. Będziemy jej towarzyszyć od momentu poczęcia syna (a nawet trochę wcześniej, wesprzemy ją w ciężkich chwilach), zaprowadzimy razem z nią Miłosza po raz pierwszy do przedszkola i będziemy świadkami rozkwitu pięknej macierzyńskiej miłości.


Przyznaję się bez bicia, że spodziewałam się zupełnie innej książki. Kiedy przeczytałam jej opis w propozycjach do recenzji, byłam przekonana, że będę miała do czynienia z obyczajową komedią o byciu matką w dzisiejszych niełatwych czasach. Nic bardziej mylnego. Ta książka to przepiękna opowieść o współczesnym macierzyństwie wywołująca w czytelniku niesamowicie skrajne emocje. Elementy komediowe owszem znajdą się, ale to nie jest taka zwykła lekka opowiastka. To "kawał" naprawdę dobrej literatury, której jak najbardziej autentyczną bohaterką jest niesamowicie sympatyczna, silna i pełna miłości kobieta.


I tak naprawdę ta książka to nie jest książka dla mnie. Dlaczego? Już Wam tłumaczę. Czytając ją, nie mogłam się w żaden sposób identyfikować z jej autorką. Nie jestem matką, nigdy nie byłam w ciąży, nie przeżyłam jej utraty. I choć tak naprawdę nie miałam pojęcia, o czym czytam, to czytałam tę książkę z zapartym tchem i myślałam o wszystkich moich koleżankach po przeróżnych "macierzyńskich" przejściach i troszkę Wam wszystkim pozazdrościłam i nie żałuję, a nawet bardzo się cieszę, że moje oczekiwania wobec tej lektury minęły się z rzeczywistością.


Autorka opisuje tu swoje życie. Tematem przewodnim jest macierzyństwo, ale tak naprawdę pisze o wszystkim. O życiu zawodowym, o przyjaciołach, o wierze, rodzinie i o... seksie. Pisze o nim w przepiękny czasami delikatny, czasami mniej sposób, ale nigdy wulgarnie. Pani Ewelino chylę przed Panią czoła za niesamowitą zabawę słowną z wyrażeniem "last minute". Spadłam z krzesła, kiedy to przeczytałam:) I choć do tej pory nie miałam z tym żadnego problemu, chyba powoli zaczynam żałować, że mnie jako singielce zostały tylko wycieczki "last minute".


I choć wyżej napisałam, że nie identyfikowałam się z autorką, to jednak znalazło się kilka rzeczy, które nas łączą. Przede wszystkim miłość do książek i ich ogrom w mieszkaniu. Mnie również zaczynają już nudzić pytania typu " ty naprawdę przeczytałaś te wszystkie książki, po co ci ich aż tyle?" A jak nie przeczytałam to co? 


Z Panią Eweliną łączy nas jeszcze jedna miłość. Miłość do kotów mianowicie. Autorka jest właścicielką pięknego i charakternego rudego kocura, choć do domu miała trafić czarna kocurka. U mnie było trochę podobnie. Całe życie marzyłam o rudym kocie, jednak moja Lokatka to przepiękna biało - czarno - ruda trikolorka. Swoją drogą bardzo mnie zafascynowało i urzekło pierwotne imię kota pani Eweliny- Pelotka. Czyż nie jest ciekawe?


Mam wrażenie, że o tej książce mogłabym pisać bez końca. Analizować każde zdanie, zastanawiać się co jeszcze łączy mnie z autorką, a co dzieli, zachwycać się jej poczynaniami, dyskutować z nią w duchu itd, itp. Pani Ewelina i jej książka są niezwykłe, bo nie wiem, czy zauważyliście, ale zmusiły mnie do bardzo osobistej recenzji. Dawno już mi się to nie zdarzyło, także już więcej rozpisywać się nie będę, tylko z wielką przyjemnością zapraszam Was do tej podróży na malownicze Podhale. Myślę, że ten bardzo osobisty pamiętnik zachwyci Was tak bardzo jak mnie. Miłej lektury i do następnego!

Dorota Skrzypczak


piątek, 7 sierpnia 2020

Jednym tchem: Noir – Zofia Markowska


Jednym tchem, czyli wielki powrót małych recenzji! Krótka forma, maksimum treści. Idealna opcja dla zabieganych i w wiecznym niedoczasie! Na pierwszy ogień recenzja książki "Noir"!


"- Czy lubisz to miasto? - zapytał detektyw.
- Hmm, tak, raczej tak. To w końcu mój dom.
- Domu nie trzeba lubić.
- Tak, też mi się tak wydaje. Miasto jest specyficzne, kocham je, ale i..nienawidzę.
- Nie można czegoś kochać i nienawidzić.
- Tak myślisz? Jak dla mnie jest to najpowszechniejsze uczucie na świecie".

Fabuła: Młodziutka autorka Zofia Markowska przenosi nas w lata trzydzieste XX wieku do miasta Mindath, na wschód USA. Poznajemy to miejsce jako brudne, ponure, pełne wszechobecnej nienawiści, ale także nieustającej beztroski i zabawy. Michael Todd jest znanym w miasteczku detektywem, który nie boi się żadnej sprawy, ani ludzi, z którymi ma do czynienia. Sprawy, które trafiają się głównemu bohaterowi, są nudne i niewątpliwie bardzo łatwe do rozwiązania. Jednak sytuacja zmienia się, gdy w drzwiach jego biura pojawia się piękna i elegancka Rita Maroni. Kobieta niedawno została wdową i jest przekonana, że jej mąż Tommy Maroni został zamordowany... Sprawa jest niezwykle delikatna, ponieważ jej mąż był członkiem włoskiej mafii i został znaleziony martwy w swojej restauracji przy Sunend Street. Wdowa chce za wszelką cenę dowiedzieć się, kto dopuścił się tej zbrodni i dlaczego zabił jej męża. Detektyw wacha się, czy zająć się tą sprawą, jednak ostatecznie pochłania go doszczętnie, a na domiar złego piękna Rita intryguje go coraz bardziej swoją osobą.

Ocena: Książka ,,Noir" jest krótkim i lekkim kryminałem, w którym czuć melancholijny klimat. Autorka podzieliła książkę na rozdziały, w których każdy z nich rozpoczyna się mrocznymi wizjami sennymi detektywa. Narrator opisuje nam krok po kroku, jak wygląda śledztwo Michaela, jednak bez zwrotów akcji i tak potrzebnego w kryminałach napięcia. Książka skupia swoją uwagę na małej ilości postaci, a także zwięzłych, ale zarazem konkretnych dialogach. Myślę, że jest to dobry debiut młodej autorki z dużym potencjałem i liczę na to, że w przyszłości rozwinie swoje pisarskie skrzydła.

Jednym zdaniem: Mroczny świat, pełen egoistycznych ludzi, wyznaczających swoje własne zasady...

Beata Wolniewicz-Róg


czwartek, 23 lipca 2020

Ta miłość – K. J. Wilk


Ta książka miała naprawdę sporą szansę, by przypaść mi do gustu. Lekka narracja, ciekawa bohaterka i szybko nawiązany wątek główny. Niby nic niezwykłego, jednak dobrze się czytało. Niestety, to pozytywne wrażenie zepsuło kilka nie do końca dopracowanych elementów.


Tytuł: Ta miłość
Autor: K. J. Wilk
Wydawnictwo: Novae res

Klara jest młodą nauczycielką języka angielskiego, zawsze spokojna, rozsądna i po prostu… nijaka. Sama ma siebie dosyć, dlatego wraz z początkiem wakacji chce po prostu zaszaleć. Okazja natrafia się dość szybko. Za namową przyjaciół zgadza się wyjechać na tydzień na Mazury do domku ich znajomego. Szybko okazuje się, że kolega jest niesamowicie bogaty i… całkowicie zauroczony Klarą. Czy dziewczyna faktycznie zaszaleje?

Jak widzicie po opisie fabuły, historia jakich wiele. Jednak wiele poczytnych opowieści rozpoczyna się w ten sposób, przymknijmy więc na to oko. Co mamy dalej? Najpierw historia rozwija się całkiem przyjemnie. Mam wrażenie, że autorka potrafi pisać i tworzyć zdania, które nie rażą. Narracja jest lekka, tempo przyjemne. Czemu się więc czepiam?

Przede wszystkim z powodu infantylnych zwrotów akcji. Nie zdradzę wam zbyt wiele, podam tylko przykład, który wyjaśnia się na samym początku. Główny bohater od pierwszego spotkania deklaruje głębokie uczucie do Klary, bo… zakochał się w nie bez pamięci, gdy zobaczył ją na zdjęciu swojego kolegi. Tyle, wątek zamknięty, motywacja uzasadniona. Podobnych kwiatków jest całkiem sporo. Co jakiś czas otwierałam oczy ze zdziwienia, bo podobne zabiegi kojarzą mi się z twórczością naprawdę młodych autorek.

O wiele lepiej wypadły wątki poboczne, z ciekawością śledziłam losów postaci, które wpadały do historii ledwie na chwilę. To wszystko dziejące się w tle było naprawdę ciekawe i czasem bardziej intrygujące niż wątek główny.

Co do postaci Klary, polubiłam bohaterkę, jest wykreowana tak „pomiędzy”. Całe szczęście nie mamy tutaj typowej hardej babki, ale zwyczajną dziewczynę. Brakowało mi więcej informacji o jej pracy, bo poza początkiem, ten motyw już więcej się nie pojawia. Kolejną kwestią było impulsywne, przesadzone zachowanie. Jednego dnia przeczytałam dwie książki, w których bohaterka po prostu bez słowa się ewakuowała i to jest coś, czego nigdy nie zrozumiem. Serio. Nikt tak nie robi. Irytowało mnie również to, że główny bohater to po raz kolejny niesamowicie nadziany koleś. Tym wątkiem literatura jest już przesycona.

Wiem, wiem… tam gdzieś czają się ukryte wątki, tajemnice i przeszłość. Ja rozumiem, że być może trywialność wynika z faktu, że sekrety wciąż czekają na ujawnienie. Tylko czemu były tak słabo sygnalizowane, a już w ogóle nieporuszone? Ta książeczka ma raptem 172 strony! Naprawdę spokojnie mogłaby być dwa razy grubsza i zamiast zwodzić czytelnika drugim dnem, zwyczajnie dać mu „mięso”.

„Tu miłość” to zapewne początek literackiej drogi autorki. Mam nadzieję, że moja recenzja nie zrazi jej do kolejnych prób. Potrafi pisać, tego jestem pewna. Książkę czytało się lekko, szybko i przyjemnie. A to, że sama opowieść nie przypadła mi do gustu… to już inny temat.

Dominika Róg-Górecka

czwartek, 9 lipca 2020

Galeria – Beata Woźniak, Daniel Koziarski


Zabiorę Was dzisiaj na wycieczkę do galerii handlowej. W przypadku tej podróży nie ma znaczenia, w jakim mieście znajduje się ta galeria. Mogą to być Złote Tarasy w Warszawie, Manufaktura w Łodzi, a nawet jakieś małe osiedlowe centrum handlowe.


Tytuł: Galeria
Autor: Beata Wożniak, Daniel Koziarski
Wydawnictwo: Novae Res

Historie, których będziecie świadkami mogły zdarzyć się wszędzie. Igor z Magdą mogli wpaść na siebie w Złotych Tarasach, Paweł lub Marek mogą pracować w Łodzi, Ola z Januszem mogła umawiać się w małej osiedlowej galerii. Tak naprawdę decyzja gdzie umieścimy akcję tych opowiadań, należy tylko i wyłącznie do nas, czytelników, jedno jednak jest pewne, te utwory zrobią na Was niesamowite wrażenie i długo jeszcze będziecie o nich myśleć.

Każde opowiadanie podzielone jest na dwie części. Historię bohaterów poznajemy z dwóch perspektyw. Jest to bardzo ciekawe rozwiązanie i naprawdę daje do myślenia. Tu nic Moi Drodzy nie jest czarno- białe i każdy z bohaterów ma prawo głosu.

Bardzo spodobało mi się też to, że każde opowiadanie ma otwarte zakończenie, które pozostawia czytelnika z mnóstwem pytań. Zastanawiamy się, co by było gdyby i tworzymy swoje własne alternatywne zakończenia

Największe wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie o tytułach Córka i Fatum (tak, każde opowiadanie posiada dwa tytuły i jak już wspomniałam, opowiedziane jest z dwóch perspektyw) i długo nie mogłam się po jego przeczytaniu otrząsnąć. Oczywiście nie zdradzę Wam dlaczego, ale jestem przekonana, że będziecie wstrząśnięci równie mocno jak ja.

W tym miejscu chciałabym Was uprzedzić- nie spodziewajcie się po Galerii lektury łatwej i przyjemnej i w sam raz na wakacyjne dni. Podczas jej czytania nawet przez moment nie poczujecie sielskiej, letniej atmosfery i letniego rozprzężenia. Te opowiadania są bardzo prawdziwe, życiowe i ani trochę nieupiększone. Przedstawiają życie takim, jakie jest, ze wszystkimi jego blaskami i cieniami ( ze wskazaniem na cienie) i dlatego tak mocno wbijają w fotel, ale naprawdę warto tę książkę przeczytać.

Wielkie brawa dla autorów za wybór miejsca akcji. Muszę się przyznać, że często lubię się wybrać do swojej łódzkiej Galerii, ale nigdy nie wpadłam na to, że to miejsce do prawdziwa pożywka dla literatów, a pasjonujące historie same się proszą o ty, by je opisać. Beata Woźniak i Daniel Koziarski wykonali to zadanie w 100%.

Serdecznie zapraszam Was do przechadzki po tej Galerii, gwarantuję Wam, że po powrocie zupełnie inaczej spojrzycie na swoje lokalne centra handlowe i ludzi po nich spacerujących. Miłej lektury!

Dorota Skrzypczak

wtorek, 30 czerwca 2020

Stand by me – Agata Czykierda-Grabowska


Czasami pozory potrafią nieźle namieszać. Ale co innego, dać się zwieść wrażenie, które ktoś na nas wywiera, a co innego… wyrolować samego siebie. W końcu, tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono. Bohaterzy tej opowieści przekonają się o tym na własnej skórze. Tylko czy przez swój upór nie stracą szansy na szczęście?

 

Tytuł: Stand by me

Cykl: Pierwszy raz (tom 2)

Autor: Agata Czykierda-Grabowska

Wydawnictwo: Novae Res

 

Paweł zmienia dziewczyny jak rękawiczki, a każde jego spotkanie to przygoda na jedną noc. Ma sławę lowelasa, ale nie przejmuje się tym. Sara nie chce się stać jego kolejną zdobyczą. Chociaż chłopak niesamowicie ją pociąga, wie, że nie może liczyć na nic poważnego. Czy aby na pewno? Kto tu kogo wodzi za nos?

 

„Stand by me” to książka idealna na wakacje, lekka, ciepła, romantyczna i urocza. Jeśli chcesz poprawić sobie humor, potrzebujesz więcej romantycznych uniesień, niż oferuje szara codzienność, ten tytuł sprawdzi się wyśmienicie! Co konkretnie oferuje?

 

W zasadzie dokładnie to, czego się można po nim spodziewać. Historia oparta jest o klasyczny motywie „hate-love” lub po polsku „kto się czubi, ten się lubi”. Bohaterzy kłócą się i godzą, sprzeczają, dogryzają sobie i dokuczają, ale jest w tym mnóstwo ukrytych uczuć, z których nie zawsze zdają sobie sprawę. Sama opowieść przebiega w dość przewidywalny sposób, dlatego, jeśli macie już na swoim koncie kilka powieści w tym stylu, raczej nie będziecie zaskoczeni rozwojem akcji.

 

Można by się spodziewać, że w związku z tym ta książka nie przypadła mi do gustu. Nic bardziej mylnego! Od początku do samego końca jej czytanie było niesamowicie przyjemne! Polubiłam głównych bohaterów, a ich relacja, która rozwijała się gwałtownie i skokowo, ubarwiła mi niejeden wieczór. Z jednej strony w tej historii nie ma niczego zaskakującego, z drugiej świetnie kreuje romantyczny klimat i jest genialną odskocznią od codzienności.

 

Muszę przyznać, że „Stand by me” mnie oczarowało. Zdecydowanie polecam każdej miłośniczce lekkich romansów, w tej powieści znajdziecie mnóstwo czułych gestów i skrywanych uczuć.


środa, 3 czerwca 2020

Kiedy mnie zobaczyłeś – J. D. Russo



"Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu" Antoine de Saint-Exupéry "Mały Książę".

Chłopak Gabrysi, Kuba na początku wakacji zostaje potrącony przez samochód. Niestety, wskutek wypadku traci wzrok. Tymczasem Gabi dostaje się na wymarzony staż związany z projektowaniem ubrań w samym Paryżu. Ma dylemat: zostawić ukochanego, który teraz potrzebuje jej najbardziej na świecie, czy skorzystać z życiowej szansy, która może się już nie powtórzyć. Wspólnie z siostrą bliźniaczką, Alicją wpadają na pewien ryzykowny pomysł...


Tytuł: Kiedy mnie zobaczyłeś
Autor: J. D. Russo
Wydawnictwo: Novae Res

Powieść dla młodzieży, która przyciągnęła mnie niczym magnes już od pierwszej strony. Mimo że motyw zamiany ról nie jest żadnym novum, mimo że niektóre wydarzenia łatwo przewidzieć, to jednak czytało mi się ją bardzo ciekawie. Zwłaszcza, że tematyką są uczucia, a ja uwielbiam takie powieści, które rozbudzają emocje.

 

Książka nasycona przeżyciami, opisująca pierwsze i zarazem zakazane uczucie. Czy jednak ta miłość rzeczywiście nie ma szans, by zaistnieć? Czy naprawdę jest zakazana?

 

Powieść o tym, jak bardzo może boleć kłamstwo i ile zła wyrządzić, nawet jeśli z pozoru jest to tylko niewinne kłamstewko i nawet jeśli jest popełniane ze szlachetnych motywów. Zakończenie otwarte, sugerujące powstanie kolejnej części, na którą już czekam niecierpliwie. Czy prawdą jest, że miłość wszystko wybaczy?

 

Ciekawy pomysł na fabułę, ważny temat niepełnosprawności z powodu utraty wzroku, rodzenie się pierwszego uczucia to niewątpliwe atuty tej powieści. Jest to książka niezbyt obszerna objętościowo, lecz bogata w treść, choć bez przesytu. Autorka głównie skupia się na przeżyciach wewnętrznych głównej bohaterki. Uczucie między postaciami rozwija się stopniowo, niczym pąk kwiatowy rozwijający swe płatki, nie wybucha gwałtownie, co nadaje wyraz realności. Zaskakujące zakończenie, które jednak nie daje odpowiedzi na najważniejsze pytanie, czy miłość głównych bohaterów ma szansę się w pełni rozwinąć, gdy już na samym początku jest ona naznaczona kłamstwem. Ciekawa jestem także, czy Kuba dostanie szansę, by całkowicie wyzdrowieć, by odzyskać wzrok. No i wreszcie, co wymyśli Kaja, bardzo podstępna i wredna intrygantka?

 

Mam nadzieję, że wkrótce będę mogła poczytać o dalszych losach bohaterów. Polubiłam nieśmiałą, ale uczuciową i szczerze oddaną drugiemu dziewczynę. Mieć taką przyjaciółkę to skarb. Pomaga Kubie, jak tylko potrafi najlepiej, wspiera go, dzięki niej chłopak, który przeżył niejeden dramat w życiu, odzyskuje radość życia, widzi światełko w tunelu w ciemnościach swego życia (dosłownie i w przenośni). Szczerze kibicuję Alicji i Kubie, bo miłość to potężna siła i powinna zwyciężyć wszelkie przeszkody. Nie pochwalam jej oszustwa, ale przecież liczy się to, że jej uczucie do chłopaka było prawdziwe i czyste, a to przecież najważniejsze. Gdy się naprawdę kocha, można wybaczyć naprawdę wiele.


Monika Bednarska

wtorek, 21 kwietnia 2020

Bigamista – Agnieszka Płoszaj

Dzisiaj, tak trochę przekornie, chciałabym Was poinformować, że ja zgodnie z odgórnymi zaleceniami #zostaję w domu, a to Wy Moi Drodzy wybierzecie się do mnie, do mojej rodzinnej Łodzi. Wraz z łódzką pisarką, Agnieszką Płoszaj, przygotowałyśmy dla Was fascynującą zagadkę kryminalną,

Tytuł: Bigamista
Autor: Agnieszka Płoszaj
Wydawnictwo: Novae Res

Wraz z pewnie, niektórym Was już znanym duetem łódzkich policjantów, Jakubem Karskmi i Tomaszem Mielczarkiem, będziemy próbowali rozwiązać zagadkę utonięcia Patryka Rawskiego, młodego instruktora fitness. Nie łudźcie się jednak, że będzie tak łatwo. W tej powieści dzieje się naprawdę wiele. Julia Bronicka znowu wpada w tarapaty, jej siostra Magda również nie próżnuje, na komendzie, na której pracują nasi dzielni chłopcy, zachodzą diametralne zmiany. Przygotujcie się na niezłą jazdę bez trzymanki, bo to, co tu napisałam to tylko przedsmak niesamowitej i wciągającej przygody, jaką funduje nam Agnieszka Płoszaj.

Zasugerowałam wyżej, że niektórzy z Was mogą już znać bohaterów tej książki, a to z tej przyczyny, iż Bigamista jest trzecią częścią cyklu. Julię, Ginger, Jakuba i Tomasza mieliśmy już okazję poznać w Czarodziejce wydanej w 2017 roku, rok później ukazał się Ogrodnik i teraz doczekaliśmy się trzeciej części tej niesamowicie wciągającej serii.

Czytając te książki po kolei mamy niebywałą przyjemność obserwować, jak niesamowicie rozwija się talent pani Agnieszki. Poprzednie części były dobre, ale mam wrażenie, że Bigamista to prawdziwy majstersztyk literatury kryminalnej. W tej książce odnajdziecie niezliczoną liczbę różnych, z pozoru niepasujących do siebie wątków. Mafia, tajemnicze zaginięcie dziecka sprzed kilkudziesięciu lat, tajemniczy wypadek samochodowy, historia z czasów łódzkiego getta, łódzkie feministki, czego tu nie ma. Gwarantuję Wam, że z każdą przewracaną kartką z niedowierzaniem będziecie zastanawiać się, w jaki sposób te wszystkie wątki się połączą w jedną całość. Uwierzcie  mi, połączą się i nawet przez chwilę nic tu nie zazgrzyta. To świadczy o naprawdę wielkim kunszcie pisarskim i zamykając książkę, byłam pod ogromnym wrażeniem.

Już trochę mnie znacie i wiecie, że wizerunek mojego miasta rodzinnego w literaturze jest dla mnie bardzo ważny. Przyznam Wam się, że mam niebywałą przyjemność znać panią Agnieszkę z widzenia, kilka razy z nią rozmawiałam, jest osobą niezwykle sympatyczną i w tym przypadku nie miałam żadnych obaw, że nie spodoba mi się jej obraz Łodzi. Opisała ona Łódź prawdziwą, jej piękne strony i te trochę mniej też. Pragnę podziękować autorce szczególnie za wycieczkę na Księży Młyn. W Słowie od autora pani Agnieszka napisała, że darzy to miejsce wielkim uczuciem. Dla mnie ten rejon również jest bardzo ważne, chodziłam tam do szkoły i naprawdę z wielką przyjemnością odwiedziłam go wraz z bohaterami, tym bardziej że jak niektórzy na pewno wiedzą, dzielnica  ta jakiś czas temu przeszła ogromną metamorfozę, ale urzeka tak samo jak zawsze.



Oczywiście mamy tu do czynienia z rasowym kryminałem, ale myślę, że nieobce pani Agnieszce są również inne gatunki. Te fragmenty, w których na scenę wkracza Magda, czytałam jak dobrą powieść obyczajową. Świetnie się przy tym bawiłam i chętnie przeczytałabym jakąś komedię romantyczną w wykonaniu autorki. Myślę, że Magda ma wszelkie zadatki, aby stać się jej pierwszoplanową bohaterką. Kto wie, może kiedyś się tego doczekamy? Pani Agnieszko, co Pani na to?

Kiedy po raz pierwszy wzięłam książkę do ręki, okładka nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia. Szara, bura, nijaka. Dopiero kiedy przyjrzałam się jej dokładnie, dotarło do mnie, że treść i atmosferę książki oddaje w punkt i jest znakomita.

No cóż, Kochani, nie ma co zwlekać, czekam na Was w Łodzi. Przeżyjecie tu  pasjonującą przygodę, o której długo nie zapomnicie. Miłej lektury! Do następnego!

Dorota Skrzypczak


https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh96SdLSuYhQOA1sD2MmehJGsv_5xgVPbY7IBdZQ3nphgZobaS85Dg05rRCyc4BLrOW9TXUoNkSjMuILyOCD7Rh1BCCJAGG__vZjmIcIeYEh21mGr0akfPQ7Di2nexRL1lL5TZ9ZLp8W4NX/s1600/logo_novae_res_2014_podstawowe_rgb.png

piątek, 17 kwietnia 2020

Wielke włoskie wakacje – Jolanta Kosowska


Ponieważ mamy na świecie taką, a nie inną sytuację i plany wakacyjne nas wszystkich stoją dziś pod wielkim znakiem zapytania, a czasami nawet niestety już obróciły się wniwecz, ja postanowiłam Moi Drodzy zabrać Was dziś właśnie na wakacje do Włoch.


Tytuł: Wielkie włoskie wakacje
Autor:Jolanta Kosowska
Wydawnictwo: Novae Res

Dokładnie rzecz ujmując, do Włoch wybierzemy się razem z Klaudią i Karoliną, zwiedzimy tam wiele przepięknych miejsc i przeżyjemy ogrom magicznych i pełnych tajemnic chwil. Równolegle w upalnym Trójmieście zagadkę tych niezwykłych wakacji, na podstawie znalezionego na ławce pamiętnika Klaudii rozwiązać będzie próbował pewien dziennikarz i były policjant Kacper. Oczywiście nie muszę Wam wcale wspominać, że te wakacje i pamiętnik zmienią życie ich obojga na zawsze:) Przygotujcie się na wyprawę pełną niesamowitych wrażeń, pięknych widoków i dużo, dużo słońca.

Kiedy przeczytałam opis fabuły na okładce książki, byłam przekonana, że zaraz po przeczytaniu pierwszych zdań znajdę razem z naszymi bohaterkami we Włoszech i od razu zacznę chłonąć ich cudowną atmosferę. Fabuła ta zaskoczyła mnie jednak bardzo, bo skonstruowana jest w zupełnie inny sposób. Na początku poznajemy Kacpra, który zdążył się już zapoznać z pamiętnikiem Klaudii i próbuje rozwikłać  tajemnicę włoskich wakacji i odnaleźć jego piękną właścicielkę. Muszę się przyznać, że spodziewałam się zupełnie czegoś innego, konstrukcja ta bardzo mnie zaskoczyła, ale nie przeszkodziło mi to w czytaniu tej książki z wielkim zainteresowaniem. 




 Oczywiście ja wielbicielka "tła okołofabularnego" po lekturze tej książki byłam bardzo usatysfakcjonowana. Razem z bohaterami odwiedziłam Rzym, Asyż, Pompeje, Florencję i Wenecję, zobaczyłam tam mnóstwo niezwykłych miejsc i dowiedziałam się tylu ciekawych wiadomości, że mam wrażenie, iż tegoroczne wakacje mam już odhaczone:)  Autorce udało się również obudzić kilka moich wspomnień, ponieważ dość dawno temu miałam przyjemność odwiedzić, niektóre z opisywanych w powieści miejsc, nie powiem momentami ta literacka podróż, stała się bardzo sentymentalna.
À propos "tła okołofabularnego" znajdziemy tu również kilka ciekawych wiadomości z zakresu psychologii i powiem Wam tylko tyle, że pewien eksperyment wywarł na mnie dość duże wrażenie. Ciekawa jestem, czy Was też zainteresuje.

Wiecie już dobrze, że onomastyka i imiona to mój bzik. Zwróciłam tu uwagę na jedną rzecz i cały czas zadaję sobie pytanie, czy to, że wszyscy główni bohaterowie noszą imiona na literę K. to tylko przypadek? Nie zdziwiłoby mnie wcale, że nawet autorka tego nie zauważyła, i zadziałał tu tylko mój "onomastyczny bzik", ale nie powiem, zaintrygowało mnie to.

Moi Drodzy Czytelnicy przygotujcie się od razu na to, że zakończenie niebywale Was zaskoczy. Ja czytałam je z niedowierzaniem, bo naprawdę nie tego się spodziewałam, co oczywiście jest wielkim plusem tej książki. Nie mi nic lepszego niż zakończenia wbijające czytelnika w fotel.

Nie mogę tu nie wspomnieć o okładce tej powieści. Daje nam ona niesamowity przedsmak wakacji i przygód, które już zaraz na nas czekają. 

Także, Kochani, nie ma co zwlekać, zapraszam do Włoch i Trójmiasta. Szczęśliwej podróży i miłej lektury! Do następnego!

Dorota Skrzypczak


https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh96SdLSuYhQOA1sD2MmehJGsv_5xgVPbY7IBdZQ3nphgZobaS85Dg05rRCyc4BLrOW9TXUoNkSjMuILyOCD7Rh1BCCJAGG__vZjmIcIeYEh21mGr0akfPQ7Di2nexRL1lL5TZ9ZLp8W4NX/s1600/logo_novae_res_2014_podstawowe_rgb.png

czwartek, 16 kwietnia 2020

Kuzynka Marie (tom I i II) – Agnieszka Janiszewska

 

Nasz wehikuł czasu również ma dość tej atmosfery strachu i niepewności, która panuje wokół nas i postanowił zabrać nas aż do roku 1914 do Korbielowa i Paryża. Jak wiemy, nie były to czasy wcale spokojniejsze, ale myślę, że w towarzystwie Marie, Emilii i ich bliskich miło spędzimy czas.

Tytuł: Kuzynka Marie (tom I i II)
Autor: Agnieszka Janiszewska
Wydawnictwo: Novae Res

Razem z Marie udamy się z Paryża w odwiedziny do Korbielowa do Emilii, gdzie będziemy świadkami pierwszego spotkania dwóch kuzynek, które do tej pory nie utrzymywały ze sobą kontaktu. Poznamy pełną tajemnic i niedomówień historię ich rodziny, odwiedzimy Paryż ogarnięty wojenną gorączką i przekonamy się, jak różne oblicza może mieć prawdziwa miłość.

To nie jest moja pierwsza podróż literacka z panią Agnieszką Janiszewską. Czytałam już kilka jej książek, Was również miałam przyjemność zabrać na jedną podróż do świata przez nią wykreowanego. Za każdym razem urzeka mnie historia, którą pisarka nam serwuje. I chociaż stosuje ona często w swoich powieściach takie same rozwiązania fabularne, to i tak tło historyczne i sylwetki bohaterów porywają od pierwszych stron i czytelnik zapomina o bożym świecie.

Akcja każdej z powieści pani Agnieszki toczy się w okresie znamiennym dla losów świata i Polski. Autorka zabierała nas już w sam środek Powstania Warszawskiego czy okres stanu wojennego w Polsce i wydarzeń mu towarzyszących. Tym razem wysiądziemy z wehikułu w sam środek zimy roku 1914  w majątku Emilii Koźmińskiej w Korbielowie, aby potem wraz z Marie Boratyńską udać się do Francji czasu I wojny światowej. Jak zwykle w książkach tej autorki bohaterowie bardzo dużo dyskutują na temat słuszności wybuchu wojny i sytuacji politycznej na świecie. Już wiem, dlaczego te rozmowy są tak interesujące i wiarygodne. Doczytałam się na skrzydełku okładki, że pisarka jest nauczycielką historii. Dzięki jej wiedzy merytorycznej opowiedziana historia jest tak wciągająca i pasjonująca i tak się ją czyta. Czytelnik sam ma ochotę włączyć się do tych rozmów i przedstawić bohaterom swoje racje i stanowisko. Jest to niewątpliwie wielki plus tych książek, bo poza mile spędzonym czasem z ich lektury wynosimy również porządną dawkę wiedzy historycznej na temat ważnych wydarzeń.


Poza tym, że Kuzynka Marie to wciągająca powieść historyczna, jest to również książka o miłości. O wielkiej miłości, która w jednym momencie potrafi zmienić nasze życie raz na zawsze. Z zapartym tchem będziecie obserwować losy rodziców Marie i z niedowierzaniem nie raz westchniecie nad tym, jak to piękne uczucie wpłynęło na dzieje kilku rodzin.

Pisałam Wam już nie raz, że zwracam uwagę na imiona, jakie pisarze nadają swoim bohaterom. Pani Agnieszka już raz mnie wzruszyła, obdarzając bohaterkę jednej ze swych książek imieniem mojej babci. Tym razem urzekły mnie trzy imiona męskie, które niebywale pasują do czasów opisywanych w powieści. Onufry, Apolinary i Gwidon, czyż Was również  to nie urzeka?:) 

Jak zwykle w utworach pani Janiszewskiej okładki niebywale pasują do treści książek. Utrzymane są w duchu epoki, w której mają miejsce opisywane wydarzenia, są niezwykle sugestywne i kryją w sobie pewną tajemnicę, która już na wstępie wiele obiecuje.

Gorąco zapraszam Was do tej podróży literackiej. Będziecie uczestniczyć w wydarzeniach, które niebagatelnie wpłynęły na losy całego świata, spotkacie uroczych i przesympatycznych bohaterów, z którymi ciężko będzie Wam się rozstać i razem z nimi przeżyjecie pełną wzruszeń historię miłosną. Miłej lektury! Do następnego!


Dorota Skrzypczak



https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh96SdLSuYhQOA1sD2MmehJGsv_5xgVPbY7IBdZQ3nphgZobaS85Dg05rRCyc4BLrOW9TXUoNkSjMuILyOCD7Rh1BCCJAGG__vZjmIcIeYEh21mGr0akfPQ7Di2nexRL1lL5TZ9ZLp8W4NX/s1600/logo_novae_res_2014_podstawowe_rgb.png



wtorek, 21 stycznia 2020

Nowy dom – Kaja Kujawska



Dzisiaj zabiorę Was do Warszawy i Podkowy Leśnej, gdzie czekają na nas młoda pani architekt Alina i jej babcia Teresa Zawilska, właścicielka stajni w Podkowie Leśnej.


Tytuł: Nowy dom
Autor: Kaja Kujawska
Wydawnictwo: Novae Res

Będziemy towarzyszyć Alinie podczas rozpoczęcia nowego życia w Warszawie. Będzie naprawdę ciekawie. Nowa praca, nowe wyzwania, nowe przyjaźnie i trzech przystojnych facetów. Wyobrażacie sobie, co może się dziać? Z Teresą również nudzić się nie będziecie. Jej wojenne losy są naprawdę pasjonujące i poznacie je na pewno z wielką przyjemnością.

Konstrukcja tej powieści jest nam już bardzo dobrze znana. Od  czasu do czasu zabieram Was na takie wycieczki, gdzie co rozdział podróżujemy w czasie. Tym razem znowu będziemy się przemieszczać ze współczesnej Warszawy do stolicy czasów II wojny światowej. Poznamy fascynującą wojenną historię Teresy, którą jestem pewna, przeczytacie z wielkim zainteresowaniem. Będzie to opowieść o wielkiej miłości i pięknej przyjaźni, które w tak ciężkich czasach również miały szansę zaistnieć i przetrwać.

Jestem również przekonana, że bardzo polubicie obie nasze bohaterki. Alina to przesympatyczna, ambitna dziewczyna, która bez trudu znajduje w Warszawie nowych przyjaciół i świetnie sobie radzi na stanowisku pani architekt w firmie Murowane. Prym w tej powieści wiedzie jednak babcia Teresa. Nie sposób pokochać tej wspaniałej staruszki, która w dojrzałym wieku kupuje stary dom w Podkowie Leśnej i spełnia marzenie swojego życia, otwierając tam stajnię. Zresztą jak się okaże hartu ducha i odwagi nie brakowało jej nigdy, o czym świadczą jej wojenne losy.

Kaja Kujawska, jak się okazuje, posiada niewątpliwie umiejętność kreowania oryginalnych i nietuzinkowych bohaterów. Alina i Teresa są naprawdę wspaniałe, lecz swoją barwną osobowością ujęła mnie również Lilka. No i poznacie również Lucynę, niesamowitą szefową biura Murowane. Jej postać zapadła mi w pamięci na długo.

Jest w tej powieści coś jeszcze, co przyciągnęło moją uwagę. Jest to mianowicie obraz wojennej i powojennej Warszawy. W czytanych przeze mnie ostatnio powieściach z tamtych czasów dominowały strach, śmierć i przerażenie. Tu to wszystko nie rzuca się tak bardzo w oczy. Oczywiście naszym bohaterom nie jest łatwo, w którymś momencie Teresa ucieka z pociągu, w którym trwa łapanka, ale nie ma tu trupów na ulicach i wszechobecnych wtedy hitlerowskich mundurów. I co znamienne, nasza bohaterka na swojej drodze spotyka wielu naprawdę życzliwych ludzi, którzy pomagają wszystkim dookoła, przez co życie w tych trudnych czasach staje się łatwiejsze. Uważam, że takie ukazanie tamtejszych czasów jest dobrym rozwiązaniem, bo historia Teresy naprawdę wciąga i wzrusza.

Znacie już kilka moich literackich bzików takich jak "tło okołofabularne", onomastyka czy kulinaria w powieści. Dzisiaj przyznam Wam się do jeszcze jednego. Bardzo interesują mnie zawody i miejsca pracy bohaterek. Lubię podglądać je w codziennej pracy i od czasu do czasu dowiedzieć się czegoś nowego. Tutaj miałam przyjemność podejrzeć od kuchni zawód architekta i bardzo mi się to podobało. Tak samo jak historia Biura Odbudowy Stolicy, w którym pracowała Teresa. Z wielką przyjemnością czytałam opisy pracy Aliny i jej kolegów nad Muzeum Odbudowy Stolicy, a już migawki z autentycznych prac odgruzowywania powojennej Warszawy pochłaniałam z szeroko otwartą buzią. 

Serdecznie zapraszam Was do tej podróży. Naprawdę warto poznać historię tych dwóch niesamowitych kobiet. Odpoczniecie, wzruszycie się, nie raz i nie dwa głośno zaśmiejecie i naprawdę przemiło spędzicie czas w ich towarzystwie.

A już niedługo zabiorę Was do przesympatycznej Majki i jej przyjaciół. Do następnego! 


Dorota Skrzypczak
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh96SdLSuYhQOA1sD2MmehJGsv_5xgVPbY7IBdZQ3nphgZobaS85Dg05rRCyc4BLrOW9TXUoNkSjMuILyOCD7Rh1BCCJAGG__vZjmIcIeYEh21mGr0akfPQ7Di2nexRL1lL5TZ9ZLp8W4NX/s200/logo_novae_res_2014_podstawowe_rgb.png


piątek, 20 grudnia 2019

Perveriada – Jan Jamiński



Zgodnie z obietnicą zabieram Was dzisiaj do Paryża. Czeka tam już na nas Herro, znany kreator mody, pasjonat sztuki i kobiet.


Tytuł: Perveriada
Autor: Jan Jamiński
Wydawnictwo: Novae Res

Herra poznamy w momencie kiedy w jego życie wkroczy tajemnicza Larfa d'Arras. Nasz bohater przegra z nią aukcję sztuki, której przedmiotem będą dwa szesnastowieczne obrazy autorstwa holenderskiego malarza van der Hoesa. Zwyciężczyni akcji zaproponuje kreatorowi pewien układ. I wtedy zacznie się dziać. Kim jest Larfa i jaki ma cel w snuciu swoich intryg? Kto jest kim w tej układance, którą zdaje się ona kierować? Jaką tajemnicę kryją obrazy, o które toczy się gra? Takich pytań zadacie sobie jeszcze wiele, a z każdą przewracaną kartką będziecie coraz bardziej ciekawi, jak skończy się ta niesamowita intryga.

Książkę do recenzji zamówiłam sobie, ponieważ opis na okładce zapowiadał  kryminał z historyczną zagadką w tle. Oj, niechże Was czasami ten opis nie zmyli. Nie mamy tu do czynienia z takim sobie zwykłym kryminałem. Autor funduje nam prawdziwą, rasową powieść napisaną świetnym literackim językiem.

Uprzedzam Was od razu: nie sięgajcie po tę książkę podczas świątecznych przygotowań. Nie dacie rady przeczytać jej między lepieniem ciasta na pierogi a pieczeniem kolejnych pysznych ciast. Do tej lektury trzeba usiąść na spokojnie i porządnie się w nią wczytać. Znajdziecie w niej mnóstwo informacji z przeróżnych dziedzin. Bohaterowie toczą długie dysputy na temat literatury, matematyki, filozofii, socjologii i wiele, wiele innych równie poważnych zagadnień. Naprawdę trzeba się w to wczytać, bo ze strony na stronę robi się coraz ciekawiej.

Nie ulega wątpliwości, że zaintrygowani będziecie już od pierwszych stron. Powieść tę rozpoczyna bowiem scena morderstwa Herra. Kim jest kobieta, która go właśnie przed chwilą śmiertelnie ugodziła nożem do otwierania listów i jak do tego doszło? Żeby się do tego dowiedzieć, będziecie musieli przebrnąć przez wszystkie wyżej wspomniane dysputy, rozważania i opisy, lecz uwierzcie mi ,nie będziecie tego żałować, ani przez chwilę.

Właśnie, opisy. One tutaj również są bardzo dokładne i wnikliwe. Autor z niewiarygodną precyzją opisuje wszelkie wnętrza, stroje i dzieła sztuki, co jeszcze bardziej sprawia, że czujemy się jakbyśmy byli w Paryżu i krążyli z zainteresowaniem wokół bohaterów.

W tej powieści wszystko jest niezwykłe i nietuzinkowe, również wspomniani wyżej bohaterowie. Z uśmiechem i niedowierzaniem przyglądać się będziecie poczynaniom Herro, pokiwacie z politowaniem głową nad Stellą, nie raz i nie dwa zastanowicie się nad tym, co knuje i ukrywa Cognos, a uprzedzam, że wymieniłam tu tylko garstkę intrygujących protagonistów.

Jestem przekonana, że najwięcej emocji wzbudzi w Was jednak Larfa d'Arras. Do końca będziecie zastanawiać się, kim naprawdę jest i co kieruje jej tak zaskakującymi poczynaniami. To ona pociąga tu za wszystkie sznurki i jest sprawczynią całej tej zaskakującej intrygi, która niesamowicie wciąga czytelnika.

Tytuł książki- Perveriada- może trochę dziwić i zaskakiwać, ale jest jak najbardziej adekwatny do jej treści. Perwersji tu nie brakuje, oj nie brakuje, ale nie obawiajcie się, autor nie przekracza nawet przez moment granicy dobrego smaku. Ta perwersja nie odstrasza, lecz wręcz przeciwnie bardzo czytelnika zaciekawia.

Tak jak wspomniałam wyżej, książka do łatwych nie należy, a nawet bez ogródek przyznać muszę, że jest trudna. Nie obawiajcie się jednak, cała ta historia jest naprawdę ciekawa i podejrzewam, że bez trudu przebrniecie przez rozważania na przeróżne tematy i wrócicie z tej podróży wzbogaceni o nowe informacje z uczuciem, że przeżyliście w Paryżu niesamowitą przygodę. Miłej lektury!

A już niebawem zabiorę Was na Śląsk, gdzie nasza nowa znajoma Beata rozpoczynać będzie nowe życie.

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh96SdLSuYhQOA1sD2MmehJGsv_5xgVPbY7IBdZQ3nphgZobaS85Dg05rRCyc4BLrOW9TXUoNkSjMuILyOCD7Rh1BCCJAGG__vZjmIcIeYEh21mGr0akfPQ7Di2nexRL1lL5TZ9ZLp8W4NX/s200/logo_novae_res_2014_podstawowe_rgb.png
Dorota Skrzypczak.


środa, 13 listopada 2019

Przepowiednia Reinkaanyiuki – Kalina Bobras



Debiuty mają to do siebie, że czytelnicy nigdy nie wiedzą, czego mają się spodziewać. Niekiedy takie książki są perełkami, a ich autorzy z wdziękiem dołączają do grona poczytnych pisarzy. Często bywa też tak, że debiutanckie powieści są tak „ciężkostrawne”, że odbiorcy albo nie doczytują ich do końca, albo z ulgą ten koniec przyjmują. W moim odczuciu do takiej właśnie kategorii można zaliczyć  Przepowiednię Reinkaanyiuki Kaliny Bobras.

Tytuł:  Przepowiednia Reinkaanyiuki
Autor: Kalina Bobras
Wydawnictwo: Novae Res

Według słów prastarej legendy podczas jednej z walk o władzę Dusza Słońca uwięził swojego brata Duszę Mroku. Oczywiście nie miało być to długotrwałe, a jedyną osobą, która mogłaby powstrzymać jego rychły powrót był Reinkaanyiuki – nowe wcielenie Duszy Słońca. By tego dokonać młody chłopiec Haeylden, który okazuje się być reinkarnacją Duszy Słońca wraz z grupą wybrańców udaje się w podróż mającą na celu zdobycie kryształów Natury. Tylko w ten sposób będą oni w stanie pokonać budzące się do życia zło.

Przepowiednia Reinkaanyiuki zapowiadała się na ciekawą i intrygującą książkę. Niewątpliwie było magicznie, a wszystko owiane było tajemnicą aż proszącą się o jej rozwiązanie. Niestety im głębiej w powieść, tym niej ciekawiej i optymistyczniej. Schematy powielały schematy, a głównym bohaterom – dziwnym trafem – wszystko się udawało. Brakowało mi tutaj zdecydowanie piętrzących się przed nimi problemów, które skłaniałyby do wytężonej pracy umysłowej i zdecydowanych decyzji mających wpływ na opowiadaną historię.

Bohaterowie byli dosyć sztywni i jednomiarowi. Przyzwyczaiłam się już do książek, w których każda postać była indywiduum mającym własne zdanie, postępującym zgodnie z własnym sumieniem, niekoniecznie opierając się na obowiązującym kanonie. Nie, zdecydowanie nie uświadczyłam tutaj żadnej chemii, czułam jedynie niedowierzanie i irytację. Dla mnie – przywódca, nawet niedoświadczony – wprowadzający zamęt w szeregi własnej kompani to żaden przywódca, a działanie pod jego „rozkazami” winno zakończyć się kompletną klęską.

Jeśli chodzi o stronę językową, autorka również zaprezentowała czytelnikom prawdziwy misz masz. Przy niektórych słowach można było połamać sobie język i to sprawiło, że pewne nazwy wolałam sobie odpuścić, ponieważ niemożność prawidłowego ich wymówienia, a co dopiero przeczytania była dla mnie utrudnieniem.  Poza tym można było również dostrzec widoczną niekonsekwencję w ramach czasowych (smoki i pociągi raczej nie idą ze sobą w parze) oraz brak dokładnego opisu odwiedzanych światów (nie lubię zbytecznego rozwlekania, ale wypadałoby wspomnieć cokolwiek, prawda).

460 stron Przepowiedni Reinkaanyiuki było dla mnie istną mordęgą, ale nie zrażam się i nadal będę czytać debiutanckie powieści, szukając w nich czegoś, co będzie w stanie mną wstrząsnąć. W tej książce nic takiego nie znalazłam.


Monika Mikłaszewska




wtorek, 5 listopada 2019

Podróż do Carcassone – Agnieszka Janiszewska

Zgodnie z moją obietnicą, zabieram Was dzisiaj do Warszawy i Krakowa. Nasz niezawodny wehikuł czasu przeniesie nas w lata dwudzieste i czterdzieste poprzedniego wieku. Będziemy świadkami wielu ważnych dla naszego kraju wydarzeń. W tych wydarzeniach towarzyszyć będziemy Natalii Moore i jej córce Iwonie.

 

Tytuł: Podróż do Carcassone tom 1 i 2
Autor: Agnieszka Janiszewska
Wydawnictwo: Novae Res

Natalię poznajemy w dość ważnym momencie jej życia. Okazuje się, że dziewczyna jest w ciąży z hrabią Ksawerym Leszczyńskim. Początkująca aktorka podrzędnego teatru i hrabia? Toż to mezalians, powiecie. I oczywiście będziecie mieli rację. Ta powieść nie zacznie się od szczęśliwego happy endu:), oj nie. Drogi tych państwa rozejdą się na zawsze, a my z zapartym tchem obserwować będziemy ich losy na przestrzeni wielu lat. Ich rodziny zadbają o to, abyśmy nawet przez moment się nie nudzili, a wręcz przeciwnie: powodów do wzruszeń, nerwów i wielu innych emocji będziemy mieli aż nadto.

Autorka opiera swoje powieści na pewnym intrygującym schemacie. Książkę otwiera fragment tekstu pisanego kursywą w pierwszej osobie. Domyślamy się oczywiście, że są to wynurzenia córki Natalii Moore, a w tekście tym roi się od tylu znaków zapytania i tajemnic, że z niecierpliwością chcemy poznać losy naszych bohaterek. I tak jest cały czas. Fragmenty pamiętnika Iwony przeplatają się z narracją trzecioosobową, w której poznajemy losy obu pań i rodu Leszczyńskich. Czyta się to naprawdę ciekawie, zakończenie każdego fragmentu intryguje i natychmiast chce się poznać ciąg dalszy. A naprawdę warto to zrobić.

To trzecia powieść pani Agnieszki, którą miałam niekłamaną przyjemność przeczytać, lecz pierwsza, której bohaterowie wzbudzili we mnie tak silne emocje. Już od pierwszych stron, kiedy miałam (nie)przyjemność poznać hrabinę Stefanię Leszczyńską, naprawdę we mnie zawrzało. Inni bohaterowie są równie wyraziści i budzą w czytelniku wiele rozmaitych uczuć, ale uwierzcie mi, nikt nie jest w stanie dorównać hrabinie Stefanii.

Akcja książki rozgrywa się w bardzo ważnych dla Polski latach. Jesteśmy świadkami rodzenia się nowego, młodego państwa po wieloletnim wymazaniu z map świata i towarzyszymy bohaterom w ciężkich czasach II wojny światowej. Sytuacja polityczna w kraju i na świecie prowokuje bohaterów do wydawania różnorodnych opinii na jej temat. Te rozmowy czyta się bardzo ciekawie. Nasi protagoniści wiedzą, o czym mówią, są pewni swoich racji i nie ustępują interlokutorom na krok. A my mamy uczucie, jakbyśmy naprawdę byli w środku tych ważnych wydarzeń i sami zastanawiamy się, które stanowisko jest nam bliższe i którego bohatera powinniśmy niezwłocznie poprzeć.

Zdradziłam Wam kiedyś, że moim konikiem jest onomastyka i zwracam uwagę, jakie imiona autorzy nadają swoim bohaterom. Pani Agnieszka ochrzciła swoich protagonistów bardzo tradycyjnie, imionami pasującymi do czasów, w których rozgrywa się akcja książki, ale mnie najbardziej ujęła jedna bohaterka- Aurelia. Myślę, że gdyby miała na imię, dajmy na to Józefina, również nie dałoby się jej nie lubić, ale ja jeszcze bardziej pokochałam ją dzięki temu pięknemu imieniu. Tak miała na imię moja babcia, a naprawdę dawno już w swoich literackich podróżach nie spotkałam bohaterki o tym imieniu. Dziękuję Pani Agnieszko!

Bardzo rzadko piszę w swoich recenzjach o okładkach książek, ale chyba zacznę robić to częściej, bo coraz bardziej zaczęłam zwracać na nie uwagę. I nie wypada mi nic innego jak pochwalić wydawnictwo za okładki Podróży.... Piękne, nastrojowe klimatem pasujące do czasu akcji powieści i kryjące w sobie jakąś tajemnicę.

Gorąco zapraszam Was do lektury tych książek. Odbędziecie niesamowitą podróż w niezwykłe czasy i przeżyjecie wzruszającą przygodę, w której prawdziwa miłość odegra niebagatelną rolę. A podróż do Carcassone? Obiecuję, też ją odbędziecie, Miłej lektury!

A już niedługo zabiorę Was do Anglii, prosto do samego Sussex.
  
 Dorota Skrzypczak.
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh96SdLSuYhQOA1sD2MmehJGsv_5xgVPbY7IBdZQ3nphgZobaS85Dg05rRCyc4BLrOW9TXUoNkSjMuILyOCD7Rh1BCCJAGG__vZjmIcIeYEh21mGr0akfPQ7Di2nexRL1lL5TZ9ZLp8W4NX/s200/logo_novae_res_2014_podstawowe_rgb.png

czwartek, 3 października 2019

Dialogi z czarnym Platonem – Iwona Bińczycka-Kołacz


Obiecywałam Wam ostatnio, że w następną naszą podróż zabiorę Was na Kaszuby. Słowa oczywiście dotrzymam, ale najpierw wybierzemy się do Krakowa, gdzie obecnie mieszka i pracuje Renata, z Kaszub właśnie pochodząca. Zabierze nas ona do swojej rodzinnej wioski, gdzie będzie musiała uporać się z rodzinnymi problemami i nowymi wyzwaniami.


Tytuł: Dialogi z czarnym Platonem
Autor: Iwona Bińczycka-Kołacz
Wydawnictwo: Novae Res

Przed tą zapracowaną singielką trudne zadanie. Z dnia na dzień zostanie matką swego czteroletniego bratanka i będzie musiała się zająć kiepsko radzącymi sobie z życiem rodzicami. Również codzienność jej najbliższych przyjaciółek nie będzie usłana różami, a i im Renata będzie chciała pomóc w ciężkiej niedoli. Łatwo nie będzie. Na szczęście nasza bohaterka ma obok siebie wiernego towarzysza Platona, który zawsze wysłucha jej utyskiwań na codzienne  troski i niedole. Czy Renacie uda się stworzyć prawdziwy dom dla małego Piotrusia? Czy pomoże zmienić życie swoim rodzicom? I najważniejsze: czy Renacie i jej przyjaciółkom zacznie się w końcu wieść w życiu osobistym? O tym będziecie musieli już przekonać się sami. 

Powieść ta skonstruowana jest w bardzo ciekawy i intrygujący sposób. Rozdziały właściwe przeplatane są fragmentami tajemniczego notatnika, który przypadkiem wpada w ręce naszej bohaterce. Poznajemy z niego wzruszającą i dramatyczną historię nieznajomego mężczyzny. Uwierzcie mi z zapartym tchem, będziecie przewracać kartki, aby jak najszybciej dowiedzieć się kim on jest. Odkrycie jego tożsamości nie będzie jakąś wielką niespodzianką, ale niewątpliwie taka konstrukcja nadaje tej powieści pazura.

Książka ta to prawdziwe kompendium wiedzy z zakresu filozofii. Renata  jest doktorantką wydziału tejże nauki i pracownikiem naukowym, a przede wszystkim prawdziwą jej pasjonatką i wielbicielką Platona. Dzięki temu czytając, odkryjemy wiele fascynujących ciekawostek na ten temat, napisanych bardzo przystępnym językiem, w sam raz dla laika. Wiedzieliście na przykład, że Platon to pseudonim filozofa? Pewnie niektórzy z Was tak, ale ja, która jako takie pojęcie o filozofii ma, przeczytałam o tym po raz pierwszy.

Dla mnie, wielbicielki "tła okołofabularnego" ta książka to w ogóle prawdziwy raj. Autorka raczy nas wieloma arcyciekawymi wiadomościami z przeróżnych dziedzin. Wiele dowiemy się o rodzinnych stronach Renaty, Kaszubach. Warto wynotować sobie atrakcje turystyczne tychże rejonów, o których wspomina pisarka i podczas wakacyjnych peregrynacji koniecznie je odwiedzić.

Notatnik tajemniczego nieznajomego to skarbnica pięknych i mądrych cytatów, które rozpoczynają każdy jego wpis. Niewątpliwie niejeden z nas znajdzie wśród nich taki, który rozświetli nam mroki dnia codziennego podczas napadu jakiejś nikomu niepotrzebnej chandry.

Ciekawym przerywnikiem w fabule są autentyczne wywiady z młodziutką piosenkarką, lekkoatletą i freeriderem z Modlnicy, przeprowadzone przez autorkę dla małopolskiego czasopisma w latach 2015-2016. Poznałam dzięki temu osoby, o których nie miałam okazji wcześniej słyszeć i dowiedziałam się wielu ciekawych faktów z ich życia pełnego pasji.

Serdecznie polecam Wam tę powieść, bo to książka bardzo prawdziwa. O życiu w biedzie, o walce z nałogami, o próbach wyrwania się z patologicznego środowiska, o miłości do rodziców i nierównych bitwach z podstępnymi chorobami. Nie raz, nie dwa łza zakręci Wam łezka w oku i z całego serca kibicować będziecie bohaterom. I niewątpliwie uroczy Piotruś i cudowny Platon skradną wszystkie Wasze uczucia. Miłej lektury!

A już niedługo zabiorę Was do Tych, gdzie czeka na nas pewna Karolina z rodziną i przyjaciółmi. Do następnego!

Dorota Skrzypczak
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh96SdLSuYhQOA1sD2MmehJGsv_5xgVPbY7IBdZQ3nphgZobaS85Dg05rRCyc4BLrOW9TXUoNkSjMuILyOCD7Rh1BCCJAGG__vZjmIcIeYEh21mGr0akfPQ7Di2nexRL1lL5TZ9ZLp8W4NX/s200/logo_novae_res_2014_podstawowe_rgb.png

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2018 Recenzje na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates